Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Czasem święta czasem ladacznica – Joanna Drosio-Czaplińska , Jacek Masłowski

19 października 2019

Czasem święta czasem ladacznica – Joanna Drosio-Czaplińska , Jacek Masłowski

Ilustracje Aleksandra Grzegorek

Wydawnictwo Agora , Wydawnictwo Tamaryn , 2019 , 206 stron

Literatura polska

   Bardzo ciekawy, inspirujący efekt!

   Kiedy między dwojgiem psychoterapeutów dochodzi do stale nawracających rozmów na temat kobiecości i męskości, to musi narodzić się z tego książka, żeby swoją wiedzą i wnioskami koniecznie podzielić się z innymi. Udzielić wyjaśnień i rad potrzebującym (a jest ich sporo!) w sferze problematycznej, jaka często zachodzi między kobietą a mężczyzną. Publikacja powstała po to, by pomóc zrozumieć kobietę i siebie w jej roli. Początkowo byłam sceptycznie nastawiona do strony męskiej reprezentowanej przez współautora, ale z czasem dostrzegłam jego nieocenioną rolę w reprezentowaniu przeciętnego, uprzedzeniowego, męskiego spojrzenia. Przydawał się zwłaszcza tam, gdzie należało je poszerzyć, wyprostować, uzupełnić, skonfrontować lub w ogóle zmienić kierunek lub sposób postrzegania. Śledzenie dyskusji ułatwiała grafika podkreślająca najważniejsze myśli, z których kilka umieściłam w tekście oraz czarno-fioletowa czcionka wyróżniająca trudne do pomylenia autorstwo naprzemiennych wypowiedzi.

   Modułowa tematyka rozmów wydawałaby się pozornie rozbieżna, ale w całości linearnie śledząca rozwój emocjonalny i seksualny kobiety od dzieciństwa do dorosłości oraz pokazująca wpływ spektrum czynników go pozytywnie lub negatywnie rozwijający, a także katastrofalne skutki tego przenoszone na związki z mężczyznami. Byłam przeszczęśliwa, że w tych rozmowach silnie wybrzmiewała decydująca rola wychowawcza rodziny, a szczególnie ojca w kształtowaniu kobiecości i poczucia własnej wartości oraz przerażające skutki braku obecności w życiu dziewczynki lub patologicznych zachowań wobec niej, które obecnie obserwuję wśród moich nastolatek na co dzień.

Mam tutaj na myśli omawiane epatowanie seksem, wykorzystywanie urody do manipulacji,

agresywność w zdobywaniu partnera, zbyt szybka inicjacja seksualna, wszechobecna i łatwa dostępność do pornografii, a potem samotność w małżeństwie, bierna przemoc w związku i wiele, wiele innych, niepożądanych zjawisk w relacjach damsko-męskich. W ten sposób rozmówcy omówili nie tylko zmiany, jakim uległy rola  i zadania kobiety w związku, rodzinie i społeczeństwie, ale również przyczyny powstania nowych zjawisk kulturowo-społecznych – single, agresywna aktywność kobiet, zanik flirtu, Silver Fox czy tabu negacji macierzyństwa, o którym pisała Orna Donath w Żałując macierzyństwa.

   Z dyskusji wyłania się przerażający i smutny obraz kobiety zakładającej wiele masek i odgrywającej wiele ról, by emocjonalnie poradzić sobie z postępem, jaki funduje nam współczesny świat z powszechnie funkcjonującym przekonaniem często wyrażanym przez wielu mężczyzn – kobiety dzielą się na te, z którymi można się żenić, i te, z którymi jest dobry seks.

Fot. Miriam Akida

   Nic pomiędzy?

   Lepszym jest inne powiedzenie przekazywane z pokolenia na pokolenie przez kobiety – idealna kobieta powinna być damą w salonie, kucharką w kuchni i dziwką w sypialni.  Jednak nie do końca o to chodziło rozmówcom, ponieważ to jest nadal zatracanie siebie w różnorodnych postawach. Według nich nadzieją na udany związek z zachowaniem własnej tożsamości i poczuciem wartości jest dojrzałość obojga czyli akceptowanie tego, że nie wszędzie można być i nie wszystko mieć.

   To trudne wyzwanie!

   W społeczeństwie narzuconych i obowiązujących norm kulturowo-społecznych, w których seks i seksualizacja prawie wszystkiego, młodość oraz uroda wyznaczają wartości, a nawet tożsamość kobiety, trzeba włożyć dużo chęci i wysiłku w pracę nad sobą i własnymi dziećmi.

   Dotyczy to zarówno kobiet, jak i mężczyzn.

   Ta rozmowa, do której zapraszają terapeuci, wspólnicy, przyjaciele, ale również kobieta i mężczyzna, to dobry początek, by zrobić pierwszy krok do przerwania samonapędzającego się, szalonego kręgu cierpienia. Do wyzwolenia się spod jego wpływu. Do stworzenia przestrzeni dla prawdziwego siebie, bo dopiero wtedy pojawia się miejsce na prawdziwe spotkanie z drugim człowiekiem.

   Szansa na dobry związek.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Czasem święta, czasem ladacznica [Joanna Drosio-Czaplińska, Jacek Masłowski]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi: , ,

Nie opuszczaj mnie – Kazuo Ishiguro

21 marca 2019

Nie opuszczaj mnie – Kazuo Ishiguro
Przełożył Andrzej Szulc
Seria Pi
Wydawnictwo Albatros , 2005 , 320 stron
Literatura angielska

   Jest lato. Czas relaksu, radości, wakacyjnych zauroczeń, więc wiele obiecywałam sobie po tak nostalgicznym tytule. Takim samym, jaki posiada przepiękna piosenka Jacues’a Brela Ne me quitte pas. W Polsce śpiewana przez Edytę Górniak, a dla mnie najlepiej wykonywany cover po polsku.
   Niestety, nastrój prysnął już na drugiej stronie pierwszej kartki. Jeszcze próbowałam ubłagać autora: nie.. proszę… nie rób mi tego… tylko nie dzieci. A on bezlitośnie zaczął rzucać w zdania wyrazy jak czarne kamienie: dawca, donacja, klon, zejście. Pozwolił na powolne oswojenie się z bohaterami, z ich dzieciństwem, problemami dorastania, radościami i smutkami, marzeniami, pragnieniami, z ich pierwszymi miłościami. Kiedy zrozumiałam ich człowieczeństwo, kiedy ich pokochałam (bo jak nie kochać dzieci, które nie mają rodzin?), kazał mi ich zabijać, jeden po drugim. Mogłam to robić na raty, jak w filmie Walka o ogień. Wycinać sobie kawałek po kawałku, w zależności od potrzeby, aż do zejścia dawcy. Zmusił mnie do życia w kraju George’a Orwella, w którym wszyscy są równi, ale niektórzy równiejsi. W świecie, w którym najważniejszą zasadą było: nie zabijaj, ale zrób to, jeśli ma to uratować życie twoje, twojej śmiertelnie chorej żony, dziecka, mamy.
   Taki świat mnie czeka?
   Chcę pozostać w dotychczasowym, gdzie wartości moralne są jednoznaczne, proste i klarowne, gdzie nie zabijaj nie ma odcieni szarości.
   Proszę, Świecie, zatrzymaj się, pozwól dokonywać prostych wyborów.
   Nie opuszczaj mnie…

text

 Obrazek pochodzi z artykułu Klonowanie dzieci tuż-tuż.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fantastyka

Tagi:

Smokobójca – Tomasz Pacyński

Smokobójca – Tomasz Pacyński
Wydawnictwo Fabryka Słów , 2006 , 387 stron
Literatura polska

   Zachciało mi się bajek dla dorosłych, tych grzecznych, dla kamuflażu nazywanych literaturą fantasy, żeby dzieci nie pomyślały, że starsi im czegoś zazdroszczą. Chciwie sięgnęłam po Smokobójcę, licząc na wiele, a może nawet na dużo więcej.
Trafiłam do świata, w którym kłobuków, utopców i strzyg na kopy, ale i smoków od groma i ciut ciut i to gadających. Przyczepiłam się więc do rycerza, który miał konia, zbroję i specjalny arsenał do zabijania gadziny: kuszę z magicznymi bełtami i balistę. Wpadł pod Krakowem zabijając ulubioną maskotkę jego mieszczan. Otruł gada, nadzianą siarką i saletrą, owcą, zamiast stanąć honornie do walki. Przyszło mu więc pożegnać się z życiem, kładąc głowę pod topór, na kruczym kamieniu. Uratowała go zasuszona dziewica, narzucając jakąś szmatę i drąc się przeraźliwie: Mój ci on! Mój ci!. Ustąpiłam. Niech ma! Będzie miała minę jak się dowie, że to zwykły szewczyk-dratewka, który w posiadanie tytułu rycerza wszedł zadając skrytobójczą śmierć prawowitemu właścicielowi, a smoki zabijał cudzymi rękoma, sobie przypisując zwycięstwa. Może jednak zasuszonej dziewicy wszystko jedno jaki rycerz, byle były jakieś troki od spodni to znaczy jakieś oczka od zbroi. To niech ma i się udławi jak, nie przymierzając, ten smok spod Krakowa.
   Poszłam sobie godnym krokiem do innej bajki, w której w smoki nie wierzono, ale za to wierzono w demony. Zrobiło się ciemno, straszno, krwisto i rzeźniczo.
   Szybko przeskoczyłam do następnej bajki, patrząc przez lewe ramię, czy jakiegoś demona za sobą nie wlokę. Wylądowałam na czterech… łapach. Stałam się kotem i to nie byle jakim, ale kotem czarownicy. Długo się nią nie nacieszyłam. Wywlekli mi ją z naszej wieży, źli ludzie, na stos.
   Zakradłam się więc na następną stronę, do świata dziewczynki-odmieńca, bawiącej się kukiełkami i nieświadomej tego, że uprawia woodoo. Uuuuu co tam się działo! Wyobraźnia tego dziecka nie znała granic. Uciekłam stamtąd szybko, nie chcąc stać się bezwolną lalką w jej rękach.
   Z ulgą zamknęłam książkę, bo jeszcze kilka bajek, a jak nic, popadłabym w schizofrenię. Ile i jak szybko można zmieniać nastroje, emocje i okoliczności, a każde następne groźniejsze i bardziej niebezpieczne od poprzednich? Ja zabraniam umieszczać tyle bajek w jednej książce. Grozi to kalectwem psychicznym, a i przywleczeniem czego złego do rzeczywistości. Potem człowiek zaczyna ni z tego ni z owego szyć pacynkę przypadkowo podobną do szefa, bo a nuż zadziała? Albo bawić się w smoka. To nic, że z papieru. Ważne, że się rusza i to jak!

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fantastyka

Tagi:

Białoruś: kartofle i dżinsy – Małgorzata Nocuń , Andrzej Brzeziecki

Białoruś: kartofle i dżinsy – Małgorzata Nocuń , Andrzej Brzeziecki
Wydawnictwo Znak , 2007 , 228 stron
Literatura polska

   Płynąc promem do Szwecji poznałam Andrieja, Białorusina, lekkoatletę, którego celem był udział w międzynarodowych zawodach sportowych organizowanych w Norwegii. Rozmowa z nim zaczęła się od tego samego pytania, którym rozpoczyna się książka-reportaż: Dlaczego Białorusini rozmawiają po rosyjsku, nie macie własnego języka? Andriej uśmiechnął się i wzruszył ramionami, a potem było miło, sympatycznie i wesoło.
   Tak też zaczyna się opowieść o Białorusi. Wesoło jak w komedii, bo kariera polityczna Aleksandra Łukaszenki przypomina karierę Nikodema Dyzmy. Dyrektor sowchozu, słynącego z uprawy kartofli, bijący swoich podwładnych , o posturze i mentalności bazarowej baby, wzbudzający niedowierzanie i prowokujący podśmiewywanie się z wiejskiego głupka opozycji i pozostałych deputowanych w rządzie. Wśród wyborców zdobył jednak zaufanie. Jako syn ludu, mówiący prostym i ekspresyjnym językiem, obiecywał suwerenny, szczęśliwy, demokratyczny kraj pod swoimi rządami. A ludzie stali i słuchali. Po ich policzkach ciekły łzy.
Po zdobyciu prezydentury przestano żyć ironią, bo pojawiły się jaskółki groteski: zbieranie kwitów, wspieranie ideologii poglądami Hitlera, dymisjonowanie ministrów, przesuwanie terminów wyborów, pobicia opozycjonistów. Z czasem, niezauważalnie absurd przeszedł w dramat jak w dobrym thrillerze: likwidacja symboli narodowych, rugowanie języka białoruskiego, znikanie niewygodnych dziennikarzy i opozycjonistów, zamykanie gazet, powołanie gwardii przybocznej szkolącej się na kryminalistach, często z ich śmiertelnym zejściem, fałszowanie wyborów i referendów, stworzenie szwadronu śmierci, wykonującego wyroki na rozkaz z góry.
   Zrozumiałam dlaczego Andriej nie podjął tematu. Bał się tak, jak boi się większość narodu, która woli się cieszyć tym co jest, byle nie było wojny, bo demokracja to chaos.
   Młode pokolenie, dla którego znakiem wolności jest kolor dżinsu, nauczyło się żyć obok państwa kartofli: rozmawiać w alternatywnym języku białoruskim, kończyć alternatywne liceum z wykładowym białoruskim, słuchać alternatywnej muzyki, chodzić do alternatywnego teatru, czytać alternatywne książki. Żyć w podziemiu Niezależnej Republiki Marzeń – N.R.M. To również nazwa zespołu, który śpiewa po białorusku o schizofrenicznej Białorusi.
Jako Polka z historią swojego narodu jestem całym sercem z nimi. Wytrzymajcie!
ŻYWIE BELARUS!

Miensk-Minsk

Przekład Jan Maksymiuk

Drodzy mińszczanie i goście stolicy,
chcę wam się zwierzyć z pewnej tajemnicy:
Mówiąc krótko, to dziw, ale „c’est la vie”,
żyjemy w stolicy jak ród dwojga krwi.

Refren:
Żyjemy jednocześnie
w dwóch rewirach,
Od rozdwojenia jaźni
mamy świra.
Dlaczego nie możemy
sobie uszyć
z Mieńska i Mińska jednej
miejskiej koszuli?

Miasto Mieńsk to pierwsze z owych dwojga miast,
dziś nie ma go na mapach ziem i gwiazd.
To miasto żyje w sercu, żyje w głowie
niektórych z miasta, co się Mińskiem zowie.
W tym Mińsku musisz być zameldowany
i masz z betonu pałac i parkany,
kamienic zrujnowanych zwidne cienie,
i twego dzieciństwa przeminione dnie.

Refren:
Żyjemy jednocześnie
w dwóch rewirach,
Od rozdwojenia jaźni
mamy świra.
Dlaczego nie możemy
sobie uszyć
z Mieńska i Mińska jednej
miejskiej koszuli?

W Mińsku są ulice, że tylko się schować,
na przykład Kolektorska i Bazowa –
tu naród twój posłuszny wykonuje
wielkie zadanie i swą dolę kuje.
A w Mieńsku tak przyjemnie iść i marzyć,
kiedy w sklepikach światła się rozjarzą.
Tam się wieże kościołów pną do góry,
tam bruk i dachówka, podwórza i mury.

Refren:
Żyjemy jednocześnie
w dwóch rewirach,
Od rozdwojenia jaźni
mamy świra.
Dlaczego nie możemy
sobie uszyć
z Mieńska i Mińska jednej
miejskiej koszuli?

W Mińsku wszystko się miesza, chleb i maca,
Wielki Październik i Bogurodzica,
pijana łza i taka mjuzik-sieczka,
że na nic actimel i kościelna świeczka.
No a na Mieńsk nie można nic poradzić,
nie można go zrujnować lub wysadzić,
Twój Mieńsk nie spłonie i nie zgnije,
a będzie w tobie żyć, dopóki ty żyjesz.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi:

Mój świat jest kobietą: dziennik lesbijki – Magdalena Okoniewska

Mój świat jest kobietą: dziennik lesbijki – Magdalena Okoniewska
Wydawnictwo Jacek Santorski & Co , 2004 , 389 stron
Literatura polska

   O Matko! O Matko, żeby nie krzyknąć: o Boże! Wiem, wzywam nadaremnie, ale jak tu nie grzeszyć, skoro autorka próbuje zmienić mi orientację seksualną. Siedzi w swoim świecie Seksmisji, w którym widzi tylko kobiety, rozmawia tylko z kobietami, mówi tylko o kobietach, żyje tylko z kobietami, wmawiając mi, że wszystkie kobiety są lesbijkami. Jeśli natomiast nie są to: po primo – nie wiedzą, że są, a po secundo – jeśli wiedzą, to się tej wiedzy wypierają. W obu przypadkach kobiety trzeba ratować. Uwalniać z klatek małżeństw, wyciągać z klasztorów, ostrzegać przed mężczyznami, którzy są zbędnym balastem tego świata, a w ogłupiającej prasie kobiecej umieszczać rady typu: najlepszym lekarstwem na wszelakie nieszczęścia jest rzucenie faceta, jako głównej ich przyczyny i bycie sobą czyli lesbijką. Zwłaszcza te, które mają na imię Agnieszka, Kaśka, Aśka, Magda lub Marta, bo to statystycznie najpopularniejsze imiona wśród le(a)sek z branży. Nic nie da więcej wolności i szczęścia niż miłość u boku kobiety, bo ona jest taka ładna, gładka, okrągła, przytulna, jędrna, mięciutka jakby stworzona według zasad Feng Shui, i dająca najwięcej rozkoszy, gdy jest się z nią ciało przy ciele, kobieta w kobiecie… STOP! Wróć! KOBIETA W KOBIECIE?!? Jak to…”w”?!?  Tak bez… ten tego? W?!?
   Manuela Gretkowska twierdzi w My zdies’ emigranty, że najpiękniejsze co ma w sobie kobieta to mężczyzna! Której wierzyć, skoro obie są kobietami? Chociaż Kopernik też była kobietą, a potem się okazało, że jednak mężczyzną.
No nie wiem, nie wiem…
   Tezę Manueli mogę sobie wyobrazić dokładnie, ze szczegółami, a nawet wypraktykować, bo mężczyzna jest bardzo prosty w obsłudze. Posiada przecież tylko jedną dźwignię. Natomiast tezy Magdaleny nie mogę sobie zwizualizować, a już na pewno wypraktykować przy tylu guziczkach jak w kokpicie samolotu. Trzeba być niezłym pilotem, żeby się w tym połapać i polecieć do nieba. Żeby chociaż jakąś instrukcję zostawiła, więcej szczegółów podała albo jakieś zdjęcie dołączyła, no w ostateczności odręczny rysunek. A tu nic! To ja chromolę taką tezę, która leży i kwiczy, bo się potknęła o taki malusieńki szczególik, który czyni tak WIELKĄ RÓŻNICĘ.

Mój świat jest kobietą. Dziennik Lesbijki [Magdalena Okoniewska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Wspomnienia powieść autobiograficzna

Tagi:

Cukiereczki – Mian Mian

Cukiereczki – Mian Mian
Przełożyła Katarzyna Kulpa
Seria z Miotłą
Wydawnictwo W.A.B. , 2007 , 234 stron
Literatura chińska

   Mian Mian zaprosiła mnie do kręgu swoich przyjaciół. Częstowała cukierkami. Lubię słodycze. Usiadłam, wzięłam i spróbowałam. Zwłaszcza, że Cukiereczki były w Chinach zakazane, a zakazana słodycz tym bardziej kusi i tym rozkoszniej smakuje.
Niestety, nie tym razem.
   Dostałam cukierki o popękanym szkliwie, tak jak potrzaskane było życie bohaterów książki, o smaku gorzkiego piołunu, tak jak pełne goryczy, beznadziei, bólu były ich marzenia i słone, tak jak słone były ich łzy rozpaczy i bezsilności wobec walki z samym sobą.
   Każdy cukiereczek to inna historia drogi do najsłynniejszej ulicy w Pekinie, gdzie można było zaspokoić wszystkie ludzkie potrzeby: wyglądu, jedzenia, rozrywki, seksu czy głodu dzięki alfonsom, żebrakom, prostytutkom, alkoholikom, narkomanom, hazardzistom, dilerom. Taki stał się świat młodego pokolenia Chińczyków od końca lat osiemdziesiątych pod wpływem zachodniej popkultury. Nie pomógł Mur Chiński, który miał chronić przed resztą świata. Młodzi chcieli go przebić, przedostać się na drugą stronę chłonąc piękna muzykę The Doors wraz z narkotykami, AIDS i stylem życia, w którym pieniądze się zdobywa a nie zarabia. Niby nic nowego, bo to samo dzieje się w innych krajach i to od bardzo dawna, a „literatura narkotykowa” zalewa rynek wydawniczy. Przeraziło mnie tylko to, że w Chinach elementy patologiczne wyłapuje się jak szczury poprzez cykliczne, uliczne obławy i eliminuje poprzez rozstrzelanie, nawet za zwykłą kradzież. Natomiast chorych na AIDS wywozi się na bezludną wyspę, z której nikt nie wraca.
   Smutno mi, że ten piękny świat Azji Wschodniej wykreowany przez Lisę See, Pearl Buck, Lian Hearn i wielu innych ma również oblicze Mian Mian. Niezmienna pozostała tylko umiejętność pięknego nazywania starymi wyrażeniami nowych zjawisk: grzeszny dług – nielegalne dziecko, wędrowne wilgi – prostytutki czy ściganie smoka – wciąganie oparów heroiny.
   Smutno mi, bo przeczytałam epitafium chińskiej tradycji. Nie żałuję, bo ten nowy obraz również do niej należy.
   A zaczęło się od tak niewinnego zdania: ta książka będzie o tym, jak wszystkie grzeczne dzieci dostają cukierki… i chciałoby się dodać: i idą do piekła…

text

 Obrazek pochodzi ze strony V10.pl

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi:

Dwanaście – Marcin Świetlicki

Dwanaście – Marcin Świetlicki
Seria Polska Kolekcja Kryminalna Tom II
Wydawnictwo EMG , 2006 , 212 stron
Literatura polska

   Znalazłam przepis na książkę, nieważne jaką, ważne, że książkę. Marcin Świetlicki, znany raczej jako poeta, postanowił spróbować sił w zawodzie cukiernika i upiec popularne ciasto – czyli napisać powieść, a ściślej thriller. Przynajmniej do tej kategorii zaliczył ją wydawca informując mnie o tym na tylnej okładce.
Powszechnie wiadomo, że efekt każdego produktu końcowego w kuchni zależy od jakości poszczególnych składników oraz umiejętności piekącego. Marcin Świetlicki-cukiernik wziął więc:
– 2 kg mrocznej atmosfery z miasta Breslau,
– 80 kg żywej wagi bohatera z powieści Jerzego Pilcha,
– 40 l każdego alkoholu pod ręką,
– 1 osobę seryjnego zabójcy,
– szczyptę wulgaryzmów z Achai Andrzeja Ziemiańskiego,
– składnik X.
Wszystkie półprodukty zaczął łączyć i mieszać. Mroczną atmosferę z Breslau przeniósł do Krakowa, a dokładniej do czterech klubokawiarni i gospód: Biuro, Dym, Piękny Pies i Zwis. W tym czworokącie bermudzkim umieścił, a właściwie usadził przy stolikach tychże barów bohatera, który spuchł, utył, posiwiał i zdziadział, od nadmiaru spraw życiowych i amatorsko-zawodowo-detektywistycznych. Składnikiem łączącym pozostałe uczynił seryjnego zabójcę, który morduje, celowo lub przypadkowo, swoich znajomych, wprowadzając odrobinę ożywienia w miejsce marazmu i tumiwisizmu w zaułkach ulic miasta. Zbytnią gęstość i ciężkostrawność tej mieszanki podlał wszelkiego rodzaju alkoholem oraz rozładowującymi napięcie wyrazami z języka mięsistego. Na koniec dodał tajemniczy składnik X, niczym profesor-stwórca kreskówkowych Atomówek czyli własny talent poetycki, sprawiający układanie się momentami, pisanej przez niego prozy, w strofy. Ostatecznie całość włożył w foremkę okładek i wydał między ludzi.
   Otworzyłam, spróbowałam i poczułam zakalec. Gospodarz zaczął się więc krygować i uprzedzać ewentualne niezadowolenie: że on sobie tak po cichutku tylko tę historię napisał, dla siebie, żeby spróbować sprawdzić się w innym gatunku literackim. To trzeba było do szuflady napisać, żeby dojrzało jak wino, a nie od razu publikować. Że ona nie jest, nigdy nie była i nie będzie historią o alkoholu. Uważnie przeczytałam tę książkę i stron bez alkoholu i nie o alkoholu naliczyłam na palcach jednej ręki, a główny bohater nie pił, ale patrzył przez alkohol, mówił przez alkohol, czuł i myślał przez alkohol. Hohohoho! Co za kokieteria! Na zakończenie szantaż: ta historia zaciekawi tylko bezpośrednio zainteresowanych, trzeźwych i w nastroju, bo reszta to matoły. Cóż , może inni nie mają wyboru, ale ja mam, ja mogę krzyczeć: KRÓL JEST NAGI!
   Jednak Pan Marcin Świetlicki wziął sobie do serca maksymę: trening czyni mistrza. Dosłownie i w przenośni. Trzecia część trylogii Jedenaście, z Mistrzem w roli głównej, otrzymała główną nagrodę w kategorii proza w konkursie Nagroda Literacka Gdyni 2009. Mam nadzieję, że Kapitule Konkursu ciasto smakowało, bo ja zdecydowanie dziękuję, więcej próbować nie będę.

   Przy okazji zrobiłam sobie TEST NA ALKOHOLIZM, bo po takiej książce licho nie śpi. W podsumowaniu wyników okazało się , że takich ludzi. jak ja – nie ma. Na pocieszenie otrzymałam radę: zacznij pić. :/

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Kryminał sensacja thriller

Tagi:

Wszystkie rodziny są nienormalne – Douglas Coupland

Wszystkie rodziny są nienormalne – Douglas Coupland
Przełożyła Małgorzata Hesko-Kołodzińska
Seria Labirynt
Wydawnictwo Zysk i S-ka , 2005 , 268 stron
Literatura kanadyjska

   Zdarza mi się słyszeć, podczas licytacji oryginalności rodzin, stwierdzenie: moja rodzina to jest dopiero nienormalna! Zwłaszcza wśród bardzo młodych. Starsi już wiedzą, że takich rzeczy nie mówi się publicznie. Starsi zamiast opowiadać i narażać się na konsekwencje odwetu złośliwej ciotki lub siostrzeńca-kryminalisty, oglądają seriale o innych rodzinach i czytają książki o innych rodzinach. Najlepiej o nienormalnych, bo fajnie, że inni też tak mają, a nawet gorzej i wtedy jest jeszcze lepiej. Chciałam więc poznać rodzinę Drummondów, pośmiać się na miarę ironii Kurta Vonneguta i ulotnego humoru Jacka Kerouaca (jako taka była reklamowana), a może nawet razem popłakać nad ich losem.
   Historia zaczyna się niewinnie. Tak gładko jak żonglerka trzema piłeczkami przez cyrkowca. Są więc rodzice: Janet i Ted oraz trójka dorosłych dzieci: Wade, Bryan i Sarah.
   Autor dorzuca do tego kolejne piłki: Janet i Ted są po rozwodzie spowodowanym pojawieniem się kochanki Teda – Nickie. Zdarza się. Obecnie staje się to normą.
   Łapię kolejne piłki: Wade przespał się z kochanką ojca, Sarah ma kochanka, a jej mąż kochankę. Chciałoby się krzyknąć: wszyscy wzajemnie bardzo się kochamy!
   Kolejne trzy piłki: Janet, Nickie i Wade chorują na AIDS. Troje w jednej rodzinie to faktycznie nienormalne.
Jestem jednak jeszcze w stanie przyjmować kolejne piłki-fakty dorzucane szczodrze przez pisarza: żona Bryana – Shw (tak, tak to nie literówka) jest w ciąży, którą chce usunąć lub sprzedać dziecko; Ted ma raka wątroby; Sarah jest jednoręką astronautką lecącą w kosmos.
   W połowie powieści autor przyspieszył z podrzucaniem faktów z gracją karabinu maszynowego: Ted postrzelił Wade’a i Janet; Wade chce zarazić AIDS Teda w ramach szantażu; Shw wpada w macki handlarzy dziećmi; cała rodzina negocjuje sprzedaż ukradzionego z trumny oryginalnego listu księcia Williama do mamy-Diany, a żona Bryana – Beth to trzeźwiejąca narkomanka i fanatyczka religijna.
   Dosyć! Dosyć! Dosyć!
   Ilość zdarzeń w tej rodzinie przerosła moje zdolności żonglowania. Dla mnie ta rodzina nie była nienormalna, ale anormalna.
   Na koniec dostałam piłką między oczy. Jej absurdalność przebiła konkurs na oryginalność rodziny: wszyscy chorzy na AIDS zostali całkowicie uleczeni dzięki wymieszaniu krwi z prostytutką z Ugandy. Prostytutką z Afryki, gdzie AIDS AIDSA AIDSEM pogania!
   Tutaj moje możliwości czytelnika-żonglera wyczerpały się. Wszystkie piłki pospadały na podłogę łącznie z książką, a ja z szumem w głowie zastanawiam się do dziś: co to był za cyrk!?
   Tak na marginesie, bardzo się cieszę, że moja rodzina jest tak obrzydliwie normalna. Skaczę z radości i rozwijam transparent: ABY NORMA BYŁA NORMĄ!, bo w przeciwnym razie zamiast rodziny otrzymamy szczypiorek.

text

 Obrazek pochodzi ze strony Sadurski.com

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi: