Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Gone – zniknęli: Faza pierwsza: niepokój – Michael Grant

21 marca 2019

Gone – zniknęli: Faza pierwsza: niepokój – Michael Grant
Tłumaczył Jacek Drewnowski
Wydawnictwo Jaguar , 2009 , 527 stron
Seria Gone ; tom 1
Literatura amerykańska

Będąc nastolatką, tą ze zbuntowanych przeciwko wszystkiemu i wszystkim, bardziej dla zasady niż z konkretnej przyczyny, zdarzało mi się werbalnie wysyłać dorosłych do diabła. Świat bez nich wydawał mi się wolny od przymusu, piękny bez obowiązków i prosty w robieniu co się chce. Jednym słowem – raj! Po latach dostałam taki świat. Po prostu stało się to w jednym dniu, w jednej chwili. Puff! Mówisz i masz! Dorosłych powyżej piętnastego roku życia nie ma! Zniknęli!
Trafiłam do raju?
O nie!
Trafiłam do przedsionka piekła. Początkowe zaskoczenie i euforia, bo wszystkie słodycze są nasze, przerodziły się w dezorientację, która była pierwszym krokiem do strachu, przechodzącym powoli, podstępnie i niezauważalnie w strach obłędny. Powieść zaczęła się jak w przepisie Hitchcocka na dobry film: najpierw było trzęsienie ziemi (czytaj zniknięcie dorosłych), a potem napięcie rosło.
Świat nazwany przez głównych bohaterów ETAP-em, zaczął przypominać filmowy horror, gorzej, koszmar, bo rozgrywający się w rzeczywistości, tu i teraz. W walce o władzę absolutną, dzieciaki posunęły się do agresji psychicznej i fizycznego znęcania się, praktyk głodowych i zabijania. Dostęp do broni, brak nadzoru dorosłych, nieukształtowana psychika dziecka i nadnaturalne zdolności jakimi ktoś?, coś?, a może tajemnicza Ciemność, czająca się w pustym szybie kopalnianym, przesiąknięta czystym złem, ich obdarzyła, pomagały im tylko w eskalacji zniszczeń i wzajemnej eksterminacji, w myśl zasady: teraz rządzą chuligani. To inna gra, bracie, zupełnie inna. Gramy według zasad chuliganów.
Tempo zdarzeń, niepewność swego bezpieczeństwa, ciągła ucieczka przed śmiercią, lęk i strach przed silniejszymi, wywołuje panikę nawet na dźwięk syku otwieranej puszki Pepsi. A same dzieciaki przypominają już szczury, żyjące w opuszczonym domu: jedli, co się nawinęło, robili co im się podobało, a gdy czegoś dotknęli, było potem brudniejsze i bardziej zdewastowane, niż przedtem.
Powieść-bomba, której tykanie odmierza upływający czas, do ukończenia piętnastu lat przez Sama i Caine’a, przywódców dwóch grup dzieciaków: dobrych i złych, umieszczany na początku każdego rozdziału. Dwie ostatnie godziny akcji to była walka samej ze sobą, by nie zerknąć na ostatnia stronę i nie przeczytać zakończenia, rozładować nareszcie napięcie i dowiedzieć się co wygra: miłość czy nienawiść? Czy Sam w dniu swoich piętnastych urodzin również zniknie, jak wielu przed nim? Czy uda mu się jednak uniknąć tego, a może to przeniesienie poza ETAP albo śmierć? I co dalej będzie z dzieciakami, skoro zapasy żywności się kończą? Czyściec zamieni się w piekło? No i kto tłumaczył tę książkę na język polski, bo wydawnictwo zapomniało o tak ważnej osobie w aparacie informacyjnym książki?
Same pytania, a na odpowiedzi muszę poczekać do 2010 roku. Mam nadzieję, że literówek, o jakie się potykałam podczas „biegu” tej historii, nie będzie w nowej części, a której okładka będzie wyglądała tak:

GoneGłód

 

 

Tutaj mogłam zobaczyć zwiastun pierwszej części serii GONE.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Dla młodzieży

Tagi:

Szeptem – Becca Fitzpatrick

Szeptem – Becca Fitzpatrick
Przełożył Paweł Łopatka
Wydawnictwo Otwarte , 2010 , 325 stron
Cykl Szeptem ; Tom 1
Literatura amerykańska

   Piękna okładka w swoim tragicznym dynamizmie i mrocznym kolorycie, automatycznie nasuwająca szereg pytań: kim jest ta istota, co się stało i dlaczego? Odpowiedzi są ważne, bo ta scena jest brutalnym początkiem całej historii.
Po kilku pierwszych stronach, mechanizm skojarzeń podsunął mi podobieństwo do początku „Zmierzchu” Stephani Meyer, do pierwszego spotkania głównych bohaterów, tutaj Nory i Patcha (chwała tłumaczowi, że pozostawił je w oryginalnej formie, podając jego znaczenie tylko w przypisie – łata, łatka): też szkoła, też lekcja i też wspólna nauka przy jednej ławce szkolnej.
Na tym kończą się podobieństwa i żeby uciąć wszelkie spekulacje na ten temat ( a myślę, że będzie ich sporo i powieść przed tym nie ucieknie), odcinam się od nich jednym stwierdzeniem: kończy się era wampirów, zaczyna się era aniołów!
   Bo to, co wydarzyło się później, już nie było takie same.
   Nora, atrakcyjna, wrażliwa, inteligentna szesnastolatka była wyjątkową dziewczyną, o czym sama nie wiedziała, a co potem okazało się jej przekleństwem. Przyjaźniła się z Vee, rówieśniczką z ogromnym poczuciem humoru. Polubiłam ją od pierwszej, ciętej riposty, a pokochałam za jej komentarze i dialogi wywołujące mój głośny śmiech. A Patch? Mmmm, z wyglądu jak ulubione ciacho, niestety ze słodką trucizną w środku. Upadły anioł o oczach tak czarnych jak jego mroczna przeszłość i zły z natury, co i tak było dużym osiągnięciem w jego samorozwoju, bo kiedyś był bardzo, bardzo zły, na dodatek biedny, utrzymujący się z hazardu i mający jeden cel: zabić Norę, by móc stać się człowiekiem. Jednym zdaniem chłopak, który bierze wszystko, a sam nie daje nic.
Węzeł gordyjski jaki misternie uplotła autorka ze skomplikowanych relacji między postaciami powieści, tajemniczych zdarzeń następujących po sobie, a poddających w wątpliwość prawidłowe działanie zmysłów, pozornie nielogicznych zachowań bohaterów obdarzonych paranormalnymi umiejętnościami, mógł być rozwiązany tylko poprzez śmierć jednego z nich. A żeby ten węzeł jeszcze bardziej zacieśnić, zasupłać i splątać dodała wolno, bardzo wolno, budujące się uczucie miłości, przed którym broniła się Nora, a Patch wahał się mu poddać.
   Ta książka ocieka erotyzmem mimo, że nie ma w niej scen seksu, no, może poza trzema pocałunkami, z których jeden się nie liczy, a pozostałe…eee, nie napiszę. Ale dodam za to, że wszystko rozgrywa się w przestrzeni miedzy pożądaniem, a spełnieniem.  Tej przestrzeni, która pochłania każdą dziewczynę podobną do Nory (i nie tylko!).
   Tę historię połknęłam w jeden dzień, odrywając się kilkakrotnie tylko do szybkiego wypełnienia swoich obowiązków, by móc powrócić do mokrego od deszczu, ciemnego, skąpanego we mgle, nomen omen, Coldwater, by mieć znów naście lat i wierzyć w moc miłości, tej pierwszej i jedynej na śmierć i życie (dosłownie), i w swojego anioła stróża (też dosłownie).
   Czekam na więcej, a wiem, że będzie.

Szeptem [Becca Fitzpatrick]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

 

Tutaj obejrzałam film reklamujący tę książkę, a więcej informacji można uzyskać na stronie poświęconej tej powieści: http://www.szeptem.com.pl/

 

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Dla młodzieży

Tagi:

Wykreślone imię – Rhiannon Lassiter

Wykreślone imię – Rhiannon Lassiter
Przełożył Jacek Konieczny
Wydawnictwo W.A.B. , 2009 , 329 stron
Literatura angielska

Gdyby powiedziano mi, że książka wybiera czytelnika, nie uwierzyłabym. Tyle, że mnie się to przydarzyło. Zostałam wybrana, czułam to. Leżąc na biurku, przyciągała mój wzrok ciemną czerwienią z czarnym, koronkowym nadrukiem, intrygującym tytułem, a gdy odchyliłam jej okładkę spojrzała na mnie, dosłownie, tymi oczami:

 

Oczy

 

A potem to zdanie kończące intro: Koszmar budzi się z długiego snu.
Musiałam ją mieć. To była chęć zajrzenia w nią głębiej od pierwszego wejrzenia. Niestety była już komuś obiecana, ba!, dwie osoby w kolejce. A ja, jak ślepo zakochany kundel, warowałam w jej pobliżu licząc na cud.
I zdarzył się!
Czytelnicy, jeden po drugim rezygnowali z rezerwacji, może zrażeni etykietą „dla młodzieży”. Została tylko ona, ja i jej niema obietnica ugaszenia mojego pragnienia zanurzenia się w jej kartki. Jednak pod jednym warunkiem: wyrażę chęć udziału w Grze Wyobraźni godząc się na Reguły poświęceń.
Zanim zdążyłam się zgodzić, tkwiłam już w niej po czubek głowy. Nawet nie zauważyłam, w którym momencie przekroczyłam granicę rzeczywistości z tą wymyśloną, w którym momencie istoty wymyślone stały się realnymi, w którym momencie zaczęłam się bać przedmiotów prozaicznych i wreszcie w którym momencie zrozumiałam, że nie wszystko co przyjazne, sympatyczne i miłe jest dobre i ma szlachetne zamiary. Nic nie było pewne, przewidywalne, ustalone i ostateczne – dokładnie tak jak w grze, w której zasady i jej granice dyktowała fantazja trzech dziewczyn, które stworzyły własny wyobrażony świat, jednak im to nie wystarczyło, więc spróbowały uczynić go bardziej realnym…
Mogłabym grać w nią w nieskończoność. Nie chciałam opuszczać wielkiego, rozpadającego się domu z okiennicami, pełnego zakamarków z jego niebezpiecznymi tajemnicami jak zakurzone pajęczyny skrywające myśli pająka, który w każdej chwili może wyskoczyć z cienia. Mnóstwa książek z wykreślonymi z furią, wręcz wydrapanymi imionami bohaterów jakby ktoś nienawidził szczęśliwych zakończeń, nienawidził ich do tego stopnia, ze niszczył wszystkie książki. Lasu na zboczu, który przypominał mi ten ze Skradzionego dziecka Keitha Donohue, pełnego realnie wymyślonych istot z czającym się w jego sercu nieokreślonym mrokiem, karmiącym się gniewem i poczuciem nieszczęścia. Górskiego stawu zarośniętego wodorostami, będącego wrotami do świata odbitego bez wyjścia. Lisa, mężczyzny w ciele nastolatka, pociągającego swoim człowieczeństwem i jednocześnie odpychającego swoją zwierzęcą naturą. A może na odwrót?
Ale musiałam.
I nie dlatego, że dotarłam do granic wyobraźni, że opowieść się skończyła, że zamknęłam książkę, ale dlatego, że nigdy, przenigdy nie zgodziłabym się na wykreślenie mojego imienia. Nie po tej historii. Być może następny czytelnik, wybrany przez tę książkę, ulegnie jej namowom. Będę uważnie obserwować otoczenie i jeśli ktoś nagle zniknie (to nie żart!), będę wiedziała, że uległ, dał się namówić na wyszeptanie Reguł poświęceń:

Wykreślone imiona otacza milczenia bariera –
Z bohaterem opowieść bezpowrotnie umiera.
Za każde poświecenie przyjdzie ci zapłacić:
Nie odzyskasz niczego, gdy już to utracisz.
Ukradzione słowa należy wydać,
Użyczona moc tylko tobie się przyda.
Imieniożercy musisz zaspokoić głód,
Żywymi lub martwymi – znajdziesz ich w bród.

 

 

 

A tutaj wysłuchałam Reguł poświęceń w oryginale i muszę przyznać, że z tym pogłosem robią wrażenie.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Dla młodzieży

Tagi:

Ostatni weekend – Dariusz Chętkowski

Ostatni weekend – Dariusz Chętkowski z uczniami
Wydawnictwo Piątek Trzynastego , 2007 , 316 stron
Literatura polska

   Ilekroć widziałam, stojąc na przystanku autobusowym lub w innym miejscu publicznym, podpite grupy nastolatków, palących papierosy, głośno i wulgarnie opowiadających o przeszłej imprezie, rzucających dookoła niedopałkami i puszkami po piwie, zawsze miałam ochotę odsunąć się od nich z obrzydzeniem i niesmakiem. Dokładnie te same uczucia towarzyszyły mi podczas czytania tej powieści, bo ona jest dokładnie o takiej młodzieży. Grupie łódzkich licealistów i studentów, wulgarnej, agresywnej, alkoholizującej się, ćpającej, traktującej rodziców jak bankomaty, nauczycieli jak zgredów, a swoje życie jak jedną wielką imprezę, na której najważniejsza jest dobra zabawa czyli dużo używek każdego rodzaju i dużo „cipul do przelecenia”. W życiu której jedynymi pozytywnymi osobami są dziadkowie. Najstarsze pokolenie, które nie utraciło ideałów. Przypominające, że w świecie należy doszukiwać się piękna, w ludziach – dobra, a w życiu – pozytywnych stron. Niestety w bezsilnej starości, ograniczające się tylko do tego.
   Irytujące.
   I dokładnie o to chodziło autorom, bo Dariusz Chętkowski (czynny nauczyciel, na którego stronę BelferBlog zaglądam) napisał ją razem z licealistami, swoimi uczniami, którzy operując skrajnościami w postępowaniu kreowanych bohaterów, w ich postawach, w myśleniu, w zachowaniach, w decyzjach, napisali swoisty protest. Manifest młodych, którym chcieli zwrócić uwagę dorosłych odpowiedzialnych za wychowanie młodzieży krzycząc: ZAJMIJCIE SIĘ NAMI! Oberwało się rodzicom goniącym za pieniędzmi i karierą. Politykom zaślepionym walką o władzę. Bezsilnym i niedouczonym nauczycielom, którzy swoją ignorancją sami proszą się o założenie kosza na głowę. Skorumpowanej służbie zdrowia uśmiercającej ludzi Pavulonem. Bezmyślnej policji, zabijającej ostrymi nabojami studentkę podczas juwenaliów. Wszystkim dorosłym. Każdemu systemowi.
   Autentyczny, żywy, wnikliwy, prawdziwy, bezkompromisowy, agresywny, a przez to bardzo bolesny obraz polskiego społeczeństwa, który ponosi porażkę, z różnych powodów, na gruncie wychowania. Obraz od którego czytając o nim, chciałam się odsunąć, tak jak od tej grupy nastolatków na przystanku tramwajowym, ale zamiast tego powinnam sobie zadać pytanie: Co zrobić żeby to zmienić? Bo jak napisał autor, a także publicysta, w jednym ze swoich artykułów na temat wychowania: „A młodzież, wbrew całemu złu, jakie się jej przypisuje, ma dobre serce, tylko maniery nieodpowiednie”. Uwielbiam go za to zdanie! Za to proste ujęcie myśli: Kiedy się rodzi dziecko, dostajemy cudowny materiał do ukształtowania. Jeśli ulepimy z niego potworki, możemy mieć pretensje tylko do siebie.
   Młodzież to widzi, rozumie i o tym pisze z wściekłością człowieka skrzywdzonego, która i mnie się udzieliła. Mam ochotę rzucać tą książką w każdego dorosłego, który w negatywny sposób wpływa na proces wychowania, a błąd zaniechania jest jego sposobem na przetrwanie w zawodzie. Mam ochotę zamykać ich z tą książką w pokoju o wodzie i chlebie i zmusić do czytania jako lektury obowiązkowej. Mam ochotę krzyczeć jak oni: zobacz, zrozum i przestań o tym tylko mówić, a zacznij działać!    Rodzicu! Wychowawco! Nauczycielu! Polityku!
   Obudźcie się!
   Andrzej Frycz Modrzewski przypomina: Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie!
   I chciałoby się dodać: i nie ma zmiłuj się, i nie ma, że boli! Jeśli was to przerasta przestańcie rodzić, zmieńcie zawód, wymieńcie polityków!
   Wiem, wiem, że świat nie rządzi się takimi prostymi zasadami, ale udzielił mi się ból samobójczej bezsilności w tej powieści. Zwłaszcza, że mija trzy lata od wydania książki, a ja czytam artykuł Za buraka i kapustę nauczyciele poczuli się obrażeni, świadczący o nadal trwającej głuchocie dorosłych na krzyk młodzieży.

młodzież
Obrazek pochodzi ze strony digart.pl.

   Czasami czuję się jak te staruszki na powyższym rysunku, gubiąc się w ocenie rzeczywistości. Ostatnio moja zaprzyjaźniona młodzież stwierdziła, że jestem staroświecka, ponieważ skrytykowałam reklamę odzieży MISBHV (ciekawe jak to się czyta?!) z kolekcji FALL/WINTER 09. I żeby chociaż ta odzież była, ale na niektórych zdjęciach trzeba jej szukać z lupą, jeśli nie pod mikroskopem, zwłaszcza na zdjęciu ósmym.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Dla młodzieży

Tagi:

Marina – Carlos Ruiz Zafón

Marina – Carlos Ruiz Zafón
Przełożyli Katarzyna Okrasko , Carlos Marrodán Casas
Wydawnictwo Muza , 2009 , 302 strony
Literatura hiszpańska

   Déjà vu.
   Tym jednym wyrażeniem mogłabym określić tę powieść. Napisana dla młodzieży jako pierwsza, a w Polsce wydana jako druga, po jej siostrzanej wersji dla dorosłych, spowodowała tym trochę zamieszania. Dla mnie dobrego, bo zyskała moją sympatię, a nie wiem czy sięgnęłabym po nią w sytuacji odwrotnej. Powiem nawet więcej, podobała mi się bardziej niż Cień wiatru. Zarówno z powodu podobieństw jak i różnic, zdecydowanie na plus dla Mariny.
   Spotkałam w niej to, co polubiłam w wersji dla dorosłych: dociekliwość nastolatka, zauroczenie dziewczyną, Barcelonę tym razem przeniesioną do dzielnicy willowej, gdzie w nazwach ulic pobrzmiewały echa starych legend, a za naszymi plecami czaiły się baśniowe stwory, opuszczone, zarośnięte rezydencje, chylące się ku ruinie, w których aż roi się od wspomnień setek osób, tragiczną miłość, narastające tempo powieści i oczywiście tajemnicę, którą koniecznie trzeba było poznać, nawet z narażeniem zdrowia, a nawet życia, pokonując barykady przeszkód i niebezpieczeństw.
   A różnice?
   Przede wszystkim mniej bohaterów z ich zawiłymi historiami biograficznymi, zyskującymi dzięki temu na wyrazistości. Mniej użalania się nad ich niedolą i nieszczęściami, obarczającymi mnie marazmem i bezsilnością egzystencjalną. Więcej grozy, patologii, lęku i strachu. Właśnie tego! Napięcia, które w drugiej połowie powieści sięgało zenitu, a które wręcz wyło o rozładowanie. Jak ja się broniłam, żeby nie zajrzeć na koniec książki, w poszukiwaniu rozwiązania!
   Jest jednak coś, czego mi zabrakło, czego nie zauważyłabym, gdybym nie przeczytała „Cienia wiatru” wcześniej… humoru, mrugnięcia okiem do mnie, że nie ma się czego bać, że będzie dobrze, a który w dorosłej wersji uosabiał przyjaciel głównego bohatera. Zabrakło mi właśnie takiej postaci.
   Ale widocznie nie można mieć wszystkiego w jednym. Jestem dużą dziewczynką i wiem, że takie rzeczy to tylko w Erze!

Marina [Carlos Ruis Zafon]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

 Pisarz nie tylko pisze, również komponuje muzykę. Tutaj posłuchałam utworu Bea inspirowanego Cieniem wiatru. Więcej utworów mogłam posłuchać na jego stronie autorskiej.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Dla młodzieży

Tagi:

Światła pochylenie – Laura Whitcomb

Światła pochylenie – Laura Whitcomb
Tłumaczenie Joanna Bogunia , Dawid Juraszek
Wydawnictwo Initium , 2010 , 231 stron
Literatura amerykańska

   Ujrzawszy wannę na okładce tej książki skojarzyłam ją ze śmiercią. Ostatnio kryminały upodobały sobie ten motyw i faktycznie przeczucie mnie nie myliło, ale tylko częściowo. Bo ta powieść to nie kryminał, a śmierć w niej jest tylko progiem, za którym istnieje nieżycie. Granicą, za którą czeka wielka niewiadoma, z którą autorka powoli mnie oswajała, przypominając mi tym samym informację szeptaną sobie na ucho przez ludzi: nie chodź z dzieckiem na cmentarz, które łatwo staje się ofiarą nawiedzeń przez krążące po nim dusze zmarłych. Brutalnie i bezlitośnie wciągnęła mnie razem z Helen, bohaterką historii, w głąb grobowego lochu pokazując czym jest indywidualne piekło, w którym ból wypalanego wodą gardła, cierpienie rozsadzające żebra w drzazgi, a uszy wypełnia upiorne wycie, każe pazurami wydrapywać ziemię i zmurszałe deski, by wydobyć się na powierzchnię i uczepić się Żywego. Niekoniecznie na cmentarzu i niekoniecznie małego dziecka. To może być but przypadkowo stojącego mężczyzny, głos staruszki szepczącej modlitwę, fałd kobiecej spódnicy, to równie dobrze mogę być ja, by móc wyczołgać się, wydobyć z piekła, uwolnić od bólu i ukoić przerażenie, pozwolić z ulgą, by ta najgorsza chwila stała się więzieniem na wieczność, a największą radość (…) w życiu Bóg pokazywał zza krat, by móc żyć-nie żyć w symbiozie z Żywymi w ich świecie jako Światło.  Koegzystować, przestrzegając bezwzględnie zasad pozwalających na pozostanie na „powierzchni”: nie mieć życzeń, trzymać się blisko gospodarza nawiedzenia, cieszyć się pożyczonym istnieniem, być mu wiernym i starać się mu pomagać. A wszystko po to, by trwać w tym stanie jak najdłużej, zmieniając gospodarzy tylko wtedy, gdy zabierała ich śmierć, trwać w lęku przed ponownym wciągnięciem w dół, przed koniecznością przejścia przez osobiste piekło na jego drugą stronę, nawet za cenę bycia tylko biernym obserwatorem, zdolnym jedynie emocjami poruszyć nieznacznie fałdę na zasłonie, zaszeleścić leżącymi kartkami, zakołysać mijanym kwiatem. Nic więcej. Bez słów, bez kontaktu wzrokowego, bez odczuwania smaku, zapachu i dotyku z otaczającymi ją ludźmi. Tylko obserwować.
   Tak bardzo przyzwyczaiłam się do tego stanu zawieszenia Helen, że byłam tak samo zaskoczona i jednocześnie przerażona jak ona, która po 130 latach poczuła na sobie skupiony, wodzący uważnie za nią wzrok siedemnastoletniego Billy’ego, na którego wcześniej nie zwracała uwagi. Z niewidzianej stała się widzianą, z obserwującej zamieniła się w obserwowaną, z roli podglądacza przeszła do roli podglądanej. To zaskoczenie przerodziło się w ciekawość i w zainteresowanie się tym który widzi to, czego nie widzą inni, z którym nareszcie mogła rozmawiać, spędzać czas na tyle, na ile pozwalała jej nić zależnej więzi, którego zanim się zorientowała, zaczęła pożądać całą swoja nagą duszą, łamiąc regułę wierności. A to dopiero początek tej historii, niezwykłego uczucia narodzonego pomiędzy dwoma światami, po dwóch stronach bariery, pomiędzy dwiema rozbieżnymi ścieżkami życia i nieżycia, w przeszłości i teraźniejszości, pomiędzy różnymi indywidualnymi piekłami stwarzanymi nieświadomie sobie samym i przez ich najbliższych, koegzystujących obok siebie, przenikających się wzajemnie strzępkami obrazów sprzed śmierci, płynnego przechodzenia z jednego świata w drugi, z jednej świadomości w inną. Autorka tak hipnotyzowała mnie słowem, wprowadzając w oniryczny stan z rozmytą granicą jawy i snu, życia i nieżycia, że od połowy powieści straciłam poczucie miejsca i czasu w dążeniu poznania jej zakończenia. Zakończenia, które wprawiło mnie w stan zamyślenia nad dedykacją, a dla mnie bardziej mottem, poprzedzającą powieść:

Mojej matce, która była zarazem Życiem i Światłem – pierwszej obrończyni, wzorowi jasności i wybaczania.

Światła pochylenie [Laura Whitcomb]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

 

Tutaj obejrzałam film promocyjny książki.

 

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Dla młodzieży

Tagi:

Błękitnokrwiści – Melissa de la Cruz

Błękitnokrwiści: tom I – Melissa de la Cruz
Tłumaczenie Małgorzata Kaczarowska
Wydawnictwo Jaguar , 2010 , 320 stron
Literatura amerykańska

Fala tematyki o wampirach nie słabnie. Ma się dobrze, a nawet bardzo dobrze. Przekonałam się o tym w Empiku, przeglądając ranking najczęściej kupowanych książek z tego zakresu. Wampiry i upadłe anioły królują. Młodzież nadal chce o nich czytać, ale… ale… ale…już nie rzuca się na każdy nowy tytuł bezmyślnie. Zbyt wiele książek okazało się „infantylnymi i naiwnymi” jak określiła je moja zaprzyjaźniona młodzież. Nastolatki zaczynają uważnie wybierać, a to oznacza, że każda nowa pozycja, chcąca przyciągnąć ich uwagę, musi przynajmniej dosięgnąć poprzeczki (trudno mi jest wyobrazić sobie tytuł ją przeskakującą), dość wysoko postawionej przez „Zmierzch” Stephenie Meyer , Szeptem Becki Fitzpatrick czy „Naznaczoną” Cast P. C. I i Cast Kristin.
Myślę, że „Błękitnokrwiści” mają szansę na dołączenie do nich.
Autorka wiedziała dobrze, że odkrywanie świata wampirów byłoby dla mnie nudne, bo już sporo o tym czytałam, bo już to było, ale towarzyszenie Schuyler, niczego nieświadomej piętnastolatce, uczennicy elitarnej szkoły na Manhattanie dla obrzydliwie bogatych dzieciaków, wyglądającej na tle ich markowych ciuchów jak drezdeńska lalka w stroju czarownicy, w jego poznawaniu, w uchylaniu tajemnicy swojego rodowego pochodzenia, w coraz głębszym wchodzeniu w wir zagadek, stającym się powoli światem tajemniczym i nieodgadnionym również dla mnie, jest już ciekawe. Ciekawszym staje się też świat podzielony nie na wampiry i ludzi z odwiecznym konfliktem między nimi, ale świat podzielony na błękitnokrwistych (bogatą elitę wampirów), czerwonokrwistych (familiantów i zauszników) i… tych trzecich. Groźną siłę będącą niewiadomą, i co zaskakujące i jednocześnie bardzo niebezpieczne, potrafiącą uśmiercać (jak dotychczas nieśmiertelnych) błękitnokrwistych, stanowiącą zagadkę i dla mnie, i dla Schuyler oraz jej przyjaciół. Ale zaraz… czy na pewno przyjaciół? Tych znaków zapytania pojawia się bardzo wiele, a każda odpowiedź na nie odsłania kolejny, jeszcze bardziej skomplikowany labirynt wydarzeń wymagających natychmiastowego wyjaśnienia przez młodych. Wbrew własnemu rozsądkowi i wbrew nakazom-zakazom starszych, strzegących tajemnicy mającej swój początek na statku „Mayflower” przybyłym do Nowego Świata w 1620 roku. Nic nie jest wiadome, a każdy nowy, odkryty fakt zmienia zastane stosunki, sympatię, kontakty towarzyskie i rodzinne, przyjaźnie i rodzącą się miłość wśród bohaterów o 180 stopni.
I właśnie w tym tkwi siła tej opowieści, która trzymała mnie do ostatniej kartki, by na końcu stwierdzić, że nic nie wiem na pewno, trochę się domyślam, dużo podejrzewam, i że czekam na kolejną część „Maskarada”, mającą się ukazać już w maju.

 

text

 

 

Wspomnę jeszcze tylko o małym drobiazgu, który mnie urzekł – ozdobna paginacja, która nadała książce nie tylko estetyczny wygląd świetnie współgrając z okładką, ale i wprowadziła w klimat książki:

 

text

 

 

Na stronie pośwęconej serii Błękitnokrwiści można poczytać więcej na temat książki i nie tylko, a także przeczytać jej fragment.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Dla młodzieży

Tagi:

Gone – zniknęli: Faza druga: głód – Michael Grant

Gone – zniknęli: Faza druga: głód – Michael Grant
Przełożył Jacek Drewnowski
Wydawnictwo Jaguar , 2010 , 544 strony
Cykl Gone ; Tom 2
Literatura amerykańska

Ekstremalne Terytorium Alei Promieniotwórczej. W skrócie ETAP – świat bez dorosłych, a według niektórych i bez Boga, w którym skończyła się jedność z części pierwszej, a zaczął się czas podziałów w części drugiej. Na ludzi Sama stojących po stronie dobra większości dzieci i Caine’a stojących po stronie elity wybranych. Na tych, którzy poczuli się dorośli i odpowiedzialni w próbie zapanowania nad powstałym chaosem i na tych, którzy pozostali dziećmi obarczającymi starszych swoimi problemami i roszczeniami. Na tych normalnych, zakładających Ekipę Ludzi i tych zmutowanych nazywanych pogardliwie trollami, odmieńcami lub mupami. Na tych, którzy próbowali się dostosować do zaistniałych warunków i tych, którzy sobie z nimi nie poradzili, uciekając w świat alkoholu, narkotyków i przemocy. Na tych realizujących własne cele, dyktowane egoistycznymi potrzebami i altruistów dążących do realizacji celów z myślą o całej dziecięcej społeczności.
A w samym środku tych ścierających się grup i jednostek – Sam, mający pod opieką 331 dzieci, a przeciwko sobie agresywną grupę Caine’a. Trudny czas dla piętnastolatka, w którym niektórzy zyskali całkiem nową osobowość. Jedni zmieniali się na lepsze, a drudzy na gorsze. Czas, w którym dawno skończyły się chipsy, ciastka i cukierki, a pojawiło mięso kotów i trawa, a swąd palonego ludzkiego ciała powodował napływanie śliny do buzi. Dziecięcy tłum był głodny, pełen desperacji i bardzo niecierpliwy, ale nie jedyny w ETAP-ie. Kryjąca się w starej sztolni Ciemność była dużo bardziej głodna i niecierpliwa, a przy tym bezwzględna w wykorzystywaniu zwierząt i ludzi do nakarmienia jej.
A wszystko to ukazane w szybko po sobie następujących wydarzeniach, często prowadzonych wielotorowo, wielowątkowo, z niespodziewanymi i nieprzewidywalnymi w skutkach zwrotami akcji podejmowanych przez bohaterów. Tempo przybierające na sile, w miarę zbliżania się do końca powieści, potęgowało odliczanie czasu do zera, rozpoczynające każdy rozdział ze stale nasuwającym się pytaniem: Czym będzie ta „godzina zero”? Ku czemu zdąża uciekający czas? Co się ma wydarzyć na końcu powieści?
I w ogóle do czego zdolny jest autor w następnych częściach serii? Czy przekroczy granicę zachowań ekstremalnych? Co podsunie mu wyobraźnia, która zdawałoby się nie ma granic? Co przyniesie „Faza trzecia – kłamstwa”, planowana na jesień?

 

Wcześniej pisałam o Fazie pierwszej: niepokój.

 

Głód

 

 

Wydawnictwo Jaguar na swojej stronie stworzyło specjalną podstronę dla fanów serii Gone.

 

 

 

Tutaj mogłam zobaczyć i wysłuchać autora serii Gone.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Dla młodzieży

Tagi: