Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Uczta bogiń – Maria Poprzęcka

21 marca 2019

Uczta bogiń: kobiety, sztuka i życie – Maria Poprzęcka
Wydawca Agora , 2012 , 216 stron
Literatura polska

Nie ma dla mnie piękniejszego wstępu do książki niż takie oto zaproszenie,

 

które swoim osobistym zwrotem od razu wprowadziło mnie w kameralny nastrój jej treści. Moim przewodnikiem była historyk i krytyk sztuki zainspirowana pracą Judy Chicago – Dinner Party,

 

Jej formą stołu z 999 nakryciami oddającymi osiągnięcia i charakter najbardziej znanych lub znaczących kobiet, które zapisały się swoją działalnością artystyczną w historii sztuki. Jednak klucz doboru, jakim posługiwała się artystka, pozostawił w mroku niepamięci wiele kobiecych sylwetek, które może nie miały uznanych osiągnięć artystycznych w swoim dorobku, często pozostając w cieniu wielkich sław, ale za to posiadały wyjątkowy dar – konsekwentnego realizowania, wyrażania siebie i spełniania się poprzez sztukę. Siłę ducha do samorealizacji i urzeczywistniania swoich marzeń, wizji i planów wbrew roli kobiety, jaką narzucała dana epoka lub wymagał od niej mężczyzna czy rodzina. Autorka zaprosiła do swojego osobistego stołu dwanaście kobiet:

 

Łączyło je jedno, jak podkreśliła moja przewodniczka – wszystkie, czując siłę swojej płci, świadomie kierowały swoim życiem, nie godziły się na przeciętność, były zdolne do ryzyka, nie poddawały się przeciwnościom losu. No i tworzyły sztukę, choć może z nierównym sukcesem. Ale to sztuka była siłą sprawczą ich niezwykłych życiorysów. Szybko przejrzałam nazwiska bohaterek umieszczone na okładce tytułowej, myśląc, że nie znam żadnej z nich. I faktycznie części nie mogłam znać, bo bardziej funkcjonują w świadomości ludzkiej jako partnerki lub muzy artystów, ale części z nich, pomimo niepamięci nazwiska, znałam prace, które bywają często wykorzystywane we współczesnej popkulturze, jak na przykład znany motyw kwiatowy Georgii O’Keeffe:

 

Każdej z nich autorka poświeciła osobny rozdział, anonsując go zdjęciem artystki i wyróżnionym fragmentem tekstu szczególnie ją charakteryzującym:

 

I mimo, że każda z nich żyła i tworzyła w innym czasie, rządzonym przez odmienne prądy i kierunki w sztuce, będące zależne od partnerów lub rodzin, właściwie niczym ich położenie nie różniło się od sytuacji współczesnych kobiet w roli matki, żony lub kochanki. Charakteryzowało je za to jedno – prędzej czy później potrafiły uwolnić się od narzuconych lub dobrowolnie przyjętych zależności i pójść własną drogą rozwoju artystycznego. Czasami w bardzo późnym wieku, jak Julia Margaret Cameron, która wychowała jedenaścioro dzieci, co nie przeszkodziło jej zająć się z sukcesami fotografią. Jak Sonia Delaunay będąca przykładną i opiekuńczą żoną, która potrafiła zbudować i scementować związek z mężczyzną wspólną miłością do sztuki. Czy jak Louise Bourgeois odnosząca sukcesy w wieku dziewięćdziesięciu lat z bardzo znanym dziełem na czele – Spider:

 

Kiedy tak przyglądałam się tym kobietom, przysłuchiwałam ciekawym opowieściom przewodniczki o ich życiu zdeterminowanym przez dwa najważniejsze czynniki – płeć i sztukę, podziwiając ich umiejętność godzenia marzeń z rzeczywistością, w której przyszło im funkcjonować, zrozumiałam, że to bardzo optymistyczne przesłanie tej uczty bogiń. Wzbudzające nie tyle podziw dla zaproszonych kobiet, co wiarę we własne siły, rozwiewające wątpliwości w niemożność i bezsilność, dające wiarę w bezgraniczne możliwości, jeśli się tylko zechce je dostrzec i wykorzystać. Bez względu na wiek, pochodzenie, pozycję w hierarchii społecznej, czas, a zwłaszcza płeć. I nie musi to dotyczyć tylko sztuki, ale również innych dziedzin życia, jakie tylko kobiecie się zamarzą. I co najważniejsze, niekoniecznie w roli wojujących feministek, ale kobiet wtapiających się w nurt szeroko pojętej kultury, zwykle postrzeganej, jako męski punkt widzenia, a czemu przeciwstawiła się swoim dziełem wspomniana na początku Judy Chicago w swojej apoteozie kobiecości. I to jest kolejna myśl, na jaką zwraca uwagę autorka.
Bo nam kobietom nie potrzeba przywracać należnego miejsca przy osobnym stole. Mamy je od dawna przy stole wspólnym z mężczyznami. Razem. Trzeba tylko o tym mówić, podkreślać, pisać, zwracać uwagę, dlatego głos mojej przewodniczki jest tak ważny i ukierunkowujący w dyskusji nad „płciowością” postrzegania sztuki.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *