Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Facebook Instagram YouTube Lubimy Czytać Pinterest

Nieświadomość i inne rzeczy ostateczne – Bartłomiej Dobroczyński

26 października 2026

Tak wiele jest spraw, które lepiej zrozumiemy dzięki tej książce.

   Zgadzam się w pełni z tym zdaniem umieszczonym na tylnej okładce tego zbioru siedmiu esejów z zakresu psychologii. Ba! Jej zawartość nie tylko odpowiedziała mi na już istniejące pytania, które kiedyś sobie zadawałam, nie doczekawszy się odpowiedzi, ale również na te pojawiające się w trakcie czytania, a nawet mogące się pojawić niebawem. Mało tego!

   Byłam momentami pozytywnie zaskakiwana.

   Chociażby tym zapomnieniem, że nauki humanistyczne nie tylko mają za sobą przeszłość rozwojową, ale również permanentnie się rozwijają. Dlatego proszę zapomnieć o nieśmiertelnym i powszechnym schemacie budowy umysłu przypominającym górę lodową. To już przeszłość, a powoływanie się na tę metaforę trąci posiadaniem starej wiedzy.

   Co ją zastąpiło?

   Nie zdradzę, bo warto samemu sięgnąć po te eseje autora, który skromnie określił się jako „marginalny badacz dziejów myśli psychologicznej”, będąc psychologiem i profesorem Instytutu Psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. W swoim zbiorku zamieścił eseje poświęcone nieświadomości (podświadomości, id) oraz dziejom jej odkrywania i krytyki. Dlatego trzema ich filarami-tematami określił nieświadomość, psychoanalizę i rzeczy ostateczne. Przeciekawie przybliżył w nich proces wyodrębnienia się psychoanalizy oraz stan refleksji człowieka nad sobą samym w ujęciu historycznym, których dzieje były tak fascynujące, jak pokrętne było utrwalanie nieświadomości w nauce, mając przed sobą dwóch wrogów – kościół i nomen omen naukę. Tym samym nakreślił dramatyczną trajektorię w swojej wędrówce przez dzieje psychologii: począwszy od entuzjastycznego wręcz odkrycia, poprzez mniej lub bardziej radyklane odrzucenie, które kulminowało w całkowitej jej negacji, aby w końcu zostać pasowaną na miejsce centralne, wręcz fundamentalne. Na zjawisko otwierające nowe podejście do zachowań człowieka kierowanym przez nieświadomość, czyniące go nieprzewidywalnym. Kryjącym w sobie od tego momentu nie tylko róg Amaltei sowicie zaopatrzony we wszelkie dobra, ale również groźną puszkę Pandory pełną zagrożeń i nieczystości.

   Tej ostatniej właśnie bali się przeciwnicy psychoanalizy z jej nieświadomością.

   Zawikłane losy przyjęcia nowej wiedzy przez polskie środowisko naukowe autor opisał w osobnym eseju. To w nim uzyskałam odpowiedź na pytanie, dlaczego polska szkoła nie doczekała się (i niestety nie doczeka) wychowania seksualnego, bo indywidualne szczęście, osobowa niepowtarzalność czy tożsamość seksualna musiały zawsze wypadać blado wobec imperatywnego głosu krzyża, historii, sumienia i narodu. Niepokojąca nowa wizja człowieczeństwa wzbudzała lęk również przed szerszym europejskim gronem naukowym, które sprzeciwiało się idei nieświadomych procesów psychicznych i myśli, że człowiek nie jest już panem we własnym domu, czyli psychice, a nasza ludzka natura i konstytucja są ukształtowane w taki sposób, że z »okrutną logiką« zmierzamy w niewiadomym kierunku.

   Wynik zaciętej walki na wielkie umysły autor przedstawił w eseju poświęconym New Age.

   Nazywanej inaczej quasi-religijną formacją duchową lub ideologią duchową popularną w latach 70. i 80. XX wieku. Swoimi rozważaniami na temat jej rozwoju autor uzupełnił mi wiedzę wyniesioną z niedawno czytanego reportażu uczestniczącego o „terapii duszy” Moniki Sobień-Górskiej –  Rok, w którym szukałam sensu i ukojenia. Przez autora ukazaną w neutralnym świetle, bo za negatywną jej stronę posłużyły mu losy uczonej i lekarki Natalii Zylberlast-Zand w kolejnym eseju. Kobiety, dla której badana przez nią psychoanaliza stała się jej wrogiem. Autor to, co spotkało jednostkę, przeniósł na zbiorowość ludzką, kreśląc hiperboliczną diagnozę sytuacji bez wyjścia pędzącą ku samozagładzie.

   Tym samym zrobiło się bardzo pesymistycznie.

   Wręcz dramatycznie, chociaż autor już we wstępie uprzedzał, że książka nie oferuje żadnych przepisów na to, jak poradzić sobie z naszą nieświadomością. Chodziło mu raczej o uruchomienie pewnego poziomu refleksji i metarefleksji, który skłoni do udania się w podróż przez mentalne ciemności po to, aby stały się widzialne i można było zobaczyć, co też tam w nas tkwi, na co się natkniemy w swoich nieznanych dotychczas wnętrzach.

   Kasandryczny ton zbiorku równoważył ostatnim, optymistycznym esejem.

   Autor specjalnie napisał go do tej publikacji, by nieść nadzieję. Swoje refleksje odniósł do własnych doświadczeń, dzieląc się sposobami operowania nadzieją w jego własnym życiu.

   Czułam się jak na wykładach stymulujących samorozwój. Ciekawie przekazanych narracyjnie pięknym językiem erudyty. Bez epatowania pojęciami naukowymi, ale za to z wtrąceniami łacińskimi. Nie tymi obiegowymi, ale rzadziej używanymi. Nie zawsze tłumaczonymi i dobrze, bo poszukiwanie ich znaczeń w języku polskim sprawiało mi radość odkrywania nowego. Treść bogato ilustrowana cytatami z literatury podmiotu czyniła eseje bardziej bezpośrednimi w obcowaniu ze źródłami, których bibliografię umieszczono na końcu książki. Uwielbiam ten styl przekazu, czyli „powściągliwy liryzm cytowania” według Michela Foucaulta, bo sama go stosuję, woląc tak jak autor, poddać cytaty krytycznemu myśleniu czytelnika, niż narzucać własną ich interpretację.

   Jeszcze refleksja na koniec.

   To kolejna publikacja, która zauważa  powszechność zerwania więzi społecznych, będącej przyczyną zagubienia się człowieka  we współczesnym świecie, w którym sieć nas uzależnia niczym heroina, a na domiar złego skutecznie izoluje od siebie. Jesteśmy za pomocą przemyślnych algorytmów utrzymywani w osobnych »bańkach informacyjnych«, czemu służą portale społecznościowe, spersonalizowane reklamy, wiadomości i powiadomienia. Stąd pesymistyczny wniosek autora – wygląda na to, że wśród ludzkich świętości ostały się tylko władza, ego i mamona. Autor jasno wskazuje na konieczność pojawienia się nowej narracji nadającej egzystencji sens, bo ta istniejąca straciła moc twórczego i odżywczego oddziaływania. Narracji scalającej nas ponownie we wspólnotę, „plemię”, byśmy mogli ponownie, jak dzieci, zachwycić się światem, by potem się o niego zatroszczyć i nim zaopiekować, w przeciwnym bowiem razie czeka nas zagłada.

   Jak to zrobić?

   Odpowiedź na to pytanie znalazłam w rewelacyjnym reportażu społecznym Agaty Sikory Jak wyjść z siebie. Autorka nie nakazuje czekać w kryzysie między starą a nową narracją, tylko działać, budując więzi społeczne. W tym kontekście New Age to leczenie objawów, a docelowo ślepa uliczka. Obie pozycje w tym zakresie pięknie się uzupełniają.

   Polecam obie.

Nieświadomość i inne rzeczy ostateczne – Bartłomiej Dobroczyński, Wydawnictwo Znak, 2026, 416 stron, literatura polska.

Rozmowa z autorem.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: esej, Psychologia

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *