
Ameryka obiecuje ci szansę na sukces, ale i ostrzega, że jego osiągnięcie nie będzie łatwe.
Dyplomatycznie napisał autor we wstępie, by zaraz potem dodać – Podobno takie są reguły gry, ale to nie jest cała prawda. Dostęp do tej gry wyznaczono już na etapie tworzenia konstytucji Stanów Zjednoczonych. W 1787 roku napisano między wierszami – wszyscy są wolni z założeniem, że ci »wszyscy« będą biali i będą chodzić w spodniach. I że zawsze będą istnieć równi i równiejsi.
O tym transparentnym punkcie, prosto z Orwellowskiego Folwarku zwierzęcego, zapomniano.
A raczej umiejętnie maskowano dopóty, dopóki działało pojęcie american dream. Amerykańskiego snu wymyślonego przez historyka Jamesa Truslowa w 1931 roku. Pamiętam je z czasów socjalistycznej Polski. Cel realizacji i kierunek ówczesnej emigracji wielu moich rodaków. Był tak żywy, że nawet propaganda komunistycznego rządu nie była w stanie obrzydzić kapitalizmu. Zwłaszcza gdy Polacy wracali z dolarami, za które podnosili sobie poziom i jakość życia w ojczyźnie.
Nie było lepszej reklamy Ameryki i spełniających się marzeń.
Dopóki nie zamieszkało się w niej na stałe. Do takich osób należy autor. Pokochał Amerykę za wiele jej zalet i zamieszkał na Brooklynie. Wtedy zaczął widzieć również wady. Dostrzegać to, czego nie pokazują filmy, seriale ani korespondenci prasy zagranicznej. W efekcie otrzymałam rozwinięcie pojęcia umieszczonego na końcu jego zdania – Mam tutaj rodzinę, przyjaciół, firmę i ataki paniki.
Ataki paniki w raju!?
Niestety tak, jeśli zaczynają pojawiać się pytania o przyszłość bez odpowiedzi. Własną i bliskich. Nie tę daleką, ale już tę najbliższą, którą może przekreślić niespodziewana poważniejsza choroba. Uczynić bankrutem i bezdomnym nawet mimo ubezpieczenia. Brak systemu opieki zdrowotnej podobnego do polskiego NFZ to tylko jeden z wielu czynników wywołujących ten lęk.
Autor wymienił ich jeszcze sześć.
Odpowiedział tym samym na siedem pytań – jak chorują, tańczą z żywiołami, pracują, wynajmują, mieszkają, jedzą i bronią się Amerykanie? Autor przyjrzał się dokładnie każdemu z tych zagadnień, a raczej problemów amerykańskiego społeczeństwa, tworząc odpowiadające im obszerne rozdziały. Sięgał do historii kraju, autopsji, doświadczeń bliskich i znajomych oraz źródeł zebranych w okazałej bibliografii umieszczonej na końcu książki.
Stworzył w ten sposób pełny obraz Ameryki.
Skupił się tym razem na jej wadach, a tym samym, obnażając jej dotychczasowy wizerunek wyrażony w grafice okładkowej. Zza tych różowych okularów pozwolił dostrzec rysy w symbolu Ameryki – Statule Wolności. Ameryki, w której właściwie wszystko zabija pośrednio lub bezpośrednio począwszy od systemu opieki zdrowotnej postrzegającego macierzyństwo jako chorobę, a przez autora uważanego za największego współczesnego zbrodniarza wojennego. Poprzez wyzysk pracowników, aż do zabójczego klimatu, jedzenia i prawa do posiadania broni.
Autor wskazał przyczyny tego stanu rzeczy.
Rozłożył na czynniki pierwsze systemy opieki zdrowotnej, ubezpieczenia, ochrony środowiska, mieszkalnictwa, bezpieczeństwa, by stwierdzić, że każdy z rozdziałów mógłby poprzedzić zdaniem zaczerpniętym z filmu Zaprojektowana katastrofa Steve’a Mimsa jako mottem – To nie awaria systemu. To system zepsuty z założenia. Powoli, konsekwentnie, rzeczowo, precyzyjnie sięgając do przeszłości i polityki, opisał mechanizmy i procesy „spirali śmierci” oraz ludzi stojących za nimi, które doprowadziły Amerykę do obecnego stanu. Rzeczywistości, w której czują się dobrze i bezpiecznie tylko bardzo bogaci. Niczym rekiny w oceanie płotek.
Nawet nie ci pracujący i ubezpieczeni z klasy średniej.
Autor nazwał to zjawisko darwinistycznym kapitalizmem napędzanym zyskiem i władzą jako narzędziem. Powiedział wprost – USA to kraj, który rzeczywistość serialu »Squid game« uznaje za normalny stan rzeczy. Fakty i stwierdzenia popierał statystykami.
Szokującymi!
Zwłaszcza dotyczącymi śmiertelności dzieci i młodzieży – Od 2020 roku postrzelenie jest w USA najczęstszą przyczyną zgonów dzieci i nastolatków. Nie wypadki samochodowe. Nie rak. Broń. To ten rozdział Jak bronią się Amerykanie zaciekawił mnie najbardziej, bo o pozostałych już wcześniej czytałam w literaturze reportażowej (Eksmitowani Matheew Desmond) i beletrystycznej. Pomógł mi również zrozumieć powszechność dostępu do broni, o którą podnosi się burzliwy dyskurs po każdej strzelaninie w szkole. Pokazał, jak bardzo ten problem jest skomplikowany, obecnie nie do rozwiązania i dlaczego jedynym remedium jest zasada napędzająca przemoc – Złego człowieka z bronią może zatrzymać jedynie dobry człowiek z bronią.
Po tej pozycji wiem jedno.
American dream to ściema oparta na płynnych regułach gry, odwróconych wartościach, napędzana chciwością, w której śmiertelne koszty większości społeczeństwa są nieodłącznym skutkiem ubocznym prowadzenia interesów przez tych na samym szczycie drabiny społecznej.
Należy dodać – niewielki procent ogółu obywateli.
Dopiero po przeczytaniu tej przeciekawie napisanej publikacji w pełni można zrozumieć dychotomię wybrzmiewającą w zdaniach pojawiających się na początku tego reportażu społecznego, we wstępie – Ameryka jest najlepszym krajem na świecie. I jednocześnie najgorszym. Aż prosi się o przytoczenie tytułu powieści Cormaca McCarthy’ego To nie jest kraj dla starych ludzi.
I nie tylko starych.
Kilka „haseł” autora jako przestrogę na drogę pozostawiam tym, którzy wybierają się do Ameryki napędzani amerykańskim snem:
– pracuj do śmierci albo umrzyj z przepracowania,
– od bankructwa dzieli cię jedna poważna choroba,
– pływaj albo toń,
– macierzyństwo jest chorobą, na którą trzeba się ubezpieczyć,
– praca do śmierci to wolność,
– nie zarabia ten, kto wymyśla, lecz ten, kto sprzedaje.
Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.
Chory kraj: jak naprawdę żyje się w Ameryce – Alek Korab, Wydawnictwo Znak Literanova, 2026, 544 strony, literatura polska.
Rozmowa z autorem na temat książki.
Autorka: Maria Akida
Kategorie: Fakty reportaż wywiad
Dodaj komentarz