Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Dwór na wulkanie – Janina Konarska

9 listopada 2019

Dwór na wulkanie: dziennik ziemianki z przełomu epok 1895-1920 – Janina Konarska

Wydawnictwo Ośrodek Karta , 2019 , 408 stron + 14 stron  zdjęć

Seria Świadectwa XX Wiek: Polska

Literatura polska

   Czy jeszcze i ten rok spędzimy na wulkanie?

   To pytanie autorka dziennika zapisała 1 stycznia 1919 roku. Podsumowała nim burzliwe okoliczności wieloletniego życia, jakie przypadło jej w majątku Kluczewsko w Kieleckiem.

Miejscu wymarzonym przez jeszcze nastoletnią panienkę z tak zwanego dobrego domu rodziny Fuldów. Mając dwanaście lat, zaczęła pisać „spowiednik”, jak go sama nazwała, w którym zamierzała zapisywać najbardziej emocjonujące dla niej chwile. To w nim chciała „się wynurzyć” ze wszystkimi uczuciami. Jednak wydawca ujął w tym wydaniu zapisy już piętnastolatki od 11.03.1985 roku do ostatniego wpisu 14.08.1920 roku.

   Jak widać, w ciekawych czasach żyła.

   Przytrafiło się jej to, czego najgorszemu wrogowi nie życzy się. Spojrzenie autorki w roli obserwatorki przełomu wieków, jako dziewczynki, poddanej w zaborze rosyjskim, a potem dojrzałej kobiety, obywatelki II RP, były o tyle ciekawe, że jej zapisy dojrzewały wraz z wiekiem. Początkowe, skoncentrowane na przyjęciach, balach, miłostkach, flirtach, zamążpójściu, krążyły tematycznie głównie wokół jej osobistych spraw.

   To też było bardzo ciekawe!

   Mogłam dowiedzieć się u źródła, jak wyglądało życie panny przygotowywanej do zamążpójścia, wymagania społeczne i rodziców wobec niej, jej troski, problemy, radości, ale i życie codzienne. Przekonałam się przy okazji, że autorka nie była typową panną z towarzystwa wyższej sfery społecznej Radomia, w którym dorastała. Dostrzegała bezsensowność i bezcelowość życia, którego treścią była liczba wizyt, które ma oddać lub przyjąć, nowe suknie, oryginalny kapelusz i tym podobne głupstwa. Przyznając, że była trochę rozpieszczoną jedynaczką i to jest też bardzo przyjemne, a w oczach znajomych – egzaltowaną, to jednak gnębiła ją myśl, że za mało miała poważnych zajęć, a stąd i poważnych myśli. W okresie dojrzewania pojawił się wręcz buntowniczy wpis – Jestem przecież coraz starsza, coraz więcej czuję się człowiekiem, który chce i ma prawo żyć, a nie wegetować. Co ciekawe, w odróżnieniu od swoich rówieśniczek, pragnęła wyjść za mąż na wieś, którą szczególnie ukochała.

   Jej marzenia spełniły się!

   Jednak upragnione, stabilne, rodzinne życie, po wyjściu za mąż za ziemianina Maksymiliana Konarskiego i zamieszkaniu w majątku Kluczewsko na Kielecczyźnie, było nieustannym wirem wydarzeń niesionych przez niespokojne czasy zmian dotychczasowych układów sił politycznych trzech zaborców. Kluczewsko stało się miejscem, przez które przebiegały trasy przemarszu wojsk rosyjskich i niemieckich często przesuwającego się frontu I wojny światowej. Stacjonujących, kwaterujących, okradających, rekwirujących żywność i niszczących dwór, zabudowania, hodowlę oraz uprawy. Autorka potrafiła jednak na tę stale zmieniającą się sytuację spojrzeć z ogromnym dystansem, trafnie wnioskując i racjonalnie ją podsumowując. Nie poddawała się emocjom lub ocenom kotłującym się wokół niej. Konstatowała doniesienia z nagminnym określeniem „prawdopodobnie” takimi zdaniami – Przypuszczam, że dopiero późniejsi historycy oświetlą należycie i zrozumieją obecne nasze dzieje. My – współcześni – nie możemy dość obiektywnie brać i brak nam odpowiedniej perspektywy. To właśnie w takich zapisach na gorąco, bez komentarzy, odzwierciedlała chaos tamtych dni i zagubienie ówczesnego człowieka. Również trudność zorientowania się w pożytecznych kierunkach zmian dla zwykłego człowieka i Polaka. Także dla tych, którzy te kierunki polityki wyznaczali. W jak piekielnych bólach rodziła się niepodległa Polska. Ile emocji temu towarzyszyło. Jak niemożliwie trudny był to czas.

   Dla wszystkich!

   A mimo to autorka pokazała codzienne życie w tej niepewności i destrukcji. Rodzenie kolejnych dzieci, ich wychowywanie, działalność społeczną i polityczną swoją i męża, opiekę nad pracującymi we dworze i chłopami żyjącymi we wsi, śluby, pogrzeby, choroby, wzajemne odwiedziny w pobliskich majątkach, sianie, zbiory i dożynki, a przede wszystkim troskę i ochronę rodziny oraz jej bytu na przekór destrukcyjnym i wymagającym poświecenia czasom. Z egzaltowanej dziewczyny na wydaniu wyrosła dojrzała kobieta, matka i żona skupiona zarówno na rodzinie, jak i, na mających wpływ na jej losy, zmianach społeczno-politycznych. Z romantyczki stała się twardo stąpającą po ziemi realistką broniącą przede wszystkim wartości rodzinnych.

Widać to było wyraźnie zwłaszcza w kontekście oceny mezaliansu popełnionego przez jej przyjaciółkę Wandę, której nie mogła wybaczyć porzucenia rodziny dla uczuciowych mrzonek.

   Tego bardzo osobistego zapisu zawierającego fakty historyczne nie można brać dosłownie. Dlatego wydawca opatrzył go korygującymi błędy przypisami oraz posłowiem prof. Andrzeja Chojnowskiego, który umieścił je we współcześnie znanym kontekście historycznym.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Podcast – Ciekawa rozmowa o książce w radiu RDC.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Wspomnienia powieść autobiograficzna

Tagi: ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *