Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Generation "P" – Wiktor Pielewin

21 marca 2019

Generation „P” – Wiktor Pielewin
Przełożyła Ewa Rojewska-Olejarczuk
Seria Don Kichot i Sancho Pansa
Wydawnictwo W.A.B. , 2002 , 317 stron
Literatura rosyjska

   Moja przygoda z twórczością Wiktora Pielewina zaczęła się od powieści Życie owadów i Omon Ra, dzięki koleżance, która jeżdżąc do Rosji, przywoziła mi świeżynkę literatury rosyjskich młodych gniewnych. Ukułam to moje prywatne pojęcie do określania współczesnych mi pisarzy, wychowanych jeszcze w komunie, będących świadkami przemian ustrojowych i opisujących obecny świat z dużą dawką ironii.
   Generation „P”, wydana w Polsce jako pierwsza powieść autora w formie książki (Omon Ra był drukowany wcześniej w odcinkach w czasopiśmie poświęconym fantastyce), po siedmiu latach trafiła do mnie jako ostatnia. Zupełnie przypadkiem, mrugnęła do mnie okładkowym kapslem z półki bibliotecznej. Wiedziałam więc czego oczekiwać, ponieważ pisarz powiela określony schemat: samotny bohater wplątany w niezależną od niego sieć zdarzeń, spisek dziejowy tajemniczych onych oraz zaskakujące, budzące grozę zakończenie. Jedyną różnicą między jego historiami jest rodzaj środowiska, w którym go umieszcza. Tym razem wybrał świat reklamy i ludzi go kreujących. No i tutaj potwierdziła się zasada, że w życiu wszystko ma swój sens, ponieważ powieść okazała się kontynuacją i rozwinięciem wątku zarysowanego we wcześniej czytanej przeze mnie książce Tomasza Piątka Pałac Ostrogskich i żeby było ciekawiej obaj bohaterowie są copywriterami.
   Wiedziałam, że świat reklamy nami manipuluje, ale, że stoi za tym teoria opisująca społeczeństwo na miarę filozofii profesora Władysława Tatarkiewicza, dowiedziałam się dopiero teraz.
   Według niej jestem Oranusem w target group w grze o nazwie This game has no name. Rządzi w niej czarne public relations, w skrócie pi-ar. Moim logo jest pepsi-cola. Zbudowana jestem z komórek mamony, a głównym moim zakończeniem nerwowym jest telewizor, poprzez który copywriterzy stopniowo zmieniają mój mózg w program telewizyjny oglądający program telewizyjny, a szczególnie reklamy. Uciekanie się do ich unikania czyli zappingu jest bezcelowe, bo staję się wtedy Homo Zapiens. Sterują mną wow-impulsy: oralne, analne i wypierające. Dwa pierwsze mają na celu wpojenie chęci przepuszczania przeze mnie bez umiaru pieniędzy. Trzeci ma za zadanie tłumić moje uczucia wyższe i ostatnie resztki zdrowego rozsądku. Kultura, socjologia i ekonomia są naukami, które opisują te procesy somatyczne i psychiczne Oranusa czyli mnie. Taka jestem w dużym skrócie według bujnej wyobraźni pisarza.
   No horror!
   Pocieszam się tylko, że nie piję pepsi, bo uważam, że to świetny środek chemiczny do czyszczenia metali. Na spoty patrzę jak na dzieła sztuki, z których zapamiętuję melodię i piękno obrazu, a nie reklamowany produkt. W sklepie zdarza się, że chcę kupić to coś z reklamy, z tą radosną muzyką, ale nie wiem dokładnie co. Może, więc nie jestem Oranusem, może jestem jeszcze nieopisanym przypadkiem Biblonusa?
   Najciekawszy w twórczości Wiktora Pielewina jest jego przerażający, bolesny i okrutny realizm, pomimo zaliczania jego powieści do fantastyki. Za to właśnie go cenię. No i za to, że jest taaaaki przystojny. 😀
   Może kiedyś uda mi się obejrzeć ekranizację tej książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fantastyka

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *