Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Anatomia zdrowia – Agnieszka Leszczyńska

5 stycznia 2020

Anatomia zdrowia: jak kompleksowo zadbać o ciało, umysł i duszę – Agnieszka Leszczyńska

Wydawnictwo Kobiece , 2019 , 224 strony

Literatura polska

   „…zdrowie; ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto cię stracił…”

   Znamy, znamy bardzo dobrze ten fragment inwokacji z Pana Tadeusza Adama Mickiewicza. Dokładnie to nieszczęście przydarzyło się autorce tej publikacji. Dopadła ją choroba, która stała się impulsem do działania, do poszukiwań dróg wyjścia, a w konsekwencji do profilaktycznego podejścia do zdrowia  – W związku ze swoimi dolegliwościami, poznaniem oferty naszej służby zdrowia, oferowanym mi leczeniem wyłącznie objawowym i groźba operacji (która niosła spore ryzyko) zostałam zmuszona do zainteresowania się na poważnie terapiami naturalnymi. Znalazła też pozytywną stronę kilkutygodniowego unieruchomienia w łóżku – czas. Wykorzystała go, by podzielić się swoimi refleksjami, przemyśleniami, wnioskami, bogatą wiedzą i doświadczeniem w tej dosyć mocno skondensowanej treściowo publikacji.

   Można powiedzieć – kolejnej na polskim rynku wydawniczym.

   Ale, ale! Mnie zachęciło holistyczne brzmienie podtytułu – Jak kompleksowo zadbać o ciało, umysł i duszę. To komplementarne podejście do tematu zdrowia wymusiło podział treści na trzy główne rozdziały, które nazwała poziomami – ciała, umysłu i duszy. O tym, że jest zawodową naturopatką, dowiedziałam się ze wstępu. Swoją wiedzę teoretyczną, popartą zielarsko-rolniczymi tradycjami rodzinnymi, a także zdobytą w trakcie kilkunastoletnich poszukiwań poprzez edukację, od początku starała się integrować z działaniem. Dlatego obok teorii znalazłam tutaj mnóstwo sprawdzonych rad, ostrzeżeń, praktycznych wskazówek, a przede wszystkim przykładów i przepisów ilustrujących omawiane zagadnienia. Otrzymałam też mnóstwo linków do obszarów poszerzających temat, wśród których utonęłam w Internecie. Spośród wielu najbardziej zaciekawiło mnie pozyskiwanie jadalnych roślin z otoczenia promowane przez Łukasza Łuczaja.

Otworzenie przede mną ogromnych możliwości w poszukiwaniu własnych ścieżek do zdrowia, to zasługa przyjaznej, przychylnej, ciepłej i mądrej narracji autorki. W swoim przekazie niczego mi nie narzucała, ale podpowiadała, kładąc nacisk na mój indywidualizm i prawo do elastycznej postawy.

   Ogromną zaletą tego wydania była jego polskość.

   To tutaj, jak w żadnej zagranicznej pozycji, autorka wypunktowała nasze polskie przywary, nawyki, przyzwyczajenia, schematy na poziomie ciała i umysłu, a na poziomie ducha, jedną z największych przeszkód do samodzielnego poszerzania wiedzy, a zwłaszcza świadomości – religii. Kiedy czytałam we wstępie jej ostrzeżenie – Niektórym ta książka może wydać się nieco kontrowersyjna, heretycka, niepoparta badaniami naukowymi. Mogą ja uznać nawet za publikację z gatunku fantastyki. – myślałam, że chodzi o brak tej naukowości. Jednak szybko zorientowałam się, że również o krytykę nauk Kościoła katolickiego, który swoimi nakazami i zakazami uważa za grzech nawet rozwój osobisty, nie wspominając o duchowym. Obrywało się też rodzicom jako pierwszym sprawcom „zniewolenia” umysłów dzieci. Również nauczycielom i systemowi edukacji, pod czym akurat tutaj mogłam podpisać się nogami i rękoma, jako trybik machiny na co dzień obserwujący tak celnie wymienione bolączki polskiej szkoły. Także mediom i kilku innym destrukcyjnym czynnikom generowanym przez normy kulturowe. Trafnie zauważa, że na przeciwstawienie się im dla własnego dobra czyli zdrowia, potrzeba dużej odwagi i jeszcze większej uważności połączonej z ostrożnością. Bo jak pogodzić chęć uprawiania jogi z jej katolickim zakazem? Może dlatego większość odpuszcza i woli wcielać w życie myśl Sofoklesa – Ludzie nie umierają, tylko popełniają powolne samobójstwo.

   Autorka pokazuje, jak się temu przeciwstawić.

   Jak zawalczyć o siebie. Uczciwie jednak uprzedza, że droga  do zdrowia przeważnie nie jest ani jednokierunkowa, ani prosta. Często wymaga zmiany myślenia i nawyków, bywa też, że przewartościowania całego życia. Nie jest jednak przeciwniczką medycyny konwencjonalnej. Raczej zwolenniczką połączenia sił medycyny akademickiej z niekonwencjonalną w imię dobra pacjenta. Namawia do czerpania z obu tego, co w nich najwartościowsze, najcenniejsze i najkorzystniejsze dla zdrowia konkretnego czlowieka, którego największą tajemnicą jest profilaktyka.

   Dla każdego indywidualna.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Książkę wybrałam spośród nowości księgarni Tania Książka.

Anatomia zdrowia. Jak kompleksowo zadbać o ciało, umysł i duszę [Agnieszka Leszczyńska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Po takim wykładzie zastanawiam się, co jeść!?

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe, Poradnik

Tagi: ,

Jak kochać dziecko – Janusz Korczak

1 stycznia 2020

Jak kochać dziecko – Janusz Korczak

Agencja Wydawnicza Jacek Santorski  & CO , brak roku wydania , 136 stron

Literatura polska

   Mój guru zawodowy.

   I nie tylko. Swoje poglądy na wychowanie dziecka zawarł w tym eseju pisanym na froncie I wojny światowej, w lazarecie polowym, wśród huku armat. W 116 króciutkich rozdzialikach, w których rozwijał jedną myśl, nakreślił chronologiczny obraz rozwoju dziecka z jego najbardziej charakterystycznymi cechami od narodzin do okresu dojrzewania. Od poczęcia dziecko jawiło mu się jako cud z własną iskrą, która może rozpalać ogniska szczęścia i prawdy. Oddał mu wręcz hołd wyrażony w pytaniach – O, ja całuję te dzieci wzrokiem, myślą, pytaniem: czym jesteście cudowna tajemnico, co niesiecie? Całuję wysiłkiem woli: czym mogę wam pomóc? Całuję je tak, jak astronom całuje gwiazdę, która była, jest, będzie. Ten pocałunek winien zajmować równe miejsce między ekstazą uczonego i korną modlitwą, ale nie dozna jego czaru, kto poszukując wolności zagubił w tłoku Boga.

   Do takiej też postawy namawiał dorosłych.

   Czynił ich odpowiedzialnymi we wspieraniu rozwoju dzieci, a swoją rolę ograniczał do budzenia w opiekunach czujności. Podsuwał zatem rady dotyczące podejścia do dziecka, jak indywidualizm, bo sądzić o dziecku z dwóch biegunowo różnych typów dzieci to na zasadzie właściwości wrzątku i lodu mówić o wodzie. Proponował metody wychowawcze, z których najważniejszą była obserwacja stosowana przez niego samego z powodzeniem. Podkreślał rolę rozumu, a nie gotowych recept podawanych przez naukę. Nie z książek, a z siebie – zatytułował ostatnią myśl eseju, bo nierozumną miłością można katować dzieci. Dlatego matki przede wszystkim należałoby wyposażyć nie w wykształcenie, ale rozum, bez którego dobrze dziecka nie wychowa. Jako lekarz z wykształcenia stworzył własną metodykę wychowania.

   Pedagogikę małego człowieka.

   Zaproponował zamienić zamierzenie dominującego i autorytatywnego dorosłego – Ja z ciebie zrobię człowieka. – na podejście wspierające – Czym być możesz człowiecze? Swoje poglądy budował samodzielnie, dochodząc do wniosków rozwijanych przez psychologię i pedagogikę w kolejnych latach. Zwłaszcza że miał świadomość ich niedostatecznego rozwoju, chociażby dotyczącego roli zabawy w kształtowaniu ról społecznych. Swoją teorię nazwał procesem tworzenia, zasłuchaniem się we własne nie ustalone, nie dowiedzione, nagle wyłaniające się myśli. Myśli, które do dzisiaj powielają inni, o czym czytałam w Jak przeżyć w szkole? Reinholda Millera. Nie spotkałam w tym eseju języka naukowego czy terminów, którymi posługują się psychologia, socjologia czy pedagogika, ale z punktu widzenia tych dziedzin można opisywane zjawiska i procesy naukowo nazwać. I co najważniejsze stały się dla mnie bazą, korzeniami, do których odwołuję się za każdym razem, gdy pogubię się w gąszczu nowych teorii (zwłaszcza tych niesprawdzonych jak niesławne wychowanie bezstresowe), poglądów czy nowinek w metodyce wychowania albo gdy początkujący nauczyciele pytają mnie o „receptę”.

   Zawsze odpowiadam – człowieczeństwo.

   Przede wszystkim człowiek, mały, niedojrzały, ale człowiek. To się nie zmienia, ewoluują jedynie metody jego wspierania w rozwoju. Biorąc pod uwagę współczesną rzeczywistość – to konieczność wynikająca ze zmieniających się warunków wychowania, wśród których technologia wiedzie prym. Jedynie to, ale baza pozostaje niezmienna.

   Esej autora nie wyczerpał tematu.

   Jak sam zauważył – Ostatnia myśli książki nie jest zakończeniem całości.Nie przypuszczał, że jego rozważania staną się dla współczesnych mi ludzi źródłem rozważań nad istotą powołania. Nad jego granicami, których nie wyznaczył sobie, idąc ze swoimi dziećmi do komory gazowej.

   Był z nimi do końca.

Po Sile empatii Helen Riess, która jest dla mnie zwieńczeniem jego eseju,, spuścizną jego myśli i pięknym kołem powrotu do źródła, wiem dlaczego, a po wspomnieniach autora Pamiętnik i inne pisma z getta wiem, co myślał i czuł przed wymarszem na Umschlagplatz w drodze do Treblinki.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Warto przypomnieć sobie sylwetkę człowieka, który całe swoje życie poświęcił dzieciom.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi: ,

Siła empatii – Helen Riess, Liz Neporent

8 grudnia 2019

Siła empatii: 7 zasad zmieniających życie, pracę i relacje – Helen Riess  wraz z Liz Neporent

Przełożyła Marta Komorowska

Wydawnictwo Samo Sedno , 2019 , 236 stron

Literatura amerykańska

   Zwrot w psychologii!

   Chociaż byliby i tacy, którzy powiedzieliby więcej – rewolucja! Zwłaszcza że wyniki badań autorki dr Helen Riess, psychiatry i profesor Harvard Medical School w USA, mogą być remedium na problemy współczesnego świata. Profesor kliniczny i psychiatra Daniel J. Segiel mówi wręcz – Dar dla ludzkości, który pojawił się w samą porę. Pierwszym krokiem w przecieraniu szlaków niewiedzy to udowodnione przez autorkę założenie, że empatii można nauczyć się. To coś nowego, ponieważ do tej pory sądzono, że rodzimy się z określonym poziomem empatii,  którego nie da się podnieść. Kolejni uznają, że empatii należy nauczyć się w dzieciństwie. A jeszcze inni stanowczo oświadczają, że empatii nie da się nauczyć.

   Da się! – twierdzi autorka.

   I ma na to niezbite dowody w postaci wyników wieloletnich badań prowadzonych wśród personelu ochrony zdrowia. Drugi krok to szkolenia ludzi w zawodach, w których empatia jest wskazana jako ważny czynnik podnoszący efekty pracy – lekarze, pielęgniarki, pedagodzy, politycy czy liderzy grup. W tym celu opracowała siedem zasad tworzących narzędzie pod nazwą:

   E.M.P.A.T.H.Y. ®

   To chroniony prawnie akronim z ukrytymi w nim siedmioma kluczami, które autorka odkryła podczas badań i dopracowała podczas szkoleń. Można je stosować zarówno w życiu prywatnym i intymnym, jak i w pracy zawodowej. Również w działalności społecznej – w polityce i biznesie.

   Mnie najbardziej zaciekawiła edukacja.

   Autorka poświęca korelacji jej z empatią osobny rozdział. Podaje krok po kroku zastosowanie zasad, które wypróbowałam w kontaktach z moją młodzieżą. Jestem zachwycona rezultatami i jednocześnie zaskoczona prostotą korzystania z nich. Wystarczy zapamiętać i trzymać się procedury stosowania kluczy, a młody człowiek otwiera się, jak dobrze naoliwiony zamek i chłonie, jak sucha gąbka. W ogólnym sensie można ich stosowanie i efekty sprowadzić do fundamentalnej w pedagogice myśli Janusza Korczaka – widzieć w dziecku człowieka. Autorka pokazuje, jak to zrobić i daje ku temu praktyczne narzędzie. Pomaga przejść najtrudniejszą drogę – od przekonania do działania. Nie ma sensu pisać, na czym ono polega, ponieważ jej publikacja nie jest poradnikiem, dlatego więcej pożytku i przyjemności odkrywania nowego w psychologii przyniesie osobista lektura teorii autorki popartej przykładami z własnej praktyki zawodowej.

   Autorka nie ogranicza się tylko do analizy swojej teorii.

   Obala mity pokutujące w nauce. Chociażby ten mówiący o pojawianiu się empatii w wieku 8-9 lat. Dokładnie tego mnie uczono na zajęciach z psychologii rozwojowej dziecka. Autorka poprawia ten błąd mówiąc, że empatia pojawia się już u dziecka rocznego (sic!). Ta wiedza ma kolosalne znaczenie dla rodziców i pedagogów wychowujących dzieci i młodzież. Kolejny mit obaliła w rozwoju czytelniczym mającym ogromne znaczenie w edukacji czytelniczej. Do tej książki myślałam, że nieważne, co czyta się. Ważne, że w ogóle czyta się. Mój minimalizm wynikał z niskiego poziomu czytelnictwa Polaków i przekonania, że każde słowo czytane jest zbawienne dla rozwoju człowieka.

   Okazuje się, że nic bardziej mylnego.

   Autorka ustaliła, że rodzaj wybieranej literatury, czyli sposób opowiadania historii, ma wpływ na rozwój konkretnej inteligencji. Na inteligencję emocjonalną poprzez rozwój empatii ma wpływ w najbardziej znaczącym stopniu beletrystyka. W powieściach sensacyjnych i przygodowych ma to miejsce w znacznie mniejszym stopniu. W przypadku osób, które zapoznawały się z literaturą popularną (…) lub nie czytały nic, liczba punktów zdobytych w skali empatii nie rosła. W tym kontekście popularność literatury popularnej (przez niektórych zwanej kobiecą) nie powinna cieszyć. To wiele tłumaczy, dlaczego oczytany człowiek może mieć wysoki stopień inteligencji intelektualnej, ale bardzo niski społecznej czy emocjonalnej. Niektórzy takie osoby określają mianem „inteligentny cham”. W analogiczny sposób autorka tłumaczy wiele innych zjawisk społecznych i kulturowych. Tych negatywnych jak: rasizm, psychopatia, nacjonalizm, manipulacje polityczne i wiele innych. W tych ostatnich posłużyła się analizą braku empatii i jej nadużywania podczas wyborów prezydenckich w USA w 2016 roku zakończone zwycięstwem Donalda Trumpa. Również zjawisk pozytywnych jak odwaga, altruizm czy szlachetne zachowania. To po tych ostatnich poznajemy ludzi z wysokim stopniem empatii, a które uwielbiamy sobie stawiać za wzór. Niestety, częściej tylko stawiać. Zwraca również uwagę na negatywny wpływ rozwoju technologii w kształtowaniu empatii – rozwój lub częściej zanik, co ostatecznie przekłada się na coraz słabszą kondycję psychiczną społeczeństwa.

   Posuwa się nawet do postawienia alarmującej prognozy.

   Stanowczo twierdzi – Jedno jest pewne: bez rozszerzenia empatii na wszystkich ludzi cywilizacja w obecnym kształcie nie przetrwa. I podaje remedium.

   Sztuka i literatura.

   Te dziedziny kształtujące kompetencje miękkie, które są systemowo i konsekwentnie w edukacji polskiej spychane na margines lub pomijane zupełnie. Właściwie tę część książki przykryję kirem braku komentarza, bo musiałabym zacząć ciężko grzeszyć.

   I najważniejsze!

   Zanim zaczniemy zmieniać świat i obdarzać go empatią, musimy zacząć od siebie. Autorka mówi wprost – musisz wejść we własne buty i spojrzeć na siebie ze współczującej perspektywy. Tylko praktykowanie empatii wobec samych siebie i innych opartej na siedmiu kluczach daje nadzieję na ukształtowanie życzliwszego społeczeństwa, dyskursu pełnego szacunku i zrozumienia oraz bardziej ludzkiego świata.

   Wystarczy sięgnąć po te siedem kluczy.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Książkę wybrałam spośród nowości księgarni Tania Książka.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi: , , ,

Osobliwe miejsca, które odwiedzasz każdego dnia – Marco Kubiś

23 listopada 2019

Osobliwe miejsca, które odwiedzasz każdego dnia – Marco Kubiś

Wydawnictwo Flow Books , 2019 , 268 stron

Literatura polska

   Ale o co chodzi?!

   Zadałam sobie to pytanie po przeczytaniu bardzo tajemniczego blurba na tylnej okładce, po którym im bardziej wczytywałam się w niego powtórnie, tym mniej wiedziałam.

   Jednym słowem – pogubiłam się!

   I bardzo dobrze – autor na to – bo on od tego jest, żebym się na nowo albo na powrót odnalazła.

   Czasem dobrze się pogubić – brzmiało mieniącymi się fioletem hasło na okładce niczym migający neon. No dobrze. Skoro tak, to wejdę do wielkiej niewiadomej tej książki i przyjrzę się bliżej tym osobliwym miejscom podobno mi znanym, ale oczami autora. Prowadziło do nich siedem ścieżek-rozdziałów.

Każda poprzedzona, jak cała szata graficzna książki, mrocznym rysunkiem. Dla odmiany, żeby bardziej umrocznić, białą kreską na czarnym tle. Tematycznie nawiązującym do treści. A potem usłyszałam:

   No to w drogę!

  Zaraz, zaraz! Jak to w drogę!? Z obcym mężczyzną? W nocy? Bo pierwsza ścieżka prowadziła przez noc, a zapewnienia, że noc jest najlepszą  do spacerów, jakoś mnie ani nie uspokajały, ani nie przekonywały. Zaufałam mu dopiero, kiedy się przedstawił. Okazało się, że już popełnił podobną publikację, ale o koszmarnych istotach. Namnożyły mu się przy okazji tworzenia filmów prezentowanych na kanale YouTube.

Po obejrzeniu jednego z nich, przestałam się dziwić, że koniecznie chciał zobaczyć te osobliwe miejsca, w których żyją. 

   Ja również!

   A poza tym znalazłam punkt wspólny (bo coś musi łączyć podróżników!) – uwielbienie dla kawy. Taka kawa na pierwszą wędrówkę w labiryntach nocy była jak znalazł. Połączyła nas też kreatywność, bo nasza wycieczka w świat wyobraźni  wymagała wyjścia z siebie i poszybowania w kosmos. Dlatego bez sprzeciwu  spełniłam dwa warunki mojego przewodnika – konieczność odłączenia się od świata (bułka z masłem, bo robię to na zawołanie, cudem jeszcze nie wpadając pod samochód) i odłączenie się od mediów społecznościowych i TV. To ostatnie przyszło mi jeszcze łatwiej, bo właśnie upływają dwa lata, jak wyrzuciłam telewizor z domu.  À propos pytania, które słyszę od znajomych – jak się żyje bez telewizora? Dobrze mi się żyje – odpowiadam – mam więcej czasu na istotniejsze rzeczy. Po cichu dodaję – żadne poświęcenie, przecież TV jest w Internecie, za to więcej przestrzeni i powietrza w pokoju!  To tylko kwestia przyzwyczajeń i nawyków. Wracając do podróży.

   Zostaliśmy sami!

   W bardzo osobliwych miejscach napotykanych na drogach prowadzących przez noc, miłość, Internet, myśli, miasto, kreatywność i naszą ukochaną planetę Ziemię. Razem 52 mroczne, niepokojące, zaskakujące, a czasami jak z horroru, miejsca. Dobrze, a momentami aż za dobrze mi znanych, ale odkrytych na nowo, w odmiennej odsłonie. Te bliskie, zaczynające się od własnego łóżka i te dalekie, sięgające Księżyca. Te realne, te wirtualne i te abstrakcyjne. Te istniejące fizycznie i funkcjonujące jako zjawiska lub pojęcia.

   A czasami wszystkie w jednym!

   Najbardziej spodobał mi się Koniec Świata, do którego trafia się ze złamanym sercem. Byłam też w miejscu, które uwielbiam. To Nocna Burza. Nie polubiłam Międzyświata, Krainy Koszmarów, Pieska w Okienku (znam jego przyjemniejszą wersję – Kotek w Okienku) i kilka innych.

   Skąd te moje sympatie i animozje?

   Bo tak naprawdę przyglądałam się sobie. Swoim lękom, strachom, uprzedzeniom, a nawet koszmarom. Moich zaletom i wadom. Autor bazując na człowieczym pociągu do bania się, ubrał w mroczne szaty psychikę człowieka i jej zdolność do odbarwiania i udziwniania rzeczywistości. Do widzenia jej przez pryzmat barier, schematów, murów, uwarunkowań dyktowanych przez współczesny, wszechobecny konsumpcjonizm i egoizm. Chciał stworzyć swoisty przewodnik dla pogubionych w takim życiu – szarym i zatrważającym.  Po co? Po to by docenić ich mroczne piękno. Wlać kolory do tej szarości, a z miejsc koszmarnych wychodzić z optymizmem. Docenić dualizm wszystkiego, co nas spotyka. Nawet zło, które po coś jest. Dlatego najlepiej powoli dawkować sobie zawartość, by móc każdy rozdział przemyśleć. Może nawet odwiedzić fizycznie?

   Chyba!

   Tego ostatniego słowa autor używał niczym drążek balansu w rękach człowieka kroczącego po cienkiej linie między dwiema wersjami jednego osobliwego miejsca. Chciał, żeby ono miało zawsze podwójny wymiar. Żeby dostrzegać w nim obie strony, a nie tylko jedną. Widzieć magię w codzienności. Realną cudowność!

   Chyba!

   Na końcu książki autor pozostawił miejsce na narysowanie mojego osobliwego miejsca i trzy wskazówki na wypadek ewentualnych problemów z rozruszaniem wyobraźni. Mam to szczęście, że moje fizyczne, osobliwe miejsce łączy w sobie wszystko to, co napisał autor, a najlepsza w tym wszystkim jest możliwość przebywania w nim pięć razy w tygodniu po 7 godzin dziennie.  A potem mogę przejść w jego metafizyczną postać na tak długo, jak chcę.

   To moje ikigai!

Książkę wybrałam spośród nowości księgarni Tania Książka.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi: ,

Warszawa Jarosława Iwaszkiewicza – Tomasz M. Lerski

6 października 2019

Warszawa Jarosława Iwaszkiewicza: portret miasta w zwierciadle literatury – Tomasz M. Lerski

Wydawnictwo Fabuła Fraza , 2019 , 472 strony

Literatura polska

   Warto posłuchać Jarosława Iwaszkiewicza.

   Celowo odniosłam się do słuchu, ponieważ pisze tak, jakby opowiadał. I nie mam tu na myśli jego prozy i poezji, ale wszelkiego rodzaju „marginalia”, jak sam nazwał swoje teksty pozaliterackie. Przekonałam się o tym, kiedy sięgnęłam po publikację Anny Król Spotkać Iwaszkiewicza: nie-biografia. We Wszystko jak chcesz tej samej autorki utonęłam w emocjach i estetyce ich podania. Dlatego bez wahania sięgnęłam po kolejne opracowanie oparte na źródłach.

   Tym razem poświęcone Warszawie.

   Wprawdzie podtytuł sugerował jej odbicie w „zwierciadle literatury”, ale w pojęciu autora opracowania szeroko pojętej. Rozumiał pod nim zarówno twórczość prozatorską i poetycką, która tworzyła osobny kadr spojrzenia zebraną w jednym rozdziale, jak i wszystko to, co spod pióra pisarza  w roli męża, kochanka, przyjaciela, ojca, podróżnika, odbiorcy i twórcy kultury oraz sekretarza marszałka Sejmu, wyszło w postaci dokumentów życia codziennego – wspomnień, dzienników, korespondencji, notatek i wspomnianych wcześniej „marginaliów”. To ostatnie określenie sugerowałoby ich mniejszą wartość i ważność.

   Nic bardziej mylnego.

   Były jak wino. Im dłużej upływał czas, tym większej nabierały mocy znaczenia i wartości historycznej. W czarodziejski sposób wydobywały sceny, szczegóły, komentarze, dialogi, pejzaże i chwile ulotne z gęstniejących mroków niepamięci, by nadać suchym faktom informacyjnym kolorytu i dynamiki niczym w kalejdoskopie.

   Wypełnić warszawskie ulice emocjami przeszłymi.

   Było ich mnóstwo. Właściwie cała topografia ścieżek pisarza była nimi przesycona. Od pierwszego przyjazdu w 1902 roku w wieku ośmiu lat i wspomnień dziecięcych, z których najpiękniejszym wydawały mi się wizyty w sklepie Wedla pełnym czekolad i wszelkiego autoramentu bombonier i pomad,  o których można posłuchać w słuchowisku Tomasza Lerskiego Warszawa Jarosława Iwaszkiewicza w reżyserii Dobrosławy Bałazy. Po kolejny przyjazd w 1918 roku, jako dość dziwne stworzenie, które wylądowało na Dworcu Wiedeńskim w Warszawie z małą paczką bielizny i z ogromnym kufrem, zawierającym książki, nuty, papiery i papierzyska. Aż do śmierci, pomimo późniejszego zamieszkania w Stawisku. Ulice miasta wypełniał przede wszystkim znanymi lub mniej znanymi budynkami, w których mieszkał, bywał, odwiedzał, jadł, pracował i udzielał się towarzysko.

Z których najczęściej przewijał się gmach Filharmonii Warszawskiej i jego trzydziestosiedmioletnia minihistoria powstania i działalności, której był świadkiem, korzystającym, a potem przemawiającym w jej powojennych murach. Teksty pisarza autor uzupełnił bogatym wyborem zdjęć opisywanych miejsc.

   A wszystko na tle ważnych wydarzeń historycznych Polski.

   Przede wszystkim powstania warszawskiego, likwidacji getta i powstania żydowskiego w nim czy bombardowania miasta obserwowanego ze Stawiska. Nie mniej emocjonalnie odbieranego niż przez tych, którzy bezradnie tkwili w sercu zagłady, wspominając  – nie wiem, co trudniejsze: czy być tam, na tych ulicach, wśród bomb, pocisków i walących się domów, czy być tutaj z daleka i wyobrażać sobie tylko owo piekło i śmierć miasta, najukochańszego ze wszystkich miast.

   Dla mnie to przede wszystkim Warszawa ludzi.

   Nazwisk znanych mi z literatury i szerzej – kultury, wśród których obracał się lub z którymi przyjaźnił się pisarz. Widzianych w jego uważnym spojrzeniu, a więc mocno subiektywnym. Z nieskrywaną sympatią i podziwem lub antypatią, ale zawsze przeciekawym i barwnym. Plejady osobistości przewijających się w osobnym rozdziale, ukazując ą mi ludzką twarz pomników ze spiżu. Z ich słabościami, lękami, poglądami, wadami i zaletami. Z ich uznaniem współczesnych za życia lub początkami krystalizujących się talentów, których wielkość prognozował Jarosław Iwaszkiewicz, a które przyszłe pokolenia zweryfikowały pozytywnie lub nie.

   Spacer po przeszłej Warszawie, wbrew intencjom pisarza, pomógł mi w zdjęciu ze stolicy kiru żałobnego przysłaniającego ten żywy pomnik męczeństwa i wszechobecnej śmierci z krwią na każdym kamieniu. Trudno o tym wiecznie myśleć, ale czasem wesoły chichot przerywa myśl: a może to tu? – dokładnie tak samo myślałam i w pierwszych przyjazdach do Warszawy towarzyszyło mi podobne uczucie – spaceru po cmentarzu. A przecież w pamięci Jarosława Iwaszkiewicza to również przedwojenny, cudowny Paryż Północy i powojenny, dużo brzydszy (nad czym bardzo ubolewał) socrealizm. Warszawa ukazana przez pisarza to ostatnia część tryptyku, jak nazwał swoje opracowania autor, na który składa się również Warszawa Marii Dąbrowskiej i Antoniego Słonimskiego.

   Dlaczego akurat oni?

   Na to pytanie znalazłam odpowiedź w przedmowie autora – bo, mamy do czynienia z notacją dokonaną przez naprawdę najwybitniejszych pisarzy swego pokolenia, ludzi wielkiego intelektu, potrafiących zrozumieć znacznie więcej z mechanizmów biegu dziejów, z sensu zaistniałych wypadków, czy dostrzec dalsze ich konsekwencje, już w perspektywie dziejowej. Dodatkowo Jarosław Iwaszkiewicz umiał bardziej niż oni generalizować, dawać wyważone opinie o istocie tego miasta, postawić trafną diagnozę sensu wydarzeń i postaw ludzkich.  Bardziej całościowo ująć naturę miasta i wynikające z niej konsekwencje, trafnie naszkicować typologię charakterów warszawiaków.

A dla mnie tak plastycznie, barwnie i dynamicznie oddanej, że spacerowałam po MOJEJ Warszawie lekko, ciekawie i przyjemnie w klimacie świata artystów, bez poczucia profanacji, że siedzę na miejscu czyjejś śmierci, ale z ogromnym szacunkiem dla jej przeszłości.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi: , ,

Inteligencja – Osho

22 września 2019

Inteligencja: twórcza odpowiedź na nasze czasy – Osho

Przełożył Henryk Smagacz

Wydawnictwo Nowy Horyzont , 2007 , 244 strony

Literatura indyjska

   …głupich ludzi jest wielu – większość, 99,9%.

   Tak twierdzi autor, hinduski guru, założyciel ruchu religijnego Neo-Sannyas. Pozostały ułamek procentu to ci, którzy odważyli się być inteligentni – Budda, Jezus, Sokrates, Laotsy, Zaratustra, Pitagoras i kilku innych przebudzonych. Jednak pod pojęciem „inteligencji” autor rozumie zupełnie inną definicję niż tę znaną ze słowników. Przez niego rozumianą jako intelekt posiadany przez intelektualistę. Człowieka-robota operującego rozumem i sprawnie powtarzającego to, co zapamięta, którego „inteligencja” oceniana jest na podstawie zdanych egzaminów, osiągniętych stopni naukowych, będących niczym innym niż tylko testami na zdolność zapamiętywania i pojemność pamięci.

W pojęciu autora inteligencja to wewnętrzna świadomość lub inteligencja serca, z którą rodzimy się i którą tracimy w miarę dorastania.

Zabija je wychowanie, edukacja, zasady, normy, uprzedzenia i uwarunkowania, które mają za zadanie wpasować jednostkę w społeczeństwo. Zrównać go z innymi ludźmi. Zabić w niej jej indywidualność, kreatywność, niezależność i samodzielność myślenia jako cech niebezpiecznych dla społeczeństwa, ponieważ inteligencja jest niebezpieczna dla struktury politycznej, społecznej i religijnej. To dlatego być inteligentnym jest bardzo trudno, bo skazuje na samotne życie wśród tłumu głupich, narażając na ostracyzm, nienawiść, agresję, przemoc, a nawet śmierć. Wystarczy przyjrzeć się życiorysom wcześniej wymienionym, znanym inteligentnym w historii świata. Wyszydzani, piętnowani, skazywani, truci i krzyżowani. Tym odmiennym spojrzeniem na pojęcie inteligencji autor przenicował rzeczywistość, zabraniając naśladować i powtarzać słowa przebudzonych, ale podążać tą samą drogą z własną inteligencją.

   Można przyjąć, że to utopia.

   Jednak przyglądając się poszczególnym myślom autora, wiele z nich poznałam  już wcześniej. O przyzwoitości jako wierności własnej inteligencji mówił Władysław Bartoszewski w Warto być przyzwoitym, z powodu której ginęli do końca jej wierni. To o niej pisała Danuta Siedzikówna (Inka) w pożegnalnym liście, idąc na rozstrzelanie. Pozostawanie dzieckiem wolnym od ambicji podkreślał Jezus, który mówił – Błogosławieni ci, którzy są ostatnimi na tym świecie, ponieważ oni będą pierwszymi w moim Królestwie Bożym. O ego, jednym z elementów osobowości, mówi psychoanaliza, a które autor określił jako przeszkodę do bycia inteligentnym. Świadome wykonywanie jakiejkolwiek czynności tu i teraz promowane jest w japońskim stylu życia, o czym czytałam w publikacji Ikigai.

   Tych znanych mi wcześniej elementów rozproszonych w powszechnie dostępnej wiedzy znalazłam w poglądach autora dużo więcej.

   Hinduski guru zebrał je wszystkie, tworząc spójną filozofię życia, którą odpowiada słuchaczom na odwieczne pytania – kim jesteśmy i jak żyć. Wyjaśnia przyczyny i źródła problemów współczesnego człowieka i świata. Remedium na te bolączki widzi w stworzeniu nowego człowieka – Homo Novus, który łączyłby w sobie człowieka Zachodu z człowiekiem Wschodu. Odwieczną mądrość Wschodu z najwyższym potencjałem nauki i technologii stworzonym przez Zachód. Miałby być efektem nowej edukacji wspierającej rozwój inteligencji i wyostrzającej ją od urodzenia.

   To bardzo rewolucyjna, ale i ciekawa myśl.

   Niewielu jednak jest gotowych zostać inteligentnym człowiekiem, a przecież warunkiem powodzenia procesu przemiany jest jej powszechność. Ci nieliczni, którzy decydują się pielęgnować w sobie inteligencję zostają autsajderami, wyrzutkami. Ludźmi odstającymi od reszty, odludkami pozostającymi na marginesie społeczeństwa.

   To nie wszystko!

   Wykłady autora na temat inteligencji to tylko jedno zagadnienie z wachlarza wielu innych jak: bliskość, dojrzałość, kreatywność, świadomość czy radość wydanych w osobnych publikacjach, których nie zapisywał, głosząc i rozmawiając z ludźmi przez 35 lat. Zostały one nagrane na kasetach audio i video, a potem wydane w formie książek. Dlatego poszczególne rozdziały czyta się, jak wypowiedź osoby mówiącej, która często wplata anegdoty i historie z życia wzięte. Wydawca dodatkowo wyróżnił najważniejsze zdania z tekstu, umieszczając je w ramce,  z których kilka ku pamięci tutaj dołączyłam.

   Osho został określony przez londyński Sunday Times jako jedna z 1000 osób, ktore wywarły największy wpływ na dwudziesty wiek. W powstałym indyjskim Ośrodku Medytacji OSHO położonym 150 kilometrów od Bombaju można nauczyć się, jak uczynić swoje życie świadomym. Poznać zasady medytacji i prostoty czyli życia w niepewności, w poczuciu braku bezpieczeństwa, bez ideałów, bez korzeni tkwiących w przeszłości i snucia nadziei na przyszłość.

   Wygląda na to, że bycie inteligentnym współcześnie, to bycie gotowym na śmierć.

   Są odważni?

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Inteligencja. Twórcza odpowiedź na nasze czasy [OSHO, Henryk Smagacz]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi: , ,

Dlaczego nie jestem muzułmaninem – Ibn Warraq

13 lipca 2019

Dlaczego nie jestem muzułmaninem – Ibn Warraq

Przełożyli Karolina M. Wielgat , Gwidon Kuśmierek

Wydawca Stowarzyszenie Europa Przyszłości , 2013 , 506 stron

Literatura angielska

   Obecnie uważam się za świeckiego humanistę, dla którego wszystkie religie są urojeniami chorych ludzi, w sposób oczywisty nieprawdziwymi i szkodliwymi.

   Już to zdanie autora umieszczone we wstępie jednoznacznie określało zawartość publikacji. Wyraźnie sugerowało o opisie drogi od wychowania w muzułmańskiej rodzinie, poprzez zwątpienie, potem poszukiwanie odpowiedzi po stanie się sceptykiem, a potem krytykiem religii nie tylko muzułmańskiej, ale religii w ogóle.

   Każdej.

   I jeśli nawet napis umieszczony u dołu strony tytułowej brzmi:

To ostrzegałabym jego zwolenników. Autor wykorzystał islam tylko jako przykład, bo był w nim wychowywany i dobrze go znał, a tak naprawdę powoływał się również na judaizm i chrześcijaństwo. Dostarczał argumentów tylko i wyłącznie ateistom, posuwając się w swoich rozważaniach do poglądów skrajnie radykalnych w negacji wiary, Boga i jego wszystkich proroków. Poddawał w wątpliwość historyczne istnienie Abrahama, Jezusa i Mahometa, sugerując legendarne ich pochodzenie tak, jak Herkulesa. A to tylko jeden przykład z wielu „bluźnierczych” poglądów. Swoje negujące rozważania krytyczne popierał licznymi poglądami, opiniami, koncepcjami, wywodami znanych badaczy filozofii, teologii i nauki (Stephen Hawking, Richard Dawkins). Głównie opozycyjnie nastawionych do religii jako takiej. Czynił to świadomie, ponieważ chciał dostarczyć jak najwięcej argumentów w odpowiedzi na swoje tytułowe pytanie, a raczej tezę. Swoją polemikę uczynił bardzo skrupulatną i szczegółową, zaczynając od historii islamu, jego zasad i dogmatów, proroka Mahometa, opisu Koranu na roli islamu na Zachodzie skończywszy. Rozważania rozszerzał na judaizm i chrześcijaństwo, jako religię jednej wiary w tego samego Boga.

   Nie przekonał mnie jednak.

   Dla osoby niezorientowanej treść publikacji może wydawać się bardzo merytoryczna i obiektywna. Przekonywać ogromem zgromadzonego materiału źródłowego i częstymi cytatami z Biblii i Koranu. Stworzeniem przestrzeni dla polemiki wielu głosów, która sprawiała pozytywne wrażenie rozmachem i wynikającymi z niej wnioskami. Jednak wiele z tych myśli było dla mnie nielogicznych, a nawet kłamliwych. Zgodzę się, że można zaprzeczać istnieniu Boga, bo to jest kwestia wiary, a nie rozumu. Nie przeszkadzało to jednak autorowi stosować metod rozumowych do udowadniania kwestii z natury duchowych, wymykających się racjonalnej nauce. To z ich pomocą dostarczył konkretnych dowodów na nieistnienie historyczne Jezusa. Często zaprzeczał faktom i ich prawdziwości, by bez skrupułów powoływać się na ten „fałsz” w swoich udowadnianych wywodach. Był bardzo niekonsekwentny i wybiórczy, gdy chciał osiągnąć swój cel. Czasami uogólniał swoje twierdzenia, pomijając istotne szczegóły, mające wpływ na logikę rozumowania, a tym samym obiektywność wniosków. Nie mówiąc całej prawdy, operował półprawdami i niedopowiedzeniami. Nie podobało mi się ich forsowanie w celu udowodnienia własnych tez. A wszystko to po to, by dojść do jednego wniosku – religia to samo zło naszego świata, które zawiera w cytowanej myśli Gore Vidala – Z barbarzyńskiego tekstu epoki brązu zwanego Starym Testamentem rozwinęły się trzy antyludzkie religie – judaizm, chrześcijaństwo i islam. Główna i największa przyczyna wojen, ludobójstwa, zbrodni, wyzysku, niewolnictwa i przemocy. Nie dopuszczał myśli, że religia jest dobra, tylko ludzie ją wypaczają, cytując myśl Winwooda Reade’a – Wszyscy, którzy choć trochę poznali naturę ludzką, wiedzą jedno: człowiek głęboko religijny często jest bardzo złym człowiekiem.

   Wbrew pozorom to bardzo emocjonalna pozycja.  

   Z mocnymi epitetami i określeniami opisywanych zjawisk lub postaci. Autor pisząc tę publikację, stworzył dwugłos do innej krytycznej pozycji Dlaczego nie jestem chrześcijaninem Bertranda Russella, w której wyjaśnił swój ateizm, dokładnie tak, jak Ibn Warraq, chociaż w dużo skromniejszej formie – krótkim eseju. Rożnica polega na tym, że Bertrand Russell i jego dorobek filozoficzny cieszy się do dzisiaj poważaniem, a autor musiał opuścić rodzinny Pakistan i ukrywać się pod pseudonimem nawiązującym do krytyka islamu z IX wieku Muhammada al Warraqa, bo ośmielił się skrytykować islam.

   W tym momencie przyznaję mu rację.

   Ma prawo do krytyki, jak sam napisał – do krytykowania islamu w całej rozciągłości – mam prawo bluźnić, popełniać błędy, ironizować i drwić. Dlaczego w tej myśli odniósł się tylko islamu? Ponieważ to jedyna religia, której krytykować nie wolno. Karana jest fatwą, a nawet śmiercią. A to właśnie jej brak, jest główną przyczyną problemów z islamem i muzułmanami. Autor przywołuje wiele postaci-męczenników w obronie prawa do krytyki, z których współcześnie najbardziej znaną jest Salman Rushdie z wyrokiem śmierci za napisanie Szatańskich wersetów. Dlatego nie mogę napisać, że ta pozycja jest tylko religijnym coming outem autora, ale również relacją o kurczeniu się kultury religijnej, o powszechnym dostępie do wiedzy, a także o braku możliwości ucieczki od kultury humanistycznej, która przetrwa wszelkie możliwe formy religii w XXI wieku. – jak podsumował pozycję w przedmowie R. Joseph Hoffmann. Odważny głos przełamujący tabu milczenia, krytyki islamu i poprawności politycznej, pozwalający zrozumieć walkę między działaczami praw człowieka broniącymi wartości demokracji a zwolennikami wielokulturowości.

Kropla wiedzy zza zielonej kurtyny niezbędna do konstruktywnej, pełnej dyskusji krytycznej wszystkich opcji światopoglądowych na temat religii .

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi: , ,

Skin Beauty – Anjali Mahto

16 czerwca 2019

Skin Beauty: biblia pięknej i zdrowej skóry – Anjali Mahto

Przełożyła Ewa Androsiuk-Kotarska

Wydawnictwo Kobiece , 2019 , 304 strony

Literatura angielska

   Zachwiejmy monolitem dezinformacji na temat tego cudownego, skomplikowanego narządu.

   Tą opinią na temat powszechnej wiedzy o pielęgnacji skóry autorka zachęciła mnie do sprawdzenia ile prawdy, a ile fałszu jest w moim monolicie wiedzy. Raczej podstawowej, ponieważ, według dwustopniowej klasyfikacji kobiet podanej przez autorkę, należę do pierwszego typu – nie uwzględniają pór roku czy stylu życia i przez cały rok dbają o swoją skórę w taki sam sposób. Są przy tym niechętne do zmiany przyzwyczajeń i poznawania nowych dróg prowadzących do tego samego celu. Na tle niektórych kobiet i ich imponujących zasobów kosmetycznych jestem wręcz minimalistką. Z tego powodu trochę obawiałam się, że zostanie obnażona skala szkodliwości mojej ignorancji i będę miała naprawdę sporo do nadrobienia.

   Niepotrzebnie!

   Okazało się, że w komercyjnym szaleństwie promowania urody i młodości zachowałam wiele zdrowego rozsądku. Autorka, jako doktor dermatologii, zainspirowana pytaniami swoich pacjentek, postanowiła stworzyć kompendium rzetelnych informacji, które w sposób czytelny i przejrzysty uporządkują wiedzę na temat pielęgnacji skóry w natłoku często sprzecznych komunikatów i presji firm komercyjnych.

   Słowa dotrzymała!   W kilku rozdziałach przypomniała budowę skóry i zasady jej pielęgnacji. Opisała zabiegi pielęgnacyjne dla poszczególnych typów skóry, wpływ hormonów, najczęstsze problemy dermatologiczne, zabiegi i terapie opóźniające starzenie się skóry, wpływ stylu życia, a nawet wybór dobrego dermatologa. Uczyniła tę pozycję pomocną dla każdego (również mężczyzn!), bez względu na wiek i stan skóry, omawiając pielęgnację w zależności od jej charakterystycznych cech, chorób, ciąży i etapu rozwoju człowieka. Śmiało będę ją polecać młodzieży, ponieważ dużo miejsca poświęciła trądzikowi i sposobom jego leczenia, który w tej publikacji przekracza bariery wieku dojrzewania. Sama podała się za przykład kobiety, która zmaga się z nim od ponad dwudziestu lat i może dlatego stała się w tej dziedzinie specjalistką. Na dowód swojej przypadłości opublikowała zdjęcia twarzy bez retuszu w artykule Daily Mail. To najlepsza promocja tej książki i dowód na to, jakie spektakularne efekty można osiągnąć ze skórą problematyczną, jeśli tylko się wie, w jaki sposób. Zgodnie z obietnicą obaliła również sporo mitów. Chociażby dotyczących maseczek, które uważa za dostarczające tylko i wyłącznie przyjemności i nic poza tym. Rozszyfrowała żargon branży kosmetycznej wprowadzający klientów w błąd, sprostowując takie pojęcia i wyrażenia, jak: hipoalergiczny, niekomedoniczny, naturalny, organiczny, bezzapachowy, wegański, bez konserwantów, bez środków chemicznych, skuteczność potwierdzona klinicznie czy testowane dermatologicznie. W wielu przypadkach nadużywane i nadinterpretowane przez firmy w celu zwiększenia zysków. Minimalizowała zabiegi pielęgnacyjne do niezbędnych i koniecznych, odrzucając te, które próbują nam wmówić firmy komercyjne lub pseudokosmetyczki. Dokładnie to samo czyniła z kosmetykami, cały czas ucząc świadomego ich kupowania. Tym samym potwierdziła zasadę, którą poznałam, czytając Damskie laboratorium Angeliki Gumkowskiej. Moje zaufanie zachwiało się, kiedy przeczytałam informację o indeksie glikemicznym bananów, który, według autorki, jest niski. Tym samym zadając kłam wiedzy powszechnej o jego wręcz horrendalnie wysokim indeksie.

   Sprawdziłam!

   Zajrzałam do tabeli indeksu glikemicznego i przyznałam jej rację. Takich informacji, które wstrząsały moim monolitem wiedzy było więcej.

   Dokładnie o to jej chodziło!

   We wstępie wręcz uprzedzała – Powinnyśmy się czuć na tyle pewnie, aby kwestionować niektóre z przeczytanych wiadomości oraz odrzucać te, które nie są poparte obszernymi badaniami naukowymi. Wzbudzić w sobie krytycyzm, a przy tym zachować poczucie prostoty pielęgnacji skóry i świadomość w wyborze kosmetyków, kierując się niezmienną prawdą – żadne kremy nie pomogą na obwisłą skórę. Proces starzenia się jest postępujący, a zabiegi pielęgnacyjne są po to, by podkreślić jej walory oraz wyglądać zdrowo i dobrze na swój wiek. Przestrzega przed przekraczaniem granicy karykaturalnego wyglądu. Proponuje dystans i akceptację nieuchronnych zmian, które możemy jedynie ograniczać do pewnego momentu, a potem już tylko starzeć się z godnością, pisząc – Nie daj się złapać w pułapkę oczekiwania cudów (…) pamiętaj, że cuda się nie zdarzają. I za ten zdrowy rozsądek i dystans tak potrzebny zwłaszcza współczesnym dziewczynom i młodym kobietom spodobała mi się ta publikacja. Również jej piękna, subtelna i estetyczna szata graficzna.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Książkę wybrałam spośród nowości księgarni Tania Książka.

Skin Beauty [Anjali Mahto]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Najważniejsze zasady pielęgnacji skóry trądzikowej podane przez autorkę osobiście.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe, Poradnik

Tagi: , ,