Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Pięć zdrowych nawyków – Darin Olien

15 października 2019

Pięć zdrowych nawyków: jak zapewnić sobie zdrowie, kondycję fizyczną i doskonałe samopoczucie – Darin Olien

Przełożył Bartłomiej Kotarski

Wydawnictwo Kobiece , 2019 , 370 stron

Literatura amerykańska

   Tę książkę zacząłem pisać w wieku trzynastu lat.

   Nie dosłownie, ale ziarno prawdy w tym zdaniu autora jest. To w tym wieku, jako bardzo chorowity chłopiec, postanowił się „uzdrowić”, jedząc grejpfruty. Jego zainteresowanie wpływem jakości odżywiania się i zdrowym stylem życia na kondycję oraz samopoczucie człowieka rosło wraz z wiekiem. Słuchał, czytał i eksperymentował na sobie, wypróbowując sugestie, teorie i informacje oraz osiągnięcia badawcze innych. Te przynoszące dobre efekty – utrwalał. Zaczął również jeździć po świecie w poszukiwaniu najoptymalniejszych i najzdrowszych produktów żywnościowych oferowanych przez naturę oraz codziennych nawyków opartych na mądrości globalnych kultur.

   Zdobył nieformalny tytuł – Indiana Jones Superżywności.

   Z chorowitego dziecka z koktajlem leków i brakiem efektów metod stosowanych przez medycynę konwencjonalną stal się twórcą metody SuperLife, ekspertem w dziedzinie zdrowia i odnowy biologicznej, działaczem na rzecz ochrony środowiska, psychologiem, doradcą w dziedzinie rozwoju osobistego oraz autorem popularnego suplementu diety Shakeology, a przede wszystkim zdrowym, sprawnym, wysportowanym, zadowolonym z życia człowiekiem. Sprawdziłam – faktycznie wygląda jak młody bóg.

   Żywa, chodząca reklama wiedzy zawartej w książce.

   Kompletnej publikacji, która stała się ukoronowaniem jego dwudziestoletnich poszukiwań. Liną ratunkową rzuconą żyjącym w świecie, w którym z każdej strony atakują trucizny i zanieczyszczenia, a nienaturalność, sztuczność i plastik wypiera naturę. Poradnikiem dla tych, którzy chcą się z niego wydostać, ale nie wiedzą jak.    

   Nie poprzestał jednak tylko na poszukiwaniach dietetycznych.

   Żywność, jej czystość oraz ograniczone przetwarzanie i poddawanie obróbce cieplnej to tylko pierwsza z pięciu tytułowych sił życiowych. Kolejne to woda, tlen, zasadowość i detoksykacja. Każde z nich omówił szczegółowo, uzasadniając swoją teorię systemem wzajemnie wspierających się i uzależnionych od siebie czynników, które zawsze kończył  podsumowującym spisem zadań do zastosowania.

Jego sprawność i efektywność działania uzależnił jednak od szóstej siły sprawczej nieujętej w tytule – chęci.

   W drugiej części książki zawarł zastosowanie teorii w praktyce.

   Podał podstawowe zasady zdrowego żywienia, porządków w kuchni (między innymi zastąpienie plastiku szkłem), wykaz produktów zawierających wszystkie potrzebne organizmowi składniki, dziesięciodniowy plan żywieniowy oraz przepisy na konkretne potrawy. Wielkim plusem dla mnie była ich prostota przyrządzania i mała czasochłonność, ponieważ w większości były serwowane na surowo. Wszystkie były nieskomplikowane w przygotowaniu, a i tak wybrałam najprostszy – przepis na pudding z awokado i kakao z miodem.

Faktycznie smakuje jak budyń czekoladowy. Polecam zwłaszcza dzieciom!

   Według mnie to jeden z najprostszych, najbardziej wymagających, najskuteczniejszych i najdroższych stylów życia. Żywność jest różnorodna, najlepiej sezonowa, ale ograniczona do najbardziej pożywnych i ekologicznych, a tym samym bardzo droga. To ostatnie autor torpeduje cenami leków i terminalną chorobą pochłaniającą majątek, zakończoną nie mniej tanim pogrzebem.

   Radykalny, ale dla mnie skuteczny argument.

   W wymagającej diecie proponowanej przez autora napotkałam wiele znanych już mi elementów, o których czytałam w innych tego typu publikacjach. Rozproszone w wielu opracowaniach, tutaj współtworzyły jedną siłę życiową, na którą składało się pięć zdrowych nawyków. Czasami tylko wspomniane, ale dla poszukujących rozwinięć tematu, będące cenną sugestią. Dotyczyło to na przykład cukru jako trucizny, o czym czytałam w Słodziutkim Dariusza Kortki , Judyty Watoły czy mikrobioty, o której dużo więcej w Człowieku na bakterie Margit Kosobudzkiej. Zaskoczeniem były dla mnie informacje o soli, miodzie, grzybach i wodzie, obalające mity i uzupełniające obecny stan wiedzy na ich temat. Zachęcił mnie również do eksperymentowania. Do sięgania i wypróbowywania nowych produktów z podanych przez niego list superżywności. Już spróbowałam komosy ryżowej, którą jestem zachwycona. W planach mam tempeh, którego smaku jestem bardzo ciekawa.

   Im bardziej zagłębiałam się w poglądy autora, im więcej poznawałam jego świat wartości, z którymi dzielił się niezwykle żywiołowo i z pasją, tym bardziej byłam przekonana, że mam do czynienia z idealnym przykładem życia zgodnie z ikigai, o którym czytałam w Ikigai Héctora Garcii , Francesca Mirallesa. To było widać nie tylko w zdaniach z wykrzyknikami, ale i w ich zawartości, w których podkreślał, że dbałość o formę, zdrowie i troska o pięć sił życiowych nie jest naszym ostatecznym celem. One są tylko niezbędnym fundamentem do życia: fantastycznego, szczęśliwego, pozytywnego, zbilansowanego, pełnego pasji, energii i miłości. Prawdziwego życia! Czyż nie ono jest w tym wszystkim najważniejsze? Okazuje się, można tak żyć, a autor jest tego dowodem. Wystarczy zadbać o ciało, dokonując lepszych wyborów, by przejąć nad nim kontrolę, a autor tylko podpowiada jak.

   Proste, a jakże trudne dla współczesnego człowieka.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

   Książkę wpisuje na mój top czytanych w 2019 roku.

Pięć zdrowych nawyków. Jak zapewnić sobie zdrowie, kondycję fizyczną i doskonałe samopoczucie [Darin Olien]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Książkę wybrałam spośród nowości księgarni Tania Książka.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Poradnik

Tagi: ,

P.S. Kocham Cię na zawsze – Cecelia Ahern

13 października 2019

P.S. Kocham Cię na zawsze – Cecelia Ahern

Przełożyli Anna Krochmal , Robert Kędzierski

Wydawnictwo Akurat , 2019 , 448 stron

Dylogia P.S. Kocham Cię ; Część 2

Literatura irlandzka

   Wzruszyłam się!

   Takim wzruszeniem oczyszczającym, wyjaśniającym, tłumaczącym i uspakajającym, mimo że powieść cały czas krążyła wokół choroby,  bólu rozstania i śmierci. Czytający pierwszą część P.S. Kocham Cię o przepięknej historii miłości Holly i Gerry’ego i oczekujący podobnych emocji, nie zawiodą się. Mogą być jedynie zaskoczeni zupełnie innym ich źródłem. Raczej pochodzącym z zewnątrz. Z otoczenia głównej bohaterki, chociaż w jej nowym związku z Gabrielem pojawiało się mnóstwo retrospekcji nawiązujących do ciepłych, nostalgicznych chwil z Gerrym.

   Sprawili to nowi przyjaciele Holly.

   Początkowo byli tylko natrętnymi, obcymi osobami, które chciały powielić pomysł Gerry’ego, zakładając Klub P.S. Kocham Cię. Holly nie miała ochoty uczestniczyć w spotkaniach jej członków. Odmawiała pomocy. Nie chciała wracać do przeszłości. Była przekonana, że to już zamknięty rozdział, a powroty byłyby dla niej wyczerpujące i bolesne.

   Los zadecydował za nią.

   Mimowolnie została zaangażowana w życie ludzi chorych, z którego później nie potrafiła się już wycofać. Początkowa niechęć z czasem przerodziła się  w przekonanie, że tak naprawdę pomaga nie tylko innym, ale pośrednio również sobie. Dzięki obserwacji zachowań nowych przyjaciół mogła prześledzić drogę odchodzenia Gerry’ego i uczucia, które mu towarzyszyły. Do tej pory skupiała się tylko na sobie, na swoim bólu, na swojej żałobie. Teraz miała niepowtarzalną okazję „zobaczyć” w tej roli ukochanego męża. Znaleźć miejsce, w którym mogła bez obaw rozmawiać o Gerrym i znowu poczuć jego bliskość. Odpowiedzieć sobie na mnóstwo pytań i tych  osobistych, i tych uniwersalnych. Przede wszystkim dotyczących sensu życia, śmierci, celu pamięci o zmarłych, potrzeby pozostawienia po sobie śladu, a przede wszystkim radzenia sobie z żałobą. Dobór nowych przyjaciół Holly w klubie – nastolatka z dzieckiem, babcia, mąż, żona, sprawił, że miłość przybierała różne formy jej wyrażania i różne metody radzenia sobie z jej utratą. Nie tylko tej istniejącej między kobietą a mężczyzną, jak było w części pierwszej. Ten uniwersalizm, jakiego nabrała w części drugiej, sprawił, że temat śmierci osoby bliskiej mógł lub będzie, prędzej czy później, dotyczyć każdego z nas, zmuszając do zastanowienia się nad sobą, nad takim samym lub podobnym problemem, z jakim zmagali się bohaterowie powieści.

   Odnalazła go tutaj nawet Holly.

   Dzięki klubowi uświadomiła sobie, że nie do końca przepracowała żałobę, a zwłaszcza ostatni jego etap – pożegnanie i pogodzenie. Co miało ogromny wpływ na jej relacje z Gabrielem. W pewnym sensie można tę powieść odebrać jako swoisty przewodnik dla zagubionych w chorobie i śmierci najbliższych. Poradnik tłumaczący na poziomie emocjonalnym konieczność istnienia cyklu, w którym życie jest światłem, umieranie jest mrokiem, śmierć jest znów światłem.

   Tak, światłem!

   Bo śmierć rozdziela ludzi, ale ma też swoje sposoby, by połączyć tych, którzy pozostali.

   I jeszcze jedno – na koniec autorka sprawiła ogromną niespodziankę Holly i mnie. Cudowną i zapierającą dech. Dosłownie wstrzymałam oddech! Nie zdradzę jej, by nie zabierać przyjemności czytania i zachwytu kolejnym czytelnikom.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.  

Kto jeszcze nie czytał obu powieści i waha się, na zachętę kadry z filmu, który powstał na bazie pierwszej części.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi: , , ,

Szeptacz – Alex North

12 października 2019

Szeptacz – Alex North

Przełożył Paweł Wolak

Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza , 2019 , 478 stron

Literatura angielska

   Zaczyna się ciekawie, potem intrygująco, by zorientować się po czasie, że otacza mnie mrok fabuły z niepokojącą rymowanką, której początek brzmiał:

Nie pomagało zamykanie książki, ani otrzymane w prezencie zatyczki do uszu.

Tkwiła we mnie, bez końca powtarzana i szeptana przez dziecięce usta ostrzegające siebie nawzajem.

   A wszystko przez zdradliwą ciekawość!

   Rozbudzoną widokiem nowego domu, do którego wprowadził się główny bohater Tom wraz ze swoim siedmioletnim synem Jakiem. Jednego z tych posiadających niepokojącą aurę i opinię dziwnego. Mający w sobie „duszę” albo „charakter” i to coś, co każe trzymać się od niego z daleka. Nawet przypominający fasadą ludzką, złowrogą, przerażającą twarz zastygłą we wściekłym, niemym krzyku. Popularny wśród miejscowych dzieci, jak cmentarz, na którego wejście i zrobienie sobie selfie poczytywano za szczyt ogromnej odwagi. Dla nowych lokatorów miał stać się bezpiecznym azylem szczęścia. Miejscem złapania równowagi psychicznej po rodzinnej tragedii, w której obaj stracili ukochaną osobę – żonę i matkę. Również czasem znalezienia wzajemnego porozumienia i wspólnego języka, których zawsze między nimi brakowało. Zapowiadała się trudna droga do siebie, bo Tom popadał w depresję po śmierci Rebekki, a Jake, świadek śmierci matki, zamykał się coraz szczelniej we własnym świecie, rozmawiając w nim z wymyśloną przyjaciółką. Tom miał nadzieję na zmianę tych chłodnych i zdystansowanych relacji. I tutaj zaczynało być intrygująco, bo nie wiedział o wielu ważnych faktach.

   Jednym z nich była tragedia miasteczka Featherbank.

   Dwadzieścia lat temu seryjny morderca porywał chłopców. Tajemnica ukrycia zwłok jednego z nich nadal nie została odkryta. Mało tego – koszmar znowu powrócił, mimo że sprawca, tytułowy Szeptacz, przebywał w więzieniu z wyrokiem dożywocia, a dzieci zaczęły powtarzać znaną rymowankę, jak dobrą radę. Na domiar tego Jake usłyszał pod oknem szept…

    W tym momencie zaczął spowijać mnie mrok gęstniejący ze strony na stronę.

   Autor mistrzowsko zbudował atmosferę przerażenia i lęku z niedopowiedzeń i domysłów wynikających z sugestywnie opisywanych obrazów akcji i niejednoznacznych zachowań bohaterów, które tworzyły mnóstwo niejasności i niepewności w ocenie sytuacji. Uczynił moim głównym „wrogiem”, a swoim sprzymierzeńcem, moją wyobraźnię (a mam bujną!) i uprzedzenia głównie kojarzone ze śmiercią. Do końca nie wiedziałam, czy mam do czynienia z nadinterpretacją i błędnymi skojarzeniami, czy ze zjawiskami nadprzyrodzonymi. Nietypowe i niepokojące zachowania Jake’a budowały profil dziecka zarówno z zaburzeniami natury psychicznej, jak i ze zdolnościami parapsychologicznymi. Zanurzałam się w coraz bardziej duszną od paniki atmosferę miasteczka, do którego powrócił horror sprzed lat, w patologiczne czerpanie ekstazy z obcowania ze zwłokami i trupimi akcesorami nekromantów, delikatną sieć pułapki tkanej przez Szeptacza zza murów, śledztwo odkrywające horror ofiar, a także niewygodne, prywatne, intymne sekrety bohaterów wpływające na rozwój wypadków, tkwiąc mocno zakotwiczona uwagą w wielowątkowej i wielopłaszczyznowej intrydze pełnej niewyjaśnionych tajemnic z przeszłości i teraźniejszości, niebezpieczeństw, wewnętrznych demonów, zewnętrznych potworów o ludzkich twarzach i zagrożeń wywołujących stałe poczucie napięcia. Powolne dodawanie elementów składających się na źródło skutecznie podtrzymujące lęk, sprawiło, że na każdym etapie losów bohaterów i prowadzonego śledztwa, słyszałam monotonnie szeptaną rymowankę. Tak często powtarzaną przez dzieci i dorosłych, że zaczęłam zamykać za sobą drzwi do domu na klucz również w dzień. Wystarczy mi już jeden Szeptacz. Drugi groziłby utratą paznokci, a potem zmysłów.

    I wierzcie mi, żadne zatyczki nie pomogą, kiedy zaczyna szeptać najpotężniejszy z Szeptaczy – własna wyobraźnia.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Kryminał sensacja thriller

Tagi: ,

Warszawa Jarosława Iwaszkiewicza – Tomasz M. Lerski

6 października 2019

Warszawa Jarosława Iwaszkiewicza: portret miasta w zwierciadle literatury – Tomasz M. Lerski

Wydawnictwo Fabuła Fraza , 2019 , 472 strony

Literatura polska

   Warto posłuchać Jarosława Iwaszkiewicza.

   Celowo odniosłam się do słuchu, ponieważ pisze tak, jakby opowiadał. I nie mam tu na myśli jego prozy i poezji, ale wszelkiego rodzaju „marginalia”, jak sam nazwał swoje teksty pozaliterackie. Przekonałam się o tym, kiedy sięgnęłam po publikację Anny Król Spotkać Iwaszkiewicza: nie-biografia. We Wszystko jak chcesz tej samej autorki utonęłam w emocjach i estetyce ich podania. Dlatego bez wahania sięgnęłam po kolejne opracowanie oparte na źródłach.

   Tym razem poświęcone Warszawie.

   Wprawdzie podtytuł sugerował jej odbicie w „zwierciadle literatury”, ale w pojęciu autora opracowania szeroko pojętej. Rozumiał pod nim zarówno twórczość prozatorską i poetycką, która tworzyła osobny kadr spojrzenia zebraną w jednym rozdziale, jak i wszystko to, co spod pióra pisarza  w roli męża, kochanka, przyjaciela, ojca, podróżnika, odbiorcy i twórcy kultury oraz sekretarza marszałka Sejmu, wyszło w postaci dokumentów życia codziennego – wspomnień, dzienników, korespondencji, notatek i wspomnianych wcześniej „marginaliów”. To ostatnie określenie sugerowałoby ich mniejszą wartość i ważność.

   Nic bardziej mylnego.

   Były jak wino. Im dłużej upływał czas, tym większej nabierały mocy znaczenia i wartości historycznej. W czarodziejski sposób wydobywały sceny, szczegóły, komentarze, dialogi, pejzaże i chwile ulotne z gęstniejących mroków niepamięci, by nadać suchym faktom informacyjnym kolorytu i dynamiki niczym w kalejdoskopie.

   Wypełnić warszawskie ulice emocjami przeszłymi.

   Było ich mnóstwo. Właściwie cała topografia ścieżek pisarza była nimi przesycona. Od pierwszego przyjazdu w 1902 roku w wieku ośmiu lat i wspomnień dziecięcych, z których najpiękniejszym wydawały mi się wizyty w sklepie Wedla pełnym czekolad i wszelkiego autoramentu bombonier i pomad,  o których można posłuchać w słuchowisku Tomasza Lerskiego Warszawa Jarosława Iwaszkiewicza w reżyserii Dobrosławy Bałazy. Po kolejny przyjazd w 1918 roku, jako dość dziwne stworzenie, które wylądowało na Dworcu Wiedeńskim w Warszawie z małą paczką bielizny i z ogromnym kufrem, zawierającym książki, nuty, papiery i papierzyska. Aż do śmierci, pomimo późniejszego zamieszkania w Stawisku. Ulice miasta wypełniał przede wszystkim znanymi lub mniej znanymi budynkami, w których mieszkał, bywał, odwiedzał, jadł, pracował i udzielał się towarzysko.

Z których najczęściej przewijał się gmach Filharmonii Warszawskiej i jego trzydziestosiedmioletnia minihistoria powstania i działalności, której był świadkiem, korzystającym, a potem przemawiającym w jej powojennych murach. Teksty pisarza autor uzupełnił bogatym wyborem zdjęć opisywanych miejsc.

   A wszystko na tle ważnych wydarzeń historycznych Polski.

   Przede wszystkim powstania warszawskiego, likwidacji getta i powstania żydowskiego w nim czy bombardowania miasta obserwowanego ze Stawiska. Nie mniej emocjonalnie odbieranego niż przez tych, którzy bezradnie tkwili w sercu zagłady, wspominając  – nie wiem, co trudniejsze: czy być tam, na tych ulicach, wśród bomb, pocisków i walących się domów, czy być tutaj z daleka i wyobrażać sobie tylko owo piekło i śmierć miasta, najukochańszego ze wszystkich miast.

   Dla mnie to przede wszystkim Warszawa ludzi.

   Nazwisk znanych mi z literatury i szerzej – kultury, wśród których obracał się lub z którymi przyjaźnił się pisarz. Widzianych w jego uważnym spojrzeniu, a więc mocno subiektywnym. Z nieskrywaną sympatią i podziwem lub antypatią, ale zawsze przeciekawym i barwnym. Plejady osobistości przewijających się w osobnym rozdziale, ukazując ą mi ludzką twarz pomników ze spiżu. Z ich słabościami, lękami, poglądami, wadami i zaletami. Z ich uznaniem współczesnych za życia lub początkami krystalizujących się talentów, których wielkość prognozował Jarosław Iwaszkiewicz, a które przyszłe pokolenia zweryfikowały pozytywnie lub nie.

   Spacer po przeszłej Warszawie, wbrew intencjom pisarza, pomógł mi w zdjęciu ze stolicy kiru żałobnego przysłaniającego ten żywy pomnik męczeństwa i wszechobecnej śmierci z krwią na każdym kamieniu. Trudno o tym wiecznie myśleć, ale czasem wesoły chichot przerywa myśl: a może to tu? – dokładnie tak samo myślałam i w pierwszych przyjazdach do Warszawy towarzyszyło mi podobne uczucie – spaceru po cmentarzu. A przecież w pamięci Jarosława Iwaszkiewicza to również przedwojenny, cudowny Paryż Północy i powojenny, dużo brzydszy (nad czym bardzo ubolewał) socrealizm. Warszawa ukazana przez pisarza to ostatnia część tryptyku, jak nazwał swoje opracowania autor, na który składa się również Warszawa Marii Dąbrowskiej i Antoniego Słonimskiego.

   Dlaczego akurat oni?

   Na to pytanie znalazłam odpowiedź w przedmowie autora – bo, mamy do czynienia z notacją dokonaną przez naprawdę najwybitniejszych pisarzy swego pokolenia, ludzi wielkiego intelektu, potrafiących zrozumieć znacznie więcej z mechanizmów biegu dziejów, z sensu zaistniałych wypadków, czy dostrzec dalsze ich konsekwencje, już w perspektywie dziejowej. Dodatkowo Jarosław Iwaszkiewicz umiał bardziej niż oni generalizować, dawać wyważone opinie o istocie tego miasta, postawić trafną diagnozę sensu wydarzeń i postaw ludzkich.  Bardziej całościowo ująć naturę miasta i wynikające z niej konsekwencje, trafnie naszkicować typologię charakterów warszawiaków.

A dla mnie tak plastycznie, barwnie i dynamicznie oddanej, że spacerowałam po MOJEJ Warszawie lekko, ciekawie i przyjemnie w klimacie świata artystów, bez poczucia profanacji, że siedzę na miejscu czyjejś śmierci, ale z ogromnym szacunkiem dla jej przeszłości.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi: , ,

Łańcuch – Adrian McKinty

5 października 2019

Łańcuch – Adrian McKinty

Przełożył Dariusz Żukowski

Wydawnictwo Agora , 2019 , 400 stron

Literatura australijska

Na tylnej okładce tej książki znalazłam ankietę.

Łatwą, ale tylko pozornie. Tak naprawdę nie oczekiwała ode mnie jednoznacznej odpowiedzi. Nie wymuszała wahań i dylematów przed wyborem. W ogóle nie oczekiwała żadnych deklaracji. Pytała retorycznie, bo tuż pod nią widniała zaskakująca odpowiedź.

Łańcuch obnażał moralnie głównych bohaterów thrillera, uwidoczniając mroczną sferę psychiki każdego człowieka. Zdolność do bycia i ofiarą, i katem.

   Chociaż nie do końca.

    Kiedy wraz z główną bohaterką Rachel, matką trzynastoletniej Kylie, zostałam nagle i gwałtownie wciągnięta do Łańcucha, walczyłam w myślach. Rachel otrzymywała jasne komunikaty – powiadomisz policję – córka zginie, podzielisz się informacją z innymi – córka zginie, nie wykonasz polecenia – córka zginie, cokolwiek zrobisz niezgodnego z ustaleniami – córka zginie. Obserwowałam poczynania zrozpaczonej matki, która bez zastrzeżeń godziła się z warunkami Łańcucha, ale jednocześnie cały czas analizowałam zmieniającą się sytuację i szukałam słabych punktów pułapki pozwalających stać się tym pierwszym ogniwem, który rozwaliłby ten węzeł gordyjski. Było bardzo trudno, bo  spajały go twarde jak diament emocje.

   Uczucia rodziców do własnego dziecka.

   Matki i ojców, którym ziścił się najczarniejszy scenariusz porwania ukochanego syna lub córki, a warunkiem ich uwolnienia było porwanie dziecka następnej rodziny, razem tworzących Łańcuch wzajemnych uzależnień i uwarunkowań. Płacili przy tym okup, ale pieniądze w Łańcuchu nie były najważniejsze. Suma zawsze była skrojona na miarę możliwości finansowych zakładników, a proponowanie większej było bezcelowe i wręcz idiotyczne. Przekonałam się o tym w miarę naprzemiennie opowiadanej historii losów ludzi stojących za tą prelekcyjną organizacją, zbudowaną na najważniejszej ludzkiej emocji – zdolności do kochania. Na wzór meksykańskiej metody zastępowania ofiar porwań, zgodnie z którą, jeżeli uprowadzona osoba wyjątkowo źle znosi swoja sytuację, ktoś inny z rodziny może zająć jej miejsce. Połączona z dziecięcą zabawą złowróżbnych, ale niewinnych listów łańcuszkowych znanych niemal wszystkim na całym świecie, dała ostrą emocjonalnie mieszankę wybuchową.

   W tej powieści nie było chwili na oddech.

   Przechodzenie z jednej ohydnej roli w drugą równie odrażającą stawało się automatyczne i mimowolne. Co nie znaczyło, że schodzenie w głąb piekła moralnego było łatwe i bezbolesne. Rachel swoją sytuację określiła jednoznacznie – Twój upadek był gwałtowny i szybki. Tkwisz w klatce pędzącej prosto do piekła. Będzie jeszcze gorzej. Zawsze jest gorzej. Najpierw rak, potem rozwód, potem porwanie córki, a na koniec stajesz się potworem.

   Bestią, która siedzi uśpiona w każdym z nas.

   Dokładnie to chciał udowodnić autor, włączając (też automatycznie i mimowolnie) czytelnika w akcję. Nieważne kim jesteś. Jakie masz zasady. Czym kierujesz się  w życiu. Wystarczą odpowiednie warunki, by ją obudzić i z ciebie wywołać. By pokazać to, co powiedział J. G. Ballard, nasza cywilizacja to tylko krucha , delikatna fasada, za którą króluje prawo dżungli. Lepiej ty niż ja. Lepiej twoje dziecko niż moje. Kimś takim musiała stać się Rachel, ale też wściekłą niedźwiedzicą, której na drodze pomiędzy nią a jej dzieckiem stanął obcy.

   Rozwiązanie sytuacji było bardzo spektakularne.

Gdybym oglądała film, skulona trzymałabym kolana pod brodą. Dla mnie jednak najważniejsza była odpowiedź na nieustannie dręczące mnie pytanie – czy nie było innej drogi wyjścia z patowej sytuacji? Odkładałam z nim książkę. Z nim ponownie brałam ją do ręki. Kołatało mi się po głowie w chwilach nieczytania. Nawet przemykało w umyśle tuż przed snem. Byłam w Łańcuchu non stop.

   Nadal jej nie znalazłam!

   Jednak z uporem maniaka prześladuje mnie jakaś nadzieja na przyzwoitość ludzką i wiarę w człowieczeństwo, które nie pozwalają mi zapomnieć o pytaniu. Książkę z zakładką temu, komu uda się znaleźć odpowiedź. Kto uwolni mnie od uporczywego dźwięku ciągnącego się za mną Łańcucha…

   Pomocy!

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

   Książkę wpisuję na mój top czytanych w 2019 roku.

Tak wygląda gwałtowny i brutalny początek wciągnięcia w Łańcuch, a zarazem początek powieści i piekła emocji.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Kryminał sensacja thriller

Tagi: ,