Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Taniec zegara – Anne Tyler

24 marca 2019

Taniec zegara – Anne Tyler
Przełożyła Kamila Slawiński
Wydawnictwo Poradnia K , 2019 , 270 stron
Literatura amerykańska


Pozornie nie działo się w tej powieści nic spektakularnego.

Nic, co warte byłoby zapamiętania. Nic jednoznacznego lub decydującego o jej kierunku rozwoju. Nic, co trzymałoby mnie w nieustannym napięciu, by odkryć przyczynę jakiejkolwiek zagadki, sekretu lub tajemnicy. Nic, co mogłabym ważnego śledzić, czekając niecierpliwie na wyjaśnienie. Pośpieszałam ją z kartki na kartkę. Z dekady na dekadę upływających lat, które składały się na rozdziały. Skupiona na treści, nie czytałam między wierszami. A to tam kryło się jej przesłanie.

Dokładnie w takim oślepiającym pośpiechu żyjemy.

Dzień za dniem. Tydzień popędza kolejny tydzień. Rok goni następne lata. Podobnie jak w powieści. Życie toczyło się w niej od dekady do dekady począwszy od 1967 roku, kiedy Willa, główna bohaterka, była małą dziewczynką nierozumiejącą napadów wybuchu matki połączonych z jej znikaniem na kilka dni. Dziesięć lat później w 1977 roku była już nastolatką uczącą się w Kinney College w stanie Illinois, gdzie poznała Dereka. W kolejnym przeskoku, tym razem o dwie dekady, w 1997 roku wyszła za niego za mąż i urodziła dwóch synów, by zostać młodą wdową. W 2017 roku ponownie wyszła za mąż, a dorośli synowie byli już usamodzielnieni. I pewnie za kolejnych dziesięć lat czytałabym o jej pogrzebie, gdyby nie odebrała telefonu z prośbą o zaopiekowanie się dziewczynką, której matka, była dziewczyna jej syna, została postrzelona. Mimo że Cheryl nie była jej biologiczną wnuczką, Willa zgodziła się.

Jej pobyt w Baltimore zmienił wszystko.

Jej sposób patrzenia na życie i na samo życie. Niby budowane przez jej własne wybory i decyzje. Niby dostarczające zadowolenia i satysfakcji. Niby toczące się bez większych problemów, a jeśli takie były, to świetnie sobie z nimi radziła. A jednak czegoś jej brakowało. Nie odczuwała tego, dopóki nie znalazła się w Baltimore.

Gdzie popełniła błąd?

Miała za sobą ponad sześćdziesiąt lat życia, którego nie poczuła, wpatrzona w przyszłość. Planowała, wyznaczała cele i dążyła do nich, nie zastanawiając się nad tu i teraz. Nie doceniała chwil, momentów, odcinków czasu odliczanych niczym w zegarze, który odmierzał jej życie. Składały się na jego treść, a jednocześnie umykały niczym niezauważalne sekundy tak obrazowo przedstawione przez dzieci w powieści, które nazwały je tańcem zegara. Dzieci, które potrafiły cieszyć się teraźniejszością. Jeszcze posiadające zdolność, którą dorośli gubili w pędzie życia. Dokładnie to uświadomiła sobie Willa, która, gdyby miała wymyślić taniec zegara, nie wyglądałby tak jak ten, który pokazały jej trzy dziewczynki. Nie, w jej wersji kobieta przemierzałaby z lewa w prawo, przez cały czas wirując szaleńczo, tak że publiczność widziałaby tylko kręcącą się barwną plamę, która za chwilę znikłaby im z pola widzenia. Puff – i już znika za kulisami. Bez śladu.

Jednak na zmiany nigdy nie jest za późno!

Willa robi to u schyłku życia. Zmienia tempo tańca, by każdy ją dobrze widział, a i ona sama, by cieszyć się każdym jego ruchem, każdą sekundą jego trwania. Dzielić życie nie na lata i tygodnie, ale na momenty w ciągu dnia poszerzające pole widzenia, by ujrzeć siebie okruszkiem na ziemskim globie. Maleńkim organizmem w kosmosie i z tego dystansu nauczyć się rozróżniać, co w życiu jest istotne, chociaż niewidoczne, a co zupełnie bez znaczenia, chociaż spektakularne. Nauczyć się czytać życie między jego wierszami w takt tańca zegara.

I tak też należy czytać tę powieść – nieśpiesznie, między wierszami.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Inni o książce.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi: ,