Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Czytaj jak profesor – Thomas C. Foster

24 listopada 2019

Czytaj jak profesor: nietypowe i ciekawe wskazówki, jak czytać między wierszami – Thomas C. Foster

Przełożyły Elżbieta Janota, Paulina Rzymanek

Wydawnictwo Fabuła Fraza , 2019 , 422 strony

Literatura amerykańska

   Jupi! Jupi! Nareszcie!

   Jest! Z tej radości miałam ochotę całować każdy jej róg i kartkę z osobna. Oto amerykańska biblia czytelnika zawędrowała w końcu pod polskie strzechy! Elementarz wiedzy (dla autora czytelnicza gramatyka) dla czytelnika (czytającego nie tylko książki, ale o tym później), który chce wiedzieć więcej i odpowiedzieć z sensem na pytanie-zmorę z lat licealnych – co poeta miał na myśli? Często cytowane ironiczne, tutaj nabrało głębi i poszerzenia o osobę odczytującą, bo nie powstała po to, by odczytywać tylko przesłanie pisarzy. Przede wszystkim autor chciał pomóc swoim studentom z długą przerwą w nauce. Jego publikacja okazała się tak dobra i pożyteczna, że nauczyciele szkół średnich zaczęli zadawać ją swoim uczniom, jako wakacyjną lekturę. Przynosiła tak efektywne rezultaty, wywołując szum wokół siebie, że jedna z uczennic zapytała – Nie rozumiem, o co to wielkie halo. Wszystkiego, o czym mowa w pańskiej książce, dowiedziałam się na początku liceum. Pozazdrościłam takiego kreatywnego, wspierającego nauczania i zrobiło mi się bardzo, bardzo smutno i żal mojej młodzieży, bo obserwuję nauczanie odtwórcze w polskiej szkole na co dzień. Chciałabym, żeby dokładnie tak przekazywano w niej wiedzę, jak uczynił to autor w tej książce.

    On w niej nie był nauczycielem!

    Był niczym Sokrates, domagając się odpowiedzi ode mnie. Partnerem wspierającym w poszukiwaniu wniosków, dostarczającym tylko przykładów. Starszym, bardziej doświadczonym czytelnikiem zawodowym, który bez katedry i bariery nauczyciel kontra uczeń, pomagał mi znaleźć metody, jakimi mogę dostarczyć sobie więcej zabawy i przyjemności z czytania.

   To nie były wykłady!

   On ze mną przyjaźnie dyskutował na konkretne tematy. Zadawał pytania, które prawdopodobnie według niego pojawiłyby się z mojej strony. I wiecie co – trafiał celnie! W moje wątpliwości, niepewności, sceptycyzm, odmienne zdanie, obawy czy dociekania. Nawet w moje lęki! Mógł to zrobić dzięki doświadczeniu spotkań z młodzieżą i pracy ze studentami jako wykładowcy na Uniwersytecie Michigan-Flint.  Otrzymywał ich przecież setki tysięcy. Te nasze rozmowy odzwierciedlały tematykę wykładów, tyle że przystosowanych do formy pisemnej, by pokazać kody i schematy pozwalające odczytywać treści. Był przekonany, że czytanie powinno sprawiać radość, że to tak naprawdę forma zabawy.

   Ma dostarczać przede wszystkim przyjemności!

Przekonywał mnie, że im więcej odkryć znaczeń, im głębszy sens i im liczniejsze konotacje, tym więcej przyjemności wychodzenia z ciasnego pokoju na zewnątrz domu – metaforycznie rzecz ujmując. Budował odwagę, by z niego wyjść. Wierzył we mnie i każdego innego czytelnika. Przelewał na mnie swój entuzjazm, doradzając – Gdy czytacie, bądźcie inteligentni, odważni, asertywni, pewni siebie. Wspierał, pisząc – Musicie stać się właścicielami swoich interpretacji. Są wasze. Są wyjątkowe. Nikt na całym świecie nie ma takich samych. Są taką samą częścią was, jak wasze nosy i kciuki. I najważniejsze – Nie wstydźcie się swoich interpretacji i nie przepraszajcie za nie uniżonymi aktami skruchy we wstępnych zwrotach – „to tylko moja opinia, ale…” lub „pewnie się mylę, jednak…” Szkoda, że nie pojawiła się dziesięć lat temu, kiedy, zakładając blog książkowy, tak bardzo nie wierzyłam w siebie, że wychodzenie z szafy i podpisanie go imieniem oraz nazwiskiem zajęło mi prawie tyle samo lat! Jeśli więc ktoś się nad tym nadal zastanawia, to ta pozycja jest dla was.

   Nawet jeśli dopiero zaczynacie przygodę z książką!

Odczytywanie literatury to stałe zadawanie pytania – dlaczego?, zbiór konwencji do omawiania literatury, schematy i prawdy, które autor, niczym pewniki matematyczne, wytłuszczał w druku. Tyle i tylko tyle!

Co ciekawe, w tym ustawianiu mnie w myśleniu i pozytywnym nastawieniu, nie odczuwałam dydaktyzmu, lecz przyjazne ukierunkowywanie na samodzielność w formułowaniu wniosków na podstawie podsuwanych przykładów z literatury powszechnej, ale również i polskiej (za ten ukłon w stronę czytelnika polskiego w wydaniu polskim byłam bardzo wdzięczna), a także filmów, sztuk teatralnych, tekstów piosenek, a nawet kreskówek. Przy autorze wszystko było możliwe i nic nie było pewne. Jedyną granicą, której nie pozwalał przekraczać to tekst.

   Czasami blizna to tylko blizna i nic ponad to! – przestrzegał.

   Nawet nie wiem kiedy i w jaki sposób niezbędne pojęcia, którymi przecież mnie nie zasypywał (takie miałam wrażenie), pozostały w mojej pamięci. Te wszystkie główne tematy i wątki (pory roku, jedzenie, przemoc, wampiryzm, polityka, przemoc, choroba, seks, religia i wiele innych), literackie wzorce i dziedzictwo (mit, baśń, Biblia, szekspirowski dramat), figury retoryczne (rzadko nazywane wprost) i narzędzia narracyjne (symbol, ironia i inne), zakodowałam przy okazji. Przez zabawę do nauki! Muszę dodać, że świetną! Często przeplataną inteligentnym humorem i anegdotami.

   A potem zrobił SPRAWDZIAN!

Otrzymałam krótkie opowiadanie Katherine Mansfield do interpretacji, a potem miałam porównać je z trzema analizami jego studentów i samego autora. Więcej nie zdradzę, żeby nie odebrać niespodzianki innym czytelnikom. Pozostawił mi również swoistą wyprawkę w postaci załącznika z listą książek umożliwiających dalszy rozwój czytelniczy. Dosyć szeroki wachlarz tytułów od Iliady Homera po Dziennik Bridget Jones Helen Fielding. Podał również cztery pozycje z półki – musisz przeczytać! Dwie z nich czytałam – Ulisses Jamesa Joyce’a i Sto lat samotności Gabriela Garcii Márqueza. Już te propozycje wiele mówią, że łatwo nie będzie z pozostałymi (nie, nie, nie ujawnię pozostałych dwóch!), ale według autora dają możliwość spojrzenia na doświadczenie czytelnicze całościowo. Są najlepszym testem na nowe umiejętności i ustalenie etapu nauki, bo, gdy już dowiecie się, czego te cztery powieści mogą was nauczyć, nie będziecie potrzebowali więcej rad. Będziecie czytać jak profesor. Między wierszami.

   Bardzo optymistyczne i motywujące!

   Wyniosłam z tego spotkania tak ogromne wsparcie do dalszych poszukiwań, że postanowiłam sięgnąć po pozycje znane w Polsce, ale które odstręczały mnie dydaktyzmem i nauczaniem z katedry.

Pewnie będzie mi je ciężko czytało się, ale mam w sobie tyle inspiracji, optymizmu, poczucia własnych możliwości otrzymanych od autora, że jestem w stanie przez nie przebrnąć i nie wyjść z nich zniechęcona. I jeszcze jedno ważne przekonanie – książka to wspólnota wyobraźni autora i czytelnika, kiedy jeden kreatywny intelekt nawiązuje kontakt z drugim. Im więcej stycznych, tym większa przyjemność . Nasza osobista, ale niekoniecznie taka sama, jak u innych.  Dlatego twórczość naszej noblistki Olgi Tokarczuk jest nie do przebrnięcia nawet dla ministra kultury, a zachwyci panią Czesię z ulubionej cukierni. Właśnie to jest najpiękniejsze w czytaniu – różnorodność interpretacji i możliwość dialogu między ich autorami w atmosferze szacunku, empatii i odmiennego spojrzenia. Może nauki?

   Wrócę jeszcze do wspomnianego na początku odbiorcy tej książki.    Czasownik „czytaj” nie odnosi się tylko do czytających powieści. Autor obejmuje nim filmy, teksty piosenek, wiersze, sztuki teatralne i każdy inny przekaz, który chcemy odczytać.

   Dlatego ten przewodnik jest dla KAŻDEGO odbiorcy szeroko pojętej kultury.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

   Książkę wpisuję na mój top czytanych w 2019 roku.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Poradnik

Tagi: , ,

Pod podszewką – Sylwia Stano , Zofia Karaszewska

21 marca 2019

Pod podszewką – Sylwia Stano , Zofia Karaszewska
Wydawnictwo Marginesy , 2018 , 392  strony
Literatura  polska
   

   Przeżyłam oryginalną przygodę intelektualno-estetyczną!

   Jeszcze większą przyjemność i radość tworzenia jej miały autorki projektu, znane przede wszystkim jako prowadzące blog Książniczki mają zdanie, które nazwały go „kolekcją literacką”. W tym niewielkim wyrażeniu autorki połączyły świat literatury i mody. Pozornie nie do pogodzenia w powszechnym pojmowaniu – książki i ciuchy albo jeszcze lepiej – czytelnicy i szafiarki. A jednak! Udało się! Do przedsięwzięcia zaprosiły projektantkę Justynę Ołtarzewską, fotografa Michała Jaworskiego i… psychologa! Dokładnie profilera kryminalnego – Piotra Szarotę. To ich komentarze, rozwinięcia i opinie, wplatane w wypowiedzi pisarzy zaproszonych do kreowania siebie w stroju, wyjaśniały proces tworzenia, historię konkretnego elementu garderoby, a także cechy psychologiczne osobowości osoby je wybierającej. Pisarze mieli ich pełny wybór, włącznie z krojem, kolorem i rodzajem materiału, z którego miały być wykonane.

  Lista znanych i lubianych wprawiła mnie w euforię!

To pod ich podszewki sukienki, marynarki, kamizelki, tiszertu, bluzy, spódnicy, trencza, kombinezonu, kaszkietu, skarpetek, a nawet bielizny męskiej i koszuli nocnej damskiej, zaglądały autorki. Pierwsze spotkanie z każdym pisarzem poprzedzało monochromatyczne zdjęcie portretowe.

Tylko biała twarz wyłaniająca się z mroku czerni. Temat mody, ubioru, trendów, preferencji, noszenia ulubionego stroju podczas pisania, do pracy lub na spotkania autorskie, rozwijał wątki w kierunki przez jednych zupełnie niekontrolowane, jak u Jakuba Małeckiego, który co chwilę napominał sam siebie – Boże, dlaczego ja wam o tym wszystkim mówię? U innych skupiały się na pasjach kształtujących i wpływających na ich styl życia. To w tych momentach dowiadywałam się o mało znanych lub w ogóle nieznanych, a mających znaczenie dla twórczości, faktach. Boksowaniu Grażyny Plebanek, jodze Katarzyny Tubylewicz czy wyciskaniu Łukasza Orbitowskiego i Jakuba Małeckiego. Były one wyraźne, ale dyskretnie, wdrukowane lub wszyte w strój. Chociaż strój to za mało powiedziane. Trudno tak nazwać skarpetki Michała Rusinka. Oczywiście z wydzierganymi książkami.

Książkowy motyw był najpowszechniejszym elementem projektu umieszczanym na lamówce, dole halki, mankietach czy podszewce kamizelki.

Co ciekawe, nie zawsze w formie książki. U Jacka Dehnela był nim druk Gutenberga na białej koszuli. U Marty Guzowskiej był nadrukiem glinianych tabliczek z pismem linearnym na podszewce trencza. Fani jej kryminałów wiedzą dlaczego. U Jakuba Małeckiego haiku na rękawku tiszertu. U Agnieszki Wolny-Hamkało był nim wiersz nadrukowany na wewnętrzną kieszonkę marynarki.

Największym zaskoczeniem wśród tych oryginalnych podejść do zadania okazały się dla mnie postawa i wyobraźnia Janusza Leona Wiśniewskiego. Zaprojektował małą czarną z bikini pod spodem. Nie, nie dla siebie. Dla kobiety. Chociaż dla fanów jego powieści, zwłaszcza kobiet, niespodzianką może to nie być.

   Gotowy efekt pracy wszystkich uczestników wieńczył każde spotkanie z pisarzem.

   W pierwszym odruchu zaczęłam szybko przeglądać te zdjęcia finalne. Palącą ciekawość udało mi się zatrzymać na trzeciej osobie z kolei. Postanowiłam dawkować sobie tę przyjemność, by przejść przez cały proces od czarno-białego zdjęcia „przed” do kolorowego „po”. Zupełnie inaczej patrzyłam wtedy na sukienkę Olgi Tokarczuk, w której wystąpiła na gali wręczania Nagrody Bookera.

To nie tylko sukienka. To również opowieść o wszechświecie i ze wszechświatem nadrukowanym na białą halkę i o prawie stuletnich butach. Nie sposób opisać i pokazać wszystkich. Nawet nie mam takiego zamiaru. Z premedytacją uchylam tylko rąbka zawartości. Dokładnie tak, jak czyniły to autorki, anonsując odchylonym rogiem kartki kolejną postać. Na przykład pająkiem na czerwonym tle.

Fani kryminałów Katarzyny Bondy na pewno od razu skojarzą go z jej Czerwonym pająkiem. Dlatego mój wpis to tylko malutka cząstka bogactwa przeżyć, jakie niesie ze sobą ta książka. A przyznam się, że miałam opory przed jej sięgnięciem, ponieważ nie lubię i nie mam potrzeby widzieć twarzy osoby, której świat wyobraźni poznałam poprzez słowa. Wizerunek fizyczny automatycznie tworzy we mnie barierę schematów i stereotypów, stając w opozycji do komunikacji umysłu bez granic.

   Ta książka je we mnie przełamała!

   To fascynujący ludzie, dla których pisanie to jeden z elementów, z którego zbudowali swój styl życia. Współczesny pisarz nie ma nic wspólnego z abnegatem w marynarce w kratę, w okularach, ćmiącym papierosa. Dzisiejszy pisarz wygląda między innymi tak:

A pod podszewką jego bielizny, kryje się… przebogaty świat intelektualny. Współcześni pisarze bardzo dobrze rozumieją, że czytelnicy lubią widzieć, a promocja czytelnictwa musi sięgać po wizualne metody i sposoby marketingowe, by namówić do czytania aż 62% nieczytających Polaków. To ma sens. Przekonałam się o tym, organizując dla młodzieży spotkanie autorskie z Krzysztofem Pyzią. Pokazanie jej zdjęć pisarza (a jest stylowym ciachem) przed spotkaniem podniosło temperaturę oczekiwania o kilka stopni, czego nie uczyniły jego świetnie napisane i ciekawsze książki.

   Co ja z tego wyniosłam?

   Dwie rzeczy. Pierwsza to słuszność bycia sobą, a nie spełnianie oczekiwań innych nie tylko w ubiorze, ale we wszystkim. Bycia jak Sylwia Hutnik, która o siebie walczyła od lat szkolnych, by być kolorowym ptakiem. By być tym, kim jest teraz. Porównując jej monochromatyczne zdjęcie portretowe umieszczone na początku postu z tym ostatecznym w projekcie, zwalniam się z komentarza. Wszystko widać, a pod podszewką i w książkach całą resztę.

A drugą rzecz, to bezcenne rady zawodowej krytyczki literackiej, z których najważniejszą jest ostatnia. Polecam szczególnie debiutującym pisarzom, „gniewającym się” na krytyczne (nie mylić z krytykanctwem!) wpisy blogerów książkowych.

   Projekt pozostawił mnie w ogromnym niedosycie!

   Chciałabym posłuchać i ujrzeć w nim Elżbietę Cherezińską, Jakuba Żulczyka i Sebastiana Fabijańskiego. Wiem, że ten ostatni to aktor, ale co stoi na przeszkodzie, połączyć w innym projekcie, inną muzę (film), innych ludzi i stworzyć „kolekcję filmową”?

   Czekam!  

   Zdania pisane kursywa są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi: