Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Miłość jest warta starania – Justyna Dąbrowska

24 marca 2019

Miłość jest warta starania: rozmowy z mistrzami – Justyna Dąbrowska
Fotografie Mikołaj Grynberg
Wydawnictwo Agora , 2019 , 392 strony
Literatura polska

Ależ intelektualna przyjemność obcowania!

Z dwudziestoma czterema umysłami nieprzeciętnymi, niepospolitymi, wyjątkowymi, oryginalnymi, które autorka nazwała mistrzami. Biegłymi z życia i w wielu dziedzinach, które uprawiali zawodowo – aktorstwo, reżyseria, tłumaczenia, krytyka literacka czy eseistyka. Artystami wielu sztuk. Wykładowcami akademickimi i badaczami nauk zarówno ścisłych, jak i humanistycznych. Niektórzy wielu wielu profesji i uprawianych dyscyplin nauki i sztuki.

Z szybkiego przebiegu spisu nazwisk wyłowiłam kilka znanych mi już, jak uwielbiana przeze mnie Danuta Szaflarska nie tyko za umiejętności aktorskie i wykreowane role, ale i za tę pogodę ducha, którą zawsze widziałam w jej oczach. Kazimierz Kutz, który otwierał poczet mistrzów. Hanna Świda-Ziemba, której przeciekawy życiorys poznałam, czytając jej wspomnienia w Uchwycić życie.

Ku mojej ogromnej radości wypatrzyłam również Zygmunta Baumana, którego publikacje zawsze windowały mnie na wyżyny rozważań intelektualnych takich, jak Retropia czy wpisana na mój top czytanych w 2016 roku Obcy u naszych drzwi. Jego rozmowę z autorką przeczytałam kilka razy, rozkoszując się treścią, stylem przekazu i pięknem szyku budowanych zdań, wspinając się na palce intelektu, by nie uronić żadnej myśli, żadnego logicznego wywodu czy wniosku.

Ciekawa byłam jednak wszystkich rozmów.

Razem zebrane, a nie rozproszone na łamachTygodnika Powszechnego, Wysokich Obcasów, „Pisma” i Gazety Wyborczej, dodatkowo uzupełnione rozmowami dotąd niepublikowanymi, stworzyły zupełnie inną jakość przekazu i przesłania. Nie indywidualną, osobną, dotyczącą tylko jednego człowieka, ale ponadczasową, zbiorową myśl polskich intelektualistów pokolenia, które powoli odchodzi. Niektóre z tych osób już nie żyją. Innym pozostało niewiele z powodu nieuleczalnej choroby. Ale to właśnie ten podeszły wiek, w połączeniu z bogatym, często traumatycznym doświadczeniem życiowym, pozwolił im na spojrzenie wstecz z dystansem i próbę odpowiedzenia na pytania, które człowiek zadaje sobie przez całe życie, ale pełne zrozumienie, wydźwięk i znaczenie odpowiedzi znajduje dopiero u jego schyłku. Chociażby to, o co warto się w życiu starać. Z perspektywy osiemdziesięciu i więcej lat wnioski stają się podpowiedziami dla tych, którzy zagubili się egzystencjalnie lub ich poszukują w sferze filozoficznej. Odpowiedź tytułowa – miłość jest warta starania – to tylko jeden z wariantów, bo jeszcze życie samo w sobie jest tego warte, własna wewnętrzna autentyczność czy minimalizm posiadania – wymieniają po kolei mistrzowie.

Ile osób, tyle odpowiedzi!

Właściwie różni ich wiele – pojęcie sensu życia, śmierci, przemijania, starości, miłości, religii, ale również bagaż doświadczeń, światopogląd, otwartość na innych ludzi czy styl życia.To było przeciekawe w swojej różnorodności, bogactwie emocji jakim obdarzał ich los, pasjonujące w wiedzę z wielu dziedzin nauki i sztuki, które miały decydujący wpływ na jakość życia zawodowego i osobistego.

Szukałam jednak punktów stycznych!

Tych myśli, które życie sprowadzało do wspólnego mianownika pomimo tych różnic. Konkluzji, które mogłabym zaadoptować. Mądrości uniwersalne, by uniknąć nauki na błędach własnych. Wyłuskiwałam je z rozmów o rzeczach istotnych, gdy wspólnie podkreślali takie wartości, jak miłość, rodzina, przyzwoitość i sens życia, którego, według Zygmunta Baumana, tyle jest, ile potrafimy w nie wlać. Ani grama więcej, ani grama mniej. Za to, co się w środku znalazło, ponosimy odpowiedzialność. Ale też te refleksje, które nasuwała fizjologia starzejącego się ciała, powoli ograniczającego nadal wysoką sprawność umysłu. To dlatego wszyscy pracowali mimo podeszłego wieku.

Witalność intelektualna to była podstawowa cecha wszystkich rozmówców.

Każdy z nich, pomimo emerytury, jeszcze pracował zawodowo lub umysłowo. Miał plany, terminy, zamierzenia i pomysły do zrealizowania. Żył raczej do przodu, niż przeszłością. Ta niewyczerpana kreatywność towarzyszyła im stale, czyniąc ich młodymi psychicznie. Wewnętrznie ujmowali sobie po kilkadziesiąt lat.

Przestrzegałabym jednak przed bezmyślnym przyjmowaniem ich rad.

Dosłowne kopiowanie zasady życiowej Zygmunta Baumana, którą tworzył na swój użytek prawie wiek, by żyć, jakby się miało żyć wiecznie, ale przeżywać każdą chwilę tak, jakby miała być ostatnią, a która sama w sobie niesie sprzeczność i jest formułą bardzo trudną do realizacji, może skończyć się katastrofą i zniechęceniem. To raczej kierunki pracy nad sobą. Podpowiedzi do budowania własnej, osobistej struktury konstrukcji światopoglądowej, a co za tym idzie – jakości życia. Drogowskazy stylu życia wskazane przez mistrzów, swoistą „starszyznę plemienną” Polaków, do której wysłuchania autorka stworzyła idealne warunki i zaprosiła do jej wysłuchania wszystkich.

Każdy może przed nią stanąć i zaczerpnąć dla siebie tyle, ile zechce wziąć.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Przeczytaj fragment książki

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi: , ,

Wedle reguły kreacji – Artur Boratczuk

21 marca 2019

Wedle reguły kreacji – Artur Boratczuk
Wydaje.pl , 2011 , 159 stron
Literatura polska

Lubię, gdy powieści mnie zaskakują. Czy to formą, czy też treścią. Myślę sobie potem o nich, układam, dopasowuję do mojej wiedzy i światopoglądu, by ostatecznie osiągnąć stan błogiego rezonansu.
Uwielbiam to uczucie współmyśli lub emocji!
Ale tym razem pomimo pierwszorzędnych, wyborowych, starannie dobranych składowych w postaci treści, języka i formy, nie mogłam poczuć tych przyjemnych wibracji.
Czułam wręcz frapujący mnie rozdźwięk.
Towarzyszył mi niczym kamień w bucie przez cały bieg czytelniczy. Chodziłam dwa dni po zakończeniu lektury tej książki, zajęta myśleniem – w czym tkwi mój problem z poznaną historią, moje niedopasowanie do niej? Bo z jednej strony powieść mnie pochłonęła, a z drugiej nie rozumiałam jej tak do końca, do dna, do ostatniego zdania i myśli w niej zawartej. A tego bardzo, bardzo nie lubię.
Wieczorem, kiedy najlepiej mi się analizuje, odkryłam przyczynę.
Czytałam hybrydę!
Swoiste połączenie stylu snucia fabuły piękną polszczyzną, jak w powieściach Wiesława Myśliwskiego, z filozoficznym esejem naukowym (nawet nie popularnonaukowym), jak spod pióra Władysława Tatarkiewicza w wersji dla wybranych kolegów po fachu. Obie warstwy ciekawie i logicznie napisane, a każda z osobna urzekająca (część beletrystyczna) i wzbudzająca niepokój (część filozoficzna).
Ta beletrystyczna, ogarniająca, otumaniająca i zawłaszczająca mój umysł tylko dla siebie, na kilka godzin, omamiła mnie już kilkoma pierwszymi zdaniami wprowadzającymi do wsi Fraudencja, gdzieś na terenie Polski, tuż po wojnie, w której urodził się główny bohater – Stanisław. A potem całkowicie pochłonęła moją uwagę, skupiając ją na śledzeniu pogmatwanych losów, swoistego krzyża życia dźwiganego na barkach przez człowieka obdarzonego umysłem naukowca. Myślami błądzącego po nieodgadnionych ścieżkach zamysłów Boga, który stworzył świat według Liczby, Miary i Wagi, by zbudować własną teorię wielkiej unifikacji. „Pięknego umysłu” zmuszonego borykać się z prozaicznymi problemami egzystencji. I nawet jeśli Stanisław omijał z daleka nieinteresujące go wydarzenia, rozgrywane gdzieś w tle opowieści lub pojawiające się w jego otoczeniu niczym meteoryty, to życie pamiętało o nim, siłą wplątując go bez jego zgody i aprobaty w sytuacje mające wpływ na jego teraźniejszość, przyszłość i życiorys w ogóle. Dodam – zawsze katastrofalny wpływ. Z czasem wydarzenia te, jak kula u nogi, ciągnęły się za nim złą sławą, uniemożliwiając mu empiryczne sprawdzenie zbudowanej przez siebie teorii stworzenia świata. I o ile byłam zachwyconym świadkiem niezwykle ciekawie opowiedzianej historii zmagań umysłu naukowca z niszczącą go szarą, a nawet złośliwą egzystencją, o tyle druga warstwa powieści, przedstawiająca i rozwijająca filozoficzną teorię reguły kreacji, mocno mnie zirytowała. Nie samą treścią, bo ma ona swoje naukowe podstawy (autor zaczerpnął ją z rozważań znajomego naukowca), ale niemożnością jej zrozumienia. Główną jej zasadę pojęłam w mig – Całość ma w sobie substancję na części, zaś części nie mają w sobie substancji na całość, ponieważ zawiera w sobie, wprawdzie specyficznie podaną, ale jedną z podstawowych zasad chemicznych. Moje problemy zaczynały się na szóstym zdaniu – Obiekt i tło są równorzędnymi przedmiotami fizyczno-logicznymi w ten sposób, że są związane ze sobą ciągłością substancjonalną, zaś zróżnicowane w następstwie bycia przejawami dwóch asymetrycznie lokacyjnych ciągów procesualnych, które początek biorą z całościowej asymetrii w sposobie istnienia Wszechświata. Nie pomogło czytanie po raz drugi, ani po raz nawet piąty, bo pod pojęciem „asymetrycznie lokacyjne ciągi procesualne” nie kryje się w moim umyśle żadna wiedza. Książkę z zakładką temu, kto mi je przetłumaczy na polski. A dwie temu, kto uzasadni ten język wtajemniczonych w książce beletrystycznej. A przecież można było pozostać przy zrozumiałym dla mnie poszukiwaniu świętego Graala, dającego moc zrozumienia myśli Boga. Proste nie tylko dla mnie, ale dla KAŻDEGO czytelnika. Bo chyba do takiego skierowana jest ta powieść?
To właśnie ta rozbieżność tekstu naukowego w powieści dla „milionów” odbiorców, dała mi poczucie dyskomfortu. Poczułam się tak, jakbym zjadła słodki pączek z nadzieniem ze słonych śledzi. Uwielbiam pączki i lubię śledzie, ale w takim połączeniu dały efekt… zaskoczenia.
Zupełnie taki, jaki przeżył Stanisław w końcowej scenie.
Bo może powieść jest napisana nomen omen wedle reguły kreacji? Jej różne składniki tworzą odmienną, ale spójną, jednorodną całość, a tylko moja człowiecza słabość nie jest w stanie zobaczyć i pojąć jej ostatecznego efektu?

Wedle reguły kreacji [Artur Boratczuk]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść filozoficzna

Tagi:

Krótka instrukcja obsługi psa – Krzysztof M. Kaźmierczak

Krótka instrukcja obsługi psa – Krzysztof M. Kaźmierczak
Wydawnictwo Zysk i S-ka , 2016 , 292 strony
Literatura polska

Brutalna powieść!
Rozpoczęła się bezwzględną sceną egzekucji dziennikarza śledczego ubitego jak psa. Przywiezionego na pole w bagażniku, wypuszczonego i zastrzelonego. Jako dziecko byłam świadkiem takiej sceny z psem zamiast człowieka. Stąd to skojarzenie. Autor swoje skojarzenie zaczerpnął z Zarządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych z 1983 roku w sprawie psów służbowych. Fragmentami tej instrukcji rozpoczynał każdą z trzech części, na jakie podzielił ten kryminał z detektywem Joachimem w roli głównej.

Wskazówki postępowania sugerowały nie tylko treść następnych rozdziałów, ale również los tych, którzy węszyli.
A głowni bohaterowie tej powieści węszyli niczym psy.
Najbardziej przygnębiającym faktem było to, że autor fabułę oparł na wydarzeniach rzeczywistych. Wykorzystał głośne zabójstwo dziennikarza śledczego Jarosława Zientary w 1992 roku. W tym też okresie osadził akcję powieści, w którym policja nazywana Firmą nie była powołana do tego, by tropić przestępców i doprowadzać ich przed sąd. Jej zasadniczą rolą było uzyskiwanie o nich informacji i wykorzystywanie ich zgodnie z interesami państwa, które Firma miała chronić. Interesy państwa nie pokrywały się z interesami wszystkich jego obywateli. Służyły tylko wybranym. Autor stworzył wprawdzie wielowątkową i dynamiczną fikcję literacką, ale w dużej mierze udało mu się odtworzyć czas przemiany ustrojowej, w którym manipulacja, zastraszanie i szantaż były podstawowymi metodami postępowania z szukającymi prawdy i grzebiącymi w przeszłości ludziom wykorzystującym stare układy, zależności i znajomości, by z różnych powodów „ustawić się” w nowej Polsce.
To dlatego zachował jej uniwersalny wymiar.
Jego bohaterowie nie posiadają imion i nazwisk. Nadał im pseudonimy pochodzące od cech charakteru lub wykonywanej profesji. Major, Ksiądz, Biznesmen, Dziennikarz, Pismak czy Ona symbolizują wszystkich ludzi o podobnych im tożsamościach, a skala zróżnicowania społecznego, stopień zaangażowania całego społeczeństwa. Ich anonimowość pozwala na dopasowanie kolejnych postaci, które niczym trybiki w maszynie, umożliwiały jej sprawne funkcjonowanie. Wszystkich przeszkadzających w jej ciągłym działaniu traktowano tak, jak psy.
Zgodnie z instrukcją.
Dlatego nie było w niej dobrych i złych bohaterów. Byli ludzie uwikłani w system zależności, ukazujący mechanizm sterowania polityką tworzącego się nowego państwa. To było w tej powieści najbardziej porażające. Ta niby fikcja, która mogła być prawdą, a przynajmniej nosiła znamiona dużego prawdopodobieństwa. Można zapytać – po co to obnażenie? Po to tylko, żeby stworzyć świetny kryminał, który się dobrze czyta?
Nie tylko.
Autor na to pytanie odpowiedział powstańczym wątkiem z historii Polski wplecionym w fabułę, w którym zawarł przesłanie tej na pozór rozrywkowej powieści – losy historii są w naszych rękach. Może nie przywrócą życia tym, których mordowano za szukanie prawdy, ale możemy i powinniśmy o nich pamiętać.
Pamięć to najlepsza broń przeciwko wszelkim systemom.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Krótka instrukcja obsługi psa [Krzysztof M. Kaźmierczak]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Kryminał sensacja thriller

Tagi:

Wilki – Adam Wajrak

Wilki – Adam Wajrak
Wydawnictwo Agora , 2015 , 272 strony
Seria Biblioteka Gazety Wyborczej
Literatura polska

Przepadłam w puszczy!
Po raz pierwszy autor sprawił to komiksem dla… dzieci. Umarły Las zawierał między obrazkami wstawki rzeczywistych zdjęć z Puszczy Białowieskiej i garść przeciekawych faktów. Nie było mocnych na moje pragnienie, by znowu w niej przepaść. Musiałam sięgnąć po kolejną książkę tego dziennikarza, przyrodnika i pasjonata, by znaleźć się ponownie w jej magicznym centrum. W miejscach niedostępnych przeciętnemu człowiekowi. Poddać się opowieściom płynącym z serca, by ujrzeć niewidoczne i niedostrzegalne dla zwykłego mieszczucha. Poczuć to, co czuje autor, gdy ukazuje puszczę przez swój pryzmat patrzenia na nią z miłością. Przepaść w niej ponownie i zrozumieć niezbędną rolę wilka w niej.
Może przestać się go bać?
Autor bał się go. Przynajmniej na początku swojej przygody, bo tak nazwał ten epizod życia z wilkami w puszczy. I od tego strachu zaczął swoją opowieść. Swoje oswajanie się z wilkami. Pięknie wytłumaczył źródło tej bojaźni. Nie tylko strachu osobistego pojawiającego się w wilczej obecności, ale i tego lęku żywionego przez człowieka i ludzkość. Niemalże dziedziczonego w genach oraz przekazywanego w bajkach, podaniach, legendach i opowieściach mrożących krew w żyłach. Przy okazji tłumacząc okrutną i smutną historię losów wilka w Europie i w Polsce oraz prawdopodobną przyszłość zwierzęcia, jeśli nic nie zmieni się w traktowaniu i podejściu do niego. Dla ułatwienia poruszania się po puszczy umieścił na wyklejce mapkę z zaznaczonymi najważniejszymi miejscami opisanymi w tej książce.

Oprócz fascynacji towarzyszącej opowieściom o ich stylu życia, systemie władzy w watasze, kierunkach wędrówek, sposobie polowania, rozmnażania się i wychowywania szczeniąt, licznie ilustrowanej pięknymi zdjęciami zwierząt i puszczy, musiałam też poznać jej mroczną część.

Kłusownictwo.
To zamierzone i to bezmyślne. To ta smutna rzeczywistość współczesnego wilka, ale istniejąca i składająca się na pełny obraz problemu, jakim jest dla nich człowiek i lęk przed nim. To ten moment, w którym autor przestał bać się wilków, a zaczął się nimi fascynować. Ja nie przestałam się ich bać, ale zaczęłam im współczuć i czuć się winną, że człowiek wilkowi zgotował ten los.
Zaczęłam je szanować.
O ten szacunek i pokorę wobec natury zapewne autorowi chodziło. Wzbudził je we mnie, mimo że nie poczułam z jego strony nawet cienia dydaktyzmu, chociaż uczył, przekonywał, poszerzał wiedzę, uświadamiał i zmieniał uczucia oraz nastawienie. Może dlatego, że opowiadał o wilkach poprzez własną przygodę i emocje. Poprzez historię niezwykłej trójki: siebie samego – pasjonata, Nurii – hiszpańskiej badaczki, dla której stracił głowę i serce oraz Antonii – wyjątkowego psa pomagającego im w puszczańskiej pracy.

To opowieść również o miłości.
A może przede wszystkim o miłości. Do wyjątkowej kobiety, do prastarej puszczy i do ludzi oraz zwierząt w niej żyjących. Do unikatowego miejsca na ziemi, w którym świat jeszcze ma swój pierwotny rytm i tętno życia. Bardzo osobista, a jednocześnie dostępna każdemu o otwartym sercu, czułym na wszystko, co takiemu, i jemu podobnym, miejscu, szkodzi, a nawet unicestwia.
Niezwykle ciepła!
Pozostawiła we mnie wdzięczność za zaufanie, jakim mnie obdarzył autor, wpuszczając do swojego świata, jeszcze większą tęsknotę za puszczą, podziw dla ludzi chroniących jej nienaruszalność, pokorę wobec natury i przeogromny żal do człowieka oraz poczucie winy za wszystko cośmy wilkowi uczynili i nadal czynimy.
W tym przypadku człowiek nie brzmi dumnie.

Fragment książki

Wilki [Adam Wajrak]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

 

 Tutaj obejrzałam równie ciekawy film o wilkach.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi:

Matka swojej córki – Iwona Żytkowiak

Matka swojej córki – Iwona Żytkowiak
Wydawnictwo Prószyński i S-ka , 2017 , 272 strony
Literatura polska

Nie zawiodłam się po raz drugi!
Właściwie to pierwsze zdanie powinno być moim ostatnim w tych wrażeniach polekturowych. Nie wytrzymałam jednak. Pierwsza powieść tej autorki – Świat Ruty, wysoko postawiła poprzeczkę poziomu literackiego pod każdym względem. Sięgając po jej drugą (dla mnie!) powieść, miałam już konkretne wymagania. Jednym z nich był ciekawy, nielinearny sposób narracji – był! Drugim przejmująco naturalistycznie (nawet nie realnie!) zarysowane psychologiczne portrety bohaterów powieści – były! Trzecim rzadko poruszana tematyka w literaturze popularnej opisującej świat kobiet – była! Czwartym, czynnik determinujący losy ludzkie czyniący je tragicznymi – był, aż do bólu! A wszystko podane w konwencji wielkiej niewiadomej, rodzinnej tajemnicy z rodzaju poliszynela, rozpoczętej w tej opowieści żenującą sceną szpitalną, by powoli, zataczając koło, odkryć przyczynę jej zajścia. W ostateczności praprzyczynę wszystkiego. W tej pętli zamykała się trudna i bolesna historia rodziny.
Opowieść dwóch kobiet.
Marki i córki. Niny i Joanny. Matki swojej córki i córki swojej matki. Niby temat banalny, ale kryjący w sobie głębszy sens. Mogłabym ponownie stwierdzić – banalny, bo sens miłości, ale to, jak przedstawiła go autorka, już takie konwencjonalne nie było. Jeśli powiem, że autorka opisała przejmujący, rozciągnięty na całe życie, powolny, destrukcyjny proces umierania kobiety z powodu braku miłości oraz że jej bohaterka miała ponad siedemdziesiąt lat i była alkoholiczką – zaczyna robić się nietypowo, a przez to ciekawie.
I bardzo, bardzo smutno.
Ta choroba braku miłości poraża i niszczy rodzinę. Unicestwia mężów, bo miała ich dwóch i okalecza dzieci, obdarzanych miłością zdeformowaną, bo egoistyczną. Historia opowiedziana przez narratora zewnętrznego z punktu widzenia najpierw matki, a potem córki, ukazuje temat z wielu stron, poddając rozważaniom bardzo ciekawy, wielowątkowy temat – czy samotność starych ludzi nie jest mylona z brakiem miłości? Autorka w powieści próbuje na to pytanie odpowiedzieć, dając do ręki klucz zawarty w wypowiedzi jednej z bohaterek – Miłość nie zna wieku. A ja od siebie dodam – a jej brak w ludzkim życiu jest praprzyczyną ludzkich nieszczęść, które są jego pochodną. Czyż nie jest to banalny temat?
Ale jak on jest pokazany!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 

Matka swojej córki [Iwona Żytkowiak]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi:

Kolejny rozdział – Agata Kołakowska

Kolejny rozdział – Agata Kołakowska
Wydawnictwo Prószyński i S-ka , 2017 , 391 stron
Literatura polska

Przestraszyłam się!
Straszą mnie maszyny do pisania na okładkach. Niedawno dzieliłam się podobnymi wrażeniami, pisząc o Kobiecie, która ukradła moje życie Marian Keyes, że taka grafika zwiastuje nielubiany przeze mnie temat – niemoc twórczą głównego bohatera, który jest pisarzem.
Nie pomyliłam się!
Główna bohaterka Kalina, trzydziestodziewięcioletnia uznana pisarka, właśnie ją przeżywała. Próbowała odzyskać wenę w zaciszu niewielkiego ośrodka położonego w leśnej głuszy, z dala od cywilizacji i absorbującej ją rodziny. Minę miałam nietęgą po takim wstępie, ale moją uwagę przyciągnął drugi bohater główny – czterdziestotrzyletni Maciej. Jej agent pracujący w wydawnictwie. Naprzemienna narracja zewnętrzna opowiadająca o ich teraźniejszości zaczęła przypominać thriller z… powieścią w powieści. A właściwie opowieść w rozdziałach, które cyklicznie podsyłane im w formie mejla lub tekstu drukowanego, zaczynały powoli stawać się najważniejszym wątkiem komplikującym relacje wszystkich bohaterów powieści. Groza tekstów podsyłanych Kalinie i Maciejowi tkwiła w kalce ich życia z elementami jasnowidztwa.
Moja uwaga została złapana na ten haczyk!
Musiałam wiedzieć, kto i dlaczego w ten wymyślny, okrutny, bezwzględny i brutalny sposób prześladował parę bohaterów. Ich nadawca, podpisujący się literami XYZ , wiedział o nich bardzo dużo. Znał ukrywane przez nich fakty z przeszłości i bolesne tajemnice, jakby siedział w ich głowie i śledził każdą myśl. Najgorsze w tym było to, że ujawniał je, powodując lawinę przez lata wypieranych, przykrych wspomnień. Przez cały czas chłodno analizowałam i kalkulowałam, kto z otaczających ich osób, mógłby wpaść na ten szalony sposób prześladowania?
I dlaczego?
Nie tylko ja usilnie próbowałam rozwiązać tę zagadkę, ale również Kalina i Maciej. Razem z nimi eliminowałam kolejnych podejrzanych z ich otoczenia. A było ich sporo i każdy mógł okazać się sprawcą zamieszania zmierzającego prosto do tragedii. Światełko podejrzeń (jak się potem okazało – słusznych!) zapaliło mi się mniej więcej w trzech czwartych powieści, ale nie byłam ich pewna. Śledztwo – kto i dlaczego? – do końca trzymało mnie w niepewności.
To nie był jedyny absorbujący mnie wątek!
Dochodzenie i ujawnianie niewygodnych faktów z życia bohaterów nie tylko budowało obraz środowiska pisarzy i wydawców, ale również odkrywało ich jako zwykłych ludzi – matki, żony, kochanki, męża, ojca, przyjaciela czy syna. Dramaty z przeszłości tłumaczyły ich niezrozumiałe dla najbliższych postawy w teraźniejszości. Burzyły fasadę sukcesu, powodzenia i szczęścia rodzinnego. Ostatecznie zmuszały do refleksji i głębszego wejrzenia we… własne życie.
I o to autorce chodziło!
Dopiero po przeczytaniu powieści mogłam odpowiedzieć sobie na pytanie umieszczone na tylnej okładce.

Zaczęłabym się bać!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Kolejny rozdział [Agata Kołakowska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi:

Moce wikingów – Władysław Duczko

Moce wikingów: światy i zaświaty wczesnośredniowiecznych Skandynawów , tom 1- Władysław Duczko
Instytut Wydawniczy Erica , 2016 , 352 strony
Seria Kolekcja Europa Barbarzyńców ; Podseria Wikińska Europa
Literatura polska

Czarowny świat wikingów!
Określenie to, jakie nasunęło mi się po przeczytaniu tej publikacji (dla mnie opowieści!) ma dwuznaczne i szerokie znaczenie – dosłowne i w przenośni. To efekt sposobu przekazu autora, który brutalny i bezwzględny świat wikingów ukazał magicznie. A zaczął swoją wikińską przygodę od zainteresowań wzbudzonych filmami i książkami. Dokładnie tak, jak u mnie. Oprócz beletrystyki i niezrównanej tetralogii Elżbiety Cherezińskiej Północna Droga, świetnego serialu Wikingowie (kto nie oglądał jeszcze – bardzo polecam!), wybrałam się również na zlot współczesnych wikingów w Wolinie. Tyle że autor ze swoich zainteresowań uczynił sens pracy zawodowej, której efektem jest ta pozycja. Ja natomiast stałam się czytelniczką, która takiej pozycji, uzupełniającej moją mocno beletrystyczną wiedzę, bardzo potrzebowała.
Oboje pięknie spotkaliśmy się na kartach tej książki.
Zabrzmiało trochę poetycko, mimo że piszę o książce popularnonaukowej, mocno wyrosłej na twardym gruncie nauki pełnej faktów i dowodów naukowych. A mimo to – popłynęłam w świat magii i wyobraźni pełnej… emocji! Nie bez powodu archeologów nazywają poetami nauki.
I takim poetą nauki i czarodziejem słowa autor był!
Wyjmował z grobu niewielki, niepozorny przedmiot, a czasami okruch zagubionej większości, i wyczarowywał przede mną świat, który pięknie tłumaczył mi to, co widziałam i przeczytałam wcześniej. Uzupełniał, dodawał, poszerzał i wyjaśniał na podstawie… biżuterii i ozdób, których liczne rysunki i zdjęcia ilustrowały każdy rozdział.

Troszkę zabrzmiało trywialnie. Autor miał tego świadomość, pisząc – Dla czytelnika, któremu dawni Skandynawowie kojarzą się tylko z wojownikami zajętymi krwawymi napadami i łupieniem bogatych krajów, będzie zaskoczeniem, że punkt ciężkości mojej książki umieściłem właśnie na kwestii tej kategorii znalezisk – ozdób. Jeśli jednak, za radą autora, odrzuci się współczesne skojarzenia z jej rolą, a przyjmie obowiązujące ówcześnie, wtedy te „świecidełka” nabiorą mocy sprawczej. Mocy, z której wikingowie czerpali pełnymi garściami. Dającej władzę, pozycję społeczną, przychylność bogów i ochronę ze strony zmarłych. Dla mnie mocy klucza otwierającego kolejne wrota do przeszłości, w której żyli śmiertelni razem z umarłymi i nieśmiertelnymi. Ukazana mi wiedza była tak obszerna, że autor podzielił ją na dwa tomy. Ta publikacja jest pierwszym. Jej obszerność wynika z ogromu materiału zgromadzonego przez autora w trakcie systematycznego badania znalezisk i stanowisk archeologicznych w krajach, z których pochodzili wikingowie, studiów z archeologii ogólnej i nordyckiej, historii sztuki, numizmatyki, a nawet nauki metod złotniczych. Tak bogata wiedza i doświadczenie pozwoliły autorowi na szerokie spojrzenie i udział w dyskusji o Skandynawach w kontekście słowiańskim. Duży wpływ miał też czas trwania „epoki wikingów” (opozycyjne wyrażenie autora wobec „okresu”), który trwał od początku XVIII wieku do końca wieku XI. W treści udowodnił słuszność takiego podejścia.
Ozdoby miały moc!
Na ich podstawie odtworzył hierarchiczną społeczność z bogatą kulturą o ekspansywnej naturze. Co widać na dołączonej mapce.

Ludzi zdobywających łupy, po to, by umacniać swoją pozycję poprzez… rozdawanie ich oraz zakopywać w ziemi jako depozyty dla ochrony ze strony umarłych przodków. Dla współczesnych stały się one skarbami pełnymi złota i srebra, które rozsiane po Skandynawii (odnaleziono 2750) są bogatym źródłem wiedzy. Przy okazji prawdziwą wyspą skarbów okazała się Gotlandia! Czułam w przekazie płynność wiedzy, która nie była niepodważalna i ostateczna, ale zmienna w zależności od nowych odkryć. Autor wielokrotnie przeciwstawiał się już sformułowanym teoriom, budując nowe hipotezy i potwierdzając je badaniami. Te niemożliwe do udowodnienia pozostawiał przyszłości. Otwierając każdy, kolejny rozdział, patrzyłam, jak autor wyjmuje z kapelusza kolejny artefakt i na jego podstawie rekonstruuje historię miejsca, los pogrzebanych osób, wędrówkę wikingów po Europie, krwawe wydarzenia czy rytuały religijne. A wszystko to zaklęte w jednym, małym przedmiocie i odczarowane przez poetę nauki. Mało powiedziane!
Księcia poetów nauki!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Książkę wybrałam spośród bestsellerów księgarni Tania Książka.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi:

Ufać zbyt mocno – Jadwiga Czajkowska

 Ufać zbyt mocno – Jadwiga Czajkowska
Wydawnictwo Prószyński i S-ka , 2017 , 472 strony
Literatura polska

Czy można ufać zbyt mocno?
Można! Wtedy, gdy rozsądek podpowiada ostrożność, a serce tłumi go pragnieniem posiadania za wszelką cenę. O tym jest ta opowieść. Trochę przewrotna, bo bohaterką nie jest kobieta na zakręcie życiowym, skrzywdzona przez złego mężczyznę lub próbująca wydobyć się z dołka życiowego, ale dziewczyna spełniona. I to już w wieku trzydziestu jeden lat! Wykształcona, atrakcyjna, dyrektorka oddziału bankowego z „ciachem” u boku i widokiem na przyszłość. Ucieleśnienie marzeń i realny powód zazdrości tysięcy żon przy mężu.
Tak myślałam na początku.
Dopóki nie natrafiłam na tę wypowiedź Blanki, bo tak miała na imię główna bohaterka – Tak naprawdę, tato, nie czuję się spełniona, pomimo tego, co osiągnęłam zawodowo. Prawie wszystkie moje koleżanki pozakładały rodziny, wychowują dzieci, mają dla kogo gotować rosół, a ja… Wtedy ujrzałam jej pozycję i sukcesy z zupełnie innej perspektywy. Wysokie stanowisko w banku oraz chciwość i pazerność akcjonariuszy i zarządu stresowało i wymuszało od niej łamanie norm etycznych wobec klientów banku, a wobec personelu dyscypliny bezwzględnie realizującej plan sprzedażowy, dzięki czemu zyskała sobie „sławę” największej suki w mieści. W domu nikt na nią nie czekał, a zarobione pieniądze przyciągały do niej mężczyzn-pasożytów. Marzyła o tym, czego nie doceniało tysiące zazdroszczących jej kobiet – rodziny i męża, który zapewniłby jej poczucie bezpieczeństwa, pozwalając jej ewentualnie pracować dla kaprysu.
Niemożliwe stało się możliwym!
Przed Blanką pojawiła się szansa zmiany dotychczasowego życia na to wyczekiwane. Wymagało to jednak od niej zaufania do Marcela. Mężczyzny, który miał spełnić jej marzenia i dać szczęście bycia tylko żoną i matką. Który miał stać się jej skałą i filarem życiowym. I jeśli myślałam, że od tego momentu fabuła potoczy się według schematu – wykorzystanie naiwnej – to nic z tego!
Autorka przełamywała schematy życiowe, wprowadzając do fabuły zaskakujące wątki, zdarzenia i fakty. Nic nie było proste. Wręcz przeciwnie. Komplikowało się coraz bardziej, a najbardziej pojęcie zaufania. Blanka, osoba bardzo silna, rozsądna, ignorująca przesądy i gusła, pragmatyczna, o której mówiono, że zawsze sobie poradzi, która zabezpieczyła się z każdej strony, doświadczyła tego najdotkliwiej. Im bardziej walczyła z nieprzewidzianym, tym więcej zaskakujących niespodzianek ją spotykało. Niekoniecznie ze strony ludzi, a raczej z powodu splotu wydarzeń, które wymuszały na bohaterach zmiany postaw wobec Blanki. Nawet na tych o najbardziej szlachetnych zamiarach. Dynamika stale zmieniającej się akcji stawiała mnie nieustannie przed oceną postaw Blanki, ale i zmuszała do zastanowienia się, co ja zrobiłabym na jej miejscu? Co ja wybrałabym w takich okolicznościach? Jaką ja podjęłabym decyzję? Trudno było mi odpowiadać na nie, a jeszcze trudniej znaleźć w sobie odrobinę altruizmu, do którego kobieta była zmuszana. W ostateczności pozostało mi jedno, podstawowe i chyba wyjściowe pytanie do rozważań egzystencjalnych, na które nadal waham się odpowiedzieć jednoznacznie – Jak bardzo zaufać życiu? Nawet nie ludziom, bo ich zachowania i decyzje wymuszają okoliczności ważne, bardziej ważne i te najważniejsze. Nawet wbrew ich woli. Nawet na tych o najszlachetniejszych osobowościach, do których mamy pełne zaufanie.
Na tym polega trudność tej powieści, która ubrana w gęstą od wydarzeń fabułę obyczajową, czyni ją pozornie lekką, przyjemną, a momentami nawet zabawną.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 

Ufać zbyt mocno [Jadwiga Czajkowska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi: