Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Anatomia zdrowia – Agnieszka Leszczyńska

5 stycznia 2020

Anatomia zdrowia: jak kompleksowo zadbać o ciało, umysł i duszę – Agnieszka Leszczyńska

Wydawnictwo Kobiece , 2019 , 224 strony

Literatura polska

   „…zdrowie; ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto cię stracił…”

   Znamy, znamy bardzo dobrze ten fragment inwokacji z Pana Tadeusza Adama Mickiewicza. Dokładnie to nieszczęście przydarzyło się autorce tej publikacji. Dopadła ją choroba, która stała się impulsem do działania, do poszukiwań dróg wyjścia, a w konsekwencji do profilaktycznego podejścia do zdrowia  – W związku ze swoimi dolegliwościami, poznaniem oferty naszej służby zdrowia, oferowanym mi leczeniem wyłącznie objawowym i groźba operacji (która niosła spore ryzyko) zostałam zmuszona do zainteresowania się na poważnie terapiami naturalnymi. Znalazła też pozytywną stronę kilkutygodniowego unieruchomienia w łóżku – czas. Wykorzystała go, by podzielić się swoimi refleksjami, przemyśleniami, wnioskami, bogatą wiedzą i doświadczeniem w tej dosyć mocno skondensowanej treściowo publikacji.

   Można powiedzieć – kolejnej na polskim rynku wydawniczym.

   Ale, ale! Mnie zachęciło holistyczne brzmienie podtytułu – Jak kompleksowo zadbać o ciało, umysł i duszę. To komplementarne podejście do tematu zdrowia wymusiło podział treści na trzy główne rozdziały, które nazwała poziomami – ciała, umysłu i duszy. O tym, że jest zawodową naturopatką, dowiedziałam się ze wstępu. Swoją wiedzę teoretyczną, popartą zielarsko-rolniczymi tradycjami rodzinnymi, a także zdobytą w trakcie kilkunastoletnich poszukiwań poprzez edukację, od początku starała się integrować z działaniem. Dlatego obok teorii znalazłam tutaj mnóstwo sprawdzonych rad, ostrzeżeń, praktycznych wskazówek, a przede wszystkim przykładów i przepisów ilustrujących omawiane zagadnienia. Otrzymałam też mnóstwo linków do obszarów poszerzających temat, wśród których utonęłam w Internecie. Spośród wielu najbardziej zaciekawiło mnie pozyskiwanie jadalnych roślin z otoczenia promowane przez Łukasza Łuczaja.

Otworzenie przede mną ogromnych możliwości w poszukiwaniu własnych ścieżek do zdrowia, to zasługa przyjaznej, przychylnej, ciepłej i mądrej narracji autorki. W swoim przekazie niczego mi nie narzucała, ale podpowiadała, kładąc nacisk na mój indywidualizm i prawo do elastycznej postawy.

   Ogromną zaletą tego wydania była jego polskość.

   To tutaj, jak w żadnej zagranicznej pozycji, autorka wypunktowała nasze polskie przywary, nawyki, przyzwyczajenia, schematy na poziomie ciała i umysłu, a na poziomie ducha, jedną z największych przeszkód do samodzielnego poszerzania wiedzy, a zwłaszcza świadomości – religii. Kiedy czytałam we wstępie jej ostrzeżenie – Niektórym ta książka może wydać się nieco kontrowersyjna, heretycka, niepoparta badaniami naukowymi. Mogą ja uznać nawet za publikację z gatunku fantastyki. – myślałam, że chodzi o brak tej naukowości. Jednak szybko zorientowałam się, że również o krytykę nauk Kościoła katolickiego, który swoimi nakazami i zakazami uważa za grzech nawet rozwój osobisty, nie wspominając o duchowym. Obrywało się też rodzicom jako pierwszym sprawcom „zniewolenia” umysłów dzieci. Również nauczycielom i systemowi edukacji, pod czym akurat tutaj mogłam podpisać się nogami i rękoma, jako trybik machiny na co dzień obserwujący tak celnie wymienione bolączki polskiej szkoły. Także mediom i kilku innym destrukcyjnym czynnikom generowanym przez normy kulturowe. Trafnie zauważa, że na przeciwstawienie się im dla własnego dobra czyli zdrowia, potrzeba dużej odwagi i jeszcze większej uważności połączonej z ostrożnością. Bo jak pogodzić chęć uprawiania jogi z jej katolickim zakazem? Może dlatego większość odpuszcza i woli wcielać w życie myśl Sofoklesa – Ludzie nie umierają, tylko popełniają powolne samobójstwo.

   Autorka pokazuje, jak się temu przeciwstawić.

   Jak zawalczyć o siebie. Uczciwie jednak uprzedza, że droga  do zdrowia przeważnie nie jest ani jednokierunkowa, ani prosta. Często wymaga zmiany myślenia i nawyków, bywa też, że przewartościowania całego życia. Nie jest jednak przeciwniczką medycyny konwencjonalnej. Raczej zwolenniczką połączenia sił medycyny akademickiej z niekonwencjonalną w imię dobra pacjenta. Namawia do czerpania z obu tego, co w nich najwartościowsze, najcenniejsze i najkorzystniejsze dla zdrowia konkretnego czlowieka, którego największą tajemnicą jest profilaktyka.

   Dla każdego indywidualna.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Książkę wybrałam spośród nowości księgarni Tania Książka.

Anatomia zdrowia. Jak kompleksowo zadbać o ciało, umysł i duszę [Agnieszka Leszczyńska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Po takim wykładzie zastanawiam się, co jeść!?

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe, Poradnik

Tagi: ,

Becoming: dziennik – Michelle Obama

7 grudnia 2019

Becoming: dziennik motywacyjny, który pozwoli ci odnaleźć swój głos – Michelle Obama

Przełożył Dariusz Żukowski

Wydawnictwo Agora , 2019 , 206 stron

Literatura amerykańska

   Jak zwykle!

   Michelle Obama zaangażowana na maksa. Zdążyła mnie do tego przyzwyczaić przez lata kadencji jako prezydentowa USA. Jeśli coś robiła, to solidnie, przemyślanie i z myślą o najsłabszych.

   Tak jest również z autobiografią Becoming.

   O stawaniu się jako ewolucji, ciągłemu zmierzaniu ku własnej, lepszej naturze. O budzeniu się z marazmu. O wzmacnianiu wiary we własne siły. Nie pozostawiła jednak swoich przebudzonych czytelniczek samym sobie. Miała świadomość, że nie każda z nich będzie miała odwagę rzucić się w wir życia, by zmieniając siebie, zmieniać rzeczywistość wokół na lepsze.

   Postanowiła tym kobietom pomóc.

   Ponownie wyciągnęła dłoń w postaci kolejnej publikacji. Bardzo ciekawej pod względem formy. To interaktywny przewodnik w postaci dziennika. We wstępie do niego przyznała się do jednej rzeczy – Z perspektywy lat żałuję, że nie poświęciłam więcej czasu na zapisywanie swoich myśli i uczuć. Dzisiaj wie, że nie musimy wszystkiego pamiętać, ale to, co pamiętamy, jest cenne.

   Dziennik ma być tą pamięcią.

   Tym przerażonym, że nie podołają, nie potrafią, nie mają o czym i nie poradzą sobie, podsuwa kilka motywujących zachęt – Nie musisz pisać wierszem, ani czekać na olśnienie, które trafi cię jak grom z jasnego nieba. Nie musisz pisać codziennie i z pewnością nie musi temu towarzyszyć poczucie, że masz do powiedzenia coś szczególnie ważnego. Wystarczy, że opiszesz jakąś zwykłą rzecz, taką jak chrobot skrobaczki na szybie samochodu w mroźny poranek. To dlatego miejsca na wpisanie dat pozostawia puste, a pod nimi widnieją inicjujące pytania.

Ich tematyka jest przebogata i różnorodna, od tych dotyczących rzeczy pozornie błahych, jak ulubiona muzyka czy ubiór, po te ważne społecznie, do udziału w których zachęca. Mnie najbardziej podobały się pytania dotyczące dzieciństwa i przeszłości. Zmuszające do wspomnień i refleksji, by uświadomić sobie, co lub kto mnie ukształtował taką, jaką jestem dzisiaj. Wszystkie są po to, by przeanalizować siebie, zastanowić się nad sobą, swoim położeniem i dotychczasowym działaniem lub jego brakiem, nad swoimi możliwościami, które mają moc stawania się.

   Zmotywują do zmiany i usłyszenia siebie.

   Od czasu do czasu między strony dziennika wkładała własne myśli motywujące.

Kierując czytelniczką, stale nawiązuje dialog. Jeśli wymaga odpowiedzi lub innej reakcji, rewanżuje się przykładem z własnego życia. Dzięki temu tworzy intymną relację, ukazując obraz samej siebie – kobiety zwykłej, która ma swoją playlistę, ulubione smaki i sukienki, ale i poglądy. Nierzadko wahania i pytania bez odpowiedzi.

Mnie najbardziej zaciekawiło wyznanie czytelnicze.

Dzięki Czytaj jak profesor, wiem dlaczego Pieśni Salomonowe, rekomendowana pozycja przez Thomasa C. Fostera jako „musisz przeczytać”, tak bardzo ją zachwyciła i rozpoczęła piękny proces rozwoju czytelniczego.

   Propozycja prowadzenia dziennika w takiej formie ma jeszcze jeden cel.

   Zachowanie tych aspektów własnego „ja”, o których z biegiem lat zapomina się. Ten dziennik pomoże je przypomnieć i ocenić z zupełnie innej perspektywy.

   Zapamiętać także osobiste, przeszłe historie.

   Ważne, mimo upływu czasu, zawarte w nich emocje, myśli i przeżycia. Pisanie pozwoli ci lepiej przeżywać różne wydarzenia, rozumieć świat, rozwijać się – oraz pamiętać. – zapewnia Michelle. Według niej to prawdopodobnie najważniejsza część procesu stawania się.

   Dziennik w pięknej, ascetycznej, pastelowej oprawie graficznej, z tasiemką do przekładania kartek, można łatwo spersonalizować, usuwając banderolę i wpisując imię oraz nazwisko na przygotowanej do tego, pierwszej stronie. Wydawca zadbał również o to, by cały aparat informacyjny książki dyskretnie umieścić na ostatniej kartce trzonu.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Poradnik

Tagi: ,

Czytaj jak profesor – Thomas C. Foster

24 listopada 2019

Czytaj jak profesor: nietypowe i ciekawe wskazówki, jak czytać między wierszami – Thomas C. Foster

Przełożyły Elżbieta Janota, Paulina Rzymanek

Wydawnictwo Fabuła Fraza , 2019 , 422 strony

Literatura amerykańska

   Jupi! Jupi! Nareszcie!

   Jest! Z tej radości miałam ochotę całować każdy jej róg i kartkę z osobna. Oto amerykańska biblia czytelnika zawędrowała w końcu pod polskie strzechy! Elementarz wiedzy (dla autora czytelnicza gramatyka) dla czytelnika (czytającego nie tylko książki, ale o tym później), który chce wiedzieć więcej i odpowiedzieć z sensem na pytanie-zmorę z lat licealnych – co poeta miał na myśli? Często cytowane ironiczne, tutaj nabrało głębi i poszerzenia o osobę odczytującą, bo nie powstała po to, by odczytywać tylko przesłanie pisarzy. Przede wszystkim autor chciał pomóc swoim studentom z długą przerwą w nauce. Jego publikacja okazała się tak dobra i pożyteczna, że nauczyciele szkół średnich zaczęli zadawać ją swoim uczniom, jako wakacyjną lekturę. Przynosiła tak efektywne rezultaty, wywołując szum wokół siebie, że jedna z uczennic zapytała – Nie rozumiem, o co to wielkie halo. Wszystkiego, o czym mowa w pańskiej książce, dowiedziałam się na początku liceum. Pozazdrościłam takiego kreatywnego, wspierającego nauczania i zrobiło mi się bardzo, bardzo smutno i żal mojej młodzieży, bo obserwuję nauczanie odtwórcze w polskiej szkole na co dzień. Chciałabym, żeby dokładnie tak przekazywano w niej wiedzę, jak uczynił to autor w tej książce.

    On w niej nie był nauczycielem!

    Był niczym Sokrates, domagając się odpowiedzi ode mnie. Partnerem wspierającym w poszukiwaniu wniosków, dostarczającym tylko przykładów. Starszym, bardziej doświadczonym czytelnikiem zawodowym, który bez katedry i bariery nauczyciel kontra uczeń, pomagał mi znaleźć metody, jakimi mogę dostarczyć sobie więcej zabawy i przyjemności z czytania.

   To nie były wykłady!

   On ze mną przyjaźnie dyskutował na konkretne tematy. Zadawał pytania, które prawdopodobnie według niego pojawiłyby się z mojej strony. I wiecie co – trafiał celnie! W moje wątpliwości, niepewności, sceptycyzm, odmienne zdanie, obawy czy dociekania. Nawet w moje lęki! Mógł to zrobić dzięki doświadczeniu spotkań z młodzieżą i pracy ze studentami jako wykładowcy na Uniwersytecie Michigan-Flint.  Otrzymywał ich przecież setki tysięcy. Te nasze rozmowy odzwierciedlały tematykę wykładów, tyle że przystosowanych do formy pisemnej, by pokazać kody i schematy pozwalające odczytywać treści. Był przekonany, że czytanie powinno sprawiać radość, że to tak naprawdę forma zabawy.

   Ma dostarczać przede wszystkim przyjemności!

Przekonywał mnie, że im więcej odkryć znaczeń, im głębszy sens i im liczniejsze konotacje, tym więcej przyjemności wychodzenia z ciasnego pokoju na zewnątrz domu – metaforycznie rzecz ujmując. Budował odwagę, by z niego wyjść. Wierzył we mnie i każdego innego czytelnika. Przelewał na mnie swój entuzjazm, doradzając – Gdy czytacie, bądźcie inteligentni, odważni, asertywni, pewni siebie. Wspierał, pisząc – Musicie stać się właścicielami swoich interpretacji. Są wasze. Są wyjątkowe. Nikt na całym świecie nie ma takich samych. Są taką samą częścią was, jak wasze nosy i kciuki. I najważniejsze – Nie wstydźcie się swoich interpretacji i nie przepraszajcie za nie uniżonymi aktami skruchy we wstępnych zwrotach – „to tylko moja opinia, ale…” lub „pewnie się mylę, jednak…” Szkoda, że nie pojawiła się dziesięć lat temu, kiedy, zakładając blog książkowy, tak bardzo nie wierzyłam w siebie, że wychodzenie z szafy i podpisanie go imieniem oraz nazwiskiem zajęło mi prawie tyle samo lat! Jeśli więc ktoś się nad tym nadal zastanawia, to ta pozycja jest dla was.

   Nawet jeśli dopiero zaczynacie przygodę z książką!

Odczytywanie literatury to stałe zadawanie pytania – dlaczego?, zbiór konwencji do omawiania literatury, schematy i prawdy, które autor, niczym pewniki matematyczne, wytłuszczał w druku. Tyle i tylko tyle!

Co ciekawe, w tym ustawianiu mnie w myśleniu i pozytywnym nastawieniu, nie odczuwałam dydaktyzmu, lecz przyjazne ukierunkowywanie na samodzielność w formułowaniu wniosków na podstawie podsuwanych przykładów z literatury powszechnej, ale również i polskiej (za ten ukłon w stronę czytelnika polskiego w wydaniu polskim byłam bardzo wdzięczna), a także filmów, sztuk teatralnych, tekstów piosenek, a nawet kreskówek. Przy autorze wszystko było możliwe i nic nie było pewne. Jedyną granicą, której nie pozwalał przekraczać to tekst.

   Czasami blizna to tylko blizna i nic ponad to! – przestrzegał.

   Nawet nie wiem kiedy i w jaki sposób niezbędne pojęcia, którymi przecież mnie nie zasypywał (takie miałam wrażenie), pozostały w mojej pamięci. Te wszystkie główne tematy i wątki (pory roku, jedzenie, przemoc, wampiryzm, polityka, przemoc, choroba, seks, religia i wiele innych), literackie wzorce i dziedzictwo (mit, baśń, Biblia, szekspirowski dramat), figury retoryczne (rzadko nazywane wprost) i narzędzia narracyjne (symbol, ironia i inne), zakodowałam przy okazji. Przez zabawę do nauki! Muszę dodać, że świetną! Często przeplataną inteligentnym humorem i anegdotami.

   A potem zrobił SPRAWDZIAN!

Otrzymałam krótkie opowiadanie Katherine Mansfield do interpretacji, a potem miałam porównać je z trzema analizami jego studentów i samego autora. Więcej nie zdradzę, żeby nie odebrać niespodzianki innym czytelnikom. Pozostawił mi również swoistą wyprawkę w postaci załącznika z listą książek umożliwiających dalszy rozwój czytelniczy. Dosyć szeroki wachlarz tytułów od Iliady Homera po Dziennik Bridget Jones Helen Fielding. Podał również cztery pozycje z półki – musisz przeczytać! Dwie z nich czytałam – Ulisses Jamesa Joyce’a i Sto lat samotności Gabriela Garcii Márqueza. Już te propozycje wiele mówią, że łatwo nie będzie z pozostałymi (nie, nie, nie ujawnię pozostałych dwóch!), ale według autora dają możliwość spojrzenia na doświadczenie czytelnicze całościowo. Są najlepszym testem na nowe umiejętności i ustalenie etapu nauki, bo, gdy już dowiecie się, czego te cztery powieści mogą was nauczyć, nie będziecie potrzebowali więcej rad. Będziecie czytać jak profesor. Między wierszami.

   Bardzo optymistyczne i motywujące!

   Wyniosłam z tego spotkania tak ogromne wsparcie do dalszych poszukiwań, że postanowiłam sięgnąć po pozycje znane w Polsce, ale które odstręczały mnie dydaktyzmem i nauczaniem z katedry.

Pewnie będzie mi je ciężko czytało się, ale mam w sobie tyle inspiracji, optymizmu, poczucia własnych możliwości otrzymanych od autora, że jestem w stanie przez nie przebrnąć i nie wyjść z nich zniechęcona. I jeszcze jedno ważne przekonanie – książka to wspólnota wyobraźni autora i czytelnika, kiedy jeden kreatywny intelekt nawiązuje kontakt z drugim. Im więcej stycznych, tym większa przyjemność . Nasza osobista, ale niekoniecznie taka sama, jak u innych.  Dlatego twórczość naszej noblistki Olgi Tokarczuk jest nie do przebrnięcia nawet dla ministra kultury, a zachwyci panią Czesię z ulubionej cukierni. Właśnie to jest najpiękniejsze w czytaniu – różnorodność interpretacji i możliwość dialogu między ich autorami w atmosferze szacunku, empatii i odmiennego spojrzenia. Może nauki?

   Wrócę jeszcze do wspomnianego na początku odbiorcy tej książki.    Czasownik „czytaj” nie odnosi się tylko do czytających powieści. Autor obejmuje nim filmy, teksty piosenek, wiersze, sztuki teatralne i każdy inny przekaz, który chcemy odczytać.

   Dlatego ten przewodnik jest dla KAŻDEGO odbiorcy szeroko pojętej kultury.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

   Książkę wpisuję na mój top czytanych w 2019 roku.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Poradnik

Tagi: , ,

Jak smakuje rok – Marcin Molik

17 października 2019

Jak smakuje rok – Marcin Molik

Wydawnictwo Zwierciadło , 2019 , 272 strony

Literatura polska

   Produkty sezonowe przede wszystkim!

   To jedno z zaleceń Darina Oliena zawartych w Pięciu zdrowych nawykach. Stąd moje zainteresowanie kolejną książką kulinarną, której tytuł gwarantował właśnie takie spojrzenie. Nawet jej trzon podzielono kolorystycznie na cztery części, co było widać na jej brzegu.

A w każdym rozdziale podzielonym na wiosnę, lato, jesień i zimę,

kilka najbardziej charakterystycznych produktów sezonowych spośród warzyw, owoców, grzybów, a nawet kwiatów.

Oprawione w bardzo minimalistyczne komentarze dietetyczki Katarzyny Błażejewskiej-Sthur. Zdecydowana większość zawartości to 103 autorskie  przepisy renomowanego szefa kuchni, pochodzącego… z kuchni – jak przeczytałam na okładkowym skrzydełku.

Wiele kryje się za tą informacją, ale najważniejsze było to, że został w niej i zaczął eksperymentować zgodnie z zasadą no waste. Widać to w przepisach z dołączonym indeksem glikemicznym, które stworzył w wielu wariantach do jednego produktu w roli głównej lub dodatku do dania. Różnorodnie podanych – na surowo, słodko, kwaśno, z mięsem lub bez. W formie zupy, pieczeni, sosu, marynaty, konfitury, hummusu, ciasta, sałatki i wielu innych. Przyrządzane prosto i z fantazją, w których królowały dziczyzna czy królik. Szybkie w przygotowaniu lub wymagające czasu, wśród których ciemny sos jagodowy z jałowcem i piersią kaczki wymagał aż dwóch dni.

   Mnie zainteresował niewielki napis na okładce tytułowej – w zgodzie z naturą. Byłam ciekawa, co rozumie pod tym pojęciem autor i jak bardzo pokrywają się jego poglądy z zasadami pięciu zdrowych nawyków. Jarmuż otwierający wiosną drzwi do jego kuchni zapowiadał, że będzie dobrze.

   I było!

   W przepisach mnóstwo różnorodnych ziół. Jeśli nawet spotykałam mąkę pszenną, której unikam, to zawsze mogłam wybrać wariant bez niej. Cukier zastąpić miodem, a sól zwykłą zamienić na himalajską. A każda receptura opatrzona zdjęciem efektu kulinarnego, spośród których serce skradł mi świadek obserwujący to kulinarne szaleństwo barw i smaków.

Spotkałam też wiele ciekawych receptur, które łączyły w sobie klasykę z nowoczesnością, jak burger z dzika

czy ptasie mleczko z dyni.

   W szale propozycji nie wiedziałam od czego zacząć. Co, jako pierwsze wypróbować, ostatecznie decydując się na słodki (a jakże!) przepis wpisujący się w zasadę pięciu zdrowych nawyków – wytrawną konfiturę ze śliwek.

Prosty, choć czasochłonny, ale warto było! Ten smak kwaśno-słodki, lekko wytrawny, idealny do serów oraz to nietypowe połączenie z anyżem i estragonem… pycha!

   Warto skorzystać z pomysłów autora, do wyboru – prostych lub bardziej pracochłonnych, ale zawsze niebanalnych, wprowadzających do kuchni śmiałe połączenia smaków, konfiguracji i form.

Jak smakuje rok Wiosna. Lato. Jesień. Zima [Marcin Molik]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Poradnik

Tagi: ,

Pięć zdrowych nawyków – Darin Olien

15 października 2019

Pięć zdrowych nawyków: jak zapewnić sobie zdrowie, kondycję fizyczną i doskonałe samopoczucie – Darin Olien

Przełożył Bartłomiej Kotarski

Wydawnictwo Kobiece , 2019 , 370 stron

Literatura amerykańska

   Tę książkę zacząłem pisać w wieku trzynastu lat.

   Nie dosłownie, ale ziarno prawdy w tym zdaniu autora jest. To w tym wieku, jako bardzo chorowity chłopiec, postanowił się „uzdrowić”, jedząc grejpfruty. Jego zainteresowanie wpływem jakości odżywiania się i zdrowym stylem życia na kondycję oraz samopoczucie człowieka rosło wraz z wiekiem. Słuchał, czytał i eksperymentował na sobie, wypróbowując sugestie, teorie i informacje oraz osiągnięcia badawcze innych. Te przynoszące dobre efekty – utrwalał. Zaczął również jeździć po świecie w poszukiwaniu najoptymalniejszych i najzdrowszych produktów żywnościowych oferowanych przez naturę oraz codziennych nawyków opartych na mądrości globalnych kultur.

   Zdobył nieformalny tytuł – Indiana Jones Superżywności.

   Z chorowitego dziecka z koktajlem leków i brakiem efektów metod stosowanych przez medycynę konwencjonalną stal się twórcą metody SuperLife, ekspertem w dziedzinie zdrowia i odnowy biologicznej, działaczem na rzecz ochrony środowiska, psychologiem, doradcą w dziedzinie rozwoju osobistego oraz autorem popularnego suplementu diety Shakeology, a przede wszystkim zdrowym, sprawnym, wysportowanym, zadowolonym z życia człowiekiem. Sprawdziłam – faktycznie wygląda jak młody bóg.

   Żywa, chodząca reklama wiedzy zawartej w książce.

   Kompletnej publikacji, która stała się ukoronowaniem jego dwudziestoletnich poszukiwań. Liną ratunkową rzuconą żyjącym w świecie, w którym z każdej strony atakują trucizny i zanieczyszczenia, a nienaturalność, sztuczność i plastik wypiera naturę. Poradnikiem dla tych, którzy chcą się z niego wydostać, ale nie wiedzą jak.    

   Nie poprzestał jednak tylko na poszukiwaniach dietetycznych.

   Żywność, jej czystość oraz ograniczone przetwarzanie i poddawanie obróbce cieplnej to tylko pierwsza z pięciu tytułowych sił życiowych. Kolejne to woda, tlen, zasadowość i detoksykacja. Każde z nich omówił szczegółowo, uzasadniając swoją teorię systemem wzajemnie wspierających się i uzależnionych od siebie czynników, które zawsze kończył  podsumowującym spisem zadań do zastosowania.

Jego sprawność i efektywność działania uzależnił jednak od szóstej siły sprawczej nieujętej w tytule – chęci.

   W drugiej części książki zawarł zastosowanie teorii w praktyce.

   Podał podstawowe zasady zdrowego żywienia, porządków w kuchni (między innymi zastąpienie plastiku szkłem), wykaz produktów zawierających wszystkie potrzebne organizmowi składniki, dziesięciodniowy plan żywieniowy oraz przepisy na konkretne potrawy. Wielkim plusem dla mnie była ich prostota przyrządzania i mała czasochłonność, ponieważ w większości były serwowane na surowo. Wszystkie były nieskomplikowane w przygotowaniu, a i tak wybrałam najprostszy – przepis na pudding z awokado i kakao z miodem.

Faktycznie smakuje jak budyń czekoladowy. Polecam zwłaszcza dzieciom!

   Według mnie to jeden z najprostszych, najbardziej wymagających, najskuteczniejszych i najdroższych stylów życia. Żywność jest różnorodna, najlepiej sezonowa, ale ograniczona do najbardziej pożywnych i ekologicznych, a tym samym bardzo droga. To ostatnie autor torpeduje cenami leków i terminalną chorobą pochłaniającą majątek, zakończoną nie mniej tanim pogrzebem.

   Radykalny, ale dla mnie skuteczny argument.

   W wymagającej diecie proponowanej przez autora napotkałam wiele znanych już mi elementów, o których czytałam w innych tego typu publikacjach. Rozproszone w wielu opracowaniach, tutaj współtworzyły jedną siłę życiową, na którą składało się pięć zdrowych nawyków. Czasami tylko wspomniane, ale dla poszukujących rozwinięć tematu, będące cenną sugestią. Dotyczyło to na przykład cukru jako trucizny, o czym czytałam w Słodziutkim Dariusza Kortki , Judyty Watoły czy mikrobioty, o której dużo więcej w Człowieku na bakterie Margit Kosobudzkiej. Zaskoczeniem były dla mnie informacje o soli, miodzie, grzybach i wodzie, obalające mity i uzupełniające obecny stan wiedzy na ich temat. Zachęcił mnie również do eksperymentowania. Do sięgania i wypróbowywania nowych produktów z podanych przez niego list superżywności. Już spróbowałam komosy ryżowej, którą jestem zachwycona. W planach mam tempeh, którego smaku jestem bardzo ciekawa.

   Im bardziej zagłębiałam się w poglądy autora, im więcej poznawałam jego świat wartości, z którymi dzielił się niezwykle żywiołowo i z pasją, tym bardziej byłam przekonana, że mam do czynienia z idealnym przykładem życia zgodnie z ikigai, o którym czytałam w Ikigai Héctora Garcii , Francesca Mirallesa. To było widać nie tylko w zdaniach z wykrzyknikami, ale i w ich zawartości, w których podkreślał, że dbałość o formę, zdrowie i troska o pięć sił życiowych nie jest naszym ostatecznym celem. One są tylko niezbędnym fundamentem do życia: fantastycznego, szczęśliwego, pozytywnego, zbilansowanego, pełnego pasji, energii i miłości. Prawdziwego życia! Czyż nie ono jest w tym wszystkim najważniejsze? Okazuje się, można tak żyć, a autor jest tego dowodem. Wystarczy zadbać o ciało, dokonując lepszych wyborów, by przejąć nad nim kontrolę, a autor tylko podpowiada jak.

   Proste, a jakże trudne dla współczesnego człowieka.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

   Książkę wpisuje na mój top czytanych w 2019 roku.

Pięć zdrowych nawyków. Jak zapewnić sobie zdrowie, kondycję fizyczną i doskonałe samopoczucie [Darin Olien]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Książkę wybrałam spośród nowości księgarni Tania Książka.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Poradnik

Tagi: ,

Zioła, które leczą – Thomas Easley , Steven Horne

29 września 2019

Zioła, które leczą: nowoczesna roślinna apteka w twoim domu – Thomas Easley , Steven Horne

Przełożył Bartłomiej Kotarski

Wydawnictwo Kobiece , 2019 , 368 stron

Literatura amerykańska

   Nauka samodzielnej produkcji leków ziołowych jest równie prosta jak nauka gotowania.

   Trochę mnie przestraszyło to zdanie autorów we wstępie, bo z umiejętnością gotowania u mnie jest tak, jak z geniuszem malarstwa wśród ludzi. Nie zostałam nią obdarzona.

Jednak ciekawość i chęć poznania ziół, których bezmyślnie używam na co dzień i ochoczo dodaję do wszystkiego łącznie z kawą (cynamon i kakao), przedstawionych przez amerykańskich zielarzy klinicznych z ogromną praktyką i wiedzą, skłoniła mnie do zajrzenia do środka.

   I… wsiąkłam!

   Przyznam się, że początkowo chciałam pójść na skróty i zacząć natychmiast od receptur i instrukcji przygotowywania leków na konkretne dolegliwości.

    Okazało się, że nie tędy droga!

   Napotkałam tam tajemnicze dla mnie słowa, jak „perkolat” albo zbyt skomplikowane polecenie – „zrób nalewkę”. Dla osób wtajemniczonych w ziołolecznictwo nie będzie to problem i będą mogły skorzystać od razu z drugiej części poradnika. Dla mnie, laiczki, był to sygnał do obowiązkowego i uważnego przestudiowania wszystkich rozdziałów teoretycznych zapoznających z podstawowymi zagadnieniami z zakresu: rodzaju ziół, sposobu produkcji leków ziołowych i ich wykorzystania, dawkowania, zbierania, suszenia i stosowania, ekstrakcji, aromaterapii, hydroterapii, tradycyjnych metod azjatyckich, a przede wszystkim terminologii. Jak podkreślali autorzy, przyswojenie tej bazy wiedzy jest jak poznawanie alfabetu lub nut: są one podstawą do zrozumienia języka zielarstwa. Podobnie jak zestawione ze sobą nuty mogą tworzyć nieskończoną liczbę utworów muzycznych, tak właściwości energetyczne ziół mieszają się, tworząc tysiące niepowtarzalnych kombinacji.

   Na dowolną chorobę oprócz – uwaga! – chronicznego zmęczenia.

Zastrzegli sobie również, że podana wiedza to zaledwie wstęp dla tych, którzy chcieliby posiąść pełniejszą wersję na temat zielarstwa i ziołolecznictwa. Dla mnie poradnik okazał się uszczegółowieniem informacji poznanych w Green Witch Arin Murphy-Hiscock. Chociaż i tutaj każdy z rozdziałów można uzupełnić na przykład o samodzielną uprawę ziół lub zbieranie ich w lasach i na łąkach, korzystając z bibliografii umieszczonej na końcu książki. Dopiero wtedy, po zapoznaniu się z częścią teoretyczną, można zacząć eksperymentować z recepturami. To zdecydowanie bezpieczniejszy sposób korzystania z poradnika, ponieważ wbrew pozorom ta publikacja jest jak lek kupowany w aptece. Również posiada ostrzegawczą klauzulę ostrożności  umieszczoną na początku książki.

Dotyczy ona nawet ziół powszechnie używanych i uznawanych za bezpieczne. Okazuje się, że to błędny mit. Nie każdemu służą jednakowo i niekoniecznie z korzyścią. Dlatego autorzy zawsze umieszczali przeciwwskazania dla ciężarnych, karmiących, diabetyków, alergików czy zbyt małych dzieci. Realizacja niektórych receptur była dla mnie zbyt trudna lub czasochłonna, jak przygotowywanie nalewek. Były jednak i takie, których sporządzenie nie sprawiało żadnych problemów. Autorzy postarali się, żeby opisy były jasne i pokazane krok po kroku, ilustrując je dodatkowo zdjęciami.

Również odsyłając do strony internetowej The School Modern Herbal Medicine, gdzie umieścili filmy instruktażowe.

Brakowało mi jednak zdjęć przy omawianiu ziół jednorodnych. Żeby  zobaczyć  większość z nich, bo lubię widzieć o czym mowa, musiałam korzystać z wirtualnego Atlasu roślin. Wśród receptur na wszelkiego rodzaju dolegliwości od bólu zęba po hemoroidy, każdy znajdzie coś dla siebie, w każdej postaci – nalewki, ekstraktu, maści, naparu, kremu, emulsji, olejku, czopków, tabletek, wziewów, kataplazmów, kropli, a nawet krążków dopochwowych i perfum. Ja wybrałam najbardziej prosty i na czasie – lek na przeziębienie i  infekcję dróg oddechowych, z którym się tutaj dzielę.

   Uwaga! Jeśli zrobiony na miodzie, nie wolno podawać go dzieciom poniżej pierwszego roku życia, a diabetycy powinni przyjmować z ostrożnością.

   Książkę stawiam na półce kuchennej obok Love Vegan.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Zioła, które leczą. Nowoczesna roślinna apteka w twoim domu [Steven Horne, Thomas Easley]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Książkę wybrałam spośród nowości księgarni Tania Książka.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Poradnik

Tagi: , ,

Green Witch – Arin Murphy-Hiscock

2 sierpnia 2019

Green Witch: magia ziół, kwiatów, olejków eterycznych i innych darów matki natury – Arin Murphy-Hiscock

Przełożyła Karolina Bochenek

Wydawnictwo Kobiece , 2019 , 260 stron

Literatura kanadyjska

   Uległam nurtowi powrotu do natury.

   Ta publikacja odurzająca zapachem kwiatów i ziół była kolejną z wielu mówiących, jak żyć zdrowiej w świecie technologii. Trochę obawiałam się jej z powodu sugerowanej magii w podtytule. Jednak chęć sięgnięcia po wiedzę wykorzystującą dobra natury wymienione w dalszej części podtytułu, przeważyła. Zanim dotarłam do interesujących mnie informacji, autorka zapoznała mnie z naturą „zielonej czarownicy”. Jej ścieżką, którą nazwałabym raczej stylem życia w zgodzie z energią natury i jej żywiołami – ziemią, powietrzem, wodą i ogniem. Pokazała mi, jak znaleźć w sobie moc „magii”, którą posiadają wszyscy ludzie, by móc nawiązać kontakt z energią wokół i odnaleźć z nią równowagę i  harmonię. Wprawdzie zdecydowanie odrzuciła w swoich przekazach magię w powszechnym znaczeniu, czyli zorganizowaną, z rytuałami, obrzędami i zasadami, pisząc – w tej książce termin „czarownictwo” odnosi się do pracy z naturalnymi energiami w celu osiągnięcia pożądanych rezultatów bez konkretnego kontekstu religijnego, to jednak napotykałam elementy praktyk bardzo przypominających kult animistyczny, tyle że zamiast duszy wszystko dookoła posiadało energię, do ujarzmiania której służyły proponowane zaklęcia, obrzędy, modlitwy, ołtarzyki, święte miejsca, a nawet… miotła czarownicy. Na szczęście nie do latania, tylko do zamiatania energii.

   To podstawowe kompendium wiedzy na temat zielonej magii.

   Autorka, ceniona w Kanadzie propagatorka i nauczycielka naturalnych metod dbania o zdrowie, stworzyła przewodnik dla początkujących „zielonych czarownic” na podstawie własnego doświadczenia, przekazując osobiste skojarzenia i te wyniesione z tradycji oraz książek innych autorów, których bogatą bibliografię umieściła na końcu publikacji. Odkryła przede mną moc, siłę i atrybuty otaczających mnie drzew, kamieni, kwiatów i ziół. Pokazała, jak przyrządzić w prosty i bezpieczny sposób kadzidła, perfumy, olejki, herbaty, napary, olejki do kąpieli, eliksiry, poduszki na sen i balsamy, z których przepis na jeden z nich został umieszczony na okładkowym skrzydełku.

Jak widać, jego magiczność kryje się w energetycznej sile oddziaływania, a kluczem są przypisane mu korzyści, jakie ma przynieść. Omówiła także krok po kroku założenie i uprawianie ogrodu, również na balkonie, ponieważ autorka utrzymywała, że „zieloną czarownicą” może być każdy, także mężczyzna, w każdym miejscu zamieszkania. Również w mieście czy w bloku.

   Mnie najbardziej zainteresowała kuchnia „zielonej czarownicy”.

   Znalazłam w niej mnóstwo przepisów komponowanych według „mocy” warzyw, ziół, owoców i kwiatów. Rozdział o kandyzowaniu tych ostatnich zafascynował mnie. Natomiast do działania zainspirował mnie rozdział o koktajlach owocowych do tego stopnia, że spróbowałam zrobić jeden z nich – mleczny. Niestety nie znalazłam informacji o „mocach”, jakie przekazuje czerwona porzeczka w dołączonym aneksie Magiczne właściwości obiektów naturalnych, ale, bazując na moich przekazach ludowych, na pewno wzmocnienie i odporność.

Jak widać użyłam kefiru i mleka bez laktozy, bo nie toleruję jej. Nie dodałam do niego również cukru, bo lubię kwaśne, a po książce Słodziutki biografia cukru zaczęłam go traktować, jak truciznę.

   Wiedza, którą przekazała mi autorka, pozostawiła we mnie przekonanie, że „magia” to działanie i oddziaływanie energii natury, jak w systemie naczyń połączonych, którego człowiek jest tylko jednym z elementów. Że wszystko jest magiczne, gdyż jest cudowne i niepodważalne – każdy oddech, krok czy nawet zamieszanie zupy. Każde działanie to akt magiczny. Magia to samo życie.

   Tylko od nas zależy, czy będzie ono przesycone energią pozytywną, czy negatywną.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Książkę wybrałam spośród nowości księgarni Tania Książka.

Green Witch. Magia ziół, kwiatów, olejków eterycznych i innych darów matki natury [Arin Murphy-Hiscock]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Poradnik

Tagi: ,

Pieszo i beztrosko – Bonnie Smith Whitehose

17 czerwca 2019

Pieszo i beztrosko: o sztuce spacerowania – Bonnie Smith Whitehose

Przełożyła Magdalena Witkowska

Wydawnictwo SQN , 2019 , 230 stron

Literatura amerykańska

Jak wynika z badania przeprowadzonego w 2014 roku przez dwóch naukowców z Uniwersytetu Stanforda, podczas spacerowania poziom kreatywności człowieka podnosi się średnio o 60 procent.

To niejedyna korzyść, jaką daje spacer. Autorka wymienia ich jeszcze kilka, wyróżniając jedną, która zainspirowała ją do stworzenia tego przewodnika.

To detoks.

Koncepcja „pieszo i beztrosko” jako antidotum na szalone czasy życia w pośpiechu. Sztuka spacerowania jako oderwanie się od komputera i technologii.

Podręczny i poręczny, niewielkich rozmiarów, pięknie wydany, w twardej oprawie, z tasiemką, w zielonej tonacji przewodnik, który można zabrać ze sobą w trasę razem z długopisem, bo mnóstwo w nim miejsca na własne notatki i przemyślenia. Podzielony na sześć tematycznych części odpowiada zagadnieniom, które można praktykować w dowolnym momencie w zależności od potrzeby – świadomość otoczenia, samopoczucie, uważność, badanie świata  czy medytacja.

Każdy z nich poprzedza cytat oraz krótkie wprowadzenie autorki. Treść stanowią myśli bardziej lub mniej znanych osób, ale zawsze nawiązujące do spacerów, wędrowania i chodzenia.

Niektóre z nich są bardzo krótkie, inne długie, ale zawsze opatrzone komentarzem autorki oraz kilkoma wypunktowanymi zadaniami do wykonania. Niektóre cytaty pozostawia bez słów własnych, zostawiając przestrzeń do interpretacji osobistej czytelnika.

Czasami jest to obszerna wypowiedź na jednej stronie,

a czasami krótka na dwóch stronach. To dlatego autorka pozostawia dowolność wyboru części, zagadnienia lub myśli w zależności od upodobania i potrzeby spacerującego.

   Również inspiruje!

Powołuje się na osoby, które poprzez spacer poukładały sobie życie tak, jak Cheryl Strayed na szlaku Pacific Crest Trail, o której niedawno oglądałam film Wild z Reese Witherspoon w roli głównej. John Francis, który zakładając organizację Planetwalk, działa na rzecz ochrony środowiska. Kto wie, może efektem spotkania z tą książką będzie wyruszenie na szlak Appalachów albo zanurzenie się w którymś z labiryntów opisanych na stronie Labyrinth Locator?

   Jest z czego wybierać!

   Mnie najbardziej spodobał się znany mi pomysł Między półkami. Namawia w nim do spaceru pomiędzy regałami  w najbliższej bibliotece. Wędrowania pomiędzy działami bez pośpiechu i uważnie, sięgając po różne tytuły i spacerując w głąb ich treści. Z doświadczenia wiem, że warto, bo tak właśnie robię. Zawsze wychodzę z ciekawym tytułem i wewnętrznym spokojem. Polecam molom książkowym, zabieganym i tym, którzy dopiero zaczną przygodę ze sztuką spacerowania. To dla mnie również praktyczne wskazówki, jak osiągnąć stan i wiedzę, dzięki którym Annie Dillard napisała Pielgrzyma, a na którą powołuje się autorka zainspirowana jej lekturą w wieku szesnastu lat, o czym przeczytałam na stronie autorskiej. Miałam wrażenie, że czytam wręcz instrukcję, jak osiągnąć stan dziecka, które się właśnie nauczyło trzymać głowę w górze, rozgląda się wokół siebie z autentycznym i niczym nieskrępowanym zdumieniem. Nie ma zielonego pojęcia, gdzie jest – ale niewątpliwie zamierza się tego dowiedzieć.

   Warto z pomocą autorki odnaleźć w sobie to dziecko, to miejsce wewnątrz, tę ścieżkę do krainy obfitości, by nie przejść przez życie w amoku.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Poradnik

Tagi: , ,