Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Pożeracz snów – Bettina Belitz

21 marca 2019

Pożeracz snów – Bettina Belitz
Przełożyła Alicja Rosenau
Wydawnictwo Znak Emotikon , 2011 , 510 stron
Trylogia ; Tom 1
Literatura niemiecka

Lubił siedzieć na szczycie ruin górujących nad okolicą, gdzieś w sercu gęsto porośniętego lasami Westerwaldu. Znał każdą duszę jej mieszkańców. Każdy ich sen. Pojawienie się nowej wywołało w nim głód i walkę z nim. Pragnął jej i jednocześnie nie chciał, z góry przewidując skutki przegranej walki samego z sobą. Robił wszystko, by ta młoda dusza trzymała się od niego z daleka. Zapewnił mnie o tym w prologu:

 

 

Ale Elisabeth, a raczej Ellie, jak nazywali ją najbliżsi, miała duszę siedemnastoletnią z jej wszystkimi zaletami, ale przede wszystkim przywarami. Upartą, kapryśną, rogatą, niepokorną, ciekawską, ale przede wszystkim samotną wśród otaczających ją ludzi i odgrywającą rolę, której nienawidziła. Do tego dochodziła frustracja z powodu przeprowadzki z Kolonii do Koziej Wólki, jak nazywała Kaulenfeld, swoje nowe miejsce zamieszkania na wsi. Tęskniła za przyjaciółmi pozostawionymi w mieście, miała oceaniczne poczucie krzywdy i żal o tę przymusową migrację, jako wielką niesprawiedliwość uczynioną jej przez rodziców. Postanowiła, że w nowej szkole chce przetrwać ostatni rok liceum, zdać maturę i opuścić to upiorne miejsce z drzewem dla wisielców, gęstymi lasami pełnymi pająków i bagien z tajemniczymi zjawami, by po maturze ostatecznie powiedzieć – Żegnaj Kozia Wólko! Dlatego, w ogólnym obrażeniu na rodzinę i złośliwy los, postanowiła sobie zdecydowanie – zero nowych przyjaciół czy znajomych, zero kontaktów towarzyskich, zero lubienia kogokolwiek i…. zero radości życia! Do tego jeszcze dobijały ją te sny, niepokojące, duszne, przedziwne, z istotami podobnymi do ludzi, jakby z innego wymiaru czasu i z innej epoki, przez które w dzień była jeszcze bardziej senna i zmęczona. I te głosy w głowie, pojawiające się nagle, proszące, rozkazujące, czegoś chcące od niej. Jednym zdaniem, uosabiała jedno, wielkie, zdezorientowane nieszczęście obrażone na cały świat.
O Matko Noc, jak mnie ta dziewczyna irytowała!!!
I o to autorce chodziło. Wprawiła mnie w dokładnie taki sam stan, w jakim była Ellie, a kiedy to osiągnęła, pozwoliła nam na zauważenie Jego. Tajemniczego Colina. Dwudziestoletniego leśniczego o wyglądzie jak baśniowe połączenie pirata, punka i stajennego. Do tego mieszkał w leśniczówce, posiadał kota, który zachowywał się , jakby rozumiał ludzką mowę, myślami panował nad koniem rodem z piekła i… żywił alergiczną niechęć do Ellie. A więc wszystko to, co niezbędne, żeby zainteresować się tajemniczym, z niewytłumaczalną dla niej samej siłą przyciągania, stroniącym od ludzi nieznajomym outsiderem. Ona ze swoimi postanowieniami przegrała. Pozostał więc tylko on, ukryty za murem z zasad i postanowień.
Zwłaszcza, że był jedyną osobą na tym odludziu, który zauważył jej osamotnienie, a w głębi dostrzegał jej prawdziwe, naturalne ja. W tej nowej rzeczywistości rozumiał ją tylko on. On jeden. Na drodze do pełni szczęścia stały jednak dwie przeszkody. Po pierwsze Colin jej nie chciał, a po drugie sprzeciwiał się tej znajomości ojciec. Na dodatek konfrontacja obu mężczyzn wywołała burzę emocjonalną zaangażowanych w konflikt, ujawniając skrywany przed Ellie sekret rodzinny, powiązany z tajemnicą Colina. Od tego momentu to ja zaczęłam walczyć z czasem o jeszcze jedną stronę, kolejną kartkę, z morzącą mnie sennością po północy, z ludźmi odrywającymi mnie od nabierającej tempa akcji, z obowiązkami odciągającymi mnie od coraz bardziej mrocznych snów, tajemnic, niewytłumaczalnych zdarzeń, zakazanej miłości, która nie miała prawa się wydarzyć, a o którą Ellie walczyła ze ślepym uporem do końca.
I tutaj po ludzku wściekłam się na autorkę za takie, a nie inne zakończenie tej historii. Ukojenie przyniosła mi dopiero informacja wyszukana na stronie autorki, że dalszy ciąg nastąpi, ponieważ to jest pierwszy tom trylogii. Hurraaa!
Odetchnęłam z głęboką ulgą!
Wbrew pozorom, ten paranormalny romans dla młodzieży niesie kilka ważnych przesłań. Najpierw autorka wykorzystała sprawdzony schemat miłości przeklętej, w której on nie może kochać, a ona bardzo tego pragnie, nie rozumiejąc jego oporu. Potem wypełniła go postaciami z wierzeń ludowych, na tyle prawdziwymi, że prawdopodobnymi. Zwłaszcza wieczorową porą. Następnie całość zanurzyła w onirycznym świecie i jego symbolice, czasami na pograniczu jawy i snu, by nic nie wydawało się oczywiste, pachniało TAJEMNICĄ i torowało drogę do podświadomości, którą tak celnie oddaje grafika na okładce książki. A wszystko po to, by sprytnie ukryć w nim prawdy rządzące rozwojem nastolatków, by mogli się z nimi utożsamić, a przez to zrozumieć najpierw siebie, zaakceptować własną inność i odkryć swoje pierwotne, wrażliwe ja, by potem móc się odnaleźć w każdej rzeczywistości, będąc wyposażonym w stały, sztywny, WŁASNY system wartości. Zawarła w tej powieści również przesłanie dla rodziców – buduj relacje z dziećmi na prawdzie, w przeciwnym wypadku dziecko poszuka jej u innych ludzi. Niekoniecznie dobrych z natury.
Świat jest pełen „pożeraczy snów”.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Dla młodzieży

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *