Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Lektor – Bernhard Schlink

21 marca 2019

Lektor – Bernhard Schlink
Przełożyła Karolina Niedenthal
Wydawnictwo Muza , 2009 , 166 stron
Literatura niemiecka

   Hanno, bardzo mnie zirytowałaś, a konkretnie twój egoizm, który był twoim sterem w życiu. Nie wpieraj mi, że wstyd, bo wstyd to kraść. Twój niby wstydliwy problem miało miliony ludzi, którzy jednak rozwiązywali go pnąc się wytrwale po schodach życia ku górze. Ty wolałaś iść w dół, bo omijanie przeszkód było dla ciebie wygodniejsze. Nie musiałaś w to wkładać zbyt wiele wysiłku i pracy. I nie mów, że myślałaś, że da się tak żyć. Miałaś świadomość, że nauka to podstawa dalszego życia. Inaczej nie wpadłabyś w taki gniew dowiedziawszy się o wagarach Michaela. Niewinnego i uwiedzionego piętnastolatka – „chłopczyka”, jak lubiłaś do niego mówić. Proszę, nie nazywaj tego miłością, bo miłość przede wszystkim daje, a ty tylko brałaś krzywdząc ludzi. Miałaś lektora i kochanka w jednym, a potem zostawiłaś go na równi z pracą, mieszkaniem, miastem. Nie mów, że dał sobie radę. Pewnie, że dał. Dał na tyle, na ile mógł skrzywdzony psychicznie kaleka z dziurą w sercu i duszy. Wiesz, że nie mógł jej zapełnić inną kobietą? Że próba stworzenia rodziny zakończyła się rozwodem? Że nawet nie był w stanie podjąć pracy po studiach prawniczych w wyuczonym zawodzie zadowalając się byciem historykiem prawa? Tego się nie robi dzieciom mając 36 lat! Nie mów, że pomagałaś więźniarkom w obozie koncentracyjnym. Dawałaś im nadzieję na przeżycie, a potem wysyłałaś na śmierć. Mylisz litość z sadyzmem. Nie pytaj mnie, tak jak sędziego, jak ja bym postąpiła na twoim miejscu? Nie zrzucaj na mnie układania tobie życia. Trzeba było uważniej słuchać odpowiedzi sędziego: miałaś wybór. Tyle, że ty chciałaś wybierać bez ponoszenia konsekwencji. Bo tak było łatwiej i wygodniej. Nie chowaj się znowu za swoim wstydliwym problemem, bo sama sobie udowodniłaś, że można było go rozwiązać. I kiedy myślałam, że już-już coś zaczynasz rozumieć, coś uświadamiać sobie, ty po raz drugi zostawiłaś Michaela. Jak zwykle uciekłaś. Tym razem ostatecznie. Może i nie mogę żądać od ciebie rachunku, ale tam gdzie jesteś, jak sama stwierdziłaś, mają do tego prawo. Tam nie masz dokąd uciekać dalej. Tam będziesz zmuszona do odpowiedzialności za wszystkie swoje czyny. Ale może to jest tylko moje wyobrażenie. Może dla ciebie jest tylko nicość, w której nie ma sumienia takiego, jak ja. Jest tylko niebyt, w którym masz Hanno, nareszcie święty spokój.

Tutaj, dla odmiany, mogłam zobaczyć parodię zwiastuna ekranizacji tej powieści.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *