Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Sodoma – Frédéric Martel

14 kwietnia 2019

Sodoma: hipokryzja i władza w Watykanie – Frédéric Martel

Przełożyły Anastazja Dwulit , Elżbieta Derelkowska , Jagna Wisz

Wydawnictwo Agora , 2019 , 720 stron

Literatura francuska

   Matrix Sodomy i świat pięćdziesięciu twarzy geja.

   To dwa z wielu określeń drugiego, niewidocznego, homoseksualnego życia w Watykanie, jakich użył autor w tej książce. Jednak najbardziej precyzyjnym było porównanie do kłącza z licznymi rozgałęzieniami pionowymi i poziomymi, że nie wiadomo już, czy jest on podziemny, czy naziemny ani co jest korzeniem, a co łodygą. (…) Ta porozgałęziana, dynamiczna i przeobfita sieć stwarza okazje do niezliczonych, wielokierunkowych kontaktów: związki miłosne, relacje seksualne, zerwania, przyjaźnie, obustronne układy, sytuacje zależności zawodowego awansu, nadużywanie dominującej pozycji i prawa pierwszej nocy – a wszystko to bez możliwości ustalenia ani rozszyfrowania z zewnątrz przyczyn, kierunków i powiązań.

   Przede wszystkim dla niewtajemniczonego człowieka.

   Jak żadne, pasuje tutaj heideggerowskie pojęcie – obecność transparentna. Rzeczywistość istniejąca, ale niewidoczna. Nie dla przeciętnego człowieka, który Watykan ogląda w telewizji lub na pielgrzymce, a wykładnię myślenia pobiera z kazań. Żeby ją zobaczyć, a przede wszystkim zrozumieć podstawy jej funkcjonowania i wpływu na strukturę hierarchii kościelnej, wewnętrzną i zewnętrzną politykę, a tym samym historię Watykanu i Kościoła katolickiego, trzeba poznać kody ją deszyfrujące i klucze otwierające bramy do sekretnej strefy tajemnicy i zmowy milczenia, którą autor nazywa na wzór mafijny  – omertą.

   Autor zdobył je.

   Odkodował ten świat i pootwierał wiele drzwi do serc, a dosłownie do rezydencji rozmówców – świadków, uczestników, katów (to nie przesada!) i ofiar. Dziennikarskie śledztwo, które  prowadził w latach 2015-2018 we Włoszech i ponad 30 innych krajach przy pomocy zespołu złożonego z 80 współpracowników, tłumaczy, doradców, korespondentów i researcherów z różnych krajów, zajęło mu cztery lata. W tym czasie odbył niezliczoną ilość podróży do Ameryki Łacińskiej, Azji, Europy (w tym Polski), USA i na Bliski Wschód, by przeprowadzić ponad 1500 rozmów z 41 kardynałami, 52 biskupami, z 45 nuncjuszami apostolskimi, sekretarzami nuncjatur bądź zagranicznymi ambasadorami, z 11 gwardzistami szwajcarskimi i ponad 200 księżmi i seminarzystami. W tej wyliczance zapomniał o licznych kochankach i męskich prostytutkach księży oczekujących na watykańskich ulicach i rezydujących w watykańskich klubach nocnych, po których oprowadzał mnie, niczym przewodnik, w dzień i nocną porą. Pozyskane informacje pochodzą z pierwszej ręki. Nigdy drogą telefoniczną lub mejlową. Wszystkie „spowiedzi” ludzi z „parafii”, jak sami określali swoje homoseksualne otoczenie rozmówcy, były nagrywane za ich zgodą, wiedząc, że autor jest pisarzem, dziennikarzem, badaczem i doktorem nauk społecznych.

   Jego profesja miała znaczenie.

   Autor podszedł do tematu homoseksualizmu w Watykanie i Kościele katolickim, jak do socjologicznego problemu badawczego ujętego w formie bardzo obszernego, szczegółowego  reportażu, w którym liczyły się fakty poparte dowodami. Stąd bardzo obszerna, bo trzystustronicowa bibliografia, która ze względu na objętość, została umieszczona na stronie internetowej autora. Natomiast na Instagramie mogłam zobaczyć zdjęcia ilustrujące tekst oraz niektórych bohaterów opowieści. Autor zastrzegł sobie jednak, że książka nie krytykuje całego Kościoła, lecz pewną bardzo szczególną formę gejowskiej wspólnoty; opowiada historię większości w watykańskim kolegium kardynalskim. Dzieje systemu opartego na dwóch filarach – ukrytym życiu homoseksualnym i homofobii. Począwszy od seminarzystów poprzez kolegium kardynalskie na papieżach skończywszy, którzy okazywali się przynajmniej homofilami. Jak sam napisał – Nie bardzo interesują mnie indywidualne sytuacje, chodzi o ogólny typ, o psychologię kolektywną, o homospołeczność w ogóle. Chociaż nie zabrakło w publikacji wielu znanych nazwisk (również polskich) i konkretnych biografii zwykłych księży i ich przełożonych – biskupów, kardynałów i oczywiście papieży. Tym samym odżegnuje się od roli sędziego jego bohaterów, ale z całą stanowczością piętnuje ich hipokryzję. Moralną schizofrenię powodującą, że nieomylność papieża przeradza się w bezkarność, jeśli dotyka obyczajów jego otoczenia”. Papież Franciszek nazywa ją schizofrenią egzystencjalną wymienianą przy okazji innych „piętnastu chorób kurii”, tych, którzy tworzą „świat równoległy, gdzie odsuwają na bok wszystko, czego surowo nauczają innych, i zaczynają żyć drugim, ukrytym życiem, często rozwiązłym”.

   Treść podzielił na cztery rozdziały odpowiadające kadencjom papieży: Franciszka, Pawła VI, Jana Pawła II i Benedykta XVI.

Każdy poprzedził schematem struktury władzy z najważniejszymi osobami w otoczeniu danego papieża. Przybliżając ich sylwetki, prześwietlił życiorysy i działalność (czasami bardzo mroczną!), by pokazać wpływ homoseksualizmu na kierunki polityki papieży, zjawiska charakterystyczne dla poszczególnych kadencji, głośne medialnie afery i skandale, a przede wszystkim powolny, katastrofalny rozwój rozkładu moralnego, który doprowadził do abdykacji Benedykta XVI. Ustępujący papież ukrył go w sformułowaniu – Ile brudu jest w Kościele. Obnażył również  bezsilność jego następcy wobec zastanej skali zjawiska. Ostatecznie efektem śledztwa dziennikarskiego było nie tylko stworzenie obrazu gejowskiego środowiska watykańskiego i kościelnego w ogóle. To również sformułowanie czternastu reguł Sodomy, z których pięć wydawca umieścił na okładkowym skrzydełku.

Wszystkie tworzyły syntezę rozbudowanej analizy zebranej wiedzy, którą powoli podawał kropelka po kropelce, by mnie nie zszokować. W tym stanie odrzuciłabym treść reportażu, jako niemożliwą do przyjęcia, bo aż tak przekraczającą moją wyobraźnię. Co nie uchroniło mnie od kilku stuporów, mimo że znałam mechanizmy umożliwiajcie mi ich zrozumienie. Chociaż wiedziałam o istnieniu homoseksualizmu wśród kleru, nie znałam jednak skali tego zjawiska i jego ogromnego wpływu na środowisko Kościoła katolickiego, a w konsekwencji na zwykłego, przeciętnego katolika nieświadomego tej manipulacji. Najbardziej przerażającym w tym wszystkim jest fakt, że nie ogrania go również sam papież Franciszek, o którym autor napisał – Myślę, że Franciszek, który choć nie jest naiwny i wiedział, czego się spodziewać, był oszołomiony rozmiarem homoseksualizacji włoskiego episkopatu. Jeśli z początku wyobrażał sobie, że zdoła oczyścić Watykan i CEI z kardynałów, biskupów i prałatów homofilów, to dziś okazuje się, że musi z nimi współpracować. Z braku heteroseksualnych kandydatów został zmuszony, by się otoczyć kardynałami, o których doskonale wie, że są gejami. Nie ma już złudzeń, że może zmienić układ sił. Chce tylko „powstrzymać” to zjawisko. To co stara się robić, to polityka „powstrzymywania”.

   Bardzo smutne.

   Autor nie odpowiada na wszystkie pytania, które mnożną się w miarę czytania w postępie geometrycznym. Wiele pozostaje bez odpowiedzi. Pisze wręcz – wszystko, o czym opowiadam w tej książce, to zaledwie pierwsza strona historii, która właśnie się pisze. Domyślam się nawet, że dostrzegam jedynie drobny ułamek rzeczywistości. Odkrywanie, obnażanie, opisywanie tajemniczego i prawie jeszcze niezbadanego świata Sodomy dopiero się zaczyna.

   A przecież Sodoma to jedna strona medalu badanego zjawiska.

   Jej druga to Gomora. Lesbianizm w żeńskim życiu zakonnym, o którym mówili jego rozmówcy. Nie poświęcił jej uwagi, ponieważ zdawał sobie sprawę, że dostęp do tego świata uzyskałaby tylko kobieta. Myślę, że ukazanie się Gomory na rynku wydawniczym to tylko kwestia czasu.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

   Książkę wpisuję na mój top czytanych w 2019 roku.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi: , ,

Czując – Agnieszka Jucewicz

24 marca 2019

Czując: rozmowy o emocjach – Agnieszka Jucewicz
Ilustrował Arobal
Wydawnictwo Agora , 2019 , 328 stron
Literatura polska

Emocje są rzeczywiste, są po to, żeby je przeżywać. Nie da się ich pozbyć, zdystansować do nich. Trzeba je poznać i nauczyć się z nimi postępować w taki sposób, który będzie najlepszy dla danego człowieka.

Tak przekonuje jeden z rozmówców autorki tej książki. Od siebie dodam – również dla innych, bo ze swoimi emocjami nie żyjemy w próżni. Są podstawą naszych zachowań i jakości kontaktów interpersonalnych, wchodząc w skład naszej inteligencji, na którą składa się poziom rozwoju intelektualnego, społecznego i właśnie emocjonalnego. Od tego ostatniego zależy, czy ktoś o nas powie – Inteligentny cham lub psychopata. To od niego zależy również wychowanie naszych dzieci. Psycholog i psychoterapeutka Danuta Golec podkreśla – rodzice nie chcą dziecka niszczyć emocjonalnie, tylko są po prostu emocjonalnie głupi. Wydaje im się, że tak trzeba je wychować – wystarczy nakarmić, ubrać, dać wykształcenie, przekazać jakiś system wartości, przy tym nie rozpuszczać, karać, a wszystko to po to, żeby wyszło na ludzi. To też uszkadza, bo brakuje ciepła, zrozumienia, bo rodzic nie umie wyrazić emocji i tę nieumiejętność niestety przekazuje dalej. Można jednak ten łańcuch przerwać. Jak?

Na to pytanie znalazłam odpowiedź w tym zbiorze rozmów.

Autorka zaprosiła siedemnastu specjalistów – psychoterapeutów, psychologów, psychiatrów i seksuologa, by przyjrzeć się z bliska podstawowej palecie człowieczych emocji – wdzięczności, miłości, zazdrości i zawiści, krzywdzie i winie, lękowi, złości, radości, pokorze, stracie, współczuciu, wstydowi, nudzie, euforii, namiętności, bliskości, przyjemności i smutkowi. Pierwotnie drukowane w ramach cyklu Szkoła uczuć w Wysokich Obcasach, tutaj zebrała je razem, tworząc podstawowe compendium wiedzy oraz materiał wyjściowy do pracy nad sobą. Dla każdego, bo każdy je przeżywa i okazuje na swój, indywidualny sposób, ale nie każdy potrafi je nazwać, rozróżnić, odczytać u innych, panować nad nimi, a zwłaszcza rozmawiać o nich. Specjaliści tę wiedzę porządkują, obalając wiele mitów – złość piękności szkodzi, dziewczynki nie powinny się złościć czy śmieje się jak głupi do sera. Wskazują na ich dualizm, pokazując stronę pozytywną i negatywną oraz ich burzące i budujące właściwości. Pokazują wyraźne różnice między emocjami podobnymi, by nie mylić na przykład pożądania z miłością. Niemal każdy z nich, mimo że skupia się na jednej emocji, podkreśla konieczność autorefleksji. Znalezienia w sobie miejsca, w którym podda analizie przeżywane emocje i z czasem nauczy się je obsługiwać i nimi zarządzać, bo jak nie mamy takiej przestrzeni na myślenie, to zazwyczaj reagujemy impulsywnie i albo zadajemy ból innym, albo sobie – mówi Danuta Golec, dodając – to miejsce w głowie jest bardzo potrzebne. Nie wymaże tego, co się czuje, ale złagodzi dolegliwości, które z tym uczuciem się wiążą. Autorka chce, aby jej książka pełniła rolę korytarza prowadzącego do tego wewnętrznego pomieszczenia, jeśli ktoś jeszcze go nie znalazł lub lampki go rozświetlającej, jeśli już takie posiada. Dlatego te rozmowy nazywam życzliwym przewodnikiem, który prowadzi ku samorozwojowi, wskazując dalsze kierunki. Niekoniecznie czytając je po kolei, ale według własnych mocnych i słabych stron, w zależności od emocji, którą mniej albo bardziej rozumiemy lub mniej albo bardziej dajemy sobie radę.

Całość wydana jest w pięknej oprawie graficznej.

Każdy rozdział poprzedza rysunek ze spersonifikowaną emocją, tworząc minigalerię, którą można obejrzeć poniżej.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi: , ,

Miłość jest warta starania – Justyna Dąbrowska

Miłość jest warta starania: rozmowy z mistrzami – Justyna Dąbrowska
Fotografie Mikołaj Grynberg
Wydawnictwo Agora , 2019 , 392 strony
Literatura polska

Ależ intelektualna przyjemność obcowania!

Z dwudziestoma czterema umysłami nieprzeciętnymi, niepospolitymi, wyjątkowymi, oryginalnymi, które autorka nazwała mistrzami. Biegłymi z życia i w wielu dziedzinach, które uprawiali zawodowo – aktorstwo, reżyseria, tłumaczenia, krytyka literacka czy eseistyka. Artystami wielu sztuk. Wykładowcami akademickimi i badaczami nauk zarówno ścisłych, jak i humanistycznych. Niektórzy wielu wielu profesji i uprawianych dyscyplin nauki i sztuki.

Z szybkiego przebiegu spisu nazwisk wyłowiłam kilka znanych mi już, jak uwielbiana przeze mnie Danuta Szaflarska nie tyko za umiejętności aktorskie i wykreowane role, ale i za tę pogodę ducha, którą zawsze widziałam w jej oczach. Kazimierz Kutz, który otwierał poczet mistrzów. Hanna Świda-Ziemba, której przeciekawy życiorys poznałam, czytając jej wspomnienia w Uchwycić życie.

Ku mojej ogromnej radości wypatrzyłam również Zygmunta Baumana, którego publikacje zawsze windowały mnie na wyżyny rozważań intelektualnych takich, jak Retropia czy wpisana na mój top czytanych w 2016 roku Obcy u naszych drzwi. Jego rozmowę z autorką przeczytałam kilka razy, rozkoszując się treścią, stylem przekazu i pięknem szyku budowanych zdań, wspinając się na palce intelektu, by nie uronić żadnej myśli, żadnego logicznego wywodu czy wniosku.

Ciekawa byłam jednak wszystkich rozmów.

Razem zebrane, a nie rozproszone na łamachTygodnika Powszechnego, Wysokich Obcasów, „Pisma” i Gazety Wyborczej, dodatkowo uzupełnione rozmowami dotąd niepublikowanymi, stworzyły zupełnie inną jakość przekazu i przesłania. Nie indywidualną, osobną, dotyczącą tylko jednego człowieka, ale ponadczasową, zbiorową myśl polskich intelektualistów pokolenia, które powoli odchodzi. Niektóre z tych osób już nie żyją. Innym pozostało niewiele z powodu nieuleczalnej choroby. Ale to właśnie ten podeszły wiek, w połączeniu z bogatym, często traumatycznym doświadczeniem życiowym, pozwolił im na spojrzenie wstecz z dystansem i próbę odpowiedzenia na pytania, które człowiek zadaje sobie przez całe życie, ale pełne zrozumienie, wydźwięk i znaczenie odpowiedzi znajduje dopiero u jego schyłku. Chociażby to, o co warto się w życiu starać. Z perspektywy osiemdziesięciu i więcej lat wnioski stają się podpowiedziami dla tych, którzy zagubili się egzystencjalnie lub ich poszukują w sferze filozoficznej. Odpowiedź tytułowa – miłość jest warta starania – to tylko jeden z wariantów, bo jeszcze życie samo w sobie jest tego warte, własna wewnętrzna autentyczność czy minimalizm posiadania – wymieniają po kolei mistrzowie.

Ile osób, tyle odpowiedzi!

Właściwie różni ich wiele – pojęcie sensu życia, śmierci, przemijania, starości, miłości, religii, ale również bagaż doświadczeń, światopogląd, otwartość na innych ludzi czy styl życia.To było przeciekawe w swojej różnorodności, bogactwie emocji jakim obdarzał ich los, pasjonujące w wiedzę z wielu dziedzin nauki i sztuki, które miały decydujący wpływ na jakość życia zawodowego i osobistego.

Szukałam jednak punktów stycznych!

Tych myśli, które życie sprowadzało do wspólnego mianownika pomimo tych różnic. Konkluzji, które mogłabym zaadoptować. Mądrości uniwersalne, by uniknąć nauki na błędach własnych. Wyłuskiwałam je z rozmów o rzeczach istotnych, gdy wspólnie podkreślali takie wartości, jak miłość, rodzina, przyzwoitość i sens życia, którego, według Zygmunta Baumana, tyle jest, ile potrafimy w nie wlać. Ani grama więcej, ani grama mniej. Za to, co się w środku znalazło, ponosimy odpowiedzialność. Ale też te refleksje, które nasuwała fizjologia starzejącego się ciała, powoli ograniczającego nadal wysoką sprawność umysłu. To dlatego wszyscy pracowali mimo podeszłego wieku.

Witalność intelektualna to była podstawowa cecha wszystkich rozmówców.

Każdy z nich, pomimo emerytury, jeszcze pracował zawodowo lub umysłowo. Miał plany, terminy, zamierzenia i pomysły do zrealizowania. Żył raczej do przodu, niż przeszłością. Ta niewyczerpana kreatywność towarzyszyła im stale, czyniąc ich młodymi psychicznie. Wewnętrznie ujmowali sobie po kilkadziesiąt lat.

Przestrzegałabym jednak przed bezmyślnym przyjmowaniem ich rad.

Dosłowne kopiowanie zasady życiowej Zygmunta Baumana, którą tworzył na swój użytek prawie wiek, by żyć, jakby się miało żyć wiecznie, ale przeżywać każdą chwilę tak, jakby miała być ostatnią, a która sama w sobie niesie sprzeczność i jest formułą bardzo trudną do realizacji, może skończyć się katastrofą i zniechęceniem. To raczej kierunki pracy nad sobą. Podpowiedzi do budowania własnej, osobistej struktury konstrukcji światopoglądowej, a co za tym idzie – jakości życia. Drogowskazy stylu życia wskazane przez mistrzów, swoistą „starszyznę plemienną” Polaków, do której wysłuchania autorka stworzyła idealne warunki i zaprosiła do jej wysłuchania wszystkich.

Każdy może przed nią stanąć i zaczerpnąć dla siebie tyle, ile zechce wziąć.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Przeczytaj fragment książki

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi: , ,

Podwórko bez trzepaka – Łukasz Pilip

Podwórko bez trzepaka: reportaże z dzieciństwa – Łukasz Pilip
Wydawnictwo Agora , 2019 , 326 stron
Literatura polska

Bardzo, bardzo cieszę się, że ta książka pojawiła się wśród nas, dorosłych!

Traktuję ją jak środek prewencyjny, który, gdy wiedzy i empatii brak, dostarcza niezbędnego dystansu dorosłym, by zobaczyli, jakie dzieciństwo stwarzają dzieciom. Dokładnie teraz, kiedy ich pociechy jeszcze są dziećmi. Kiedy nie jest za późno na korekty, zmiany, poprawę lub naprawę, a może nawet na całkowitą zmianę kierunku w wychowaniu. Nadstawia ucha ku dzieciom i pozwala opowiadać własne historie. Przeżyte i widziane już z punktu widzenia osoby dorosłej jak Tomek, który teraz jest dyrektorem, a w wieku dziesięciu lat spał z nożem pod poduszką. Również widziane tu i teraz, kiedy bohater reportażu właśnie ma piętnaście lat, kilka nieuleczalnych chorób i mamę, o której mówi – Bóg nie może być wszędzie, dlatego stworzył mamę. Bardzo cię kocham. Czasami narratorem jest rodzic. Ojciec, który modli się o uzdrowienie syna-geja, by zrozumieć, że miłość to akceptacja bezwarunkowa. Matka z wioski dziecięcej SOS, która całe życie poświęciła wychowywaniu obcych dzieci. Innym razem jest to prowokacja autora, który tworząc w Internecie profil trzynastoletniej Natalii, pokazuje sieć pułapek stworzoną przez pedofilów oraz łatwość wpadania w nie przez dzieci. Natalia w trzy tygodnie poznała około trzydziestu mężczyzn i jedną kobietę. Wszyscy rozmawiali z nią o seksie.

Ale to nie tylko historie traumatyczne.

To również pozytywne opowieści, w których dorośli robią wszystko, by wspomóc dziecko w rozwoju. Do nich należy matka, która niemówiącego syna autystycznego z podejrzeniem o upośledzenie umysłowe prowadzi ścieżką edukacyjną od podstawówki do doktoratu. Również ojciec, który stworzył własnym dzieciom – Neli i Noemu – dzieciństwo na katamaranie, praktycznie pokazując świat w podróży wokół Ziemi.

Nietypową historię rodziny Ludwińskich poznałam na jednym ze spotkań autorskich z Kazimierzem Ludwińskim. To wtedy poczułam różnicę między edukacją, jaką chcielibyśmy mieć a tą, którą mamy. Najlepiej podsumowała ją Nel – To było najszczęśliwsze dzieciństwo na świecie […] A Polska? Rozczarowuje. Zabija indywidualność, trzeba się dostosować. Uczę się dla ocen, nie wiedzy.

Takich historii jest w tym zbiorze dużo więcej!

Każda inna. Każda inaczej opowiedziana. Każda niosąca inną refleksję. Wszystkie jednakowe w jednym – niosą ze sobą emocje zarówno negatywne, jak i pozytywne, kończąc się optymistycznie, a przynajmniej z nadzieją na lepsze. Niczym symboliczny lizak na okładce – złamany, ale nadal słodki.

Dlaczego?

Autor nie chciał epatować traumą, cierpieniem, beznadziejnością, bólem czy nawet hura-optymizmem. Chciał pokazać dzieciństwo jako takie. Ważność czynników go warunkujących i ich ogromny wpływ na potencjalne kierunki w wychowaniu. To dlatego reportaże naprzemiennie uzupełniał krótkimi wstawkami-opowieściami o dzieciństwie tuż po wojnie według ponad osiemdziesięcioletniej kobiety i współczesnych nastolatków, których budowanie tożsamości przejął Internet. Ludzi nieznanych i z rozpoznawalnymi nazwiskami jak na przykład Monika Jaruzelska. Bez moralizowania, za to z ukrytą pedagogizacją rodziców. To w tej ostatniej kryje się niewidoczna, ale potężna moc tych reportaży. Zmuszających do zamyślenia się. Do spojrzenia dzisiaj, a nie po latach podczas oglądania zdjęć w albumie rodzinnym, na dzieciństwo tworzone teraz własnym lub cudzym dzieciom. Na jego kruchość i łatwość wypaczenia, ale i cudowność modelowania. Na to, co wkładamy do walizki wyposażającej w wiano na przyszłość, która da dzieciom w dorosłości moc poderwania się do lotu lub zamieni się w kulę u nogi uziemiająca do końca życia. Ściągającą w dól tak, jak Tomka, który powiedział – Po moich narodzinach przywiązali mi łańcuch do szyi. Jak tylko coś osiągnę, wypłynę na powierzchnię, to ściągają mnie na dno. Tonę.

Cieszę się, że oprócz mnie, i takich, jak ja pracujących z dziećmi i młodzieżą, pochylą się nad dzieciństwem inni dorośli i zobaczą w nim cud dorastania, konieczność mądrego wsparcia i grożących mu niebezpieczeństw. Może po jej przeczytaniu coś zmienią w swoim postępowaniu i przynajmniej jedno dziecko nie będzie wrzucać po wizycie w domu rodzinnym ciuchów do pralki, żeby nie śmierdzieć dzieciństwem, jak robi to dorosły Tomek.

Bo jedno dziecko to jeden świat.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Wywiad z autorem

Bardzo cieszę się, że drugi egzemplarz tej książki ufundowany przez Wydawnictwo Agora mogę przekazać Wam. Jeśli ktoś ma ochotę posmakować dzieciństwa innych w przenośni i dosłownie, bo do książki dołączono lizak, zapraszam do pozostawienia tej chęci w komentarzu i napisania do mnie na adres: clevera@gazeta.pl.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi: , ,

Białoruś: kartofle i dżinsy – Małgorzata Nocuń , Andrzej Brzeziecki

21 marca 2019

Białoruś: kartofle i dżinsy – Małgorzata Nocuń , Andrzej Brzeziecki
Wydawnictwo Znak , 2007 , 228 stron
Literatura polska

   Płynąc promem do Szwecji poznałam Andrieja, Białorusina, lekkoatletę, którego celem był udział w międzynarodowych zawodach sportowych organizowanych w Norwegii. Rozmowa z nim zaczęła się od tego samego pytania, którym rozpoczyna się książka-reportaż: Dlaczego Białorusini rozmawiają po rosyjsku, nie macie własnego języka? Andriej uśmiechnął się i wzruszył ramionami, a potem było miło, sympatycznie i wesoło.
   Tak też zaczyna się opowieść o Białorusi. Wesoło jak w komedii, bo kariera polityczna Aleksandra Łukaszenki przypomina karierę Nikodema Dyzmy. Dyrektor sowchozu, słynącego z uprawy kartofli, bijący swoich podwładnych , o posturze i mentalności bazarowej baby, wzbudzający niedowierzanie i prowokujący podśmiewywanie się z wiejskiego głupka opozycji i pozostałych deputowanych w rządzie. Wśród wyborców zdobył jednak zaufanie. Jako syn ludu, mówiący prostym i ekspresyjnym językiem, obiecywał suwerenny, szczęśliwy, demokratyczny kraj pod swoimi rządami. A ludzie stali i słuchali. Po ich policzkach ciekły łzy.
Po zdobyciu prezydentury przestano żyć ironią, bo pojawiły się jaskółki groteski: zbieranie kwitów, wspieranie ideologii poglądami Hitlera, dymisjonowanie ministrów, przesuwanie terminów wyborów, pobicia opozycjonistów. Z czasem, niezauważalnie absurd przeszedł w dramat jak w dobrym thrillerze: likwidacja symboli narodowych, rugowanie języka białoruskiego, znikanie niewygodnych dziennikarzy i opozycjonistów, zamykanie gazet, powołanie gwardii przybocznej szkolącej się na kryminalistach, często z ich śmiertelnym zejściem, fałszowanie wyborów i referendów, stworzenie szwadronu śmierci, wykonującego wyroki na rozkaz z góry.
   Zrozumiałam dlaczego Andriej nie podjął tematu. Bał się tak, jak boi się większość narodu, która woli się cieszyć tym co jest, byle nie było wojny, bo demokracja to chaos.
   Młode pokolenie, dla którego znakiem wolności jest kolor dżinsu, nauczyło się żyć obok państwa kartofli: rozmawiać w alternatywnym języku białoruskim, kończyć alternatywne liceum z wykładowym białoruskim, słuchać alternatywnej muzyki, chodzić do alternatywnego teatru, czytać alternatywne książki. Żyć w podziemiu Niezależnej Republiki Marzeń – N.R.M. To również nazwa zespołu, który śpiewa po białorusku o schizofrenicznej Białorusi.
Jako Polka z historią swojego narodu jestem całym sercem z nimi. Wytrzymajcie!
ŻYWIE BELARUS!

Miensk-Minsk

Przekład Jan Maksymiuk

Drodzy mińszczanie i goście stolicy,
chcę wam się zwierzyć z pewnej tajemnicy:
Mówiąc krótko, to dziw, ale „c’est la vie”,
żyjemy w stolicy jak ród dwojga krwi.

Refren:
Żyjemy jednocześnie
w dwóch rewirach,
Od rozdwojenia jaźni
mamy świra.
Dlaczego nie możemy
sobie uszyć
z Mieńska i Mińska jednej
miejskiej koszuli?

Miasto Mieńsk to pierwsze z owych dwojga miast,
dziś nie ma go na mapach ziem i gwiazd.
To miasto żyje w sercu, żyje w głowie
niektórych z miasta, co się Mińskiem zowie.
W tym Mińsku musisz być zameldowany
i masz z betonu pałac i parkany,
kamienic zrujnowanych zwidne cienie,
i twego dzieciństwa przeminione dnie.

Refren:
Żyjemy jednocześnie
w dwóch rewirach,
Od rozdwojenia jaźni
mamy świra.
Dlaczego nie możemy
sobie uszyć
z Mieńska i Mińska jednej
miejskiej koszuli?

W Mińsku są ulice, że tylko się schować,
na przykład Kolektorska i Bazowa –
tu naród twój posłuszny wykonuje
wielkie zadanie i swą dolę kuje.
A w Mieńsku tak przyjemnie iść i marzyć,
kiedy w sklepikach światła się rozjarzą.
Tam się wieże kościołów pną do góry,
tam bruk i dachówka, podwórza i mury.

Refren:
Żyjemy jednocześnie
w dwóch rewirach,
Od rozdwojenia jaźni
mamy świra.
Dlaczego nie możemy
sobie uszyć
z Mieńska i Mińska jednej
miejskiej koszuli?

W Mińsku wszystko się miesza, chleb i maca,
Wielki Październik i Bogurodzica,
pijana łza i taka mjuzik-sieczka,
że na nic actimel i kościelna świeczka.
No a na Mieńsk nie można nic poradzić,
nie można go zrujnować lub wysadzić,
Twój Mieńsk nie spłonie i nie zgnije,
a będzie w tobie żyć, dopóki ty żyjesz.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi:

Zupa z trawy: dziennik z chińskiego gułagu – Zhang Xianliang

Zupa z trawy: dziennik z chińskiego gułagu – Zhang Xianliang
Przełożyła Magdalena Słysz
Wydawnictwo Iskry , 1999 , 247 strony
Literatura chińska

   Zupa z trawy to nie przenośnia. Nic tajemniczego nie kryje się pod tym wyrażeniem. To posiłek gotowany z różnego rodzaju chwastów z pól ryżowych, głównie traw, więźniom obozów resocjalizacji przez pracę. Chiny komunistyczne pod rządami Mao Tse-Tunga posiadały dużą sieć takich obozów, w których przebywali głównie więźniowie polityczni określani mianem prawicowców lub nieprzystosowanych społecznie wrogów ludu, a ich „wartość” zależała od tego czy ich dalsze losy będą mogły potwierdzić „mądrość i słuszność” polityki resocjalizacyjnej poprzez pracę, by w przyszłości mogli sprawować jakąś pożyteczną funkcję w organach Partii i rządu.
   Autor dziennika trafił do takiego obozu mając 21 lat za napisanie „nieprawomyślnego” wiersza czyli niezgodnego z myślą światopoglądową państwa. Łącznie spędził w maoistowskich obozach 22 lata, ale w tej książce opisuje tylko dwa miesiące walki o życie w obozie: od 11 lipca do 8 września 1960 roku. Jego egzystencja w nim, poza przymusową pracą jako czynnika wychowawczego, ograniczała się do dwóch rzeczy: zupy z trawy i oddychania. Pierwsza dawała mu nadzieję na przeżycie kolejnego dnia. O drugiej musiał pamiętać, aby ją wykonywać, ponieważ wycieńczony głodem organizm zapominał o tym podstawowym odruchu. Takich obozów na świecie istniało bardzo dużo, ale cechą charakterystyczną chińskich było zastąpienie przepisów prawnych, murów czy drutów ścisłą kontrolą myśli, indoktrynacją, stałym „przeczesywaniem myśli”, sesjami samokrytyki, codziennymi raportami, systemem kontroli opartym na wzajemnej obserwacji i denuncjacji, systemem „kar i nagród” degradującym lub promującym więźnia w hierarchii społecznej. To stałe, światopoglądowe bombardowanie umysłu więźnia nakładało na jego świadomość więzy silniejsze niż kajdanki czy żelazne kraty, bo w postaci umysłowego cenzora.
   Być może to ta metoda zmieniania świadomości narodu, by jego członkowie mogli stać się Nowymi Ludźmi okazała się tak dalece skuteczna, że komunizm w Chinach trwa do dziś.
  Ale i do dzisiaj w Chinach nadal żyją ludzie, którzy przeciwstawiają się temu ustrojowi i którzy niestety, nadal umierają za prawo do własnych, niezależnych myśli i do życia w zgodzie z nimi.

 

Amnesty International

Amnesty International jest jedną z organizacji walczących o prawa człowieka na świecie w tym również w Chinach.


Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi:

Byłam opętana – Fabienne Amyot

Byłam opętana: świadectwo uwolnienia przez egzorcyzm – Fabienne Amyot
Przełożyła Zofia Pająk
Wydawnictwo eSPe , 2007 , 251 stron
Literatura francuska

   Bardzo chciałam przyjrzeć się przeżyciom, doznaniom, wewnętrznej walce człowieka opętanego, bo nigdy nie czytałam takich wspomnień, zwłaszcza, że Kościół katolicki podkreśla, że tak naprawdę osób opętanych wśród zgłaszających się po pomoc duchową jest niewielki procent.
   Niestety, otrzymałam świetne studium kobiety mającej problemy psychiczne, wywołane gwałtem przez mężczyznę z jej rodziny, gdy była małą dziewczynką. To moment, który dla Estery (takie imię autorka przybrała w książce) jest furtką, przez którą do jej życia wkroczył szatan, a dla mnie traumą zaburzającą jej zdolność do dalszego, normalnego funkcjonowania. Od tego wydarzenia całe zło jakie spotyka Esterę jest dla niej dziełem szatana i wszystko co robi ona, jest ucieczką przed nim lub próbą walki z nim poprzez pielgrzymki do cudownych obrazów, szczątków świętych i sanktuariów. Uczestniczy w uzdrawiających rekolekcjach i procesie oczyszczenia w amazońskiej dżungli. Wyzwalanie się od cierpienia, które za każdym razem przechodzi, a od których według mnie uzależniła się, przynosi tylko krótkie wytchnienie. Chce więc egzorcyzmu, bo taką otrzymała wskazówkę we śnie. I tutaj sytuacja przypomina zachowanie hipochondryka przekonanego o istnieniu swojej choroby tylko lekarze jej nie widzą. Estera zaczyna wędrówkę od egzorcysty do egzorcysty, ale żaden jej nie odpowiada, a bo nie tak ubrany, a ona lubi kapłanów w sutannie i z dużym krzyżem na piersiach, a to egzorcyzm za krótko trwał, a to ksiądz nie miał manier Ojca Niebieskiego. A według mnie dlatego, że jeden z nich stwierdził: Ma pani jakieś problemy psychiczne i to wszystko. Z ”opętania” uwalnia ją ksiądz znaleziony we Włoszech i spełniający wszystkie warunki Estery do tego stopnia, że budzi się w niej pragnienie poślubienia Jezusa (sic!).
   Nie przekonała mnie ta historia, że było to opętanie, ale przekonała mnie, że ta bardzo ciężko skrzywdzona kobieta, której psychika rozpadła się na drobne kawałki, próbowała je poskładać w całość, z góry zakładając, że możliwe jest to tylko i wyłącznie poprzez miłość Boga, bo przez tydzień trwania rekolekcji (…)zostaje całkowicie uzdrowiona z ran, które wymagałyby dziesięciu lat mozolnej psychoterapii.
   Można i tak.
   Tylko po co nadawać takim wspomnieniom tytuł przerastający treść książki?

Jeśli człowiek się uprze, to może zobaczyć diabła nawet w chmurach, tak jak na tym filmie.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi:

Nie trzeba mnie zabijać – Piotr Głuchowski , Marcin Kowalski

Nie trzeba mnie zabijać – Piotr Głuchowski , Marcin Kowalski
Wydawnictwo Agora , 2008 , 283 strony
Seria Biblioteka Gazety Wyborczej
Literatura polska

   Książka-wywiad. Trudny wywiad, bo przywołujący obrazy ludobójstwa Żydów na Białorusi w czasie drugiej wojny światowej. Dwóch dziennikarzy Gazety Wyborczej, autorów książki, zaprasza do Polski Aleksa Kurzema, starszego już obecnie człowieka, byłego żołnierza batalionu Łotewskiego Legionu SS, walczącego u boku wojsk niemieckich z bolszewikami o niepodległą Łotwę, ale metodami ideologii hitlerowskiej. Oddział ten służył przede wszystkim do eksterminacji ludności żydowskiej i komunistów. Nie byłoby w tym nic zaskakującego, gdyby nie fakt, że świadkiem tych drastycznych wydarzeń był sześcioletni, żydowski chłopiec – Ilia Galperin, któremu dowódca tego oddziału darował podczas egzekucji życie. Chłopiec otrzymał nowe imię i nazwisko – Uldis Kurzemnieks, malutki mundur, mały karabin i pistolet, stając się maskotką żołnierzy.
    Ta książka to uzupełnienie biograficznej książki Maskotka, napisanej przez jego syna Marka Kurzema i jednocześnie o tyle ciekawa, że na swój sposób interaktywna. Poprzez dialog dziennikarzy z Aleksem mogłam uzyskać odpowiedzi na wiele pytań pojawiających się w trakcie rozmowy. Dzięki temu opowieść była bardziej żywa, namacalna i pokazująca proces rozumowania, zapamiętywania i wypierania z pamięci małego dziecka makabrycznych scen, ale i wydobywająca emocje temu towarzyszące w zawahaniach, niedopowiedzeniach, zamyśleniach i w wycofaniach się z rozpoczętych wątków.
   Przyglądałam się temu człowiekowi w filmie Wszystko, by żyć dołączonym do książki, analizowałam fotografie zamieszczone w książce i mimo, że znam już jego historię życia i wiem jakim cudem ocalał, to mimo wszystko zadaję sobie pytanie, nie mogąc wciąż uwierzyć w oczywiste fakty i dowody: jak to możliwe, że to piekło przetrwał sześciolatek? I nie mam na myśli przetrwania fizycznego, ale jego aspekt psychiczny, skoro mnie, osobę dorosłą, samo opowiadanie potrafiło tak bardzo przytłoczyć, obciążyć, rozkleić, rozstroić. Ja rozumiem, że zadziałał instynkt i jak sam Aleks podkreśla: dziecko nie myśli rozsądnie, logicznie, ono przyjmuje wszystko wokół, takim jakim jest, bo liczy się jedynie chęć życia, nieważne jak, byleby przeżyć. Ale mimo wszystko…  Przecież to było małe dziecko…

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi: