Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Ukraina: przewodnik historyczny – Sławomir Koper

21 marca 2019

Ukraina: przewodnik historyczny: tragiczne dzieje polskie ślady – Sławomir Koper
Wydawnictwo Bellona , 2011 , 449 stron
Literatura polska

Ho, ho! – pomyślałam, zobaczywszy kolejny po Chorwacji kraj, którym zafascynował się autor. Toż to o samych Kozakach zaporoskich czytałam osobną, kilkusetstronicową książkę! A gdzie reszta!?
I tutaj autor szybko rozwiał moje wątpliwości, co do braku proporcji podjętych zamiarów do sił, umieszczając we wstępie to zdanie: Książka ogranicza się wyłącznie do polskich wątków na ziemiach Ukrainy. Koncentrowałem się na reliktach polskości, pomijając (na ogół) dorobek innych narodów. To wybiórcze podejście do podróży po Ukrainie, zasygnalizowane również w podtytule,

 

 

nie pozostawiało żadnych wątpliwości, że będzie to podróż najpierw Polaka, a potem historyka po Kresach śladami rodaków wielkich i znaczących oraz tych anonimowych, żyjących i ginących za ich polskość. Czekała mnie wycieczka bardzo emocjonalna i osobista. Jestem trzecim pokoleniem tych Polaków, którzy musieli uciekać z Ukrainy na tak zwane Ziemie Odzyskane, a których przyjęło się w imię poprawności politycznej, nazywać, używając nomenklatury komunistycznej, repatriantami. Sama wolę określenie – przesiedleńcy. Z tego też powodu Ukraina była w moim życiu od zawsze, przywoływana we wspomnieniach dziadków i w języku mieszanym, którego używali. A ponieważ na Ziemie Odzyskane (o ironio losu!) trafili również Ukraińcy z akcji Wisła, siłą rzeczy dorastałam wśród nich, chodziłam razem do szkoły, spędzałam czas wolny, przyjaźniłam się, utrzymując kontakt do dnia dzisiejszego. Co ciekawe, nie miałam jednak poczucia rozdwojenia i braku lojalności. Nas młodych sprawy rodziców już nie dotykały emocjonalnie. Nigdy pochodzenie nie było powodem sporów czy uprzedzeń, jakie obserwowaliśmy u swoich rodziców i dziadków. Nie posiadałam również wewnętrznego przymusu zobaczenia starej ziemi, jaki czułam wśród starszego pokolenia. Ale to nie znaczy, że nie interesowałam się tematem.
Wręcz przeciwnie.
Próbowałam poznać wspólną przeszłość stosunków polsko-ukraińskich, szukając jej w książkach historycznych, bo przekaz rodzinny był bardzo subiektywny, jednostronny i wyidealizowany. A ja potrzebowałam obiektywnej prawdy, powstałej z syntezy spojrzeń obu stron. Trudno było w czasach komuny o takie pozycje, zwłaszcza że, jak zauważa autor, pracowała nad tym wytrwale propaganda rosyjska, a później sowiecka. Poza oficjalnymi, antypolskimi wersjami wydarzeń na Zadnieprzu, prezentowanymi w podręcznikach, wykorzystano literaturę, film, a nawet muzykę. Dokładnie to samo działo się po polskiej stronie w myśl zasady radzieckich okupantów – dziel i rządź. Obie strony więc konsekwentnie unikały informacji na temat własnych działań eksterminacyjnych lub odwetowych. W zdaniu sformułowanym przez autora – Bardzo charakterystyczne jest wyciszenie tematu w relacjach Polaków ocalałych z rzezi. – jest wiele prawdy. Z czasem zauważyłam tę ciszę wśród moich krewnych i co smutne, trwającą do dzisiaj. Stąd moje poszukiwania, dociekania, żeby uporządkować tę wiedzę i zrozumieć zapieczone, zamknięte na argumenty postawy obu stron starszego pokolenia. I stąd też moja radość na tę książkę, właśnie w takiej formie i tegoż autora, którego czytam, znam styl przekazywania wiedzy i mu ufam.
I nie zawiodłam się.
Otrzymałam nie Historię Kresów dla Polaków napisaną przez Historyka, ale opowieść o ludziach, dla ludzi opowiedzianą przez człowieka, mającego rozległą wiedzę historyczną, na temat odwiedzanych miejsc, który wyruszył na trudny szlak znaczony krwią obu narodów, by, jak sam powiedział, chłonąć atmosferę tego niepowtarzalnego miejsca. Odczuć zmysłami miasto, o którym czytałem, które znałem z opisów literackich i przekazów historycznych. A teraz osobiście dotykałem murów na zawsze zapisanych w dziejach naszego kraju.
A ja chłonęłam tę atmosferę razem z nim.
Przeszłe widoki miast, miasteczek i wsi zapisanych w źródłach historycznych (ich obszerną bibliografię znalazłam na końcu książki), na które się powoływał lub w literaturze często oddając głos pisarzom i konfrontując je ze stanem zastanym. Nie zapominał mi tego pokazać również na licznych fotografiach zamieszczonych w książce:

 

 

Krajobrazy lasów, rzek i stepów tak pięknie opisanych przez Adama Mickiewicza, a którym poświęcił cały, jeden rozdział. Często, gęsto oddając w tych wędrówkach głos nie tylko poetom, ale i pisarzom, których śladami podążał, jak chociażby za powieścią Ogniem i mieczem Henryka Sienkiewicza. Ba! Nawet filmu, ze słynnymi Schodami Nadmorskimi w Odessie!
A każdy rozdział skrywał inną atmosferę, nastrój i emocje. Od tych nostalgicznych i dumnych z lekką nutą humoru podczas odwiedzin Lwowa, poprzez rozpacz wojen i ciągłych konfliktów, których efektem były makabryczne w opisach wydarzenia na Wołyniu łącznie z polskim odwetem silnie podszytym zemstą, aż do podekscytowania wątkami szpiegowsko-sensacyjnymi. Towarzyszące oczywiście przede wszystkim bohaterom opisywanych historii. Losom Polaków szczęśliwym, zawiłym, zdumiewającym, jak Zofii Potockiej, która Polką nie była!, czy tragicznym, jak Brunona Schulza. Mającym wpływ na wspólną historię i taką właśnie razem ją tworząc.
Kresy zachowały swój urok po dzień dzisiejszy. Nie oparł się mu sam autor, pozwalając sobie na uzewnętrznienie towarzyszących i kłębiących się w nim emocji, pisząc o zakochaniu się we Lwowie ujrzanym z Wysokiego Zamku czy o zrozumieniu czaru ukraińskiego stepu obserwowanego z chocimskiej baszty. Jednocześnie zapraszając do zwiedzania, w miarę możliwości, indywidualnego, bo tylko dzięki takiemu bez pośpiechu, gwaru, tłoku, bez szmerów rozmów i gderliwego głosu przewodnika można niemal usłyszeć głos Boga. Podaje przy tym wiele praktycznych wskazówek, których próżno szukać w oficjalnych przewodnikach – co warto zobaczyć z dala od turystycznych szlaków, na co zwrócić szczególną uwagę, czego i kogo unikać , czym jechać, gdzie się zatrzymać na nocleg, co zrobić, gdy zwiedzany obiekt jest niedostępny, co i gdzie najsmaczniej zjeść i jakiego piwa posmakować, a przede wszystkim, przed wyjazdem, koniecznie obejrzeć kilka komedii Stanisława Barei, jako wstęp do czekających realiów, by niczemu się potem nie dziwić tylko chłonąć, poznawać i doznawać, szukając zrozumienia współczesnych, wzajemnych postaw Polaków i Ukraińców w genezie konfliktu w przeszłości obu narodów.
Ja je znalazłam.

 

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *