
Pomysł na społeczeństwo doskonale zgodne nie jest, niestety, tylko czczą fantazją. Historia ostatniego stulecia bardzo boleśnie przypomina nam, że istnieje model polityczny oparty na założeniu całkowitej zgody. Nazywamy go totalitaryzmem.
Ta myśl, niczym bufor przed krytyką zawartą w kolejnych felietonach autora, pojawiło się już w pierwszym z nich. Uprzedzając ewentualne kontrargumenty, a może odżegnywanie się od czci i wiary przez czytelników, jawiło się niczym papierek lakmusowy Polaka nieznoszącego wszelkich uwag pod swoim adresem. Ba! Traktującym je jak zamach na jego tożsamość. Na jedność w jednorodności.
Wszak Polak to Patriota – biały katolik.
Autor wnikliwie w każdym kolejnym tekście, a było ich dziewiętnaście, próbował przyjrzeć się tej postawie dążącej do unifikacji narodu pod każdym względem. Obiektywnie, a to oznaczało nie tylko zauważanie pozytywów, ale również sceptycyzm w punktowaniu i wyszczególnianiu wad. Momentami jawiącymi się zaletami, jeśli spojrzeć na nie z innej strony.
Autor miał jeden cel – przyjrzeć się różnorodności polskiego społeczeństwa.
Niezbędnemu budulcowi zdrowego narodu. Przyglądał mu się z punktu widzenia globalnego i regionalnego. Nie tylko tej Polsce między Odrą a Bugiem, ale przede wszystkim między zlewem a piekarnikiem.
Punktem wyjścia czynił zjawisko lub myśl.
Te znaczące jak wybory prezydenckie w USA, jak i te pozornie mniej – scena z filmu, cytat polityka, przeprowadzka, stacja benzynowa czy plażowanie. Umieszczając je w kontekście kulturowym, socjologicznym, psychologicznym, politycznym, historycznym, a nawet gospodarczym, powoli budował obraz Polaków i Polski, zachowując ciągłość czasową od przeszłości, poprzez teraźniejszość, do przyszłości. Wymieniając warunki i przyczyny zmian nieustannych, a nawet koniecznych w dążeniu do dobrostanu społecznego.
Płynność tę czyniąc niezbędną na tej drodze do sukcesu.
Każdy z tych felietonów, pierwotnie publikowanych na łamach „Tygodnika Powszechnego”, „Więzi” i „Znaku” w latach 2014-2025, był próbą ułatwiającą zrozumienie nie tylko narodu polskiego i jego obecnego status quo, ale również wyjaśnienie skomplikowanych zjawisk społecznych oraz procesów i mechanizmów przebiegających „pod skórą” świata. Mających determinujący wpływ na społeczeństwo polskie, a ostatecznie na środowisko lokalne i konkretnego człowieka.
Dlatego teksty te zalecałabym do codziennych lub cotygodniowych rozważań.
Jako przyczynek do refleksji i materiał do przedyskutowania z najbliższymi. Do poszukiwania trudnej drogi między niezgodą a wyniszczającą nienawiścią. Trochę jako lekcje w przełamywaniu sztywnych poglądów, poszerzaniu horyzontów myślowych i wychodzenia ze strefy komfortu dającej poczucie bezpieczeństwa.
Złudne.
Zabijające innowacyjność, bo kto się nie rozwija, ten się zwija. Niepozwalające w pełni rozwinąć siły, jaka płynie z połączenia naszych niepowtarzalnych talentów, różnych wrażliwości, doświadczeń i perspektyw. Cofające nas do kuchni dosłownie i w przenośni ze świata „miejsc trzecich” do dyskusji. Zastępującej „windę” w roli przestrzeni społecznej do spotkań i budowania więzi z innymi. Agata Sikora w swoim eseju Jak wyjść z siebie nazwała je „społeczną siatką asekuracyjną”. Siecią koniecznych kontaktów międzyludzkich wybiegających poza własną rodzinę, w eseju „kuchnię”, niezbędnych do przeciwstawienia się zjawiskom ograniczającym, wręcz zniewalającym ludzkość w imię zysku napędzanego chciwością. Autor wyraźnie o tym pisał lub nawiązywał w kilku felietonach, punktując wykorzystywanie i manipulację poprzez świadome stosowanie mechanizmów psychologii społecznej.
Polecam obie pozycje czytać jako się uzupełniające.
Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.
Polska jest życzliwa – Marcin Napiórkowski, Wydawnictwo Znak, 2026, 288 stron, literatura polska.
Rozmowa z autorem o Polsce.
Autorka: Maria Akida
Dodaj komentarz