Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Sieci widma – Leszek Herman

11 listopada 2019

Sieci widma – Leszek Herman

Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza , 2019 , 608 stron

Literatura polska

   Jak dobrze, że przeczytałam tę powieść po podróży promem!

   Co nie zmienia faktu, że nabrałam obaw przed kolejnym rejsem. Naprawdę będę miała z tym problem. A zaczynało się bardzo lajtowo. Wręcz zanosiło się na powieść obyczajową. Nieznajomość poprzednich powieści autora, okazała się w moim przypadku korzystną. Bez nastawienia na powieść kryminalną, miałam więcej zaskoczeń i niespodzianek, ponieważ tutaj przyjęła trochę odmienną wersję w porównaniu z poprzednimi książkami autora, o czym dowiedziałam się z rozmowy z Joanną Skoneczną nagraną w Radio Szczecin. Motyw zbrodni nie był w nim najważniejszy, a samo dochodzenie – nieprofesjonalne i tylko jako jeden z licznych wątków. To dlatego powieść ewoluowała początkowo z obyczajowej, z czasem w thriller, a potem w sensację i dopiero tutaj mogłam dodać – z wątkiem kryminalnym. Trzysta ostatnich stron pochłonęłam za jednym razem i nie wyszłam spod koca, dopóki nie dotarłam do ostatniej kropki. Co drugi rozdział opatrywałam komentarzem o uduszeniu narratora, który sadystycznie urywał akcję w najciekawszym i najbardziej emocjonującym momencie. Gdyby koc miał duszę, byłby już trupem.

   Na szczęście nadal mamy się dobrze!

   Autor zastosował znany schemat powieści, który bardzo lubi, a do czego przyznał się w posłowiu. Wykorzystał go, by opowiedzieć własną wersję losów grupy złożonej z przypadkowych ludzi, którzy spotykają się w jednym miejscu, a czas, nieprzewidziane wydarzenia i okoliczności łączą ich ze sobą w bardzo skomplikowany, brutalny i pokrętny sposób.

   Takim miejscem w tej powieści był prom płynący ze Świnoujścia do szwedzkiego Ystad. Spotkały się na nim osoby zupełnie przypadkowe – starsze małżeństwo Edwarda i Anny płynące w odwiedziny do córki, paczka szóstki młodych ludzi lubiących się zabawić, skłócone małżeństwo Mariusza i Urszuli z sześcioletnim synem Kacprem oraz samotna, atrakcyjna Alex. Każda postać inna. Z odmiennym podejściem do życia i na innym jego etapie. Z problemami przyniesionymi na prom niczym dodatkowy bagaż a zarazem balast. Z różnymi planami i innymi celami podróży. Mieszanka cech tak różniących się pasażerów oraz członków załogi jedną noc zamieniła ją w psychiczny koszmar. W piekło powiązanych ze sobą wydarzeń, które każdy próbował na swój sposób wyjaśnić, rozwiązać lub z nich wydostać się. Dynamikę nagłych zdarzeń dodatkowo potęgowała sytuacja na lądzie rozegrana kilka dni wcześniej przed dramatyczną nocą na morzu, mającą decydujący wpływ na losy promu i jego pasażerów. W Szczecinie, do którego narrator przenosił mnie naprzemiennie, główną bohaterką była Paulina. Redaktorka szczecińskiej gazety. Tragizm położenia wszystkich postaci podsycały historie zatopionych promów, faktycznie mających miejsce w przeszłości, beztrosko opowiadane sobie przez młodych ludzi. Na dodatek akcja rozgrywała się na dwóch poziomach. Indywidualnym, psychologicznym i ogólnym, społecznym.

   Stąd dwa przesłania tej powieści.

   Jedno odnoszące się do jednostki i jej psychiki ujęte w przytoczonym cytacie z Myśli Blase’a Pascala w roli motta – Serce ma swoje racje, których rozum nie zna. Tłumaczyło ono motywy i stany psychiczne bohaterów, wyznaczające ich wybory i postępowanie, a przez to kierunki rozwoju wydarzeń. Drugie odnoszące się do wartości uniwersalnych, społecznych w dwojakim znaczeniu – dosłownym i metaforycznym. To odniesienie dosłowne ujęte w tytule było przyczyną i katalizatorem wszystkich nieszczęść, jakie przydarzyły się każdemu bohaterowi na morzu i lądzie. Sieci widma nazywane niekiedy zjawami. W rzeczywistości zgubione lub porzucone sieci rybackie, włoki, przywłoki, drygi, pławnice i worki, dryfując pod powierzchnią wody są  całkowicie niewidoczne, nadal łowiąc śmieci, zwierzęta, ludzi i statki. Z czasem stają się trującą, ekologiczną bombą, którą zjadamy z  mięsem ryb. Grozę sieci widm autor przeniósł na toksyczne związki i relacje międzyludzkie tworzące „śmiertelną” dla psychiki człowieka pułapkę bez wyjścia.

   Psychiczną matnię.

   Jednak żeby nie było zbyt mrocznie i poważnie, autor wplótł kilka przyjemności lekko obniżających amplitudę grozy. Jedną z nich były doznania estetyczne w postaci opisów szczecińskich budynków, które widziane oczami architekta (to zawód autora) ukazywały mi się w odmiennym, bardziej ciekawym wizerunku. Gmach Wojewódzkiej Komendy Policji przybierał postać zamczyska z baśni braci Grimm, a korytarze promu filmowy labiryntu hotelowy prosto z „Lśnienia” Stephena Kinga. Drugą przyjemność czerpałam z humoru sytuacyjnego, w którym królowała emerytowana nauczycielka matematyki, Anna. Wścibska, pouczająca, namolna i irytująca, ale za każdym razem wywołująca uśmiech na mojej twarzy. Zaczęłam ją wprost uwielbiać. Ten zabieg był potrzebny o tyle, by nie bać się wejść na prom, ale na tyle utrzymujący powagę, by nie przejść obojętnie obok trzeciego przesłania, które od razu zauważy każdy czytelnik mieszkający na morzem.

   To wymiar ekologiczny tej powieści.

   Może przez autora niezamierzony, ale dla mnie, żyjącej nad Bałtykiem i czynnie uczestniczącej w oczyszczaniu jej plaż w ramach akcji WWF, o czym pisałam przy okazji książki Ryby wybrane, widoczny i bardzo ważny. Sieci widma to bardzo poważny problem nie tylko ludzi morza, ale nas wszystkich, bo rzadziej lub częściej jemy ryby i frutti di mare.

   Ostatecznie wszyscy wpadamy w sieci widma w każdym znaczeniu tego wyrażenia.

Sieci widma [Leszek Herman]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Tutaj trochę więcej o widmowych sieciach i projekcie „Czysty Bałtyk”.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Kryminał sensacja thriller

Tagi: ,

Dwór na wulkanie – Janina Konarska

9 listopada 2019

Dwór na wulkanie: dziennik ziemianki z przełomu epok 1895-1920 – Janina Konarska

Wydawnictwo Ośrodek Karta , 2019 , 408 stron + 14 stron  zdjęć

Seria Świadectwa XX Wiek: Polska

Literatura polska

   Czy jeszcze i ten rok spędzimy na wulkanie?

   To pytanie autorka dziennika zapisała 1 stycznia 1919 roku. Podsumowała nim burzliwe okoliczności wieloletniego życia, jakie przypadło jej w majątku Kluczewsko w Kieleckiem.

Miejscu wymarzonym przez jeszcze nastoletnią panienkę z tak zwanego dobrego domu rodziny Fuldów. Mając dwanaście lat, zaczęła pisać „spowiednik”, jak go sama nazwała, w którym zamierzała zapisywać najbardziej emocjonujące dla niej chwile. To w nim chciała „się wynurzyć” ze wszystkimi uczuciami. Jednak wydawca ujął w tym wydaniu zapisy już piętnastolatki od 11.03.1985 roku do ostatniego wpisu 14.08.1920 roku.

   Jak widać, w ciekawych czasach żyła.

   Przytrafiło się jej to, czego najgorszemu wrogowi nie życzy się. Spojrzenie autorki w roli obserwatorki przełomu wieków, jako dziewczynki, poddanej w zaborze rosyjskim, a potem dojrzałej kobiety, obywatelki II RP, były o tyle ciekawe, że jej zapisy dojrzewały wraz z wiekiem. Początkowe, skoncentrowane na przyjęciach, balach, miłostkach, flirtach, zamążpójściu, krążyły tematycznie głównie wokół jej osobistych spraw.

   To też było bardzo ciekawe!

   Mogłam dowiedzieć się u źródła, jak wyglądało życie panny przygotowywanej do zamążpójścia, wymagania społeczne i rodziców wobec niej, jej troski, problemy, radości, ale i życie codzienne. Przekonałam się przy okazji, że autorka nie była typową panną z towarzystwa wyższej sfery społecznej Radomia, w którym dorastała. Dostrzegała bezsensowność i bezcelowość życia, którego treścią była liczba wizyt, które ma oddać lub przyjąć, nowe suknie, oryginalny kapelusz i tym podobne głupstwa. Przyznając, że była trochę rozpieszczoną jedynaczką i to jest też bardzo przyjemne, a w oczach znajomych – egzaltowaną, to jednak gnębiła ją myśl, że za mało miała poważnych zajęć, a stąd i poważnych myśli. W okresie dojrzewania pojawił się wręcz buntowniczy wpis – Jestem przecież coraz starsza, coraz więcej czuję się człowiekiem, który chce i ma prawo żyć, a nie wegetować. Co ciekawe, w odróżnieniu od swoich rówieśniczek, pragnęła wyjść za mąż na wieś, którą szczególnie ukochała.

   Jej marzenia spełniły się!

   Jednak upragnione, stabilne, rodzinne życie, po wyjściu za mąż za ziemianina Maksymiliana Konarskiego i zamieszkaniu w majątku Kluczewsko na Kielecczyźnie, było nieustannym wirem wydarzeń niesionych przez niespokojne czasy zmian dotychczasowych układów sił politycznych trzech zaborców. Kluczewsko stało się miejscem, przez które przebiegały trasy przemarszu wojsk rosyjskich i niemieckich często przesuwającego się frontu I wojny światowej. Stacjonujących, kwaterujących, okradających, rekwirujących żywność i niszczących dwór, zabudowania, hodowlę oraz uprawy. Autorka potrafiła jednak na tę stale zmieniającą się sytuację spojrzeć z ogromnym dystansem, trafnie wnioskując i racjonalnie ją podsumowując. Nie poddawała się emocjom lub ocenom kotłującym się wokół niej. Konstatowała doniesienia z nagminnym określeniem „prawdopodobnie” takimi zdaniami – Przypuszczam, że dopiero późniejsi historycy oświetlą należycie i zrozumieją obecne nasze dzieje. My – współcześni – nie możemy dość obiektywnie brać i brak nam odpowiedniej perspektywy. To właśnie w takich zapisach na gorąco, bez komentarzy, odzwierciedlała chaos tamtych dni i zagubienie ówczesnego człowieka. Również trudność zorientowania się w pożytecznych kierunkach zmian dla zwykłego człowieka i Polaka. Także dla tych, którzy te kierunki polityki wyznaczali. W jak piekielnych bólach rodziła się niepodległa Polska. Ile emocji temu towarzyszyło. Jak niemożliwie trudny był to czas.

   Dla wszystkich!

   A mimo to autorka pokazała codzienne życie w tej niepewności i destrukcji. Rodzenie kolejnych dzieci, ich wychowywanie, działalność społeczną i polityczną swoją i męża, opiekę nad pracującymi we dworze i chłopami żyjącymi we wsi, śluby, pogrzeby, choroby, wzajemne odwiedziny w pobliskich majątkach, sianie, zbiory i dożynki, a przede wszystkim troskę i ochronę rodziny oraz jej bytu na przekór destrukcyjnym i wymagającym poświecenia czasom. Z egzaltowanej dziewczyny na wydaniu wyrosła dojrzała kobieta, matka i żona skupiona zarówno na rodzinie, jak i, na mających wpływ na jej losy, zmianach społeczno-politycznych. Z romantyczki stała się twardo stąpającą po ziemi realistką broniącą przede wszystkim wartości rodzinnych.

Widać to było wyraźnie zwłaszcza w kontekście oceny mezaliansu popełnionego przez jej przyjaciółkę Wandę, której nie mogła wybaczyć porzucenia rodziny dla uczuciowych mrzonek.

   Tego bardzo osobistego zapisu zawierającego fakty historyczne nie można brać dosłownie. Dlatego wydawca opatrzył go korygującymi błędy przypisami oraz posłowiem prof. Andrzeja Chojnowskiego, który umieścił je we współcześnie znanym kontekście historycznym.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Podcast – Ciekawa rozmowa o książce w radiu RDC.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Wspomnienia powieść autobiograficzna

Tagi: ,

Listy do A. – Anna Sakowicz

3 listopada 2019

Listy do A.: Mieszka z nami Alzheimer – Anna Sakowicz

Zilustrowała Ewa Beniak-Haremska

Wydawnictwo Poradnia K , 2019 , 144 strony

Seria Latawiec

Literatura polska

   W pokoju babci Anielki zamieszkał Pan A.!

   Wprowadził się bez uprzedzenia, zaproszenia i pozwolenia. Najgorsze w tym wszystkim było to, że zabierał jej ukochanej babci pamięć i słowa. Na dodatek namawiał do dziwnych, złych zachowań, które wywoływały w domu zamieszanie, smutek i łzy u mamy i dziadka. Irytujące było to, że Pan A. sprytnie ukrywał się. Był niewidzialny, więc Anielka postanowiła pisać do niego listy tak długo, aż się od nich wyprowadzi i zostawi jej babcię taką, jaką była dawniej.

   Listy są wzruszające!

   Urealnione szatą graficzną naśladującą zeszytową kartkę w kratkę. Pokazują trudne wydarzenia, które dotknęły nie tylko dziewczynkę, ale całą jej rodzinę, oczami dziecka.

Anielka, uczennica początkowej klasy szkoły podstawowej, nie potrafi wymówić słowa „Alzheimer”, a tym bardziej zapamiętać to trudne pojęcie. Używa więc skrótu „Pan A.” uosabiającego chorobę.

Poprzez listy pozostawiane pod drzwiami pokoju babci i rozmowy tłumaczące jej istotę z mamą, nastoletnią siostrą i dziadkiem, powoli oswaja się z nią, chociaż nadal nie lubi.

Daje wyraz temu w listach, w których również wspomina piękne chwile przeżyte na wsi u dziadków. Przytacza powiedzenia babci, opisuje wspólne zabawy i razem wykonywane czynności. To pamięć dobra przeszłego, jakiego doznała od babci, skłania ją do przebywania z chorą, rozmawiania z nią, spacerowania czy układania puzzli.

   Autorka wybrała jedną z metod radzenia sobie z traumą, jaką zalecają psychologowie – pisanie listów. Podpowiada w ten sposób dziecku (ale i dorosłym), jak radzić sobie w sytuacjach trudnych. Jak przygotować dziecko na chorobę w rodzinie. To dzięki nim może poukładać sobie swój wzburzony świat emocjonalny, wypisując go z siebie. Przenieść złość na chorobę, a nie na bliskich lub siebie. Oswoić się z odchodzeniem ukochanej osoby. Pozwolić powoli pożegnać się z nią w swoim tempie przyswajania niechcianych, bolesnych informacji. I najważniejsze – zamienić poczucie bezradności na moc sprawczą i poczucie działania, jaką dają postanowienia. Anielka chciała zostać lekarzem, by móc wyleczyć babcię.

   To emocjonalna, mądrze przekazana, w ciekawej szacie graficznej, nie tylko książka dla dzieci, ale również dla dorosłych. Podpowiadająca, jak postępować i rozmawiać z dziećmi, gdy w domu pojawi się choroba Alzheimera.

   Nie tylko ona.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Dla dzieci

Tagi: , ,

Wilczerka – Katherine Rundell

2 listopada 2019

Wilczerka – Katherine Rundell

Przełożyła Paulina Braiter

Ilustracje Gelrev Ongbico

Wydawnictwo Poradnia K , 2019 , 336 stron

Literatura angielska

Czerwony Kapturek napisany na nowo!

   To skojarzenie z klasyczną baśnią było silne, chociaż sam motyw potraktowany przez autorkę bardzo luźno. Tak jakby chciała powiedzieć, że baśnie pochodzą z życia, a ono jest dużo bardziej srogie, bezwzględne, niebezpieczne, brutalne i bolesne niż bajki, podania i legendy. Wydobywa z nich ziarno prawdy i przywraca mu pierwotną wersję. Czerwony Kapturek to nikt inny niż wilczerka, którą tylko czerwona peleryna z aksamitu łączy z baśniową bohaterką.

   Wszystko pozostałe w baśni to patyna ludowych przekazów naszpikowanych zastraszającymi przestrogami dorosłych, by dzieci były grzeczne i siedziały cicho.

   Tak  naprawdę „dawno, dawno temu, będzie ze sto lat, żyła sobie dziewczynka, mroźna i groźna jak burza”. Wilczerka Fieodora reagująca właściwe tylko na Fieo, która nie bała się wilków.

Wręcz przeciwnie, były jej przyjaciółmi i pacjentami. Trafiały do niej te oswajane od szczeniaka przez rosyjską arystokrację dla próżnej chęci podkreślania swojego statusu. Wykorzystane, skrzywdzone, wyrzucane lub podrzucane wilczerce, musiały ponownie nauczyć się żyć w dzikiej naturze.

Wilczerka z ogromną miłością i poświęceniem uczyła ich polowań, odwagi, wycia, walki i nieufności do ludzi. Do pewnego momentu.

   Do dnia, który zmienił jej życie.

   Wilki oskarżone o agresję wobec ludzi, zaczęły być zabijane z rozkazu dowódcy imperialnej armii carskiej, a wilczerzy za udzielanie im pomocy i schronienia, aresztowani. Fieo nie posłuchała zakazu i w efekcie straciła bezpieczny dom i ukochaną matkę. Nie poddając się jednak rozpaczy, wyruszyła na jej poszukiwanie, a jej towarzyszami niebezpiecznych przygód stały się wilki i poznawani w drodze przyjaciele.

   Autorka osadziła akcję w carskiej Rosji pod panowaniem Mikołaja II Romanowa. W gęstych, ośnieżonych lasach budujących niemalże baśniową scenerię dzikiej i przepięknej przyrody, podkreślonej rysunkami i drobną grafiką leśną umieszczaną na brzegach i rogach stron, pokazywała ważność jej roli w sprzyjaniu człowiekowi, jeśli tylko on będzie darzył ją szacunkiem. W życiowych zmaganiach zamiast wrogiem, może stać się przyjacielem. Według Fieo również piękno świata samo w sobie to też towarzysz. Za uszanowanie jej praw potrafi odwdzięczyć się nie tylko dobrocią i lojalnością zwierząt, które symbolizowały wilki, ale także nauką, że strach bywa również niebezpieczny jak nienawiść. To z lęku zabijamy zwierzęta, w których bardziej lubimy ideę o nich (wszak prawie wszyscy lubią zwierzęta!) niż ich realną postać (nie wszyscy przestrzegają ich praw!). I najważniejsze – tych bezcennych wartości nie da się kupić za pieniądze, ponieważ trzeba sobie na nie zasłużyć szlachetnym postępowaniem.

   To opowieść również o sile przyjaźni i współpracy w osiąganiu celów, dzięki którym można dokonać więcej i skuteczniej niż w pojedynkę.

   Również o drzemiącej w dziecku ogromnej sile.

   Autorka, czyniąc zdolną do wielkich i odważnych czynów zaledwie dwunastoletnią dziewczynkę, pokazała, że dzieci mają prawo do głosu. Do wyrażania własnego zdania i myśli. Fieo wyraźnie przypominała o tym słowami – Dorośli chcą, żebyśmy siedzieli cicho, żebyśmy uważali. Ale mamy prawo walczyć o świat, w którym chcemy żyć, i nikt nie może nam mówić, żebyśmy byli rozsądni i bezpieczni.

   Wszakże przecież tego ostatniego uczą baśnie i bajki swoimi dydaktycznymi morałami!

   To rewolucyjne, rewelacyjne i jakże odmienne podejście w tłumaczeniu przez autorkę otaczającej dziecko rzeczywistości, wykorzystuje siłę uczuć, zamiast je tłumić do bycia grzecznym i biernym. Jedną z nich jest miłość do matki dającą niezłomną odwagę do działania i walki o siebie i przyjaciół, którymi są również zwierzęta i natura. Do walki o przyszłość stanu środowiska, którego są dziedzicami, więc mają prawo do stanowienia o jego kształcie.

   To kolejna, poznana przeze mnie po Dachołazach, mądra powieść autorki dla dzieci, która potrafi w piękny, emocjonalny, również bolesny sposób (jak samo życie!) ukazać wewnętrzny świat dziecka starającego się radzić z otaczającą go rzeczywistością, kształtowaną (nie zawsze mądrze!) przez dorosłych. Dla mnie stała się literackim odpowiednikiem psychoanalityka Bruna Bettelheima, który dorosłym tłumaczy cudowność i pożyteczność baśni.

   Autorka tłumaczy je dzieciom.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Dla dzieci

Tagi: ,

Institor – Adam Lard

1 listopada 2019

Institor: Kto pierwszy podpali stos… – Adam Lard

Wydawnictwo Fabuła Fraza , 2017 , 592 strony

Literatura polska

   Wydawałoby się, że to powieść tylko historyczna.

   Oto jedna z ważniejszych osób Kościoła katolickiego z przełomu średniowiecza i renesansu. Niemiecki dominikanin, inkwizytor, który przyjął zlatynizowaną wersję swojego nazwiska – Institor. Człowiek, który sam decydował, kto jest, a kto nie jest heretykiem, który sam sądził i skazywał. Wielki i sławny Heinrich Kramer, przed którym papieże uchylali drzwi, gdy tego żądał, a inni z ulgą zamykali, gdy opuszczał domostwa, kościoły i pałace, nie znajdując win ani dowodów oskarżenia.

Przede wszystkim jednak współautor dzieła, które wydawane jest do dzisiaj, a w Internecie można przeczytać w oryginale jego zdygitalizowaną wersjęMalleus maleficarum czyli  Młot na czarownice. Również główny bohater części historycznej opowieści, który postanowił prowadzić dziennik ukazujący jego pełne oblicze.

Oprócz myśli i cytatów, zaczerpniętych prosto z autorskiej księgi i otwierających zapisy datowane cyframi rzymskimi, na temat tego, którego imienia nie chciał wymieniać, tak było mu wstrętne, sporo miejsca poświęcał kobiecie.  Istocie pośredniej, której przystoi jedynie szata żałobna. Błąd natury posiadający jedynie zdolności rozrodcze i przeznaczony głównie do zaspokajania żądzy mężczyzn. W swoim jednoznacznym osądzie posiłkował się poglądami chrześcijańskich myślicieli i świętych – Augustyna, Tomasza z Akwinu czy Jana Chryzostoma.

   W dwóch słowach – diabeł wcielony!

   Dlatego postanowił poświecić żywot swój wypaleniu ogniem zła pośród ludzi. Dziennik jednak ukazywał również nieoficjalną sylwetkę człowieka uwikłanego w sytuacje, które wielkością grzechu i herezją znacznie przewyższały skazywane „czarownice”. Institor toczył dwie wojny – oficjalną w imieniu Kościoła katolickiego i prywatną przeciwko kobietom, z których jedna podstępnie śmiała mu się podobać i „pozwolić” zgwałcić.

   Można też odebrać tę powieść jako kryminalno-sensacyjną.

   Ten charakter nadawała druga warstwa opowiadana naprzemiennie z historyczną, której akcja toczyła się we współczesnym Lyonie. Jej główny bohater Jan, przyjechał z Czech, by napisać książkę o Institorze. W trakcie poszukiwań źródeł wiedzy i dziennika inkwizytora  został uwikłany w ciąg wydarzeń, których sens zaczął mu umykać, a jego poszukiwanie z czasem doprowadziło go do absurdu. Mogłam jedynie domyślać się, że ostatecznie do obłędu.

   Obłędu wojny, której obaj byli symbolami.

   Zarówno Institor jako prowadzący ją z „wrogami” Kościoła katolickiego (nawet nie wiary jako takiej), jak i Jan jako jej ofiary. Autor w warstwę fabuły współczesnej wpisał dramat wzorowany na greckim, w całości dołączony do powieści, pokazujący wojnę jako absurd gry zaciemniający rzeczywistego naszego wroga.

   Nas samych.

   Nasze idee, religie i ideologie tworzone z nicości wyobraźni, a nie nauki, to tylko zniewalające narzędzia do osiągania własnych, osobistych, instytucjonalnych, społecznych czy politycznych celów.

Stosy dosłowne, których ryciny ilustrowały tekst w książce, i te metaforyczne to tylko opresyjne metody utwierdzania posiadanej władzy i rozszerzania jej na nowe obszary działalności człowieka. Natomiast walka prowadzona za ich pomocą to cicha, pełzająca, transparentna wojna prowadzona przez wieki, która pochłonęła i nadal pochłania miliardy istnień ludzkich. Niewinnych! Przewyższająca swoim żniwem wszystkie wojny militarne razem wzięte z zarazami i ludobójstwem włącznie. I nie mam tutaj na myśli tylko unicestwienia fizycznego, ale dużo bardziej dotkliwe, bo umysłowe. Jej efektem jest bezwolne, bezrefleksyjne, bezrozumne myślenie magiczne.

   Komuniści mieli inną nazwę – opium dla ludu.

   Czy my, ludzie współcześni, wierzący, nadal jesteśmy na haju zabobonów, jak za czasów średniowiecza? Nadal pozawalamy sobą kierować i siebie zastraszać przez współczesnych inkwizytorów? Nadal polujemy na „czarownice”? Czy Biblia to młot na nie? I najważniejsze pytanie zadane w podtytule – kto pierwszy podpali stos? Na te pytania każdy czytelnik musi odpowiedzieć sobie sam. Uprzedzam jednak, że nie będzie łatwo, ponieważ argumenty, które przytacza autor ustami swoich bohaterów są bardzo mocne.

   Posiadają siłę burzenia podstaw wiary w Boga.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Institor [Adam Lard]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Malleus Maleficarum z 1496 roku, inkunabuł współczesny Institorowi.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść historyczna

Tagi: , , ,

On cię okłamuje – Amanda Reynolds

27 października 2019

On cię okłamuje – Amanda Reynolds

Przełożył Ryszard Oślizło

Wydawnictwo Kobiece , 2019 , 296 stron

Literatura angielska

   Świetny dramat psychologiczny czy thriller?

Myślę, że na pograniczu obu odbierałam tę mroczną historię. Rozpisaną na trzy, naprzemienne głosy – Jess, Karen i jej męża Marka. Na subiektywne relacje trzech, głównych bohaterów, wokół których tłoczyły się pozostałe postacie. Silnie spolaryzowane na dwa, wrogie sobie obozy. Tych, którzy wierzyli mężowi Karen i tych, którzy przyznawali rację Jess, jako ofierze zdarzeń sprzed dziesięciu lat. Wówczas szesnastoletniej. Po tym traumatycznym wydarzeniu nastolatka wyjechała z rodzinnej wsi do Londynu, odcinając się od bolesnej przeszłości.

   Przeszłość jednak nie zapomniała o niej.

   Uderzyła w nią z całą mocą w chwili, kiedy już jako dwudziestosześciolatka, po dekadzie nieobecności, ponownie pojawiła się we wsi. Musiała wrócić. Właśnie zmarła jej matka.

   Od tego momentu napięcie nieustannie rosło.

   Przede wszystkim w sferze emocjonalnej wszystkich mieszkańców ( mojej również!), w których obudziły się uśpione krzywdy, niesprawiedliwości, żale i nienawiść. Jess widziała to w śledzących ją spojrzeniach, słyszała w komentarzach, a z czasem w wyrażanych wprost atakach werbalnych i fizycznych zachowaniach agresywnych. Nie wiedziałam, kto ma rację? Komu wierzyć? Po czyjej stronie stać?

   Nie znałam prawdy.

   Całej prawdy. Musiałam do niej dotrzeć samodzielnie. Wysłuchać świadków i uczestników przeszłych zdarzeń. Autorka oddała mi do dyspozycji głosy obu kobiet i mężczyzny, którzy opowiadali swoją, intymną wersję wydarzeń. Dodatkowo udostępniła mi transkrypcję z sesji superwizji z Jess.

   Nie było łatwo!

   Trudno było mi wyłuskać prawdę z gąszczu mnożących się tajemnic, sekretów, zatajonych faktów i kłamstw uznanych za prawdę.

Fabuła zbudowana na fundamencie tej myśli, czyniła z tej powieści dramat w kilku odsłonach dotykający i niszczący psychicznie swoim tragizmem wszystkich bohaterów. Trudność wyłonienia obiektywnej prawdy polegała na składaniu jej z cząstek subiektywnych półprawd. Zwłaszcza że pojawiające się wątki wprawdzie wiele wyjaśniały, ale też bardziej komplikowały sytuację i relacje wszystkich osób zaangażowanych w spór. Rozjaśniając, paradoksalnie zaciemniały powstający obraz. Stawiały bohaterów przed wyborem między złem i mniejszym złem, między ukochaną a siostrą, między sobą a rodziną. Wprawdzie znalazłam odpowiedzi na stawiane sobie pytania, których ilość w miarę czytania rosła lawinowo, ale nie podjęłam się oceny postaw i zachowań bohaterów. Wiedziałam tylko, jak powinni postąpić, jak nie postąpili i jakie tego ostatniego ponieśli konsekwencje.

   Dokładnie na tym polegał ich dramat – nie mogli cofnąć czasu, by naprawić wyrządzone zło.

   Opowieść-przestroga przed uleganiem emocjom i ponoszeniu tego skutków, ale i byciu odpowiedzialnym, za przekraczanie granic nieprzekraczalnych. Zwłaszcza między dorosłymi a nastolatkami w sferze seksu. A szczególnie między nauczycielem/wychowawcą a ich podopiecznymi.

   Tę mądrą historię polecam szczególnie wszystkim pracującym z młodzieżą.

Książkę wybrałam spośród nowości księgarni Tania Książka.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Kryminał sensacja thriller

Tagi: ,

Chciwość – Marc Elsberg

26 października 2019

Chciwość: Na co byłoby cię stać? – Marc Elsberg

Przełożyła Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska

Wydawnictwo W.A.B. , 2019 , 464 strony

Literatura austriacka

   Fascynujący thriller dla lubiących… logikę matematyczną!

Niemalże w sposób naukowy, przeczący słynnej wypowiedzi Margaret Thatcher – There is no such thing as society. Coś takiego jak społeczeństwo nie istnieje. Wciągający nie tylko dynamiczną i intrygującą fabułą, w której głównymi bohaterami byli dwaj przypadkowo połączeni, przez bieg wydarzeń, mężczyźni. Jan, pielęgniarz, który na swoje nieszczęście, próbował udzielić pierwszej pomocy przedmedycznej poszkodowanym w wypadku samochodowym i Fitzroy, matematyk, fizyk i gracz zawodowy w jednej osobie. Laik i naukowiec. Flip i Flap pod względem fizycznym. Chłopak i mężczyzna. Ten pierwszy mimowolnie stał się osobą ściganą przez napakowanych osobników w czerni i jednocześnie przez policję. Jedni chcieli go zabić, a drudzy skazać za niepopełnione morderstwo. Ten drugi był celem, do którego Jan musiał dotrzeć według skąpej wskazówki wyszeptanej przez umierającego mężczyznę we wraku samochodu.

   Obaj musieli dotrzeć do osoby trzeciej – Jeanne.

   Kobiety, której imię pojawiło się jako drugie w otrzymanych wskazówkach. Dopiero w trójkę, dzięki posiadanej wiedzy, umiejętnościom i koneksjom, mogli rozwiązać zabójczą zagadkę wiążącą ze sobą pozornie niespójne fakty i osoby.

   Autor wybrał bohaterów reprezentujących trzy środowiska i narodowości.

   Jana, Niemca pochodzącego „z ludu”, który właśnie pojawił się tłumnie na ulicach Berlina w proteście przeciwko nowym pakietom oszczędnościowym dla ratowania banków i korporacji, żądając również swojego 1% z tortu zgromadzonych dóbr przez uczestników światowego szczytu najbogatszych. Anglika Fitzroya reprezentującego środowisko naukowców, któremu znana była teoria  pokonania widma międzynarodowego kryzysu na miarę krachu finansowego z 2008 roku i greckiego bankructwa. I Amerykanki Jeanne, ekonomistki pracującej dla jednego z najbogatszych ludzi.

   Ta trójka miała uratować świat.

Posiadali najważniejszy raport, którego fragmenty poprzedzały kolejne rozdziały, opracowany przez zamordowanego noblistę, a który udowadniał w nim, że dzielenie się dobrami prowadzi do dobrobytu wszystkich. Autor wykorzystał prace badawcze opracowane przez zespół naukowców z London Mathematical Laboratory, które można prześledzić na stronie autorskiej historii farmerskiej rozpoczynającej powieść. Dosyć skomplikowanej dla laika, ale autor jej główne założenia oparte na teorii decyzji, teorii gier i heurystyce, wspomaganych poglądami niezliczonych innych naukowców, filozofów, polityków i osobowości, tak rozłożył w treści, dodatkowo ilustrując je grafiką,

by każdy czytelnik mógł zrozumieć jej genialność i cudowność jako remedium na indywidualne, polityczne, gospodarcze i społeczne problemy współczesnego świata, generowane bezpośrednio nie przez pieniądze, ale przez władzę gwarantowaną przez te pieniądze. To ona, ludzie biznesu i lobbujący na ich rzecz, byli główną przeszkodą blokującą wprowadzenie najnowszych osiągnięć nauki, stawiającej na ideę społecznego dzielenia się zyskami, a nie na indywidualne gromadzenie ich. Negowała w ten sposób kapitalizm. Nadawała chciwości nowy wymiar sprawczy jako siły łączącej , a nie dzielącej, wyrażanej w dwóch, prostych hasłach – Z egoizmu należy współpracować! Z chciwości należy dzielić się!

   To przeciwko tej potężnej sile blokującej nowe idee, autor przeciwstawił trzy, kruche postacie.

   Dlatego musiało być bardzo ciekawie w walce Goliata z Dawidem, w której stawką były losy ludzkości. Odkrywanie destrukcyjnego działania homo economicus jako egoistycznego pomnażacza maksymalnych korzyści, blokującego idee naukowców i zbawczej roli bohaterów w rozgrywanych wydarzeniach, ściganych przez zawodowych zabójców w dynamicznej akcji zmieniającej kierunki jej rozwoju i zapętlającej wątki, sprawiło, że historia berlińskich wydarzeń była nie tylko dobrą rozrywką, ale przede wszystkim dostarczała dużą dawkę wiedzy udokumentowanej naukowo, zmuszającej do zastanowienia się, czy faktycznie żyjemy w silnie spolaryzowanych społeczeństwach tylko dlatego, że rządzą nami ludzie z patologiczną potrzebą władzy osiąganą przez zyski? Jeśli wziąć pod uwagę publikacje sygnalizujące problem tuszowania wyników naukowych poprzez wpływ lobbystów na środowisko akademickie, o czym czytałam między innymi w reportażu Upadek Cywilizacji Zachodu Naomi Oreskes i Erica M. Conwaya, to niewinny thriller mający dostarczyć tylko rozrywki, staje się narzędziem walki ze światem finansjery, banków i korporacji. Kluczem do nieświadomości jego czytelników, pokazującym scenariusz kryzysu, który nie obejmie już tylko Wall Street czy tylko Grecję, ale cały świat. Zadałam sobie więc pytanie – Co i ile ja mogę zrobić w tej sytuacji? Znalazłam odpowiedź w wypowiedzi jednego z bohaterów – „To wcale nie jest takie trudne. (…) Wielu z nas wiedziało lub czuło to od zawsze, podobnie nauczają też wielkie religie i filozofie. Dawajcie, a będzie wam dane. Nie ścigajcie się o każdy cent. Wspierajcie ludzi ideami. Wspierajcie potrzebujących. Drobiazgami przyczyniajcie się do nieco rozsądniejszego podziału dóbr: dzielcie się rachunkiem w restauracji… dawajcie napiwek również w budce z fast foodem… płaćcie więcej swojej pomocy domowej… (,,,) a przede wszystkim: nie liczcie bez przerwy wszystkiego!”

   Parafrazując pytanie ujęte w podtytule – Czy byłoby cię od tej książki na to stać?  

   Podobno to proste.

   Podobno.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autor o książce.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Kryminał sensacja thriller

Tagi: ,

Byłem gorylem Gomułki i Gierka – Stanisław Sątowicz

24 października 2019

Byłem gorylem Gomułki i Gierka – Stanisław Sątowicz

Wydawnictwo Fabuła Fraza , 2019 , 206 stron

Literatura polska

   Wiedzieć, co działo się w bliskim otoczeniu pierwszego sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka w tamtych czasach, to było coś!

   Musiałam na to czekać kilka dekad, ale ciekawość nie zmalała. Nabrała jedynie innego wymiaru. Bardziej historycznego niż plotkarskiego. Tak się złożyło, że autor dużo ode mnie starszy, był również, potocznie rzecz ujmując, ochroniarzem Władysława Gomułki. Obserwował PRL z bliska, z najbliższego bliska, takiego, że już bliżej się nie da. Formalnie był oficerem Biura Ochrony Rządu w latach 1961-1976. Byłby pewnie dłużej, gdyby nie choroba dyskwalifikującą go w tym zawodzie. W tym okresie miał styczność z wieloma znaczącymi ówcześnie osobami. Również z zagranicy. W kilku rozdziałach podzielił się swoimi wspomnieniami, rysując sylwetki najważniejszych decydentów w PRL, ich sposób zarządzania, styl bycia, codzienne nawyki, dialogi, zabawne zdarzenia, ale też i te poważniejsze jak zamachy. Przybliżył charakter swojej pracy, która nie była wolna od nadużyć ze strony przełożonych, którym na przykład wyprowadzał psy na spacer.

   Miałam wrażenie, że wspomnienia ilustrowane licznymi zdjęciami i pisane prostym językiem człowieka nienawykłego przelewać myśli na papier, były zaledwie cząstką posiadanej wiedzy, z którą zechciał podzielić się. Wystarczyło to jednak, abym mogła nieoficjalnie „zobaczyć” osoby znane mi tylko z cenzurowanych doniesień informacyjnych lub niepotwierdzonych z drugiej ręki, bo przecież mediów społecznościowych w latach mojej młodości nie było. Bardzo różniące się między sobą.

   I tu uwaga!

   Zdaniem autora – Różni byli. Każdego z nich jednak, niestety intelektualnie też, stawiam wyżej niż współcześnie rządzących Polską. Bardzo szczere i odważne zdanie. Jeśli jednak wczytać się w notę od autora, można poznać uzasadnienie tej opinii – żal.

   Ogromne poczucie krzywdy!

   Wyrządzonej mu osobiście przez współcześnie rządzących poprzez ustawę obniżającą emerytury funkcjonariuszom organów bezpieczeństwa. Za fasadą ciekawostek historycznych krył się, według mnie, inny cel tej publikacji. Autor określił go tak – Nie chcę być uważany za malkontenta i mizantropa. Jednak niedawne wydarzenia, polityczne decyzje, spowodowały, że poczułem się zwolniony z obowiązku. Tego, co mi nakazywał milczenie na temat pracy. Moje państwo potraktowało mnie i tysiące innych, jakbyśmy byli oprawcami, wobec których należy zmienić główną zasadę państwa prawa. Dlatego opublikował swoje wspomnienia, by pokazać niesprawiedliwość, która go spotkała, ale ze świadomością, że nie każdemu lektura tej książki przypadnie do gustu.

   Ja miałam mieszane uczucia.

   Z jednej strony rozumiem, że autor chciał po prostu żyć, awansować z bardzo niskiego pułapu drabiny społecznej do poziomu godnego, w którym będzie mieszkał w nowym, wygodnym, dużym mieszkaniu i nie martwił się o talony na buty czy pralkę, jak zdecydowana większość w socjalistycznej Polsce. Z drugiej strony są ci, którzy tego egoizmu życia lepiej tu i teraz wyzbyli się, walcząc z komuną i ponosząc najwyższą cenę – życie. Ci pierwsi, podobni autorowi, otrzymali nie tylko emerytury, ale i życie wśród najbliższych. Ci drudzy do dzisiaj nie mają nawet grobu. Jedynym usprawiedliwieniem wyboru hedonistycznego życia (nawet jeśli nie było się katem) może być to, że autor nie pochodził z domu, w którym przekazywano z pokolenia na pokolenie wychowanie w tradycji niepodległościowej i nie spotkał na swojej drodze nikogo, kto mógłby mu to uświadomić. To człowiek, któremu żyło się dobrze w PRL-u, do czego otwarcie przyznaje się i zawsze będzie wspominał go z sentymentem i nostalgią, jako kraj uczciwy w swojej nieuczciwości.

   Cóż za eufemizm!

   Pomijając wymiar moralny tych wspomnień, do których oceny nie mam prawa, traktuję tę publikację przede wszystkim, jako cenne źródło informacji bezpośredniego świadka tamtych czasów, bo, i tu przyznaję rację autorowi, też są warte opisu, czasem pierwszego, z pewnością oryginalnego, takiego „prosto od krowy”.

   Gdybym mieszkała trochę bliżej, poszłabym na spotkanie z autorem, żeby zadać mu jedno kluczowe pytanie, nawiązujące do jego rozgoryczonej myśli – Nadstawiałem kiedyś, i to trwało kilkanaście lat, własny tyłek, żeby strzec kluczowych dygnitarzy  Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.

   Pytanie – Czy nie słuszniej i rozsądniej było nadstawiać własny tyłek dla sprawy obalenia komunizmu w PRL?

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Wspomnienia powieść autobiograficzna

Tagi: , ,