Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Facebook Instagram YouTube Lubimy Czytać Pinterest

Niedotlenienie – Marta Hożewska

24 października 2026

Dla jednych były to »Ziemie Odzyskane«. Dla innych »Ziemie Utracone« albo »Ziemie Zabrane«.

     Wałbrzych bardzo dobrze wpisywał się w te określenia, w zależności od tego, kto ich używał. Miasto bardzo bliskie autorce, bo z niego pochodzi, więc dobrze jej znane.

   Na pewno?

   Może dobrze znane z historii, z topografii, życia powszedniego, ale czy ze znajomości jego mieszkańców? Ludzi zamieszkujących go w wyniku zawirowań II wojny światowej. Żyjących w tyglu narodowościowym pod warstwą narzuconej jednorodnej polskości. Autorka, niczym uważna i dociekliwa archeolożka, delikatnie, empatycznie, z szacunkiem, powoli usuwała tę oficjalną warstwę, obnażając bolesne losy, tragiczne dzieje i tkliwe myśli mieszkańców Wałbrzycha.

   Kluczem do zrozumienia tego zjawiska uczyniła trzy kobiety.

   Reprezentantki trzech pokoleń Niemek – babci Liny, jej córki Ruth i wnuczki Anny, które rodziły się, żyły, dorastały, uczyły się, pracowały, kochały i zawierały przyjaźnie w Polsce. Kobiet, które pomimo życia w Wałbrzychu od pokoleń, czuły na swój sposób każda, że nie jest u siebie.

   Ich dramatyczne losy tworzyły pierwszą warstwę opowieści.

   O sposobach radzenia sobie ze zmieniającą się wokół nich rzeczywistością od II wojny światowej do dziś oraz o dziedzictwie traumy i jej skutkach psychicznych na tle tożsamościowym. O dziedzictwie bez dziedzictwa. O byciu więźniem wgniatającego w ziemię i niepozwalającego swobodnie oddychać ustroju i diabolicznej urawniłowki. I o nieustannym płaczu wewnętrznym za korzeniami. To one stanowiły główny wątek tego reportażu społeczno-historycznego.

   Mocno zakotwiczonego w historii Wałbrzycha.

   Miasta granicznego, które po drugiej wojnie światowej decyzją wielkich tego świata znalazło się po przeciwnej stronie polsko-niemieckiej granicy. Działaniem wiru wielkiej historii, który w ludzkim i kulturowym tyglu miasta wymieszał mieszkańców, a który autorka porównała do wieży Babel budowanej po wojnie przez „Autochtonów”, „Francuzów”, „Westfalczyków”,  Zabużan, Ukraińców, Łemków, Romów, Greków i Żydów. Mniejszości etnicznych nieformalnie sprzeciwiających się polityce jednorodności narodowościowej narzuconej przez komunistyczny rząd polski, którym autorka poświęciła osobne rozdziały. Również prowadzonej polityce z główną dyrektywą tabuizacji pochodzenia i wiedzy o przeszłości na rzecz – byliśmy »stąd« – jak wspomina z własnego doświadczenia autorka. Po wschodniej stronie granicy na Nysie Łużyckiej ani mru mru o Lwowie, Wilnie czy Stanisławowie. Po zachodniej – ani mru mru o Breslau, Waldenburgu czy Stettinie. […] Tabu. Należało żyć »do przodu«. W amnezji.

   Aż do czasu przywracania pamięci.

   Wyzwolenia spod klosza, pod którym brakowało tlenu do oddychania pełną piersią, bo nieustannie starali się być niewidoczni, nie afiszować się ze swoim językiem i żyć tak, by nie rzucać się w oczy. Nie tylko w Wałbrzychu, ale na całych „Ziemiach Odzyskanych”, gdzie krzepka, solidnie zbudowana tożsamość częściej okazuje się być kulą u nogi niż parą skrzydeł – jak zauważył Zygmunt Bauman w przytoczonym cytacie-motcie do rozdziału Korzenie. Niedotlenienia trwającego do oficjalnego momentu politycznego pojednania podczas mszy w Krzyżowej w 1989 roku między Tadeuszem Mazowieckim a Helmutem Kohlem.

   Temu procesowi odwilży i ocieplenia autorka przyjrzała się w kilku ostatnich rozdziałach.

   Wydawałoby się, że to reportaż dla wąskiego grona odbiorców zainteresowanych historią Wałbrzycha. Jednak jego temat otwiera go na wszystkich Polaków i Niemców, a szerzej – wszystkich doświadczonych przesiedlenia i wykorzenienia. Spadkobierców dziedzictwa smutku sięgającego najmłodszych pokoleń.

   Bo są w nim wspólny los utraty i uniwersalne emocje.

   Dzięki tej opowieści mogłam poczuć, przez co przeszli i z czym zmagali się moi dziadkowie przeniesieni aż spod Tarnopola na „Ziemie Odzyskane”. Zrozumieć, dlaczego w szkole miałam koleżanki Ukrainki, sąsiadka mamy była ewangeliczką, znajoma Żydówką, a zęby w dzieciństwie leczył mi Greg. A w tej naturalnej dla mnie różnorodności – ja, Polka, wnuczka przesiedleńców, którzy wbrew własnej woli zostali kolonizatorami, wbrew własnej woli stali się narzędziem masowych wypędzeń ludzi, którzy mieszkali tu od pokoleń.

   A wszystkie te wydarzenia i fakty oparte na bogatym wyborze źródeł.

   Dostępnych nie tylko w bibliotekach i archiwach, ale pozyskiwanych przez autorkę także z rozmów z bohaterami publikacji. Ich obszerną bibliografię umieściła na końcu książki wraz z wykazem licznych fotografii. Chwil z przeszłości zatrzymanych w kadrze ilustrujących tekst. Dodatkowo wzbogacony odniesieniami do literatury polskiej i powszechnej podejmującej poruszaną tematykę. Czasami umieszczanej jako motto do poszczególnych rozdziałów. Wśród literackich nawiązań wymieniła rewelacyjną powieść Piotra Adamczyka Dom tęsknot.

   Polecam obie, pięknie uzupełniające się pozycje.

Niedotlenienie: Opowieść o naszych niemieckich babkach – Marta Hożewska, Wydawnictwo Znak Literanova, 2027, 448 stron, ilustracje, literatura polska.

Powojenny film propagujący „odzyskanie ziem piastowskich”.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *