Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Farma Heidy – Steinunn Sigurdardótter

22 grudnia 2019

Farma Heidy: owce, islandzka wieś i naprawianie świata – Steinunn Sigurdardótter

Przełożył Jacek Godek

Wydawnictwo Literatura Kobieca , 2019 , 316 stron

Literatura islandzka

   Tyle jej zawdzięczam!

   Za drugie tyle jestem jej winna ogromne podziękowanie. Nie zdawałam sobie sprawy, że nadal oddycham czystym powietrzem nad Bałtykiem nie tylko dzięki znanym organizacjom proekologicznym, ale również niepozornym ludziom. Nie mogę napisać, że nieznanym, bo Heiđa Ásgeirsdóttír była modelką.

Autorce reportażu, kiedy pierwszy raz ją zobaczyła, jawiła się niczym mieszanka wyciągniętego elfa i walkirii. 181 centymetrów wzrostu, szczupła, blond włosy, zapewniały super warunki do wybiegów modowych w Nowym Jorku i dostatniego życia. Jednak przeszkodą w podążaniu tą drogą było silne przekonanie, że to wszystko było płaskie i bezcelowe, miłość do do miejsca, w którym się wychowała i farma z owcami przejęta od rodziców w wieku 23 lat. Własne gospodarstwo Ljótarstađir w Islandii na granicy nadającego się do zamieszkania świata, w którym panuje jasność.

   Tę „jasność” miała zgasić woda.

   Na najżyźniejszych pastwiskach Heiđy koncern energetyczny zaplanował budowę ogromnej tamy i zalew o powierzchni kilkudziesięciu kilometrów kwadratowych. Jej walka z gigantem biznesowym uczyniła z niej osobę znaną w swoim środowisku i w parlamencie, do którego ostatecznie trafiła, zastrzegając – Wyjaśnijmy jedno: nigdy nie weszłabym w lokalną politykę, gdybym nie była zmuszona bronić swoich i nie tylko swoich racji. Całej naszej gminy, mojej ziemi, a właściwie całej Ziemi. Wygrana z kolosem biznesowym, wywalczona z ogromnym wysiłkiem fizycznym i psychicznym, była spektakularna i nieoceniona dla środowiska naturalnego. Zwłaszcza że działalność ta miała charakter społeczny i wolontaryjny upychany między morderczą pracę farmera.

   Była przede wszystkim hodowcą kilkutysięcznego stada owiec.

   Roboty nieludzko wymagającej, jak sama ją oceniła. Autorka, pisarka islandzka, postanowiła, zafascynowana niezwykłą kobietą, napisać o niej reportaż. Pokazać w nim walkę nie tylko z koncernem, ale z naturą, żywiołem (w cieniu czynnego wulkanu) i samą sobą (nieśmiałość, nawracające depresja, samotność, awersja do wystąpień publicznych). Poznawałam jej dzieciństwo, dorastanie i szukanie własnej drogi z ogromną ciekawością. Autorka starała się, zbierając materiały (rozmowy, twórczość poetycka, wystąpienia na konferencjach i zjazdach krasomówczych) o tej nietuzinkowej kobiecie, usunąć się w cień, by autor był niewidzialny, a czytelnik odnosił wrażenie, że słucha Heiđy. Z zachowaniem jej rytmu życia wyznaczanego przez pory roku ujęte w cztery rozdziały oraz unikalnego stylu wysławiania się Heiđy (mieszanina języka współczesnego ze staromodnym). Autorka chciała pokazać ludziom na całym świecie z dala od Islandii, jak wygląda islandzki temperament i jak tu się żyje. Z kolei Heiđa chciała, by usłyszano o jej samotnej walce. Ja otrzymałam obraz człowieka, który wciela w życie hasła z plakatów, które podobno są tylko sloganami:

Trwaj przy tym, co słuszne, nawet jeśli jesteś sam.

   Przyglądając się jej piekielnym zmaganiom, do pokonywania których czerpała siły z miłości do miejsca jej życia, szukałam odpowiedzi na jedno pytanie – co ją taką stawiającą dobro innych nad własny egoizm ukształtowało? Nasuwała mi się tylko jedna odpowiedź.

   Wychowanie.

   Surowe, ale z miłością. Wymagające, ale wspierające. Brutalne, ale bezpieczne. Ubogie, ale zaspokajające podstawowe potrzeby. Odważne, ale w szacunku do otoczenia i pokorze wobec natury. Bez wielu szkodliwych norm kulturowych, jak seksizm, którego doświadczyła dopiero w szkole. Jej reakcja na podział ról na typowo męskie i kobiece była bezcenna. Może właśnie dlatego uroda kobiecego ciała nie była dla niej wartością, na której chciałaby zbudować swoją przyszłość. Z czasem zorientowałam się, że zaczęłam myśleć o niej nie jak o kobiecie, ale jak o człowieku. Twardym na przekór depresji. Kochającym farmę, dla której podjęła walkę z Goliatem. Wrażliwym, ale potrafiącym zabić owcę, gdy jest taka konieczność. Wymagającym przede wszystkim od siebie, a dopiero potem od innych. Heroicznym w swoim słabym człowieczeństwie. Broniącym wartości, które inni zamieniają na pieniądze. Świadomym swej tymczasowości, mówiącym – Nie chciałabym, żeby moja mama albo tata, babcia albo dziadek sprzedali choćby piędź ziemi i kupili szminkę albo farmala. My, ludzie, jesteśmy śmiertelni, ziemia żyje dalej, przyjdą nowi ludzie, nowe owce, nowe ptaki i tak dalej, a ziemią z rzekami, jeziorami, roślinnością i nieużytkami będzie trwać…

   Stała się dla mnie współczesną bohaterką!

   Tak jak dla Islandczyków przede mną, bardzo różniących się. Młode kobiety – od studentek po gospodynie wiejskie – widziały w niej inspirację, podziwiały Heiđę za to, że bierze sprawy w swoje ręce. Mężczyźni widzieli w niej swoją utalentowaną córkę i byli z niej dumni. Rolnicy z lubością czytali o swoim życiu. Mieszczuchów zainteresowało życie w odludnym gospodarstwie. Należałam do tej ostatniej grupy, a dostałam motywujący przykład życia w zgodzie z sobą i w zgodzie z naturą.

    Upragniony balans współczesnego człowieka.

    Receptę na jego osiągnięcie. Niełatwą do zrealizowania, ale wykonalną, jeśli zrozumie się jedno – Ziemia nie należy do mnie. To ja do niej należę. Być własnością całej tej ziemi to kolosalna odpowiedzialność. Obrona ziemi przed sępami wymaga ogromnego wysiłku. Jeśli jeszcze raz usłyszę, że mały, jeden, samotny człowiek nic nie może, to podsunę ten tytuł.

   Heiđa wyrzuci wszystkie usprawiedliwiające niemoc argumenty z powrotem do kosza.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Książkę wybrałam spośród nowości księgarni Tania Książka.

   Heiđa na swojej ukochanej farmie.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi: ,

Miłość z lupanaru – Michał Römer

15 grudnia 2019

Miłość z lupanaru: dziennik intymny wileńskiego adwokata – Michał Römer ; wybrała Agnieszka Knyt

Wydawnictwo Ośrodek Karta , 2019 , 360 stron

Literatura polska

   Jedyna, romantyczna, zakazana i tragiczna!

   Tak określiłabym to szaleństwo uczuć z udziałem Michała Römera i Anny Wolberg. Według autora dziennika – Dzika i pierwotna jak głód, wielka i idealna, subtelna i szlachetna”.

   Miłość jak bajka, którą napisało życie.

   Dokładnie takiego czarownego pojęcia użył Michał Römer – Tak, królewną z bajki była, a bajką tą jest życie moje. Dla świata prostytutką poznaną w lunaparze. W wileńskim domu publicznym, do którego od czasu do czasu lubił gościnnie zachodzić Michał, gdy duch słabnie, raptem rozszaleje ciało, a z kryjówek wypełzają najniższe instynkty użycia, podłej lubieżności, która plwa na wszystko, co jest w człowieku harmonią, i chce się upić, chce żeru, chce splugawienia się. Dziewczyna przykuła jego uwagę kontrastem, gdy wśród kobiet lubieżnych, kobiet do wzięcia była jedna czysta i nieskalana, nietknięta, naiwna, wstydliwa. Anna miała 20 lat i właśnie trafiła do domu publicznego wyrzucona z domu rodzinnego. Jej młodość, uroda, cnotliwość, skromność i świeżość zauroczyły Michała, budząc ku sobie ostrą bolesną tęsknotę, budziła – czarodziejka – z najgłębszych tajników duszy jakieś sny nieziszczone i nieziszczalne, subtelne gdzieś het promyki wczesnych marzeń młodości, jakieś przeczucia rozkoszne a smętne, bo strawione świadomością brudu.

   Postanowił ją uratować!

   Zorganizował wykupienie i wyrwanie Anny z rąk „opiekunki”, a potem znalazł pracę i mieszkanie. Jednak z czasem, w trakcie tych zbawczych działań, zaczęło rodzić się między nimi uczucie tworzące namiętny związek zamieniający się powoli w duchowy. Pełnym wzlotów i upadków, rozstań, zerwań i powrotów, naprzemiennych zachwytów, wielbień, uniesień, tęsknot, wyznań, zapewnień, planów i pewności, a z drugiej strony niepewności, wątpliwości i brutalnych realiów wymuszających podporządkowanie się sztywnym normom społecznym i jeszcze sztywniejszym konwenansom.

   Taka miłość nie miała prawa i szans zaistnieć!

   Anna była córką kowala i robotnicy. Chłopką z pochodzenia. Łotewką nieznającą języka polskiego. Jedenaście lat starszy Michał, z zawodu adwokat, ziemianin, należał do arystokracji. Mezalians, który popełnił nigdy nie znalazłby akceptacji w jego rodzinie i środowisku. Nawet, gdyby zgodnie z planem, miał zalegalizować związek po śmierci rodziców.

   Życie brutalnie rozcięło ten węzeł gordyjski za niego.

   Anna zachorowała na gruźlicę i zmarła. Jednak tak głęboko zapisała się w sercu i pamięci Michała, że nikt nigdy nie zajął jej miejsca. Mimo że pojawiały się w jego dalszym życiu inne kobiety, a w późniejszym okresie nawet żona. Nigdy też nie żałował tych trzech, wyjątkowych lat z Anninką, jak nazywał ją z łotewska. Zawsze podkreślał, że otrzymał dar wyjątkowy – miłość pełną cudów i z cudów utkaną, a uratowanie Anny z piekła rozpusty za najbardziej wartościowe w całym życiu. Przedłożył ten fakt nad swoje znaczące dokonania zawodowe, społeczne i polityczne. Zwłaszcza te ostatnie okazały się dla Anny najbardziej konkurencyjne. To z ich powodu Anna umierała bez obecności ukochanego, a on nie mógł sobie tego wybaczyć, chociaż zdawał sobie sprawę ze spełnienia jednej z najcięższych ofiar w życiu w straszliwej rozterce sumienia.

   Losy ukochanej Annineczki, jak spieszczał jej imię Michał, autor ujął w pierwszym tomie Dzienników, jednak marginalnie potraktowane i rozproszone pomiędzy wpisami komentującymi wszechstronnie prowadzoną działalność człowieka aktywnego we wszystkich sferach życia, rozmywały intensywność przeżywanego uczucia. Dopiero wyłuskanie, uzupełnienie o wpisy nieujęte w dzienniku i potraktowanie go monotematycznie przywróciło mu wyrazistość, burzliwość, żarliwość i podkreśliło wyjątkowość. Historia zyskała na spoistości rozwoju uczucia, ale i ewolucji rozkwitu osobowości kochanków. Anna szlachetniała, rozwijając swój intelekt i duchowość przy Michale. Miał w niej wierną kochającą towarzyszkę, taki piękny dar miłości, prześliczny krystaliczny charakter, niezwykle głęboką i szlachetną duszę ludzką, wrażliwą i subtelną, a pełną poczucia sprawiedliwości i prawdy. Z kolei autor spełniał swoje marzenia o jedności i niepodzielności serc, dusz i umysłów z kobietą. Pragnień których nie spełnił w pierwszym małżeństwie z Reginą, trwającym zaledwie kilka miesięcy, zapewniając – Dopiero tu, w Annie, zdobyłem pełnię tę wielkiej miłości, które dwoje ludzi oddaje sobie wzajemnie w zespół całkowity, mieszając w sposób cudowny dwie indywidualności. To spełnianie się szczęścia obojga w związku, tym bardziej bolało, gdy Anna odeszła.

   A wraz z nią obumarła część Michała.

   Pozostała świadomość istnienia problemu tragicznego położenia kobiet w społeczeństwie. Wstydliwa przeszłość Anny, według niego, była typowa dla wielu dziewcząt z niższych warstw społecznych. Los i jej dzieje – powszednie; tragedia jej nie jest ostatecznie o wiele głębsza niż tragedie setek i tysięcy takich dziewcząt. – zauważał. W ich obronie napisał artykuł Prawa kobiety do czasopisma „Kurier Krajowy”. Zwrócił uwagę na nieudolność i niewydolność Towarzystwa Ochrony Kobiet, które zajmuje się nie tyle ratowaniem kobiet tak zwanych upadłych, ile raczej stręczeniem pracy dla dziewcząt i kobiet „uczciwych” w celu zapobieżenia ich upadkowi. Deklarował otwarcie się na związek swobodny, który jest daleki od rozpusty, o wiele dalszy niż powszechnie tolerowane małżeństwo z interesu. Krytykował hipokryzję własnego środowiska – Być u Szumana, kupować dziewki, rzucać się w wyuzdanej rozpuście, lupanary zwiedzać – to się toleruje i ostatecznie, byle cicho, uchodzi. Ale ci sami, którzy na to pozwalają sobie i innym, będą się gorszyli i potępiali, gdy się kocha uczciwie i prosto, i jawnie dziewczynę, którą się z tej ohydy ich zabaw rozpustnych wyrwało. Potępia mężczyzn korzystających z domów publicznych, samemu czując winę wobec Anny, bo okazał się też względem niej świnią.

   A jednak!

   Z rozbrajającą uczciwością, co jakiś czas, odnotowuje swój sromotny upadek, kiedy dzika żądza orgii, która się zawsze jak wicher z jakichś szumowin ducha w chwilach upadku podnosi, człowiek wtedy rzuca się do kałuży zepsucia, spadla się doszczętnie, rwie swoją duszę w szmaty i jak ścierkę włóczy po brudzie. Szał mętów i namiętności robi zawieruchę i żywiołowo człowiekiem miota.

   Ależ pięknie ujęte w słowach samobiczowanie!

   Szczerość, z jaką autor analizuje swoje uczucia, emocje i sprzeczne z nakazem rozumu zachowania, pozwoliła mi na prześledzenie toku rozumowania i wewnętrznej walki między moralnością a zniewalającym go libido. Męskiego kochania jednej kobiety ponad życie, a jednocześnie zdradzania jej z innymi.

   Coś, co nam kobietom, było, jest i zawsze będzie trudno pojąć.

   Autor pokusił się nawet o próbę wyjaśnienia tej dychotomii od strony psychicznej. Muszę przyznać, że psycholog nie miałby wiele do dodania. To tylko potwierdziło moje zdanie o niepospolitości, wszechstronności, otwartości i bystrości umysłu Michała oraz elokwencji w przekładaniu myśli na zdania. Również mężczyzny, który umiał mówić i pisać o uczuciach. O miłości łączącej znane historie z Pretty women i Love story o tyle ciekawszej, że prawdziwej. Krótkiej jak bajka i brutalnej jak życie.

Dlatego więc – bajka skończona i skończone życie.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Biografie powieść bograficzna, Fakty reportaż wywiad

Tagi: , ,

Płuczki – Paweł Piotr Reszka

1 grudnia 2019

Płuczki: poszukiwacze żydowskiego złota – Paweł Piotr Reszka

Wydawnictwo Agora , 2019 , 240 stron

Literatura polska

   Jest złoto, to trzeba wykopać, bo jak ja nie wykopię, to wykopie ktoś inny.

   Bardzo logiczna myśl. Jednak robi się ona bardziej pokrętna, gdy poszerzymy ją o miejsca tego kopania – tereny byłych niemieckich obozów koncentracyjnych w Bełżcu i Sobiborze. Wtedy nasuwają się wątpliwości i pytania o moralną stronę tych działań. Autor rozmawiając o masowym rozkopywaniu terenów obozowych z uczestnikami, świadkami i ich potomkami, szukał odpowiedzi na kilka pytań. Jak to możliwe, że nie wiąże grzebania w kościach ze znieważeniem? Jak można trzymać w dłoni, nad grobem kawałek metalu z ludzkiej szczęki i nie łączyć go z człowiekiem?

   Próbował połączyć bieguny wyraźnego dysonansu między czynem a przekonaniem.

   Prawie wszyscy rozmówcy podkreślali swoją religijność. Niemalże każdą wypowiedź kończyli zapewnieniami, że tu w ogóle są ludzie religijni, że jestem osobą wierzącą, mój mąż był chrześcijaninem, księdza przyjmowaliśmy, dzieci chrzciliśmy i że ja nie wierzę w to, żeby Pan Bóg karał za to, że ktoś poszedł na getto, znalazł złota, kupił dzieciom chleba czy jakieś kiełbasy. Nie wierzę.

   I ci „wierzący” chrześcijanie szli na miejsce pochówku i bezcześcili zwłoki ludzkie.

   Stworzyli wręcz system wykopek, wykorzystując do tego celu specjalne narzędzia – rafy (sita do przesiewania kości) i miejsca – płuczki do wypłukiwania złota ze szczątków ludzkich. Oszczędzę makabrycznych widoków, które autor opisał dosyć szczegółowo. Nie będę epatować grozą i obrzydzeniem, które bardzo obciążały mnie emocjonalnie, bo chciałabym się skupić bardziej na poszukiwaniu przyczyn albo źródła zagubienia człowieczeństwa w tym procederze.

   Pozornie sumienia w nim nie było.

   Wczytując się jednak uważnie w wypowiedzi rozmówców, wiele z nich wskazywało na to, że bardzo dobrze odróżniali zło od dobra. To ostatnie tłumili chęcią zysku dyktowaną chciwością, przykrywając go całunem racjonalizacji, by pogrzebać prawdę. Autorowi udało się te elementy świetnie wyłapać.

   To był między innymi kryptojęzyk.

   Pomagał im ukryć prawdziwą naturę rzeczy. Pełen eufemizmów pozwalał działanie niemoralne obrócić w działania neutralne. Grzebanie w spalonych szczątkach ludzkich to było „przeszukiwanie żużlu”. Pokłady spalonych ciał to obiecujące „warstwy złotonośne”. Rozdrabnianie łopatą zwłok nazywali „cięciem rąbanki”, a ludzi bezczeszczących miejsce pochówku – „kopaczami”, „górnikami”, „poszukiwaczami” albo „tchórzami”, za którymi snuł się odór rozkopanych mogił. Iluzję odmiennie pojmowanej uczciwości podtrzymywali zasadą nieposzukiwania złota w niedzielę, bo w święto, jak można? Wątpliwości, że może to grzech, rozwiewali zapewnieniami, że jak one już były martwe, a tu bida była, to nie jest grzech”. Tę „bidę” też skrupulatnie wykorzystywali w roli tarczy przed tymi, którzy mówili wprost – Chodzili tam z chęci zysku, chęci wzbogacenia się, a nie z biedy. Takiego wielkiego głodu na wsi nie było. I faktycznie, przyznawali się, na co przeznaczali te pieniądze – alkohol, ubrania, doraźne przyjemności, wesele, remont lub budowa domu. Aurę „krwawego pieniądza” neutralizowali wymianą na ten pochodzący z uczciwie zarobionego. Wiarę w fatum podążającym za zrabowanym złotem odpokutowywali nieszczęściami nawiedzającymi wieś, przyjmując je jako karę za winy. Własne uczynki wybielali usprawiedliwieniami, że to kopanie, to i tak nie pomogło ani nie zaszkodziło temu umarłemu. Nic złego nikt nie robił. To, com znalazł, to by i tak przepadło. Stosowali także kontrastujące stopniowanie ciężaru uczynku, bo w ziemi znajdziesz albo tak gdzieś, to co innego. Ale całe trupy przewracać?! A poza tym to wina Niemców, którzy spowodowali zezwierzęcenie Polaków i urzędników, którzy nie postawili tabliczki zakazującej kopania.

   Smród poczucia winy i świadomości tego, że postępowali źle, ciągnął się z kartki na kartkę tak samo, jak odór rozkopywanych grobów.

   Reportaż autora to kolejny etap w odkrywaniu niechlubnej przeszłości Polaków w dążeniu do prawdy. Świadomość tego już jest, o czym świadczą słowa archeologa pracującego na terenie obozu Sobibór – każdy naród, społeczeństwo ma swoje jasne i ciemne karty. Nie można udawać, że jest się tylko ofiarą. Dokładnie o to chodziło Janowi Tomaszowi Grossowi, kiedy opublikował Strach. Reportaż autora już nie musi przedzierać się przez falę nienawiści, jaką zebrał J. T. Gross. Mógł skupić się na analizie samego zjawiska procederu. Przy okazji rozwikłał niejasną historię zdjęcia i manipulacje komunistów przy nim, które zainspirowało J. T. Grossa do napisania Złotych żniw pokazujących „płuczki” w Treblince.

   Reportaż autora przede wszystkim przywraca człowieczeństwo zamordowanym Żydom.

   To dlatego rozpoczyna go od swoistych wypominek zmarłych, nadając im imiona i nazwiska, a terenowi pochówku status cmentarza. Czyni to, co powinno zaistnieć od początku. Po to, by nie powtórzyło się w przyszłości. Wiem, brzmi jak truizm, ale rozglądając się wokół, mam wrażenie, że podwójna moralność nadal dobrze prosperuje, tyle że w innych sferach życia społecznego i człowieczego. To temat wbrew pozorom nadal aktualny. Wręcz ponadczasowy.

Smutne, jak cienka jest warstwa człowieczego gorsetu moralności.               

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Zachęcam do wysłuchania spotkania z autorem książki, które poprowadził Mariusz Szczygieł.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi: , , ,

Czasem święta czasem ladacznica – Joanna Drosio-Czaplińska , Jacek Masłowski

19 października 2019

Czasem święta czasem ladacznica – Joanna Drosio-Czaplińska , Jacek Masłowski

Ilustracje Aleksandra Grzegorek

Wydawnictwo Agora , Wydawnictwo Tamaryn , 2019 , 206 stron

Literatura polska

   Bardzo ciekawy, inspirujący efekt!

   Kiedy między dwojgiem psychoterapeutów dochodzi do stale nawracających rozmów na temat kobiecości i męskości, to musi narodzić się z tego książka, żeby swoją wiedzą i wnioskami koniecznie podzielić się z innymi. Udzielić wyjaśnień i rad potrzebującym (a jest ich sporo!) w sferze problematycznej, jaka często zachodzi między kobietą a mężczyzną. Publikacja powstała po to, by pomóc zrozumieć kobietę i siebie w jej roli. Początkowo byłam sceptycznie nastawiona do strony męskiej reprezentowanej przez współautora, ale z czasem dostrzegłam jego nieocenioną rolę w reprezentowaniu przeciętnego, uprzedzeniowego, męskiego spojrzenia. Przydawał się zwłaszcza tam, gdzie należało je poszerzyć, wyprostować, uzupełnić, skonfrontować lub w ogóle zmienić kierunek lub sposób postrzegania. Śledzenie dyskusji ułatwiała grafika podkreślająca najważniejsze myśli, z których kilka umieściłam w tekście oraz czarno-fioletowa czcionka wyróżniająca trudne do pomylenia autorstwo naprzemiennych wypowiedzi.

   Modułowa tematyka rozmów wydawałaby się pozornie rozbieżna, ale w całości linearnie śledząca rozwój emocjonalny i seksualny kobiety od dzieciństwa do dorosłości oraz pokazująca wpływ spektrum czynników go pozytywnie lub negatywnie rozwijający, a także katastrofalne skutki tego przenoszone na związki z mężczyznami. Byłam przeszczęśliwa, że w tych rozmowach silnie wybrzmiewała decydująca rola wychowawcza rodziny, a szczególnie ojca w kształtowaniu kobiecości i poczucia własnej wartości oraz przerażające skutki braku obecności w życiu dziewczynki lub patologicznych zachowań wobec niej, które obecnie obserwuję wśród moich nastolatek na co dzień.

Mam tutaj na myśli omawiane epatowanie seksem, wykorzystywanie urody do manipulacji,

agresywność w zdobywaniu partnera, zbyt szybka inicjacja seksualna, wszechobecna i łatwa dostępność do pornografii, a potem samotność w małżeństwie, bierna przemoc w związku i wiele, wiele innych, niepożądanych zjawisk w relacjach damsko-męskich. W ten sposób rozmówcy omówili nie tylko zmiany, jakim uległy rola  i zadania kobiety w związku, rodzinie i społeczeństwie, ale również przyczyny powstania nowych zjawisk kulturowo-społecznych – single, agresywna aktywność kobiet, zanik flirtu, Silver Fox czy tabu negacji macierzyństwa, o którym pisała Orna Donath w Żałując macierzyństwa.

   Z dyskusji wyłania się przerażający i smutny obraz kobiety zakładającej wiele masek i odgrywającej wiele ról, by emocjonalnie poradzić sobie z postępem, jaki funduje nam współczesny świat z powszechnie funkcjonującym przekonaniem często wyrażanym przez wielu mężczyzn – kobiety dzielą się na te, z którymi można się żenić, i te, z którymi jest dobry seks.

Fot. Miriam Akida

   Nic pomiędzy?

   Lepszym jest inne powiedzenie przekazywane z pokolenia na pokolenie przez kobiety – idealna kobieta powinna być damą w salonie, kucharką w kuchni i dziwką w sypialni.  Jednak nie do końca o to chodziło rozmówcom, ponieważ to jest nadal zatracanie siebie w różnorodnych postawach. Według nich nadzieją na udany związek z zachowaniem własnej tożsamości i poczuciem wartości jest dojrzałość obojga czyli akceptowanie tego, że nie wszędzie można być i nie wszystko mieć.

   To trudne wyzwanie!

   W społeczeństwie narzuconych i obowiązujących norm kulturowo-społecznych, w których seks i seksualizacja prawie wszystkiego, młodość oraz uroda wyznaczają wartości, a nawet tożsamość kobiety, trzeba włożyć dużo chęci i wysiłku w pracę nad sobą i własnymi dziećmi.

   Dotyczy to zarówno kobiet, jak i mężczyzn.

   Ta rozmowa, do której zapraszają terapeuci, wspólnicy, przyjaciele, ale również kobieta i mężczyzna, to dobry początek, by zrobić pierwszy krok do przerwania samonapędzającego się, szalonego kręgu cierpienia. Do wyzwolenia się spod jego wpływu. Do stworzenia przestrzeni dla prawdziwego siebie, bo dopiero wtedy pojawia się miejsce na prawdziwe spotkanie z drugim człowiekiem.

   Szansa na dobry związek.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Czasem święta, czasem ladacznica [Joanna Drosio-Czaplińska, Jacek Masłowski]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi: , ,

Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu – Dorota Masłowska

29 sierpnia 2019

Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu – Dorota Masłowska  

Ilustracje Maciej Chorąży

Wydawnictwo Literackie , 2017 , 232 strony

Literatura polska

   Dorota Masłowska jak nie pisze, to pisze!

   Między innymi felietony o kulturze okropnej i wiedzy nieważnej do internetowego magazynu o kulturze – Dwutygodnik. Przy czym użycie przez autorkę określenia „nieważny”, to z jej strony albo skromność, albo kokieteria, albo przewrotna przewrotność. Z czego zresztą słynie jej proza. Tematy, które poruszyła w swoich felietonach, pierwotnie publikowane w latach 2013-2016, tutaj zebrane w formie książki, to wnikliwy, ironiczny, momentami sarkastyczny opis otaczającej nas popkultury, egalitarnie ważnej dla większości Polaków. Autorka uważnie przygląda się temu, co oglądamy (filmy, seriale, paradokumenty, programy rozrywkowe), co czytamy, co słuchamy i na końcu nam samym. Ludziom, a dokładnie warszawiakom, tworząc Black Friday od jego początku do zakończenia, by w Twarzologii dojść do wniosku, że nie ma już nawet szorstkiej poezji blokowisk i mądrości ulicy, bo prawdziwych dresów z „bożą mądrości” też już nie ma. Gdzie nie spojrzeć cała Polska nie czyta dzieciom, bo ogląda seriale, tracąc zdolność oceny, gdzie leży ta cienka granica miedzy ciekawym hobby, pocieszną kompulsją, niepokojącym nawykiem a pustoszącym nałogiem, który przyjął formę społecznego „współbycia”do zabijania czasu. Twarz współczesnego Polaka-odbiorcy popkultury wyziera zza każdego tematu felietonu i nie jest ona przystojna, charyzmatyczna i mądra. O ile Michał Rusinek pokazuje ją w Niedorajdzie w sposób zawoalowany, taktowny, metaforyczny i dający sugestywnie do zrozumienia, o tyle autorka we właściwy sobie sposób, bez ogródek, bezpośrednio i łamiąc konwenanse, nazywa po imieniu – głupotą. Poświęca jej nawet osobny felieton pod tym samym tytułem. Czyni to bezkompromisowo, ale z humorem, wykorzystując piekielnie ostry skalpel swojej inteligencji, by napisać dosadnie o głupocie i jej właściwościach wyzwalających. Głównie wyzwalających zło. Ostatecznie mającej destrukcyjny, deformujący i niszczycielski, a nawet unicestwiający wpływ na wszystkich. Czy tego chcemy, czy nie.

   Ilustracją do tych przekazów są autorskie zdjęcia oraz prace Macieja Chorążego.

Tworzą minigalerię tematycznie i narracyjne nawiązującą do treści. Tak samo absurdalne i celne, jak odzwierciedlana rzeczywistość odbiorcy popkultury w felietonach.

Niby wypaczona, ale paradoksalnie przez to jak najbardziej realna.

Albo tak realna, że aż obrzydliwa do bólu naszego istnienia pełnego brudu, cierpienia, przemocy, zdeparowanych skarpetek i skórek od banana leżących tuż przed podium. Możemy przejrzeć się w tych felietonach niczym w lustrze, ale uwaga! – bez znieczulenia.

   Zapewniam, że będzie bolało!

   Ale warto go poczuć! Polecam zwłaszcza tym, którzy przestali rozumieć świat, zgubili kierunek, w którym się toczy i stracili nad nim kontrolę, jednak chcących ją odzyskać. Zwłaszcza takich, jak autorka – nadwrażliwych, zdziwaczałych, emocjonalnie pokiereszowanych humanistów, na których psychice niezatarte piętno odcisnęły niepowodzenia w grach zespołowych, trądzik na plecach i nieudane próby przeskakiwania przez kozła. (…), …do tych, którzy na przekór modom, prądom, falom, pływom i horoskopom lubują się w nielubianym, interesują się nieinteresującym, czyli czytających i słuchających jazzu.

   Niszowcom.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzacymi z książki.

Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu [Dorota Masłowska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi: ,

Wykluczeni – Artur Domosławski

15 czerwca 2019

Wykluczeni – Artur Domosławski

Wydawnictwo Wielka Litera , 2017 , 576 stron , wydanie 2 poprawione

Literatura polska

   Można powiedzieć, że to już było!

   Że wielu publicystów pisało o imigrantach, przemocy, biedzie, gangach, niewolnictwie czy gospodarkach rabunkowych. Jednak te teksty są rozproszone, punktując konkretny problem i skupiając się tylko na wybranej tematyce. Reportaże autora tworzą syntezę obrazu szerszego, które uzupełnia o dodatkowe konteksty nazwane Poza kadrem.

   Budują zjawisko wykluczonych.

   W bardzo szerokim pojęciu. Autor odszedł od skojarzeń powszechnych związanych tylko z patologią, włączając w nie również ludzi niekoniecznie biednych. Za kryterium opisywanego zjawiska obrał marginalizację, wyłączenie, stygmatyzację, piętnowanie nie tylko z powodu statusu majątkowego, ale również przynależności narodowej, etnicznej, religijnej, rasowej, płciowej czy orientacji seksualnej. Przez dwadzieścia lat, podczas podróży reporterskich do krajów Ameryki Łacińskiej, Afryki, Bliskiego Wschodu i południowo-wschodniej Azji opisujących „naprawiaczy świata”, jak sam napisał – niemal zawsze moją uwagę zwracali przegrani, poniewierani, wydziedziczeni, niekoniecznie tylko z dóbr materialnych. Ludzie bez głosu, bez reprezentacji, bezsilni, którzy od święta, bywają bohaterami codziennych newsów. Ludzie przeklęci, żyjący „z powietrza i łaski Boga”. Kobiety, mężczyźni i dzieci, którzy żyją w biedzie, bez perspektyw, nieraz w przedsionkach otchłani, wyzutych z praw – politycznych, obywatelskich i ekonomicznych, a czasem wszystkich naraz. Z miast i wsi. Analfabeci i wykształceni. Wyzyskiwani i wyzyskujący. Wykluczeni wykluczający innych.

   Ludzie – nieludzie.

   Bo można ich zniewolić, uwięzić, wykorzystać, zmusić do pracy, poniżyć, pobić, głodzić i zabić. Bez żadnych konsekwencji. W fawelach Kolumbii. W brazylijskim zagłębiu niewolników zarządzanym przez latyfundystów wspieranych przez milicjantów – mafie złożone z policjantów, ochroniarzy, strażaków. W obozowiskach Beduinów złapanych w pułapkę konfliktu między Palestyńczykami a Żydami. Palestyńczycy na okupowanym terytorium. W Kenii, gdzie zamknięcie Kikuju przez Brytyjczyków w obozie koncentracyjnym dało początek wojnom etnicznym burzącym dotychczasowy, wygodny pogląd, że początkiem i końcem ludobójstwa był nazizm. W każdym miejscu świata, gdzie migranci zostali wygnani ze swojej ziemi, ofiary susz i głodu, wojen, powodzi i slumsów. W Mjanmie (dawnej Birmie), gdzie muzułmańscy Rohingjowie są mordowani i wypędzani przez buddyjskich sąsiadów Arakańczyków. W Meksyku, gdzie kobiety jako ofiary maczyzmu tworzą nowe zjawisko – kobietobójstwo, a rządzący pandilleras na ulicach miast USA to ofiary, które stały się oprawcami.

   Razem tworzą niebezpieczną siłę.

   To przed nią ostrzega ten zbiór reportaży. Autor podziela poglądy Zygmunta Baumana, na którego między innymi powoływał się, a które poznałam w Obcy u naszych drzwi, że ta siła odrzuconych zwróci się ostatecznie przeciwko bezpiecznemu i beztroskiemu światu relatywnemu. Przestrzega przed wojną ponowoczesną, którą wypowiedzą właśnie wykluczeni, burząc zabobon oczekiwania sytych, żyjących w dostatku, zadowolonych z życia, że prześladowani, gwałceni odczłowieczani pozostaną aniołami i będą walczyć o swoje prawa w sposób szlachetny. Że będą grzecznie pukać do bram raju. Nic z tego.

   Oni są już w środku!

   Książkę wpisuję na mój top czytanych w 2019 roku.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Wykluczeni [Artur Domosławski]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autor w bardzo ciekawej rozmowie o swojej książce.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi: ,

Raban!: o Kościele nie z tej ziemi – Mirosław Wlekły

27 maja 2019

Raban!: o Kościele nie z tej ziemi – Mirosław Wlekły

Wydawnictwo Agora , 2019 , 400 stron

Literatura polska

   Kościół ubogich.

   Tę myśl papież Franciszek I podkreślał od momentu objęcia pontyfikatu. Zawsze zastanawiałam się, co miał na myśli, bo patrząc wokół siebie, miałam wrażenie, że nie idą za nimi czyny. Że to kolejny slogan padający z ust duchownego. Że nic tak naprawdę się nie zmienia dla tych ubogich. Ubogich nie tylko materialnie, ale również odrzuconych duchem – prostytutek czy osób LGBT. Odnoszę wręcz wrażenie biernego oporu wobec tych słów. Bo kto chciałby wśród ułożonej, zakonserwowanej, polskiej rzeczywistości nowego katolika, który wychodzi z kościoła do ubogich i dzieli się z nimi tym, co posiada. Uczestniczy w mszy dla gejów, wspierając ich duchowo. Pomaga charytatywnie imigrantom. Współistnieje z muzułmanami, szukając punktów wspólnych wiary. Jest świadomy swojej ekoduchowości, szerząc ekoewangelizację. Wie, że na świecie żyje około stu tysięcy żonatych, czynnych księży. Wielu z nich tuż za naszą czeską granicą.

   Takiego rabanu chce Franciszek I, namawiając do niego młodych podczas Światowych Dni Młodzieży w Rio de Janeiro w 2013 roku.

Rewolucji możliwej, bo już dokonującej się. Autor dowody na to zebrał podczas pięcioletniej podróży po świecie, którą rozpoczął w 2013 roku, a zakończył w szóstym roku pontyfikatu papieża. W poszukiwaniu Kościoła Franciszka I odwiedził wiele państw pokazanych na dołączonej mapce, w których szukał ludzi robiących raban.

Duchownych i świeckich, którzy hasła – „Nie dzielić się własnymi dobrami z ubogimi znaczy okradać ich i pozbawiać życia” lub „Są różne religie, ale jedna rzecz jest pewna: wszyscy jesteśmy dziećmi Boga” czy „misją księdza jest głosić dobrą nowinę biednym i stawiać wymagania bogatym” – zamieniają w działanie i konkretne czyny. W ten sposób powstało siedem reportaży opisujących realizację zamysłu Franciszka I zwieńczonych wymownymi tytułami, brzmiącymi jak wyliczanka cnót dobrego, współczesnego katolika.

W ten sposób nie tylko wyjaśnił słowa papieża, nie tylko udowodnił ich realizm, ale również pokazał poprzez bohaterów reportaży, jak to robić. Okazało się, że raban w Kościele jest możliwy. Jego wprowadzenie wymaga tylko i aż rewolucji w teologii, a tym samym rewolucji w myśleniu. W przypadku Polskich katolików żmudnej, długiej i bolesnej.

   Ale za tą rewolucją teologiczną kryje się drugie przesłanie.

   Podróże autora ukazały również problemy współczesnego świata oraz mechanizmy ich powstawania – narastającą biedę, niewolnictwo ekonomiczne, polityczne wykorzystywanie religii, terroryzm ekologiczny, nienawiść międzyreligijną podsycaną strachem, konsumpcjonizm kosztem najuboższych, co można sprawdzić na liczniku umieszczonym na stronie Make Fruit Fair. Remedium na te bolączki jest właśnie raban Franciszka.

   To głos ważny, ale mało słyszalny i popularny wśród polskich wiernych.

   Przyczyn mogę się tylko domyślać.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Raban! O kościele nie z tej ziemi [Mirosław Wlekły]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi: , ,

Sodoma – Frédéric Martel

14 kwietnia 2019

Sodoma: hipokryzja i władza w Watykanie – Frédéric Martel

Przełożyły Anastazja Dwulit , Elżbieta Derelkowska , Jagna Wisz

Wydawnictwo Agora , 2019 , 720 stron

Literatura francuska

   Matrix Sodomy i świat pięćdziesięciu twarzy geja.

   To dwa z wielu określeń drugiego, niewidocznego, homoseksualnego życia w Watykanie, jakich użył autor w tej książce. Jednak najbardziej precyzyjnym było porównanie do kłącza z licznymi rozgałęzieniami pionowymi i poziomymi, że nie wiadomo już, czy jest on podziemny, czy naziemny ani co jest korzeniem, a co łodygą. (…) Ta porozgałęziana, dynamiczna i przeobfita sieć stwarza okazje do niezliczonych, wielokierunkowych kontaktów: związki miłosne, relacje seksualne, zerwania, przyjaźnie, obustronne układy, sytuacje zależności zawodowego awansu, nadużywanie dominującej pozycji i prawa pierwszej nocy – a wszystko to bez możliwości ustalenia ani rozszyfrowania z zewnątrz przyczyn, kierunków i powiązań.

   Przede wszystkim dla niewtajemniczonego człowieka.

   Jak żadne, pasuje tutaj heideggerowskie pojęcie – obecność transparentna. Rzeczywistość istniejąca, ale niewidoczna. Nie dla przeciętnego człowieka, który Watykan ogląda w telewizji lub na pielgrzymce, a wykładnię myślenia pobiera z kazań. Żeby ją zobaczyć, a przede wszystkim zrozumieć podstawy jej funkcjonowania i wpływu na strukturę hierarchii kościelnej, wewnętrzną i zewnętrzną politykę, a tym samym historię Watykanu i Kościoła katolickiego, trzeba poznać kody ją deszyfrujące i klucze otwierające bramy do sekretnej strefy tajemnicy i zmowy milczenia, którą autor nazywa na wzór mafijny  – omertą.

   Autor zdobył je.

   Odkodował ten świat i pootwierał wiele drzwi do serc, a dosłownie do rezydencji rozmówców – świadków, uczestników, katów (to nie przesada!) i ofiar. Dziennikarskie śledztwo, które  prowadził w latach 2015-2018 we Włoszech i ponad 30 innych krajach przy pomocy zespołu złożonego z 80 współpracowników, tłumaczy, doradców, korespondentów i researcherów z różnych krajów, zajęło mu cztery lata. W tym czasie odbył niezliczoną ilość podróży do Ameryki Łacińskiej, Azji, Europy (w tym Polski), USA i na Bliski Wschód, by przeprowadzić ponad 1500 rozmów z 41 kardynałami, 52 biskupami, z 45 nuncjuszami apostolskimi, sekretarzami nuncjatur bądź zagranicznymi ambasadorami, z 11 gwardzistami szwajcarskimi i ponad 200 księżmi i seminarzystami. W tej wyliczance zapomniał o licznych kochankach i męskich prostytutkach księży oczekujących na watykańskich ulicach i rezydujących w watykańskich klubach nocnych, po których oprowadzał mnie, niczym przewodnik, w dzień i nocną porą. Pozyskane informacje pochodzą z pierwszej ręki. Nigdy drogą telefoniczną lub mejlową. Wszystkie „spowiedzi” ludzi z „parafii”, jak sami określali swoje homoseksualne otoczenie rozmówcy, były nagrywane za ich zgodą, wiedząc, że autor jest pisarzem, dziennikarzem, badaczem i doktorem nauk społecznych.

   Jego profesja miała znaczenie.

   Autor podszedł do tematu homoseksualizmu w Watykanie i Kościele katolickim, jak do socjologicznego problemu badawczego ujętego w formie bardzo obszernego, szczegółowego  reportażu, w którym liczyły się fakty poparte dowodami. Stąd bardzo obszerna, bo trzystustronicowa bibliografia, która ze względu na objętość, została umieszczona na stronie internetowej autora. Natomiast na Instagramie mogłam zobaczyć zdjęcia ilustrujące tekst oraz niektórych bohaterów opowieści. Autor zastrzegł sobie jednak, że książka nie krytykuje całego Kościoła, lecz pewną bardzo szczególną formę gejowskiej wspólnoty; opowiada historię większości w watykańskim kolegium kardynalskim. Dzieje systemu opartego na dwóch filarach – ukrytym życiu homoseksualnym i homofobii. Począwszy od seminarzystów poprzez kolegium kardynalskie na papieżach skończywszy, którzy okazywali się przynajmniej homofilami. Jak sam napisał – Nie bardzo interesują mnie indywidualne sytuacje, chodzi o ogólny typ, o psychologię kolektywną, o homospołeczność w ogóle. Chociaż nie zabrakło w publikacji wielu znanych nazwisk (również polskich) i konkretnych biografii zwykłych księży i ich przełożonych – biskupów, kardynałów i oczywiście papieży. Tym samym odżegnuje się od roli sędziego jego bohaterów, ale z całą stanowczością piętnuje ich hipokryzję. Moralną schizofrenię powodującą, że nieomylność papieża przeradza się w bezkarność, jeśli dotyka obyczajów jego otoczenia”. Papież Franciszek nazywa ją schizofrenią egzystencjalną wymienianą przy okazji innych „piętnastu chorób kurii”, tych, którzy tworzą „świat równoległy, gdzie odsuwają na bok wszystko, czego surowo nauczają innych, i zaczynają żyć drugim, ukrytym życiem, często rozwiązłym”.

   Treść podzielił na cztery rozdziały odpowiadające kadencjom papieży: Franciszka, Pawła VI, Jana Pawła II i Benedykta XVI.

Każdy poprzedził schematem struktury władzy z najważniejszymi osobami w otoczeniu danego papieża. Przybliżając ich sylwetki, prześwietlił życiorysy i działalność (czasami bardzo mroczną!), by pokazać wpływ homoseksualizmu na kierunki polityki papieży, zjawiska charakterystyczne dla poszczególnych kadencji, głośne medialnie afery i skandale, a przede wszystkim powolny, katastrofalny rozwój rozkładu moralnego, który doprowadził do abdykacji Benedykta XVI. Ustępujący papież ukrył go w sformułowaniu – Ile brudu jest w Kościele. Obnażył również  bezsilność jego następcy wobec zastanej skali zjawiska. Ostatecznie efektem śledztwa dziennikarskiego było nie tylko stworzenie obrazu gejowskiego środowiska watykańskiego i kościelnego w ogóle. To również sformułowanie czternastu reguł Sodomy, z których pięć wydawca umieścił na okładkowym skrzydełku.

Wszystkie tworzyły syntezę rozbudowanej analizy zebranej wiedzy, którą powoli podawał kropelka po kropelce, by mnie nie zszokować. W tym stanie odrzuciłabym treść reportażu, jako niemożliwą do przyjęcia, bo aż tak przekraczającą moją wyobraźnię. Co nie uchroniło mnie od kilku stuporów, mimo że znałam mechanizmy umożliwiajcie mi ich zrozumienie. Chociaż wiedziałam o istnieniu homoseksualizmu wśród kleru, nie znałam jednak skali tego zjawiska i jego ogromnego wpływu na środowisko Kościoła katolickiego, a w konsekwencji na zwykłego, przeciętnego katolika nieświadomego tej manipulacji. Najbardziej przerażającym w tym wszystkim jest fakt, że nie ogrania go również sam papież Franciszek, o którym autor napisał – Myślę, że Franciszek, który choć nie jest naiwny i wiedział, czego się spodziewać, był oszołomiony rozmiarem homoseksualizacji włoskiego episkopatu. Jeśli z początku wyobrażał sobie, że zdoła oczyścić Watykan i CEI z kardynałów, biskupów i prałatów homofilów, to dziś okazuje się, że musi z nimi współpracować. Z braku heteroseksualnych kandydatów został zmuszony, by się otoczyć kardynałami, o których doskonale wie, że są gejami. Nie ma już złudzeń, że może zmienić układ sił. Chce tylko „powstrzymać” to zjawisko. To co stara się robić, to polityka „powstrzymywania”.

   Bardzo smutne.

   Autor nie odpowiada na wszystkie pytania, które mnożną się w miarę czytania w postępie geometrycznym. Wiele pozostaje bez odpowiedzi. Pisze wręcz – wszystko, o czym opowiadam w tej książce, to zaledwie pierwsza strona historii, która właśnie się pisze. Domyślam się nawet, że dostrzegam jedynie drobny ułamek rzeczywistości. Odkrywanie, obnażanie, opisywanie tajemniczego i prawie jeszcze niezbadanego świata Sodomy dopiero się zaczyna.

   A przecież Sodoma to jedna strona medalu badanego zjawiska.

   Jej druga to Gomora. Lesbianizm w żeńskim życiu zakonnym, o którym mówili jego rozmówcy. Nie poświęcił jej uwagi, ponieważ zdawał sobie sprawę, że dostęp do tego świata uzyskałaby tylko kobieta. Myślę, że ukazanie się Gomory na rynku wydawniczym to tylko kwestia czasu.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

   Książkę wpisuję na mój top czytanych w 2019 roku.

Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie [Frederic Martel]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi: , ,