
Pisać o muzyce to jak tańczyć o architekturze.
Autor miał tego świadomość, ale jednak spróbował. Jako muzykolog i akademik miał podstawy, by stworzyć biografię muzyki poprzez człowieka muzykalnego na tle historii życia na Ziemi.
Zaczął od genezy świata.
Nie biblijnej, ale tej alternatywnej – Wielkiego Wybuchu. Dlatego na początku nie było słowo według świętego Jana, tylko dźwięk. To dwa różne pojęcia. Tak samo zresztą, jak dźwięk i muzyka, bo to, co z muzyki płynie, nie da się przypisać do konkretnych dźwięków. Że muzyka jest czymś zasadniczo ludzkim i że to ona czyni nas ludźmi. Nie tylko mowa, jak utrzymywały nauki biologiczne.
Autor nazwał swojego bohatera „człowiekiem muzykalnym”.
Dlatego jego historia muzyki to historia stawania się nim aż do czasów współczesnych. Podzielił ją na trzy osie czasu odpowiadające trzem głównym rozdziałom – ludzkiego życia, historii świata i ewolucji muzyki. Już na tym etapie zauważyłam, że był daleki od schematów biograficznych reprezentujących wybitnych muzyków i utwory. Autor zapowiedział ten zamysł już we wstępie, pisząc – Historia taka sięgałaby głębiej niż zwykłe opowiadanie o tym, kto i kiedy co napisał. Jeśli już wspominał o konkretnym zespole, nazwisku czy utworze to tylko jako ilustrację do analizowanego zagadnienia, jak chociażby historię zespołu The Beatles do opisu ewolucji form jej praktykowania.
Każdy z głównych rozdziałów podzielił na podrozdziały.
Wymuszała to obszerność głównej tematyki i konieczność wyodrębnienia w jej ramach zagadnień szczegółowych. Punktów zwracających uwagę na współistnienie człowieka w przestrzeni, czasie i królestwie zwierząt. Czynników mających determinujący wpływ nie tylko na rozwój muzyki i człowieka muzykalnego, ale również na wzajemne wpływy, oddziaływania i eliminacje w przypadku kolonializmu muzycznego. Również na ścieżkę dźwiękową człowieczego życia, na wyodrębnienie się muzyki Zachodu, na przejście od partycypacji muzycznej do słuchania symbolicznego, na podobieństwa i różnice między muzyką ludzi a muzyką zwierząt czy drogę upowszechniania się melodii. Wymieniłam tylko niektóre korelacje, przeciekawe ujęcia i spojrzenia z różnych punktów widzenia nawiązujące do wiedzy naukowej z psychologii, archeologii, historii, demografii, biologii, filozofii, religioznawstwa czy literatury. W tym ostatnim ujęciu bardzo pomogła mi w zrozumieniu odniesień i metafor niedawno czytana publikacja Proto Laury Speeney. Autor dość często używał właśnie tego terminu w odniesieniu do protomuzyki. Przy okazji obalał mity podtrzymywane przez zawodowych muzykologów dotyczących chociażby geniuszu muzycznego, cezury rewolucji muzycznej czy muzykalności każdego człowieka.
Ostatecznie dochodząc do dwóch najważniejszych wniosków.
Emocji jako fundamentalnego aspektu doświadczenia muzycznego, który łączy i stanowi człowieczą „pamięć gatunkową” oraz natury muzyki, czyli to, jak ją przeżywamy, jakie wartości wnosi do naszego życia i szerzej społeczeństwa, a nawet cywilizacji, która jest taka sama na całym świecie. W każdym zakątku Ziemi.
To czyniło każdy rozdział przeciekawy, napisany z pasją, erudycją i odrobiną humoru.
Z licznymi przypisami wyjaśniającymi i odsyłającymi do źródeł oraz z bogatym aparatem informacyjnym książki. Ze zdjęciami ilustrującymi tekst oraz kodem QR umożliwiającym odsłuchanie zaproponowanej przez wydawcę listy muzycznej.
Spośród tylu zagadnień najbardziej zaciekawił mnie kontekst człowieka postmuzykalnego.
Przyszłość człowieka muzykalnego w dobie technologii i AI. Prorocze sugestie autora trochę przerażały. Według niego kolejnym etapem ewolucji po zabiciu natury przez muzykę będzie zabicie człowieka muzykalnego przez AI. Już teraz KAŻDY może tworzyć „muzykę” dzięki aplikacji Bloom czy Reason. O zagrożeniach kreatywności i ludzkiej wyjątkowości ostrzegał dużo wcześniej szachista Garri Kasparow, przeciwstawiając się komputeryzacji – Zagrażałoby to istnieniu ludzkiej kontroli nad takimi dziedzinami, jak sztuka, literatura i muzyka. O czym obecnie jest głośno w dyskursie publicznym. Dotyka to również muzyki. Jej tarczą może być tylko jej natura, co mocno podkreślał autor.
Wnikałam i wsiąkałam w tę fascynująco opowiedzianą biografię muzyki powoli, na podobieństwo wchodzenia do morza, które swym oceanicznym bezmiarem przypomina religię. Dlatego dla autora płynne przechodzenie między pozornie antagonistycznymi pojęciami, było kwestią przytoczenia paru faktów na kilku stronach analiz. Zwierzę-człowiek-muzyka czy ruch-emocja-naśladownictwo-religia pięknie wynikały z siebie i łączyły, tworząc z człowieka muzykalnego syntetyzator z owadzim poczuciem rytmu, ptasią melodyką i wokalem, tradycją muzyczną waleni i małpią inteligencją społeczną.
Brzmiało pięknie, dopóki nie wspomniał o ciemnych stronach muzyki.
Jej roli kolonizacyjnej niosącej tortury, a nawet śmierć. Niestety, skoro muzyka ma naturę ludzką, to z całym dobrodziejstwem inwentarza zalet i również wad człowieczych. Dlatego autor zaapelował w ostatnim rozdziale o to, abyśmy zatroszczyli się o nią, jak o ukochaną osobę.
Od siebie dodam – z myślą o tej jej najpiękniejszej stronie.
Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.
Muzyka: wielka biografia – Michael Spitzer, przełożył Filip Godyń, Wydawnictwo Znak, 2026, literatura brytyjska.
Autorka: Maria Akida
Kategorie: Historia, Popularnonaukowe
Dodaj komentarz