Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Mela Muter – Karolina Prewęcka

16 listopada 2019

Mela Muter: gorączka życia – Karolina Prewęcka

Wydawnictwo Fabuła Fraza , 2019 , 326 stron

Literatura polska

   Jedna z największych polskich malarek XX wieku.

   To zdanie przeczytałam na tylnej okładce. Dla mnie zaskakujące. Nie jestem znawczynią sztuki, tylko odbiorcą, który chętnie ją pochłania w różnej formie i okolicznościach. Byłam zdziwiona, że do tej pory nie natknęłam się na jej nazwisko. Miałam jeszcze nadzieję, że umknęło mi ono, ale znam jej jakiś obraz. Zaczęłam przeglądać internetową galerię jej twórczości w Muzeum Uniwersyteckim Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

   Nic z tego!

   Mela Muter, a właściwie Maria Melania Mutermilch z domu Klingsland stała się dla mnie odkryciem. Właściwie nie powinnam się temu dziwić, ponieważ malarka, jako młodziutka mężatka i matka niespełna rocznego syna, wyjechała z kraju w 1901 roku do Paryża. Powracała do niego, by przede wszystkim odwiedzić rodzinę. To we Francji zdobywała szlify, galerie i sławę, jako „przedstawicielka École de Paris”. Za jej czasów uznawana za Rosjankę, czemu zdecydowanie się przeciwstawiała. Obecnie we Francji wzmiankowana najczęściej jako „artystka francuska polskiego pochodzenia”, czego nie ma komu prostować. To okup za niezależność, którą ceniła sobie ponad wszystko. Malowała to, co chciała, jak i kiedy chciała. W swoim stylu, który nie zmieniał się. Nie ulegał modom.

   Po latach odkrywa się ją dla Polaków na nowo.

   Chociażby dzięki takiej niezwykłej biografii, bo podanej w ekscytujący sposób. Jej autorka oparła pomysł na myśli, że „w każdym swoim dziele Muter opowiada o sobie, o swoim stanie wewnętrznym”. W nich uwalniała i zawierała swoje emocje, a tym samym dramatyczne losy kobiety-artystki. Potrzebowała gorączki życia, by tworzyć, a ono jej nie skąpiło. To dlatego autorka biografię artystki ujęła modułowo w języku przypominającym reporterski – szybki, syntetyczny, precyzyjny, z przewaga krótkich zdań, bez ozdób w postaci środków stylistycznych. To nie jej słowa miały mnie poruszyć. To twórczość artystki miała do mnie przemówić. Głównym reprezentantem poszczególnych rozdziałów był obraz, rzadziej fotografia. Tematycznie skupiające wokół siebie pozostałą twórczość, wydarzenia z jej życia, zdarzenia w środowisku artystycznym i okoliczności historyczne, które były katalizatorem ostatecznego, artystycznego efektu.

   I tutaj kolejne zaskoczenie!

Jeden z początkowych rozdziałów poprzedzał portret młodego mężczyzny. Nie rozpoznałam w nim Leopolda Staffa. Jej wielką miłość. On i pośmiertna maska znanej samobójczyni w tle opowiadała całą historię ich wieloletniego romansu. A potem następne obrazy lub zdjęcia w roli zapowiadających kolejny etap życia artystki.

Pejzaż pokazujący kierunki i miejsca jej podróży.

Kobiety z dziećmi mówiące wiele o jej tragicznym macierzyństwie. Portrety znanych i nieznanych, bliskich i obcych, pokazujące osoby, które ją otaczały.

Martwa natura wypełniona emocjami, a nawet uczłowieczana jako ekspresja i impresja w jednym.

Mela Muter, Dachy w Ondarroa, (1913), Kolekcja Bolesława i Liny Nawrockich, fot. Piotr Jamski.

Mnie najbardziej urzekły widoki miast. Budynków i uliczek oddających nie tylko ich urok, ale przede wszystkim bajkowość i tajemnicę ukrytą w zaułkach. Jej zauroczenie, którym mnie wypełniała.

   Efekt?

   Znam Melę Muter i jej życie nie z przekazu, ale z jej sztuki. Wystarczy mi spojrzeć na jej obrazy i grafiki, by zaczęły do mnie mówić. Opowiadać o kobiecie niezależnej, dla której sztuka była ponad wszystkim i wszystko, a życie było potrzebne do jej tworzenia. Pamięć o niej można było wymazywać i ignorować w biografiach ludzi, z którymi była bardzo blisko – Leopolda Staffa czy Rainera Marii Rilkego.

   Jej sztuki już nie.

   Sztuka daje temu opór. I przetrwa. Tego pragnęła najbardziej. – z przekonaniem podsumowała autorka życie artystki.

   Ma rację i ją udowodniła w dobrze przemyślanej formie biografii i pięknie wydanej książce!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Żałuje bardzo, że jutro mnie tam nie będzie.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Biografie powieść bograficzna

Tagi: , ,

Joyce Girl – Annabel Abbs

15 września 2019

Joyce Girl: pasja i upadek: literacka opowieść o córce Jamesa Joyce’a – Annabel Abbs

Przełożyła Małgorzata Kafel

Wydawnictwo Mando , 2019 , 448 stron

Literatura angielska

   Jak się zaczyna szaleństwo, Sandy?

   To pytanie Lucia, główna bohaterka powieści biograficznej, zadała swojemu nauczycielowi rysunku. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że sama popadnie w obłęd i w wieku 27 lat zostanie zamknięta w paryskim zakładzie dla umysłowo chorych, nigdy nie odzyskawszy wolności. Jedyną osobą myślącą o niej, martwiącą się, odwiedzającą ją i mającą nadzieję na wyzdrowienie, będzie jej ojciec.

   James Joyce.

   Autorka stworzyła literacką opowieść o jedynej córce znanego i uznanego pisarza, posiadającej genialny potencjał wielu zdolności i talentów.

Tańczyła w szkole tańca nowoczesnego Raymonda Duncana, brata Isadory. Rysowała pod okiem Alexandra Caldera. Grała, śpiewała, tworzyła choreografię i znała cztery języki. Opowieść o tej wyjątkowej kobiecie jest próbą odpowiedzi na automatycznie nasuwające się pytanie – dlaczego Lucia, mając idealne warunki do rozwoju artystycznego i osiągnięcia międzynarodowego sukcesu, uporczywie żyła w cieniu sławy i geniuszu ojca, nie mając szansy zaistnieć samodzielnie, pomimo jednogłośnie entuzjastycznych recenzji w stylu – Kiedy osiągnie pełnię swoich możliwości w tańcu nowoczesnym, James Joyce może jeszcze zasłynąć jako ojciec swojej córki. Autorka, wykorzystując fakty z życia rodziny Joyce’ów oraz historyczne tło życia paryskiej bohemy lat 20. XX wieku, opowiedziała historię Lucii, przypisując jej słowa i wspomnienia jako narratorce w pierwszej osobie. Człowiekiem wysłuchującym jej zwierzeń uczyniła jej dwudziestego z kolei lekarza, znanego szwajcarskiego psychiatrę Carla Gustava Junga. To dlatego akcja powieści toczyła się naprzemiennie w jego gabinecie w Zurychu, w 1934 roku oraz w latach 1928-1932 głównie w Paryżu, a opowieść rozpoczęła od opisów pierwszych pragnień i ambicji, które opanowały serce i umysł dwudziestojednoletniej dziewczyny. Również pełnej naiwnej wiary w nieuchronność sukcesu także w życiu osobistym oraz przekonania, że była jedyną muzą swojego ojca. Ta ostatnia przypisana jej rola stała się dumą, ale i ciężarem. Przyczyną niemożności przeciwstawienia się rodzicom angażującym ją w działalność literacką ojca, kosztem jej marzeń i celów. Autorka ukazała powolny, destrukcyjny proces nieradzenia sobie z porażkami (zbyt późno podjęta nauka baletu), zawodami miłosnymi (z Samuelem Beckettem), materializmem brata (usilnie namawiającego ją do zamążpójścia dla pieniędzy), apodyktycznością matki podporządkowującej jej życie potrzebom ojca oraz samego babbo, jak nazywali go w rodzinie, namawiającego ją do porzucenia wszystkiego, co kocha na rzecz praktycznego zawodu ilustratorki lub introligatorki. Autorce udało się oddać ból i cierpienie niszczenia młodego geniuszu, by mógł w pełni rozwijać się inny. Sama Lucia porównuje siebie do młodego drzewka, które zapuściło korzenie za blisko starego platana.

   To musiała być powieść pełna cierpienia i bólu.

   Gęsta od skrajnych emocji historia mordowanych marzeń, gasnących pragnień, umierających ambicji, rozpływających się planów, trującej bezsilności, a za nimi rozpadu psychiki i wrażliwej duszy artystki oraz rozpaczliwych prób walki uwolnienia się spod wpływu i władzy ojca, przypłaconej nie do końca jednoznacznie zdiagnozowaną chorobą psychiczną. Może dlatego, że śmierci ludzkiego geniuszu nie można zamknąć w żadnej naukowej szufladce. Dla mnie jest osobną i odrębną jednostką buntu przeciwko ograniczeniom i zniewoleniu.

   Inaczej dusza choruje i wyje!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Taniec Lucii do dzisiaj inspiruje współczesnych tancerzy.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Biografie powieść bograficzna

Tagi: , ,

Kobiety Donalda Trumpa – Nina Burleigh

27 sierpnia 2019

Kobiety Donalda Trumpa: życie w złotych kajdankach – Nina Burleigh

Przełożył Maciej Lorenc

Wydawnictwo Kobiece , 2019 , 448 stron

Literatura amerykańska

   Królowe Trumplandii!

   Pozornie temat tabloidowy. Nadający się do publikacji na stronach pudelkowych. Jeśli jednak przyjrzeć się mu od strony psychologicznej, to okaże się, że poprzez kobiety otaczające czterdziestego piątego prezydenta USA można wiele powiedzieć o jego życiu emocjonalnym, a tym samym o podstawowych czynnikach kształtujących jego osobowość. Jak wiemy z doniesień medialnych, bardzo kontrowersyjnej. Zwłaszcza w postawie wobec kobiet, które traktuje, jak jedno z narzędzi do osiągania kolejnych sukcesów w biznesie, a teraz w polityce. Jego światopogląd w tym zakresie zamyka się w wypowiedzianym publicznie zdaniu – Dopóki masz przy sobie młodą i ładną laseczkę, cudze opinie na twój temat nie mają żadnego znaczenia.

   Zwłaszcza gdy metodą ich zdobywania jest słynne łapanie za cipki.

   Autorka głównie skupiła się na sześciu najważniejszych kobietach w życiu Donalda Trumpa – jego babce Elizabeth Christ Trump, matce Mary Trump, pierwszej żonie Ivanie Trump, drugiej żonie Marli Maples, trzeciej żonie Melanii Trump oraz córce z pierwszego małżeństwa Ivance Trump. Szczegółowo przedstawia ich pochodzenie, losy imigracyjne, karierę zawodową oraz życie rodzinne u boku Donalda. Przy okazji kreśli ewolucję pożądanego profilu żony, która spełniałaby warunki i wymogi męża chcącego wpasować ją w swój seksistowski światopogląd.

   Pozyskanie informacji na temat kobiet Donalda Trumpa wbrew pozorom nie było łatwe.

   Jak sama napisała – …tak naprawdę nie wiemy zbyt wiele o kobietach Trumpa. Żyją bowiem one w otoczeniu lustrzanych murów zbudowanych przez dziennikarzy, którzy pracują w tabloidach, przez publicystów i prawników. Na dodatek każda z nich prezentuje wyretuszowaną wersję własnego życia. Z tego względu nie możemy mieć pwności, co jest prawdą, a co nie. Sekrety Trumpów zamykane są przekupstwem, klauzulami poufności strzeżonymi przez dobrze opłacanych adwokatów oraz ochronę zajmującą się rozwiązywaniem problemów, z którymi prawnicy nie są w stanie sobie poradzić. To dlatego opowieść o Królowych Trumplandii zaczyna się niemalże sensacyjno-szpiegowską sceną spotkania autorki z tajemniczą kobietą na Manhattanie, w szykownym lokalu wypełnionym kobietami, które przed opuszczeniem swoich apartamentów w dzielnicy Upper East Side ubierają się w coś od Diora i wkładają buty od Christiana Louboutina w podobny sposób, w jaki inne kobiety wkładają dżinsy i tenisówki przed wizytą w Starbucksie, posługując się podczas niemej konwersacji wyłącznie długopisem i kartką papieru. Mimo tych utrudnień autorka postanowiła pominąć wiele nieobyczajnych plotek i zamiast tego oprzeć się na opublikowanych materiałach, archiwalnych dokumentach i wywiadach z ludźmi z otoczenia Trumpów oraz książek autorstwa jej członków. W tym celu odwiedziła również kraje i miejscowości, z których pochodziły babka, matka i dwie żony prezydenta. Osobny rozdział poświeciła innym kobietom, które dopełniły opowieść, tworząc taksonomię z nazwiskami jego dwóch sióstr, najbliższych pracowniczek, z którymi nie sypiał oraz „gorących lasek” i „kłamczuch”, które oskarżyły go o molestowanie seksualne.

   Autorka, opisując klan Trumpów, uchyliła również drzwi do świata Jachtowych Ludzi.

   Tego jednego procenta najbogatszych osób na świecie, których bogactwo nie zna granic, a ich ojczyzną jest każde miejsce, w którym można jeździć po asfaltowych drogach i rozmawiać z bankierami przez telefon komórkowy. Bogaczy, których obowiązują inne zasady, prawa i normy niż pozostałe 99% ludzi. Wyeksponowani na publicznych stanowiskach szokują swoją niestandardową mentalnością tak, jak Donald Trump. Żeby zrozumieć jego poglądy, postawy i zachowanie, trzeba poznać jego świat.

   A warto!

   Jeśli wierzyć pierwszemu dworzaninowi rodziny Trumpów, Paolo Zampolliniemu, który powiedział – Donald chce rządzić przez osiem lat i ma nadzieję, że przez kolejne osiem będzie rządzić jego córka” Ivanka, to czeka nas jeszcze wiele ciekawych sytuacji, zdarzeń, decyzji i zachowań obecnego prezydenta USA, a w przyszłości może nawet pani prezydent.

   Nierealne?

   W świecie Jachtowych Ludzi wszystko jest możliwe.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Książkę wybrałam spośród nowości księgarni Tania Książka.

Kilka informacji na temat Melanii, ostatniej żony Donalda Trumpa.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Biografie powieść bograficzna

Tagi: ,

Poślij chociaż słowo – Orlando Figes

10 sierpnia 2019

Poślij chociaż słowo: opowieść o miłości i przetrwaniu w Gułagu – Orlando Figes

Przełożył Władysław Jeżewski

Wydawnictwo Magnum , 2012 , 414 stron

Literatura angielska

   Taka miłość się nie zdarza.

    A jednak!

Przydarzyła się, wydarzyła się, istniała i trwała do śmierci Swietłany i Lwa w 2010 roku.

Mieli po osiemnaście lat, kiedy poznali się na studiach w Moskwie. Początek zauroczenia, fascynacji i zawiązywania się nici sympatii przerwała wojna i wyjazd Lwa na front w 1941 roku. Tam trafił do niemieckiego obozu jenieckiego, gdzie pracował jako tłumacz. Po powrocie do ZSRR został oskarżony o zdradę ojczyzny i skazany na dziesięć lat łagru w Peczorze. Obóz opuścił 1954 roku.

   Razem 15 lat rozłąki ze Swietą!

   A mimo to ich miłość trwała. Nadal się kochali, by wziąć ślub w 1955 roku. Mieli wtedy oboje po trzydzieści osiem lat. Dzieje ich wyjątkowego uczucia w ekstremalnych czasach, które zamiast umierać, z każdym rokiem rozłąki rosło, umacniało się i pogłębiało, zawarte są w ponad półtora tysiącu listach. Ośmioletnią korespondencję rozpoczęła Swieta w 1946 roku, odrzucając propozycję ukochanego na ułożenie sobie życia bez niego, a zakończył Lew w 1954 roku tuż przed odzyskaniem wolności. Pisali do siebie drogą nielegalną przynajmniej dwa razy w tygodniu. Listy przemycane przez druty obozu, mimo braku cenzury, ale z ryzykiem wpadki, zawierały zaszyfrowane wiadomości, dwuznaczne zwroty, inicjały, przezwiska oraz aluzje literackie. Ich odczytanie autorowi opracowania zajęło dwa lata. Uzupełnił je dołączonymi do listów dokumentami – notatkami, dziennikami, fotografiami, dokumentami urzędowymi oraz wywiadami ze Swietą i Lewm, ich rodziną i współwięźniami. Sięgnął również do opracowań historycznych oraz archiwum peczorskiego obozu. Wykorzystał także własne obserwacje z pobytów w dzisiejszej Peczorze. Na podstawie tego największego, a przez to unikatowego zbioru prywatnej, kompletnej korespondencji związanej z historią Gułagu, przechowywanej w archiwum Stowarzyszenia Memoriał, autor odtworzył chronologię życia wyjątkowej pary połączonej miłością oraz historię walki o jej przetrwanie w czasach, w których w 999 przypadkach na tysiąc przyjęte zasady przyzwoitości prowadzą przeciętnego człowieka albo do głodu, albo do śmierci w walce o byt. W miejscu, w którym wszystkie niedostatki, wady i następstwa ludzkich uczynków przybierają ogromne rozmiary. (…) Nieżyczliwość zamienia się we wrogość, wrogość przybiera postać dzikiej nienawiści, małostkowość staje się podłością, a ta ostatnia przeobraża się w zbrodnię. W tym mroku Swieta i jej listy były dla Lwa światłem i całym światem.

Autorowi udało się przekazać atmosferę emocji w nich zawartych, mimo że oboje bardzo powściągliwie je okazywali, ale to właśnie w nich wyznali sobie miłość, zapewniali o jej stałości i pewności, ustalali wspólne, bliskie i dalekie cele w życiu, planowali przyszłość, mając świadomość jej ulotności i niepewności. Zorganizowali nawet pierwsze, nielegalne odwiedziny Swiety w łagrze, mając pełną świadomość ogromnego ryzyka. Zwłaszcza dla Swiety. Dziewczyna pracowała w instytucie o znaczeniu wojskowym, zajmując się badaniami objętymi tajemnicą państwową. Już sama korespondencja z więźniem, „wrogiem ludu”, a tym bardziej nielegalny kontakt, groziła utratą pracy i zesłaniem. A mimo to z walizką w ręku i plecakiem pokonała 4340 km, aby pobyć z Lwem przez zaledwie kilka godzin.

Po latach wspominała – Jak mogłam tam pojechać, tak bez zastanowienia, nie znając warunków i wszystkiego innego? Nie wiem. To była głupota, na pewno. Chyba jakiś diabeł we mnie wstąpił!

   A ja myślę, że to właśnie była miłość!

   Listy obojga mają również ogromną wartość dla historyków. Dostarczają bogatej wiedzy o kontrastach wynikających z życia w obozie i życia mieszkańców w powojennej Moskwie.

   Nadal jednak zastanawiam się nad cudem przetrwania miłości, która nie miała prawa przetrwać rozłąki, odległości, lat nieobecności, izolacji fizycznej, koszmaru obozu, depresji Swiety, braku realnych perspektyw, zagrożenia i nieuchronności śmierci przez 15 lat!

   Czy to jest właśnie dowód na potęgę i moc nadziei wbrew wszystkiemu i wszystkim?

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Poślij chociaż słowo. Opowieść o miłości i przetrwaniu w Gułagu [Orlando Figes]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Biografie powieść bograficzna

Tagi: , , ,

Epigram na Stalina – Robert Littell

21 marca 2019

Epigram na Stalina – Robert Littell
Przełożył Krzysztof Obłucki
Oficyna Literacka Noir sur Blanc , 2010 , 330 stron
Literatura amerykańska

Akty heroicznych, czasami szalonych zamachów na dyktatorów systemów totalitarnych, jak na przykład przez Clausa von Stauffenberga i Wernera von Haeftena na Adolfa Hitlera w Wilczym Szańcu, są przez historyków pieczołowicie analizowane, opisywane, omawiane, podziwiane, a tym samym nagłaśniane. Takie same akty zainicjowane przez pisarzy słowem, już mniej. Być może według historyków zamach koniecznie musi być z bronią w ręku lub podłożoną bombą, by można było docenić bohaterstwo zamachowca, jego brawurę, szybkość i spektakularność, mimo że nie jest bez wad: wybiórcza skuteczność. Heroizm ludzi pióra może docenić tylko drugi pisarz w sposób w jaki potrafi najlepiej – pisząc o tym powieść. Tylko on w pełni rozumie ostrość, celność i zabójczość słowa utrwalonego w druku, którego trwałość jest nieskończona tak, jak pamięć zniewolonych narodów.
Tym razem zrobił to Robert Littell, znany twórca powieści szpiegowskich. Z mroków przeszłości wydobył jeden fakt historyczny, wokół którego obudował prawdopodobną fabułę zdarzeń. Bohaterem swojej opowieści uczynił rosyjskiego poetę Osipa Mandelsztama, duszącego się w systemie dyktatury zniewalającej człowieka. Przekonanego, że ciąży na nim obowiązek uprawiania prawdy na ugorze kłamstw. Cierpiącego z powodu zakazu publikacji swojej twórczości, która jak pięść waląca w okno, domagała się uwolnienia. Niepotrafiącego pisać jak rzemieślnik pod dyktando wyznaczonej linii realizmu socjalistycznego w sztuce, gdy dusza domagała się uwolnienia słów o indywiduum , które nazywał góralem kremlowskim, o całkowitej porażce bolszewickiej rewolucji w polepszaniu doli zwykłych ludzi, o transformacji Rosji w państwo policyjne znacznie gorsze od tego, które istniało pod panowaniem pożałowania godnych carów, którzy odebrali prawo poetom do pisania wierszy o najbanalniejszych sprawach ludzkich. Mającego potrzebę wyrzucenia z siebie tkwiącego mu w gardle krzyku gniewu. To z niej zrodził się jednoosobowy spisek przeciwko znienawidzonemu kaidowi, chozjainowi z Kremla i chęć zniszczenia go za pomocą wiersza rażącego pociskiem prawdy, która rozniesie się szerokim echem po kraju. I stworzył „Epigram na Stalina”, w tej powieści przetłumaczony przez Stanisława Barańczaka:

 

Żyjemy tu, nie czując pod stopami ziemi,
Nie słychać i na dziesięć kroków, co szepczemy,

 

[Słyszymy jeno górala kremlowskiego,
Mordercę, oprawcę chłopskiego.]

 

Palce tłuste jak czerwie w grubą pięść układa,
Słowo mu z ust pudowym ciężarem upada.

 

Śmieją się karalusze wąsiska
I cholewa jak słońce rozbłyska.

 

Wokół niego hałastra cienkoszyich wodzów:
Bawi go tych usłużnych półludzików mozół.

 

Jeden łka, drugi czka, trzeci skrzeczy,
A on sam szturcha ich i złorzeczy.

 

I ukaz za ukazem kuje jak podkowę –
Temu w pysk, temu w kark, temu w brzuch, temu w głowę.

 

Miodem kapie każda nowa śmierć
Na szeroka osetyńską pierś.

 

Te kilkanaście wersów okazały się bardzo niebezpiecznym materiałem wybuchowym, siejącym niepoprawną myśl, niezgodną z przyjętą linią światopoglądową partii, która reagowała natychmiast likwidacją winnych zdrady osób. Osipa nie zamordowano w potocznym tego słowa rozumieniu. Zrobiono to pośrednio zsyłając go na wygnanie do Czerdynia, potem do Woroneża, by niszczony głodem, depresją, chorobą serca, arteriosklerozą i psychopatią schizoidalną, umrzeć w obozie przejściowym pod Władywostokiem.
Powieść czytałam jak dobry thriller, w którym elementy układanki opowiadane przez kilku narratorów, w tym fikcyjnych i istniejących historycznie, jak przyjaciele poety Borys Pasternak i Anna Achmatowa, zaskakiwały, zazębiały się o siebie ukazując powoli system wyrafinowanego, represyjnego, sprawnie działającego mechanizmu sterowania społeczeństwem. Procedurę tak dobrze znaną mi z „Archipelagu Gułag” Michaiła Szołochowa: denuncjacja, aresztowanie, przesłuchanie, proces lub jego brak, wyrok, podróż, obóz, najczęściej śmierć.
Przez każdy z tych etapów przeszedł Osip Mandelsztam, którego słowa-pociski były dla Stalina równie niebezpieczne jak zbrojny zamach, zdrada, spisek czy szpiegostwo.
Autor postawił piękny pomnik poecie, który marzył o końcu rządów Stalina i nie bał się tego urzeczywistnić, mając świadomość braku jakiejkolwiek ochrony, wsparcia i szansy przeżycia. Czy mógł wtedy powiedzieć, jak sugeruje Robert Littell: nie o nią chodzi; celem jest ratowanie Rosji, a nie mnie?
Nawet jeśli nie wypowiedział tego zdania, jego niepokorna twórczość i postawa mówi o tym wyraźnie i jednoznacznie.

 

Przyjrzałam się tym oryginalnym słowom, za które poeta zapłacił życiem. Faktycznie dla historyków może to być mało spektakularna broń. Zdjęcie pochodzi z wolnych zasobów Wikipedii.

 

 

Powieść bierze udział w plebiscycie Książka na lato 2010 organizowanym przez portal Przy Kominku oraz zaprzyjaźnione blogi, w tym i mój.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Biografie powieść bograficzna

Tagi:

Portret – Pierre Assouline

Portret – Pierre Assouline
Przełożyła Anna Michalska
Oficyna Literacka Noir sur Blanc , 2010 , 199 stron
Literatura francuska

Gdybym miała przeczytać monografię historyka na temat dziejów obrazu, jego okolicznościach powstania oraz o jego właścicielach, żydowskiej rodzinie Rothschildów i czasach w jakich przyszło jej żyć, zdecydowanie powiedziałabym: nie. Ale gdy to samo zaproponował mi pisarz ubierając to w powieść, zdecydowanie powiedziałam: tak.
Opowieść zaczyna się 1 września 1886 roku w Boulogne-Billancourt pogrzebem Betty de Rothschild. Osiemdziesięciojednoletniej wdowy po Jamesie i matki czworga dorosłych już dzieci. Nie, nie jest smutno. Jest ciekawie, nawet bardzo. Dusza zmarłej zamiast odejść w zaświaty, wstępuje w swój własny portret pędzla Ingres’a, zdobiącego również okładkę tej książki. Baronowa Betty, wtopiona w obraz, zaczyna obserwować otoczenie wędrując na prawach spadkowych z pokolenia na pokolenie po domach pierworodnych synów, aż do czasów mi współczesnych. Podglądając życie toczące się w domu syna, potem wnuka i prawnuków, przysłuchuje się rozmowom rodziny i goszczącym u nich osobom. Obserwuje przychodzących, przygląda się zmieniającym czasom i ich obyczajom, łowi słowa i półsłówka, dyskretne gesty i spojrzenia, komentując i porównując z epoką jej młodości. Do tych wspomnień wystarczył jej jakiś kolor czy drobiazg, postać lub spojrzenie, słowo czy zapach, by dać się ponieść wspomnieniom i ukrytą furtką powrócić w miniony świat za sprawą tajemniczej pracy pamięci. Wydobyć z mułu niepamięci obrazy z życia wysoko urodzonych, wpływowych elit francuskich sfer, tak bliskie jej sercu, a tak przyjemnie wypełniających moją wyobraźnię o czasach dawnej arystokracji, w której pobrzmiewały polskie nuty emigrantów. O willach, pałacach i zamkach. Kolacjach kilka razy w tygodniu dla pięćdziesięciu osób. Balach w prywatnych salach mogących pomieścić do trzech tysięcy zaproszonych gości. Sukniach, toaletach i biżuterii wartych fortunę. Zasadach savoir-vivre w ubiorze, zachowaniu, a nawet konwersacji, która wykluczała w rozmowach towarzyskich temat pieniędzy i chorób. O początkach bajecznego majątku Rothschildów, jej nazwiska, tytułów i żelaznej zasadzie, przekazywanej przez umierającego ojca najstarszemu synowi: Trzymajcie się razem, a będziecie najbogatszymi ludźmi w Niemczech. Ta solidarność w obrębie rodziny, dbałość o jej jedność, w której mąż wnosił bogactwo materialne, a żona bogactwo duchowe, łączenie z aranżowanymi, wewnątrzrodzinnymi małżeństwami, kultywowanie tradycji religijnej przodków, nacisk na miłość, łączność i partnerstwo między rodzeństwem, na solidność i uczciwość noszonego nazwiska, zaowocowało jedną z największych fortun w Europie. Ale Betty miała świadomość, że taki majątek to również obowiązek i odpowiedzialność, zamykająca się w tym gorzkim stwierdzeniu: …mieć hojną rękę. I być świadomym, by nie doznać przykrego zawodu, że ludzie nigdy nie wybaczają dobra, którego od was doświadczyli.
I nie wybaczali.
Byli bezwzględnie bezlitośni w wypominaniu żydowskich korzeni. Betty była częstym świadkiem nieprzychylnych, szkalujących ją i jej męża rozmów toczonych pod obrazem. Znosiła to z godnością, choć z ogromnym żalem w duszy. Ona, kobieta o wielkim sercu, filantropka biednych, mecenas Balzaka, Chopina, Heinego i wielu innych artystów oraz sztuki w ogóle, ofiara zamieszek politycznych i wojennych, w trakcie których grabiono i rozkradano rodzinny majątek, mozolnie odzyskiwany w czasach pokoju.
A sam obraz?

 

 

Pomimo upływu lat pozostał niezwykły. O okolicznościach jego powstawania Betty snuje opowieść na końcu powieści, uzupełniając ją komentarzami odwiedzających muzea, którym od czasu do czasu rodzina wypożycza portret. Kontrastowość wypowiadanych opinii z duchem przeszłej epoki wprowadza Betty w stan konsternacji i niesmaku, bo jak można na jej rodowy herb umieszczony w górnym rogu, za którym stoi historia rodziny i epoki, mówić: logo podobne obrazkowi widniejącemu w rogu telewizora?
Obraz, który w momencie powstawania powieści wisiał w bibliotece Hotelu Lambert, roztacza wokół aurę niezwykłości do dziś. Może to sprawia nieobyczajna, jak na ówczesne czasy, poza z założeniem nogi na nogę? A może mlecznobiała skóra nasycona jasnością? A może jedwabna suknia i jej kolor nazywany różem afrykańskim, za każdym razem mający inny odcień w galeriach internetowych: Artchive, Olga,s Gallery czy oficjalnej stronie malarza Jean Auguste Dominique Ingres’a ? Cokolwiek by to nie było przyciąga wzrok, zwraca uwagę, przykuwa spojrzenie na dłużej, zmusza do zatrzymania się przy nim. Nawet będąc grafiką na okładce wydaje mi się być innym w świetle dnia, by wieczorem nabrać głębi koloru, cieplejszego tonu oświetlających go lamp. Wtedy lubiłam przyglądać mu się najbardziej. Po tej powieści to nie był już dla mnie tylko martwy obraz w muzeum, ale mit potęgi nazwiska Rothschild, rzeczywistość legendy, domy, które tętniły życiem, kolekcje, które wciąż żyją i ogromna wdzięczność muzeów narodowych.
Gdyby z każdego obrazu uczynić bohatera takiej powieści, napisanej tak pięknym językiem, historię sztuki znałabym równie dobrze jak realia życia współczesnego.

 

 

Powieść bierze udział w plebiscycie Książka na lato 2010 organizowanym przez portal Przy Kominku oraz zaprzyjaźnione blogi, w tym i mój.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Biografie powieść bograficzna

Tagi:

Good night, Dżerzi – Janusz Głowacki

Good night, Dżerzi – Janusz Głowacki
Wydawnictwo Świat Książki , 2010 , 317 stron
Seria Nowa Proza Polska
Literatura polska

Moje czytanie tej powieści uprzedziło swoiste motto-szantaż, którego fragment brzmiał:

…Błagam cię, napisz tę historię bez żartów i poważnie. To jest twoja ostatnia szansa. Ludzie mają dość twojego cynizmu…

Jak to? Przede mną więc powieść bez krzywego zwierciadła spojrzenia na rzeczywistość, tak cenionego przeze mnie w prozie tego pisarza? Moja nadzieja, że jednak może być inaczej, pozostała więc w zapewniającej, ale jednocześnie pojemnej treści odpowiedzi – zrobię, co się da.
Autor podjął się więc piekielnie trudnego zadania. Sprostać prośbie kobiety, na której mu zależało, pozbyć się charakterystycznej, nierozerwalnej jak do tej pory cechy swojego stylu, zmierzyć się z kontrowersyjną legendą Jerzego Kosińskiego, mającej tyle samo zwolenników co przeciwników, a którego uczynił najważniejszą postacią tej opowieści oraz przeciwstawić się zniechęcającym pytaniom: co ty właściwie chcesz o nim nowego powiedzieć? , czy ktoś jeszcze go czyta? , czy ktoś będzie chciał o nim czytać? Przerażona tymi ograniczeniami z lekką obawą zaczęłam wkraczać w polsko-rosyjski świat amerykańskiego Nowego Jorku począwszy od oficjalnych, elitarnych przyjęć poprzez zwykłe, na które zwala się nowojorska hołota po piwnice nieoficjalnych, nocnych seansów sadomaso. Wiedziałam, że opis będzie wiarygodny, bo po pierwsze czytałam jego wcześniejsze książki, a po drugie sam przyznaje: wiem co piszę, bo przepieprzyłem na takich przyjęciach dobrych parę lat. Dlatego w miarę czytania moje początkowe obawy znikały na rzecz coraz bardziej spójnego obrazu środowiska, w którym próbował odnaleźć się Dżerzi, jak mówili do niego przyjaciele. Na szczęście, nie otrzymałam jego prostego życiorysu, linearnej historii, odpowiedzi wprost na pytania dociekliwych dziennikarzy o tę prawdziwą przeszłość, o fałsz (genialnego dla mnie) Malowanego ptaka, o plagiat Wystarczy być, o pisanie pod dyktando CIA, o okoliczności przyjazdu do USA i wiele innych, próbujących dokonać wiwisekcji, prześwietlenia, przejrzenia na wylot człowieka, który nie mieścił się w amerykańskich normach i pojęciach. Nie otrzymałam też jednoznacznych ocen i osądów, bo jak opowiedzieć o osobowości zmiennej, dynamicznej, nieprzewidywalnej jak płomień świecy, wokół którego roją się owady-ludzie, czasami na własną zgubę, z których połowa mu zazdrości, a reszta nienawidzi lub uwielbia? O mężczyźnie, który był piekielnie brzydki i piękny, dziko chciwy i absolutnie bezinteresowny, bardzo sprytny i okropnie głupi, który ciągle coś albo kogoś udawał? Autor pozostawił mnie z faktami, ze zdarzeniami, z relacjami naocznych świadków, z opowieściami w formie wspomnień, skojarzeń i dialogów osób mu bliskich lub mających z nim kontakt zupełnie przypadkowy. Dla mnie mrocznymi, dusznymi, pełnymi koszmarów, lęków, obaw, uzależnień od ludzi, nałogów, wszechobecnego, obsesyjnego? seksu, przygniatającego dziedzictwa przeszłości, wiary w przypadek, pogardy dla pewności zwiastującej nudę i śmierć, płynięcia z nurtem życia i desperackiego szukania w bólu egzystencjalnym swojego miejsca , wartości, tożsamości, sensu życia, wdrapania się za wszelka cenę na sam szczyt, podpierając się prawdą i nieprawdą, by zaistnieć, rozświetlić NOC. I w życiu, i w pisaniu.
Z takim mrokiem w duszy, ścigającymi go demonami z przeszłości i współczesnym światem biznesu rządzącym się swoimi prawami pozwolił, żeby te prawdziwe i te wymyślone pewnej nocy otoczyły go w wannie na Pięćdziesiątej Siódmej ulicy ciasnym kręgiem, nie pozwalając mu żyć dalej.
Z tych skrawków jego życia opowiedzianych przez innych, złożyłam obraz człowieka zagubionego, wielkiego mistyfikatora. Małego chłopca zmuszonego do wyparcia się własnej tożsamości, do kłamstwa, dającego mu szansę na przeżycie Holokaustu, a potem dorosłego człowieka, który tej metody na przeżycie nie potrafił?, nie chciał?, nie mógł? już porzucić, pozwalając tym samym, aby Hitler dokończył to co zaczął piórami dziennikarzy, by wykonali egzekucję z odroczonym wyrokiem skazującym. Obraz nakreślony w mistrzowski sposób, którego tak trudną do uchwycenia dynamikę autor osiągnął nie tylko poprzez prozę, ale i wplecione wstawki fragmentów dramatu oraz elementy charakterystyczne dla scenariusza filmowego. Obiektywizm w ocenie i nieuchwytność osobowości Jerzego Kosińskiego poprzez wielogłos osób opowiadających o nim. Subiektywizm poprzez wewnętrzny monolog bohatera z samym sobą. Pozostając przy tym, ku mojej przyjemności, cynicznym facetem przynajmniej w tych fragmentach dotyczących samego siebie.
Lubię prozę Janusza Głowackiego, ale najwyżej ceniłam sobie do tej pory jego dramat Antygona w Nowym Jorku tak dobrze zagrany przez Jerzego Trelę, Jana Peszka i Annę Dymną. Teraz obok niego stawiam Good nihgt, Dżerzi.

Good night, Dżerzi [Janusz Głowacki]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

 Powieść ukaże się również w wersji do słuchania, a czytać będzie Krzysztof Globisz. Jej fragmenty mogłam odsłuchać na oficjalnej stronie książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Biografie powieść bograficzna

Tagi:

Król z żelaza – Maurice Druon

Król z żelaza – Maurice Druon
Przełożyła Adriana Celińska
Wydawnictwo Otwarte , 2010 , 349 stron
Cykl Królowie Przeklęci ; Tom 1
Literatura francuska

Papież Bonifacy VIII powiedział o królu Francji Filipie IV Pięknym: Na próżno jest najpiękniejszym człowiekiem na ziemi, umie bowiem tylko patrzeć na ludzi bez słowa. Nie jest człowiekiem, ani zwierzęciem, jest jak posąg. Niewiara w uczucia, które tak dobrze potrafił ukryć pod maską władcy, żyjącym ideą zapewnienia przyszłości swojemu królestwu i przede wszystkim mając na uwadze jego dobro we wszystkich swoich działaniach, ukuła o nim jednoznaczną opinię wśród jemu współczesnych – król z żelaza.
Jak było naprawdę?
Obiektywną rekonstrukcją rządów właśnie tego króla Francji jest ta powieść, bazująca przede wszystkim na suchych wzmiankach kronikarzy, jak informuje tekst na tylnej okładce, świadków jego panowania w XIV wieku. Dokładnie od ostatniego roku , siedmioletniego sporu z templariuszami, aż do śmierci w 1314 roku, sprowadzoną, jak wierzyli niektórzy, przekleństwem wykrzyczanym w męczarniach na płonącym stosie przez wielkiego mistrza Francji i Zamorza zakonu templariuszy Jakuba de Molay’a: Papieżu Klemensie!… Rycerzu Wilhelmie!… Królu Filipie!… Przeklinam was! Przeklinam was! Niech wasze rody będą przeklęte aż do trzynastego pokolenia!…
I były, jak opisuje historia.
Nie jest to jednak tylko powieść biograficzna kontrowersyjnego władcy, który tyleż samo uczynił dobrego co złego dla dobra monarchii. To przede wszystkim odtworzenie życia społeczno-obyczajowego osób wchodzących w skład dworu królewskiego: jego trzech synów Filipa V Długiego, Ludwika X Kłótliwego, Karola IV Pięknego i ich żon, córki Izabeli, dalszych krewnych, dworzan i każdego kto mógł się przyczynić do osiągania celów stawianych przez króla: duchowieństwa z papieżem Klemensem V w Awinionie włącznie, bankierów i członków możnych, wpływowych rodów. Bogaty przekrój rządzącej elity począwszy od króla na giermku skończywszy, a każdy próbujący uszczknąć coś dla siebie lub zagarnąć całość należącą do innego: władzę, majątek, namiętność. Misterna, rozległa, nierzadko tajna sieć intryg sięgająca nawet angielskiego dworu, stworzona do tych celów, była na tyle gęsta, że unikanie zastawianych intryg-pułapek decydujących nie tylko o utracie bogactw, autorytetu, wpływów, ale nawet życia, wymagało od wszystkich najwyższego kunsztu logistycznego zarówno w polityce jak i w życiu prywatnym. Śledzenie ich, bycie ich świadkiem pochłonęło mnie całkowicie.
A wszystko to ubrane w formę powieści przepełnionej spektrum uczuć od nienawiści do miłości, którą czytałam z zachłanną ciekawością, poznając zagmatwaną historię i trudne, polityczne zagadnienia w sposób niezwykle intrygujący, ale i bardzo prosty, czytelny nawet dla gimnazjalisty. Sama książka natomiast wyposażona w bogaty aparat informacyjny, ułatwiała wyjaśnienie trudniejszych pojęć czy umiejscowienie bohaterów w historii poprzez noty biograficzne i historyczne oraz drzewa genealogiczne, do których dosyć często zaglądałam , ciesząc się jednocześnie na kontynuację czytanego tomu. Wraz z częścią pierwszą ukazały się dwie kolejne: Zamordowana królowa i Trucizna królewska. Wszystkich ostatecznie ma być siedem.

Tutaj obejrzałam film promujący nowy cykl historyczny. Szkoda tylko, że infantylność okładek, nie oddaje mroczności treści.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Biografie powieść bograficzna

Tagi: