Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Noc przed festynem – Saša Stanišić

21 marca 2019

Noc przed festynem – Saša Stanišić
Przełożyła Alicja Rosenau
Wydawnictwo PWN , 2015 , 312 strony
Literatura niemiecka

Za górami, za lasami, między dwoma jeziorami…
No tak, udzieliła mi się baśniowo-poetycka z odrobiną grozy atmosfera tej powieści, w której niewielka miejscowość Fürstenfelde, rzeczywiście położona pomiędzy dwoma jeziorami, w których wodach podobno diabeł kąpie się raz na trzynaście lat, stała się miejscem splotu wydarzeń w noc poprzedzającą festyn Anny. Wydarzenie, którego celu i sensu już nikt nie pamiętał, zadowalając się faktem samego świętowania istnienia i opowiadaniem o Fürstenfelde. Imprezy corocznej, która nie tylko integrowała niewielką społeczność tej miejscowości, ale jednocześnie była punktem kulminacyjnym fabuły opowieści, powoli ku niemu zdążającej. Przede wszystkim opowieści o ludziach, których, gdybym była realistką, mogłabym przedstawić jako spektrum różnorodnych losów i korowód specyficznych postaci powykręcanych przez życie. Osób, które znajdywały w nim przeciętnie więcej powodów przeciw życiu niż przeciw paleniu. Było ich tak dużo, że nie pokuszę się o wymienienie nawet kilku, bo byłaby to niesprawiedliwość wobec pozostałych i swego rodzaju okaleczenie dla całości. Wystarczy, że sam autor, by ich wszystkich wymienić, zrobił to na dwóch stronach z ogonkiem. Ot, jedna z wielu miejscowości, jakich wiele – mogłabym powiedzieć, gdybym była realistką. Z malejącą liczbą mieszkańców, z Domem Regionalnym i jego historycznym archiwum, barem w garażu, porami roku z okresem turystycznym w jesieni i tablicą stojącą przy wjeździe – Serdecznie witamy w…. Jedna z wielu!
Ale nie mogę tak powiedzieć.
Autor nałożył mi okulary, przez które, patrząc na bohaterów i wydarzenia będące ich udziałem, widziałam, czułam i uczestniczyłam w wyjątkowej historii tego jednak niepowtarzalnego miejsca. Wielogłos narracji niemalże we wszystkich osobach przenosił mnie od opisu pojedynczej osoby oglądanej z zewnątrz do zbiorowej myśli wewnętrznej chóru, brzmiącego niczym w greckim dramacie. Podsumowującego albo rozpoczynającego rozdział prologiem lub epilogiem. Czasami słyszałam go bez przerwy. Wtedy głos wiązał mnie z tym ich „my”, niekiedy utożsamiał mnie z tym „my”, a czasami czułam, że jestem wcielana na siłę w to „my”, gdy czytałam – Chodź, weźmiemy cię ze sobą.(…) Do zapachu chleba i odoru wojny. W zemstę i miłość. Do olbrzymów, wiedźm, do śmiałków i do błaznów. Jesteśmy pewni, że będziesz całkiem niezłą bohaterką. I byłam razem z nimi w czasie przeszłym i w czasie teraźniejszym. Mogłam się wtopić w ich tło, chociaż nie lubili obcych, napływowych, nietutejszych. Przenosiłam się z wieku do wieku, poznając przeszłość u źródeł w udokumentowanych relacjach, podaniach, przekazach historycznych i w legendach. Niektóre z nich były prawdziwe, a niektóre zapożyczone na bieżące potrzeby budowania tożsamości mieszkańców i ich kawałka ziemi, co było wyraźnie zaznaczone w tekście:

 

O sile przekazu tak dużej, że mającej, pomimo upływu ogromu czasu, nadal wpływ na ich zachowania i postawy. Obserwowane z wielu punktów widzenia – innych osób, ale i zwierząt, które wpisywały się w tę barwną zbiorowość, stając się pełnoprawnymi jej członkami. Każdy z nich przeżywał siebie, swój dramat i ukrywany sekret. Każdy miał coś do zrobienia. Każdy dążył do osiągnięcia konkretnego celu, włącznie z lisicą. Czasami nieświadomie wspólnego z innymi, a czasami zupełnie odmiennego, by w ostateczności złożyć się na jeden obraz wielosobowościowego bohatera o kilkudziesięciu głowach zebranych na płótnie jednego obrazu pod tytułem Fürstenfelde. Miejsca, w którym wszystko wygląda inaczej niż w przewodnikach turystycznych, książkach czy opracowaniach demograficznych, a rytm pór roku, dnia i nocy wyzwala nieokreślone stany świadomości, zwłaszcza gdy na ulicach zapada zmrok. Jego tętno wyczuwałam w następujących po sobie rozdziałach trwających dłużej lub krócej, a czasami bardzo krótko. Raptem na jedno uderzenie, jedno zdanie, które zresztą też wyznaczało rytm swoją długością. Im krótsze, tym tempo fabuły przyśpieszało, tym więcej gromadziło i wyzwalało z siebie emocji.

 

A jeśli bohater był hiphopowcem , to kawałkiem przemawiał, skandując treść do rymu. A jeśli pochodził z XVI wieku, to mówił językiem archaicznym. A jeśli był lisicą, to przemawiał węchem i zapachami. A jeśli osobą chorą, to językiem ludzi o odmiennym stanie świadomości.
Czasami byli mną, a ja nimi.
Płynność akcji, zmienność osobowości, tajemniczość przeszłości, mrok nocy, duszy i umysłu, poetyckość miejsca, ukrywane sekrety, zapowiedź zbrodni, czająca się tragedia, magia legend i egzystencjalizm współczesnego człowieka z dziedzictwem tradycji i przeszłości to mieszanka odurzająca i zaczarowująca zwykłą chęć znalezienia i ustalenia regionalnej tożsamości zbiorowej, zamieniającej „ja” na „my” gwarantujące ciągłość istnienia.
Bo „my” może więcej!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Noc przed festynem [Saša Stanišić]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *