Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Siła empatii – Helen Riess, Liz Neporent

8 grudnia 2019

Siła empatii: 7 zasad zmieniających życie, pracę i relacje – Helen Riess  wraz z Liz Neporent

Przełożyła Marta Komorowska

Wydawnictwo Samo Sedno , 2019 , 236 stron

Literatura amerykańska

   Zwrot w psychologii!

   Chociaż byliby i tacy, którzy powiedzieliby więcej – rewolucja! Zwłaszcza że wyniki badań autorki dr Helen Riess, psychiatry i profesor Harvard Medical School w USA, mogą być remedium na problemy współczesnego świata. Profesor kliniczny i psychiatra Daniel J. Segiel mówi wręcz – Dar dla ludzkości, który pojawił się w samą porę. Pierwszym krokiem w przecieraniu szlaków niewiedzy to udowodnione przez autorkę założenie, że empatii można nauczyć się. To coś nowego, ponieważ do tej pory sądzono, że rodzimy się z określonym poziomem empatii,  którego nie da się podnieść. Kolejni uznają, że empatii należy nauczyć się w dzieciństwie. A jeszcze inni stanowczo oświadczają, że empatii nie da się nauczyć.

   Da się! – twierdzi autorka.

   I ma na to niezbite dowody w postaci wyników wieloletnich badań prowadzonych wśród personelu ochrony zdrowia. Drugi krok to szkolenia ludzi w zawodach, w których empatia jest wskazana jako ważny czynnik podnoszący efekty pracy – lekarze, pielęgniarki, pedagodzy, politycy czy liderzy grup. W tym celu opracowała siedem zasad tworzących narzędzie pod nazwą:

   E.M.P.A.T.H.Y. ®

   To chroniony prawnie akronim z ukrytymi w nim siedmioma kluczami, które autorka odkryła podczas badań i dopracowała podczas szkoleń. Można je stosować zarówno w życiu prywatnym i intymnym, jak i w pracy zawodowej. Również w działalności społecznej – w polityce i biznesie.

   Mnie najbardziej zaciekawiła edukacja.

   Autorka poświęca korelacji jej z empatią osobny rozdział. Podaje krok po kroku zastosowanie zasad, które wypróbowałam w kontaktach z moją młodzieżą. Jestem zachwycona rezultatami i jednocześnie zaskoczona prostotą korzystania z nich. Wystarczy zapamiętać i trzymać się procedury stosowania kluczy, a młody człowiek otwiera się, jak dobrze naoliwiony zamek i chłonie, jak sucha gąbka. W ogólnym sensie można ich stosowanie i efekty sprowadzić do fundamentalnej w pedagogice myśli Janusza Korczaka – widzieć w dziecku człowieka. Autorka pokazuje, jak to zrobić i daje ku temu praktyczne narzędzie. Pomaga przejść najtrudniejszą drogę – od przekonania do działania. Nie ma sensu pisać, na czym ono polega, ponieważ jej publikacja nie jest poradnikiem, dlatego więcej pożytku i przyjemności odkrywania nowego w psychologii przyniesie osobista lektura teorii autorki popartej przykładami z własnej praktyki zawodowej.

   Autorka nie ogranicza się tylko do analizy swojej teorii.

   Obala mity pokutujące w nauce. Chociażby ten mówiący o pojawianiu się empatii w wieku 8-9 lat. Dokładnie tego mnie uczono na zajęciach z psychologii rozwojowej dziecka. Autorka poprawia ten błąd mówiąc, że empatia pojawia się już u dziecka rocznego (sic!). Ta wiedza ma kolosalne znaczenie dla rodziców i pedagogów wychowujących dzieci i młodzież. Kolejny mit obaliła w rozwoju czytelniczym mającym ogromne znaczenie w edukacji czytelniczej. Do tej książki myślałam, że nieważne, co czyta się. Ważne, że w ogóle czyta się. Mój minimalizm wynikał z niskiego poziomu czytelnictwa Polaków i przekonania, że każde słowo czytane jest zbawienne dla rozwoju człowieka.

   Okazuje się, że nic bardziej mylnego.

   Autorka ustaliła, że rodzaj wybieranej literatury, czyli sposób opowiadania historii, ma wpływ na rozwój konkretnej inteligencji. Na inteligencję emocjonalną poprzez rozwój empatii ma wpływ w najbardziej znaczącym stopniu beletrystyka. W powieściach sensacyjnych i przygodowych ma to miejsce w znacznie mniejszym stopniu. W przypadku osób, które zapoznawały się z literaturą popularną (…) lub nie czytały nic, liczba punktów zdobytych w skali empatii nie rosła. W tym kontekście popularność literatury popularnej (przez niektórych zwanej kobiecą) nie powinna cieszyć. To wiele tłumaczy, dlaczego oczytany człowiek może mieć wysoki stopień inteligencji intelektualnej, ale bardzo niski społecznej czy emocjonalnej. Niektórzy takie osoby określają mianem „inteligentny cham”. W analogiczny sposób autorka tłumaczy wiele innych zjawisk społecznych i kulturowych. Tych negatywnych jak: rasizm, psychopatia, nacjonalizm, manipulacje polityczne i wiele innych. W tych ostatnich posłużyła się analizą braku empatii i jej nadużywania podczas wyborów prezydenckich w USA w 2016 roku zakończone zwycięstwem Donalda Trumpa. Również zjawisk pozytywnych jak odwaga, altruizm czy szlachetne zachowania. To po tych ostatnich poznajemy ludzi z wysokim stopniem empatii, a które uwielbiamy sobie stawiać za wzór. Niestety, częściej tylko stawiać. Zwraca również uwagę na negatywny wpływ rozwoju technologii w kształtowaniu empatii – rozwój lub częściej zanik, co ostatecznie przekłada się na coraz słabszą kondycję psychiczną społeczeństwa.

   Posuwa się nawet do postawienia alarmującej prognozy.

   Stanowczo twierdzi – Jedno jest pewne: bez rozszerzenia empatii na wszystkich ludzi cywilizacja w obecnym kształcie nie przetrwa. I podaje remedium.

   Sztuka i literatura.

   Te dziedziny kształtujące kompetencje miękkie, które są systemowo i konsekwentnie w edukacji polskiej spychane na margines lub pomijane zupełnie. Właściwie tę część książki przykryję kirem braku komentarza, bo musiałabym zacząć ciężko grzeszyć.

   I najważniejsze!

   Zanim zaczniemy zmieniać świat i obdarzać go empatią, musimy zacząć od siebie. Autorka mówi wprost – musisz wejść we własne buty i spojrzeć na siebie ze współczującej perspektywy. Tylko praktykowanie empatii wobec samych siebie i innych opartej na siedmiu kluczach daje nadzieję na ukształtowanie życzliwszego społeczeństwa, dyskursu pełnego szacunku i zrozumienia oraz bardziej ludzkiego świata.

   Wystarczy sięgnąć po te siedem kluczy.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Książkę wybrałam spośród nowości księgarni Tania Książka.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi: , , ,

Becoming: dziennik – Michelle Obama

7 grudnia 2019

Becoming: dziennik motywacyjny, który pozwoli ci odnaleźć swój głos – Michelle Obama

Przełożył Dariusz Żukowski

Wydawnictwo Agora , 2019 , 206 stron

Literatura amerykańska

   Jak zwykle!

   Michelle Obama zaangażowana na maksa. Zdążyła mnie do tego przyzwyczaić przez lata kadencji jako prezydentowa USA. Jeśli coś robiła, to solidnie, przemyślanie i z myślą o najsłabszych.

   Tak jest również z autobiografią Becoming.

   O stawaniu się jako ewolucji, ciągłemu zmierzaniu ku własnej, lepszej naturze. O budzeniu się z marazmu. O wzmacnianiu wiary we własne siły. Nie pozostawiła jednak swoich przebudzonych czytelniczek samym sobie. Miała świadomość, że nie każda z nich będzie miała odwagę rzucić się w wir życia, by zmieniając siebie, zmieniać rzeczywistość wokół na lepsze.

   Postanowiła tym kobietom pomóc.

   Ponownie wyciągnęła dłoń w postaci kolejnej publikacji. Bardzo ciekawej pod względem formy. To interaktywny przewodnik w postaci dziennika. We wstępie do niego przyznała się do jednej rzeczy – Z perspektywy lat żałuję, że nie poświęciłam więcej czasu na zapisywanie swoich myśli i uczuć. Dzisiaj wie, że nie musimy wszystkiego pamiętać, ale to, co pamiętamy, jest cenne.

   Dziennik ma być tą pamięcią.

   Tym przerażonym, że nie podołają, nie potrafią, nie mają o czym i nie poradzą sobie, podsuwa kilka motywujących zachęt – Nie musisz pisać wierszem, ani czekać na olśnienie, które trafi cię jak grom z jasnego nieba. Nie musisz pisać codziennie i z pewnością nie musi temu towarzyszyć poczucie, że masz do powiedzenia coś szczególnie ważnego. Wystarczy, że opiszesz jakąś zwykłą rzecz, taką jak chrobot skrobaczki na szybie samochodu w mroźny poranek. To dlatego miejsca na wpisanie dat pozostawia puste, a pod nimi widnieją inicjujące pytania.

Ich tematyka jest przebogata i różnorodna, od tych dotyczących rzeczy pozornie błahych, jak ulubiona muzyka czy ubiór, po te ważne społecznie, do udziału w których zachęca. Mnie najbardziej podobały się pytania dotyczące dzieciństwa i przeszłości. Zmuszające do wspomnień i refleksji, by uświadomić sobie, co lub kto mnie ukształtował taką, jaką jestem dzisiaj. Wszystkie są po to, by przeanalizować siebie, zastanowić się nad sobą, swoim położeniem i dotychczasowym działaniem lub jego brakiem, nad swoimi możliwościami, które mają moc stawania się.

   Zmotywują do zmiany i usłyszenia siebie.

   Od czasu do czasu między strony dziennika wkładała własne myśli motywujące.

Kierując czytelniczką, stale nawiązuje dialog. Jeśli wymaga odpowiedzi lub innej reakcji, rewanżuje się przykładem z własnego życia. Dzięki temu tworzy intymną relację, ukazując obraz samej siebie – kobiety zwykłej, która ma swoją playlistę, ulubione smaki i sukienki, ale i poglądy. Nierzadko wahania i pytania bez odpowiedzi.

Mnie najbardziej zaciekawiło wyznanie czytelnicze.

Dzięki Czytaj jak profesor, wiem dlaczego Pieśni Salomonowe, rekomendowana pozycja przez Thomasa C. Fostera jako „musisz przeczytać”, tak bardzo ją zachwyciła i rozpoczęła piękny proces rozwoju czytelniczego.

   Propozycja prowadzenia dziennika w takiej formie ma jeszcze jeden cel.

   Zachowanie tych aspektów własnego „ja”, o których z biegiem lat zapomina się. Ten dziennik pomoże je przypomnieć i ocenić z zupełnie innej perspektywy.

   Zapamiętać także osobiste, przeszłe historie.

   Ważne, mimo upływu czasu, zawarte w nich emocje, myśli i przeżycia. Pisanie pozwoli ci lepiej przeżywać różne wydarzenia, rozumieć świat, rozwijać się – oraz pamiętać. – zapewnia Michelle. Według niej to prawdopodobnie najważniejsza część procesu stawania się.

   Dziennik w pięknej, ascetycznej, pastelowej oprawie graficznej, z tasiemką do przekładania kartek, można łatwo spersonalizować, usuwając banderolę i wpisując imię oraz nazwisko na przygotowanej do tego, pierwszej stronie. Wydawca zadbał również o to, by cały aparat informacyjny książki dyskretnie umieścić na ostatniej kartce trzonu.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Poradnik

Tagi: ,

Czytaj jak profesor – Thomas C. Foster

24 listopada 2019

Czytaj jak profesor: nietypowe i ciekawe wskazówki, jak czytać między wierszami – Thomas C. Foster

Przełożyły Elżbieta Janota, Paulina Rzymanek

Wydawnictwo Fabuła Fraza , 2019 , 422 strony

Literatura amerykańska

   Jupi! Jupi! Nareszcie!

   Jest! Z tej radości miałam ochotę całować każdy jej róg i kartkę z osobna. Oto amerykańska biblia czytelnika zawędrowała w końcu pod polskie strzechy! Elementarz wiedzy (dla autora czytelnicza gramatyka) dla czytelnika (czytającego nie tylko książki, ale o tym później), który chce wiedzieć więcej i odpowiedzieć z sensem na pytanie-zmorę z lat licealnych – co poeta miał na myśli? Często cytowane ironiczne, tutaj nabrało głębi i poszerzenia o osobę odczytującą, bo nie powstała po to, by odczytywać tylko przesłanie pisarzy. Przede wszystkim autor chciał pomóc swoim studentom z długą przerwą w nauce. Jego publikacja okazała się tak dobra i pożyteczna, że nauczyciele szkół średnich zaczęli zadawać ją swoim uczniom, jako wakacyjną lekturę. Przynosiła tak efektywne rezultaty, wywołując szum wokół siebie, że jedna z uczennic zapytała – Nie rozumiem, o co to wielkie halo. Wszystkiego, o czym mowa w pańskiej książce, dowiedziałam się na początku liceum. Pozazdrościłam takiego kreatywnego, wspierającego nauczania i zrobiło mi się bardzo, bardzo smutno i żal mojej młodzieży, bo obserwuję nauczanie odtwórcze w polskiej szkole na co dzień. Chciałabym, żeby dokładnie tak przekazywano w niej wiedzę, jak uczynił to autor w tej książce.

    On w niej nie był nauczycielem!

    Był niczym Sokrates, domagając się odpowiedzi ode mnie. Partnerem wspierającym w poszukiwaniu wniosków, dostarczającym tylko przykładów. Starszym, bardziej doświadczonym czytelnikiem zawodowym, który bez katedry i bariery nauczyciel kontra uczeń, pomagał mi znaleźć metody, jakimi mogę dostarczyć sobie więcej zabawy i przyjemności z czytania.

   To nie były wykłady!

   On ze mną przyjaźnie dyskutował na konkretne tematy. Zadawał pytania, które prawdopodobnie według niego pojawiłyby się z mojej strony. I wiecie co – trafiał celnie! W moje wątpliwości, niepewności, sceptycyzm, odmienne zdanie, obawy czy dociekania. Nawet w moje lęki! Mógł to zrobić dzięki doświadczeniu spotkań z młodzieżą i pracy ze studentami jako wykładowcy na Uniwersytecie Michigan-Flint.  Otrzymywał ich przecież setki tysięcy. Te nasze rozmowy odzwierciedlały tematykę wykładów, tyle że przystosowanych do formy pisemnej, by pokazać kody i schematy pozwalające odczytywać treści. Był przekonany, że czytanie powinno sprawiać radość, że to tak naprawdę forma zabawy.

   Ma dostarczać przede wszystkim przyjemności!

Przekonywał mnie, że im więcej odkryć znaczeń, im głębszy sens i im liczniejsze konotacje, tym więcej przyjemności wychodzenia z ciasnego pokoju na zewnątrz domu – metaforycznie rzecz ujmując. Budował odwagę, by z niego wyjść. Wierzył we mnie i każdego innego czytelnika. Przelewał na mnie swój entuzjazm, doradzając – Gdy czytacie, bądźcie inteligentni, odważni, asertywni, pewni siebie. Wspierał, pisząc – Musicie stać się właścicielami swoich interpretacji. Są wasze. Są wyjątkowe. Nikt na całym świecie nie ma takich samych. Są taką samą częścią was, jak wasze nosy i kciuki. I najważniejsze – Nie wstydźcie się swoich interpretacji i nie przepraszajcie za nie uniżonymi aktami skruchy we wstępnych zwrotach – „to tylko moja opinia, ale…” lub „pewnie się mylę, jednak…” Szkoda, że nie pojawiła się dziesięć lat temu, kiedy, zakładając blog książkowy, tak bardzo nie wierzyłam w siebie, że wychodzenie z szafy i podpisanie go imieniem oraz nazwiskiem zajęło mi prawie tyle samo lat! Jeśli więc ktoś się nad tym nadal zastanawia, to ta pozycja jest dla was.

   Nawet jeśli dopiero zaczynacie przygodę z książką!

Odczytywanie literatury to stałe zadawanie pytania – dlaczego?, zbiór konwencji do omawiania literatury, schematy i prawdy, które autor, niczym pewniki matematyczne, wytłuszczał w druku. Tyle i tylko tyle!

Co ciekawe, w tym ustawianiu mnie w myśleniu i pozytywnym nastawieniu, nie odczuwałam dydaktyzmu, lecz przyjazne ukierunkowywanie na samodzielność w formułowaniu wniosków na podstawie podsuwanych przykładów z literatury powszechnej, ale również i polskiej (za ten ukłon w stronę czytelnika polskiego w wydaniu polskim byłam bardzo wdzięczna), a także filmów, sztuk teatralnych, tekstów piosenek, a nawet kreskówek. Przy autorze wszystko było możliwe i nic nie było pewne. Jedyną granicą, której nie pozwalał przekraczać to tekst.

   Czasami blizna to tylko blizna i nic ponad to! – przestrzegał.

   Nawet nie wiem kiedy i w jaki sposób niezbędne pojęcia, którymi przecież mnie nie zasypywał (takie miałam wrażenie), pozostały w mojej pamięci. Te wszystkie główne tematy i wątki (pory roku, jedzenie, przemoc, wampiryzm, polityka, przemoc, choroba, seks, religia i wiele innych), literackie wzorce i dziedzictwo (mit, baśń, Biblia, szekspirowski dramat), figury retoryczne (rzadko nazywane wprost) i narzędzia narracyjne (symbol, ironia i inne), zakodowałam przy okazji. Przez zabawę do nauki! Muszę dodać, że świetną! Często przeplataną inteligentnym humorem i anegdotami.

   A potem zrobił SPRAWDZIAN!

Otrzymałam krótkie opowiadanie Katherine Mansfield do interpretacji, a potem miałam porównać je z trzema analizami jego studentów i samego autora. Więcej nie zdradzę, żeby nie odebrać niespodzianki innym czytelnikom. Pozostawił mi również swoistą wyprawkę w postaci załącznika z listą książek umożliwiających dalszy rozwój czytelniczy. Dosyć szeroki wachlarz tytułów od Iliady Homera po Dziennik Bridget Jones Helen Fielding. Podał również cztery pozycje z półki – musisz przeczytać! Dwie z nich czytałam – Ulisses Jamesa Joyce’a i Sto lat samotności Gabriela Garcii Márqueza. Już te propozycje wiele mówią, że łatwo nie będzie z pozostałymi (nie, nie, nie ujawnię pozostałych dwóch!), ale według autora dają możliwość spojrzenia na doświadczenie czytelnicze całościowo. Są najlepszym testem na nowe umiejętności i ustalenie etapu nauki, bo, gdy już dowiecie się, czego te cztery powieści mogą was nauczyć, nie będziecie potrzebowali więcej rad. Będziecie czytać jak profesor. Między wierszami.

   Bardzo optymistyczne i motywujące!

   Wyniosłam z tego spotkania tak ogromne wsparcie do dalszych poszukiwań, że postanowiłam sięgnąć po pozycje znane w Polsce, ale które odstręczały mnie dydaktyzmem i nauczaniem z katedry.

Pewnie będzie mi je ciężko czytało się, ale mam w sobie tyle inspiracji, optymizmu, poczucia własnych możliwości otrzymanych od autora, że jestem w stanie przez nie przebrnąć i nie wyjść z nich zniechęcona. I jeszcze jedno ważne przekonanie – książka to wspólnota wyobraźni autora i czytelnika, kiedy jeden kreatywny intelekt nawiązuje kontakt z drugim. Im więcej stycznych, tym większa przyjemność . Nasza osobista, ale niekoniecznie taka sama, jak u innych.  Dlatego twórczość naszej noblistki Olgi Tokarczuk jest nie do przebrnięcia nawet dla ministra kultury, a zachwyci panią Czesię z ulubionej cukierni. Właśnie to jest najpiękniejsze w czytaniu – różnorodność interpretacji i możliwość dialogu między ich autorami w atmosferze szacunku, empatii i odmiennego spojrzenia. Może nauki?

   Wrócę jeszcze do wspomnianego na początku odbiorcy tej książki.    Czasownik „czytaj” nie odnosi się tylko do czytających powieści. Autor obejmuje nim filmy, teksty piosenek, wiersze, sztuki teatralne i każdy inny przekaz, który chcemy odczytać.

   Dlatego ten przewodnik jest dla KAŻDEGO odbiorcy szeroko pojętej kultury.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

   Książkę wpisuję na mój top czytanych w 2019 roku.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Poradnik

Tagi: , ,

Pięć zdrowych nawyków – Darin Olien

15 października 2019

Pięć zdrowych nawyków: jak zapewnić sobie zdrowie, kondycję fizyczną i doskonałe samopoczucie – Darin Olien

Przełożył Bartłomiej Kotarski

Wydawnictwo Kobiece , 2019 , 370 stron

Literatura amerykańska

   Tę książkę zacząłem pisać w wieku trzynastu lat.

   Nie dosłownie, ale ziarno prawdy w tym zdaniu autora jest. To w tym wieku, jako bardzo chorowity chłopiec, postanowił się „uzdrowić”, jedząc grejpfruty. Jego zainteresowanie wpływem jakości odżywiania się i zdrowym stylem życia na kondycję oraz samopoczucie człowieka rosło wraz z wiekiem. Słuchał, czytał i eksperymentował na sobie, wypróbowując sugestie, teorie i informacje oraz osiągnięcia badawcze innych. Te przynoszące dobre efekty – utrwalał. Zaczął również jeździć po świecie w poszukiwaniu najoptymalniejszych i najzdrowszych produktów żywnościowych oferowanych przez naturę oraz codziennych nawyków opartych na mądrości globalnych kultur.

   Zdobył nieformalny tytuł – Indiana Jones Superżywności.

   Z chorowitego dziecka z koktajlem leków i brakiem efektów metod stosowanych przez medycynę konwencjonalną stal się twórcą metody SuperLife, ekspertem w dziedzinie zdrowia i odnowy biologicznej, działaczem na rzecz ochrony środowiska, psychologiem, doradcą w dziedzinie rozwoju osobistego oraz autorem popularnego suplementu diety Shakeology, a przede wszystkim zdrowym, sprawnym, wysportowanym, zadowolonym z życia człowiekiem. Sprawdziłam – faktycznie wygląda jak młody bóg.

   Żywa, chodząca reklama wiedzy zawartej w książce.

   Kompletnej publikacji, która stała się ukoronowaniem jego dwudziestoletnich poszukiwań. Liną ratunkową rzuconą żyjącym w świecie, w którym z każdej strony atakują trucizny i zanieczyszczenia, a nienaturalność, sztuczność i plastik wypiera naturę. Poradnikiem dla tych, którzy chcą się z niego wydostać, ale nie wiedzą jak.    

   Nie poprzestał jednak tylko na poszukiwaniach dietetycznych.

   Żywność, jej czystość oraz ograniczone przetwarzanie i poddawanie obróbce cieplnej to tylko pierwsza z pięciu tytułowych sił życiowych. Kolejne to woda, tlen, zasadowość i detoksykacja. Każde z nich omówił szczegółowo, uzasadniając swoją teorię systemem wzajemnie wspierających się i uzależnionych od siebie czynników, które zawsze kończył  podsumowującym spisem zadań do zastosowania.

Jego sprawność i efektywność działania uzależnił jednak od szóstej siły sprawczej nieujętej w tytule – chęci.

   W drugiej części książki zawarł zastosowanie teorii w praktyce.

   Podał podstawowe zasady zdrowego żywienia, porządków w kuchni (między innymi zastąpienie plastiku szkłem), wykaz produktów zawierających wszystkie potrzebne organizmowi składniki, dziesięciodniowy plan żywieniowy oraz przepisy na konkretne potrawy. Wielkim plusem dla mnie była ich prostota przyrządzania i mała czasochłonność, ponieważ w większości były serwowane na surowo. Wszystkie były nieskomplikowane w przygotowaniu, a i tak wybrałam najprostszy – przepis na pudding z awokado i kakao z miodem.

Faktycznie smakuje jak budyń czekoladowy. Polecam zwłaszcza dzieciom!

   Według mnie to jeden z najprostszych, najbardziej wymagających, najskuteczniejszych i najdroższych stylów życia. Żywność jest różnorodna, najlepiej sezonowa, ale ograniczona do najbardziej pożywnych i ekologicznych, a tym samym bardzo droga. To ostatnie autor torpeduje cenami leków i terminalną chorobą pochłaniającą majątek, zakończoną nie mniej tanim pogrzebem.

   Radykalny, ale dla mnie skuteczny argument.

   W wymagającej diecie proponowanej przez autora napotkałam wiele znanych już mi elementów, o których czytałam w innych tego typu publikacjach. Rozproszone w wielu opracowaniach, tutaj współtworzyły jedną siłę życiową, na którą składało się pięć zdrowych nawyków. Czasami tylko wspomniane, ale dla poszukujących rozwinięć tematu, będące cenną sugestią. Dotyczyło to na przykład cukru jako trucizny, o czym czytałam w Słodziutkim Dariusza Kortki , Judyty Watoły czy mikrobioty, o której dużo więcej w Człowieku na bakterie Margit Kosobudzkiej. Zaskoczeniem były dla mnie informacje o soli, miodzie, grzybach i wodzie, obalające mity i uzupełniające obecny stan wiedzy na ich temat. Zachęcił mnie również do eksperymentowania. Do sięgania i wypróbowywania nowych produktów z podanych przez niego list superżywności. Już spróbowałam komosy ryżowej, którą jestem zachwycona. W planach mam tempeh, którego smaku jestem bardzo ciekawa.

   Im bardziej zagłębiałam się w poglądy autora, im więcej poznawałam jego świat wartości, z którymi dzielił się niezwykle żywiołowo i z pasją, tym bardziej byłam przekonana, że mam do czynienia z idealnym przykładem życia zgodnie z ikigai, o którym czytałam w Ikigai Héctora Garcii , Francesca Mirallesa. To było widać nie tylko w zdaniach z wykrzyknikami, ale i w ich zawartości, w których podkreślał, że dbałość o formę, zdrowie i troska o pięć sił życiowych nie jest naszym ostatecznym celem. One są tylko niezbędnym fundamentem do życia: fantastycznego, szczęśliwego, pozytywnego, zbilansowanego, pełnego pasji, energii i miłości. Prawdziwego życia! Czyż nie ono jest w tym wszystkim najważniejsze? Okazuje się, można tak żyć, a autor jest tego dowodem. Wystarczy zadbać o ciało, dokonując lepszych wyborów, by przejąć nad nim kontrolę, a autor tylko podpowiada jak.

   Proste, a jakże trudne dla współczesnego człowieka.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

   Książkę wpisuje na mój top czytanych w 2019 roku.

Pięć zdrowych nawyków. Jak zapewnić sobie zdrowie, kondycję fizyczną i doskonałe samopoczucie [Darin Olien]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Książkę wybrałam spośród nowości księgarni Tania Książka.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Poradnik

Tagi: ,

Zioła, które leczą – Thomas Easley , Steven Horne

29 września 2019

Zioła, które leczą: nowoczesna roślinna apteka w twoim domu – Thomas Easley , Steven Horne

Przełożył Bartłomiej Kotarski

Wydawnictwo Kobiece , 2019 , 368 stron

Literatura amerykańska

   Nauka samodzielnej produkcji leków ziołowych jest równie prosta jak nauka gotowania.

   Trochę mnie przestraszyło to zdanie autorów we wstępie, bo z umiejętnością gotowania u mnie jest tak, jak z geniuszem malarstwa wśród ludzi. Nie zostałam nią obdarzona.

Jednak ciekawość i chęć poznania ziół, których bezmyślnie używam na co dzień i ochoczo dodaję do wszystkiego łącznie z kawą (cynamon i kakao), przedstawionych przez amerykańskich zielarzy klinicznych z ogromną praktyką i wiedzą, skłoniła mnie do zajrzenia do środka.

   I… wsiąkłam!

   Przyznam się, że początkowo chciałam pójść na skróty i zacząć natychmiast od receptur i instrukcji przygotowywania leków na konkretne dolegliwości.

    Okazało się, że nie tędy droga!

   Napotkałam tam tajemnicze dla mnie słowa, jak „perkolat” albo zbyt skomplikowane polecenie – „zrób nalewkę”. Dla osób wtajemniczonych w ziołolecznictwo nie będzie to problem i będą mogły skorzystać od razu z drugiej części poradnika. Dla mnie, laiczki, był to sygnał do obowiązkowego i uważnego przestudiowania wszystkich rozdziałów teoretycznych zapoznających z podstawowymi zagadnieniami z zakresu: rodzaju ziół, sposobu produkcji leków ziołowych i ich wykorzystania, dawkowania, zbierania, suszenia i stosowania, ekstrakcji, aromaterapii, hydroterapii, tradycyjnych metod azjatyckich, a przede wszystkim terminologii. Jak podkreślali autorzy, przyswojenie tej bazy wiedzy jest jak poznawanie alfabetu lub nut: są one podstawą do zrozumienia języka zielarstwa. Podobnie jak zestawione ze sobą nuty mogą tworzyć nieskończoną liczbę utworów muzycznych, tak właściwości energetyczne ziół mieszają się, tworząc tysiące niepowtarzalnych kombinacji.

   Na dowolną chorobę oprócz – uwaga! – chronicznego zmęczenia.

Zastrzegli sobie również, że podana wiedza to zaledwie wstęp dla tych, którzy chcieliby posiąść pełniejszą wersję na temat zielarstwa i ziołolecznictwa. Dla mnie poradnik okazał się uszczegółowieniem informacji poznanych w Green Witch Arin Murphy-Hiscock. Chociaż i tutaj każdy z rozdziałów można uzupełnić na przykład o samodzielną uprawę ziół lub zbieranie ich w lasach i na łąkach, korzystając z bibliografii umieszczonej na końcu książki. Dopiero wtedy, po zapoznaniu się z częścią teoretyczną, można zacząć eksperymentować z recepturami. To zdecydowanie bezpieczniejszy sposób korzystania z poradnika, ponieważ wbrew pozorom ta publikacja jest jak lek kupowany w aptece. Również posiada ostrzegawczą klauzulę ostrożności  umieszczoną na początku książki.

Dotyczy ona nawet ziół powszechnie używanych i uznawanych za bezpieczne. Okazuje się, że to błędny mit. Nie każdemu służą jednakowo i niekoniecznie z korzyścią. Dlatego autorzy zawsze umieszczali przeciwwskazania dla ciężarnych, karmiących, diabetyków, alergików czy zbyt małych dzieci. Realizacja niektórych receptur była dla mnie zbyt trudna lub czasochłonna, jak przygotowywanie nalewek. Były jednak i takie, których sporządzenie nie sprawiało żadnych problemów. Autorzy postarali się, żeby opisy były jasne i pokazane krok po kroku, ilustrując je dodatkowo zdjęciami.

Również odsyłając do strony internetowej The School Modern Herbal Medicine, gdzie umieścili filmy instruktażowe.

Brakowało mi jednak zdjęć przy omawianiu ziół jednorodnych. Żeby  zobaczyć  większość z nich, bo lubię widzieć o czym mowa, musiałam korzystać z wirtualnego Atlasu roślin. Wśród receptur na wszelkiego rodzaju dolegliwości od bólu zęba po hemoroidy, każdy znajdzie coś dla siebie, w każdej postaci – nalewki, ekstraktu, maści, naparu, kremu, emulsji, olejku, czopków, tabletek, wziewów, kataplazmów, kropli, a nawet krążków dopochwowych i perfum. Ja wybrałam najbardziej prosty i na czasie – lek na przeziębienie i  infekcję dróg oddechowych, z którym się tutaj dzielę.

   Uwaga! Jeśli zrobiony na miodzie, nie wolno podawać go dzieciom poniżej pierwszego roku życia, a diabetycy powinni przyjmować z ostrożnością.

   Książkę stawiam na półce kuchennej obok Love Vegan.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Zioła, które leczą. Nowoczesna roślinna apteka w twoim domu [Steven Horne, Thomas Easley]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Książkę wybrałam spośród nowości księgarni Tania Książka.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Poradnik

Tagi: , ,

Prima aprilis – Josip Novakovich

21 września 2019

Prima aprilis: dzień frajera – Josip Novakovich

Przełożył Michał Kłobukowski ; Ilustrował Andrzej Płoski

Wydawnictwo Baobab , 2006 , 312 stron

Literatura amerykańska

   Iwan Dolinar urodził się pierwszego kwietnia.

Jego rodzice nie chcieli, aby ich syn szedł przez życie z piętnem primaaprilisowego żartu, więc zmienili mu w urzędzie datę narodzin na drugiego kwietnia. Sprytny los jednak nie dał się oszukać i wszelkimi sposobami przypominał narodzonemu o jego dniu frajera. W jego przypadku spełniło się życzenie nieżyczliwych – obyś żył w ciekawych czasach!

   Dokładnie w Chorwacji w strukturach Jugosławii aż do państwa niepodległego.

   Złośliwość losu nie byłaby sobą, gdyby nie skorzystała z takiej okazji i nie uczyniła życia Iwana równie, a nawet jeszcze bardziej ciekawym. Wykorzystała naturalną skłonność uporczywego sprzeniewierzania się głównego bohatera do powszechnie obowiązującej cnoty nierzucania się w oczy i niewychodzenia przed szereg, pchając go w sytuacje i zdarzenia, które kończyły się dla niego katastrofalnie już od najmłodszych lat. To dlatego w szkole miał nieustanne kłopoty, mimo że usilnie starał się podziwiać potęgę państwa i pragnął Jugosławii przysporzyć chwały. Na studiach medycznych wyrzucono go z uczelni, skąd trafił prosto do obozu pracy na cztery lata, a potem do jugosłowiańskiej armii, by walczyć przeciwko braciom Chorwatom, zmienić szeregi stron walczących i dla odmiany zostać jeńcem armii jugosłowiańskiej, by na koniec stać się żywym nieboszczykiem obserwującym własną śmierć i pogrzeb. Jego życie było wyboistą drogą od reedukacyjnych obozów Tito do serbskich szwadronów śmierci. Również drogą uważnego obserwatora opisującego grozę powszechnej śmierci w mieście, w którym płynęło mniej wody niż krwi, zjedzono wszystkie koty, a w ścianach baraszkowały szczury; w mieście, gdzie poniewierały się splecione ze sobą kocie i szczurze szkielety, a ludzkie zwłoki całymi tygodniami leżały w przewodach kanalizacyjnych i wypalonych autach, niepogrzebane, pod warstwą różowego robactwa, które tworzyło ruchliwe wzgórki na ciele, coraz słabiej trzymającym się kości. Przedstawiane obrazy czy zjawiska społeczne, których był świadkiem lub uczestnikiem, wydawałyby się trudną emocjonalnie i ciężką do przyswojenia tematyką, gdyby nie zamieniał je w groteskę, absurd, a nawet w śmiech.

   Jak w prima aprilis.

   Dystans do tragicznej historii Bałkanów wybrukowanej ludzkimi czaszkami skąpanymi we krwi, w którą, niczym żart, został wplątany Iwan i wielu jemu podobnych, autor stworzył poprzez cyniczne podejście do życia swojego głównego bohatera, przyjęte na studiach filozoficznych, na jedynej uczelni umożliwiającej ukończenie studiów z politycznie zapaskudzoną kartoteką. Ten cynizm połączony z depresją, która oficjalnie nie istniała, udając stan ponury i melancholijny, owocowały celnymi i przenikliwymi komentarzami do przedstawianej rzeczywistości przesiąkniętej czarnym humorem. Historia Iwana przypominała mi filmy bośniackiego reżysera Emira Kusturicy, którego autobiografia Gdzie ja jestem w tej historii? odzwierciedlała jego twórczość i odwrotnie. Mogę przypuszczać, że w przypadku autora mógł zadziałać ten sam mechanizm.

   To książka, którą czytałam z poczuciem estetycznej przyjemności.

   W twardej oprawie. Z drukiem na kremowych stronach z zachowaniem lekko nierównych brzegów. Każdy rozdział rozpoczynała graficzna oprawa początku przypominająca bajkowe wstępy.

Dodatkowo treść ilustrowały rysunki nawiązujące do opisywanych wydarzeń. Co ciekawe, w oderwaniu od niej stawały się niezrozumiałymi bohomazami. Swoistym testem psychologicznym na dowolność skojarzeń. Na swój sposób pochłaniające mnie na długie minuty.

Całość utrzymana w tonacjach beżu i brązu.

   Bardzo przyjemne czytanie o bardzo nieprzyjemnych czasach, w których chorwacki autor stał się, według magazynu Kirkus Riviews, jednym z największych pisarzy amerykańskich ostatnich lat.

    Taki prima aprilis!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi: ,

Nie igraj z ogniem – Amanda Searcy

14 września 2019

Nie igraj z ogniem – Amanda Searcy

Przełożył Grzegorz Gołębski

Wydawnictwo Kobiece , 2019 , 342 strony

Literatura amerykańska

   Zapałki.

Dla jednych niepozorny, użytkowy przedmiot. Niezbędny w domu. Dostępny niemal w każdym punkcie sprzedaży. Dla siedemnastoletniej Jenny, głównej bohaterki thrillera dla młodzieży, obiekt pożądania, uwielbienia i rozkoszy uwalniającej ją od stale towarzyszącego, spalającego ją w środku napięcia. Umożliwiający przeniesienie wewnętrznego ognia na zewnątrz. Magiczny rekwizyt z pięknym płomieniem również w formie zapalniczki pierwszy wyłapywany wzrokiem w otoczeniu – w sklepie, mieszkaniu, samochodzie czy w dłoniach innych ludzi. Kradziony, gdy nikt nie widział. Ale też źródło jej problemów – uzależnienie od ognia. Obsesyjnego oceniania otoczenia pod kątem łatwopalności i dróg szybkiej ucieczki. Zabójczy nałóg, który zmusił ją do opuszczenia domu rodzinnego z matką, ojczymem oraz młodszą siostrą w stanie Ohio i zamieszkania z ojcem w Nowym Meksyku.

   Nowe miejsce  miało być początkiem nowego życia.

   Z piromanki o cichych podeszwach ubierającej się w czerń miała stać się wzorową uczennicą w  kolorowym mundurku w miejscowej szkole i grzeczną córką. Wśród nowych ludzi, którzy nie znali jej płonącego sekretu i zgliszcz przeszłości, miało być łatwiej. Okazało się, że nie mogła trafić gorzej.

   Wszystko sprzyjało jej obsesji!

   Autorka w bolesny sposób ukazała proces walki z piromanią od wewnątrz poprzez narrację w pierwszej osobie. Rozdarcie między chęcią poprawy a słabą wolą, między zdecydowanym postanowieniem a wstydliwym upadkiem, między niechęcią do krzywdzenia innych a wszechogarniającą chęcią spełnienia osiąganego poprzez ogień. Dynamiczna akcja fabuły gęsta od sekretów ludzi otaczających Jenny miała nie tylko pokazać destrukcyjny wpływ na postępowanie dziewczyny i dramatyczną walkę z nałogiem, ale również dotrzeć do źródła jej choroby ukrytego w dzieciństwie. Do tajemnic, zachowań i wyborów jej rodziców i nowych przyjaciół, których decyzje zabijały ludzi tak samo, jak wywoływane przez nią pożary. Autorka pokazała mroczny, skomplikowany emocjonalnie świat nastolatków, którzy, nie mogąc liczyć na dorosłych, próbowali radzić sobie z nim na swój sposób. Niedojrzały, niedoskonały, bezradny jak oni sami, inicjując ciąg niebezpiecznych, morderczych sytuacji. Zrozumienie ich postępowania wywoływało we mnie współczucie i… stanie po ich stronie. Nie chciałam wręcz, by ponieśli konsekwencje swoich działań. Autorka sprawiła, że byłam wściekła na dorosłych, a nie na młodych ludzi. W efekcie powieść trzymała mnie w napięciu do ostatniej strony. Ostatniego sekretu. Ostatniej iskry.

   A potem miałam ochotę podpalić cały świat!

Nie igraj z ogniem [Amanda Searcy]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Książkę wybrałam spośród nowości księgarni Tania Książka.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Dla młodzieży

Tagi: , ,

Roztrzaskane życie – Stephanie Kallos

8 września 2019

Roztrzaskane życie – Stephanie Kallos

Przełożyła Anna Dobrzańska-Gadowska

Wydawnictwo Świat Książki , 2008 , 480 stron

Literatura amerykańska

   Apoteoza zniszczonego życia?

   Tak odebrałam tę powieść, która to, co w naszym życiu rozbite, zdemolowane, zrujnowane, pozostawiające bolesne rany i blizny, wynosi  na piedestał. Każe nawet zmówić dziękczynną modlitwę nad ruiną, następnie uhonorować to miejsce, a na końcu zbudować tam kapliczkę.

   W kilku słowach – być za to zło wdzięcznym!

   Tak jak główna bohaterka Margaret. Siedemdziesięciopięcioletnia właścicielka bezcennej kolekcji porcelany zajmującej rezydencję Hughesów na pięciu tysiącach metrach kwadratowych. Samotne życie starszej kobiety od wielu lat upływało na odkurzaniu kruchego zbioru do momentu usłyszenia lekarskiej diagnozy, stwierdzającej u niej nowotwór mózgu. Kobieta doszła do wniosku, że zgromadzone eksponaty muszą umrzeć wraz  z nią. W tym celu sprowadziła do rezydencji lokatorów równie psychicznie poranionych i szalonych, jak Margaret, skoro zgodzili się pomóc właścicielce w tłuczeniu kolekcji. Z trzech możliwości wykorzystania skorup – wyrzucenia, schowania, sklejenia – wybrali tę ostatnią. Z kawałków porcelany zaczęli tworzyć mozaiki obrazujące konkretną ideę tematyczną.  

   Metafory życia.

   W ten obrazowy sposób autorka próbowała przekazać budujące i terapeutyczne przesłanie powieści – Potłuczeni, jesteśmy warci znacznie więcej…. Posiadamy niepowtarzalny materiał składający się z resztek żalu, bólu, zawodu, rozczarowania, odłamków spojrzeń, cienkich jak włosy pęknięć, drzazg słów i kolców zdarzeń oraz z wielu, wielu innych negatywnych emocji. Cenny budulec niezbędny do konstruowania nowych związków międzyludzkich. Do rozłożonego w czasie cudu tworzenia cierpliwie budowanego z fragmentów negatywnych doświadczenia. Zamiast izolować się za grubym murem przedmiotów chroniącym dół, do którego wrzucamy ostre kawałki przeszłości, odkurzając je i celebrując cierpienie, namawia do budowania nowych relacji, jako formy zemsty. Do brania odwetu na tych, którzy pogardliwie kręcili głowami, kiedy coś nam się nie udało, podnosili na nas rękę w gniewie, wymyślali nam od idiotów, nieudaczników, głupków, porzucali wykorzystanych lub wykluczali jako gorszych. Do tworzenia mozaiki nowego życia ze starych, odrzuconych, zniszczonych, osieroconych kawałków, które jest sztuką wymagającą tego, czego najczęściej nam brakuje – cierpliwości, czasu lub precyzji. Jeśli jednak je znajdziemy tak, jak uczynili to bohaterowie powieści, stworzymy coś niepowtarzalnego i bardziej wartościowego niż przedmioty materialne, którymi otaczamy się, a ostatecznie chowamy za nimi. To dlatego „mozaiki” niektórych ludzi zapierają dech w piersiach, angażując intelekt w znacznie większym stopniu niż Mona Lisa czy Kaplica Sykstyńska.

   Jesteśmy warci tego cudu, pomimo roztrzaskanego życia!

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi: , , ,