
Są granice tego co dziecko może przyjąć, przyswoić: nie tego w co może uwierzyć.
Czasem tym dla Bayarda, głównego bohatera tej powieści historycznej, była amerykańska wojna secesyjna. Miał już dwanaście lat, gdy trwała. Dorastał w jej trakcie, a wraz z nim spojrzenie na otaczającą go brutalną rzeczywistość. Świat przemocy i niewolnictwa, w którym jego ojciec John, plantator walczący po stronie Konfederatów, powoli z bohatera stawał się coraz mnie wzbudzającym szacunek człowiekiem. Deprecjacja osób dotyczyła również innych członków jego rodziny. Według tłumacza tej powieści Jacka Dehnela – cała książka stanowi stopniową dekonstrukcję mitu wspaniałego człowiek, który ostatecznie okazuje się nie tylko mały, ale małostkowy: kłótliwy, przemocowy i nadęty, a nawet nieuczciwy i tchórzliwy.
Dokładnie takie procesy obserwował nastoletni Bayard.
Jego spojrzenie na niekończącą się spiralę przemocy i nienawiści zmieniało się w miarę przyśpieszonego dojrzewania, by skrystalizować się w postanowieniu jej przerwania. Czarę tej goryczy przepełniła bezsensowna śmierć ojca. Jednak zanim do tego doszło w wieku dorosłym, autor umieścił czas jego dorastania w siedmiu rozdziałach. Początkowo pisanych jako opowiadania o życiu rodziny Sartorisów na obrzeżach toczących się walk na Południu między Konfederatami a Jankesami. Połączone w jedną opowieść ukazywały czas wymagający przetrwania i przeżycia na płonącym Południu, objętym taktyką spalonej ziemi, tych, którzy pozostali na plantacjach – kobiet, dzieci i niewolników. W powieści ich przedstawicielką była babcia Bayarda. Niezłomna, odważna starsza kobieta walcząca o pozostawioną pod jej opieką rodzinę.
Uosobienie tytułowych niepokonanych w wojnie i powojennej emancypacji.
Wyjątkowość powieściowej rodziny Sartorisów na tle pozostałych polegała na traktowaniu niewolników jak członków rodziny. Najlepszym przyjacielem Bayarda był brat mleczny Ringo, a ich przyjaźń pozostała jedyną niezmienną wartością w tej opowieści. Ten niby drobny szczegół mógł mieć ogromne znaczenie w drugim, bo metafizycznym pojmowaniu tytułu. Jako jedna z wartości niepokonanych, bo oprócz ponadrasowej przyjaźni okazała się również miłość zwyciężająca nienawiść. Autor uwidocznił tę myśl w ostatnim rozdziale, odebraną przeze mnie jako przesłanie tej powieści.
Pisanej z serca.
Autor odziedziczył pamięć tamtych czasów jako syn zamożnej rodziny. Jego pradziadek pełnił funkcję pułkownika Konfederacji i polityka, a dziadek prawnika posiadającego linię kolejową. Wiele z dziejów swojej rodziny umieścił w powieści, inspirując się faktami przodków i własnymi doświadczeniami. Tłumacz nazwał ten proces nie tyle przetworzeniem historii rodzinnej, ile jej mitologią.
Dla uwiarygodnienia historii stosował specyficzną narrację.
Trudną do przyswojenia, bo wymuszającą przyśpieszone czytanie z powodu stosowania skromnej, bardzo ograniczonej interpunkcji. Ten celowy zabieg miał przybliżyć poczucie towarzyszenia bohaterowi w wydarzeniach opowiadanych w trakcie lub tuż po. Jeszcze na gorąco, pod wpływem buzujących emocji, kiedy rozgorączkowane myśli pośpieszają mowę na jednym wydechu. Pełną neologizmów stworzonych z dwóch słów, by ten czas wypowiedzi skrócić do wojnogadania, potemwoniejącej, brudoblasku czy ostrogłosu.
To czyniło tę powieść mocno przygodową.
Wrażenie to potęgowały dialogi i wypowiedzi bohaterów w zapisie fonetycznym. To była ta nowość w przekładzie Jacka Dehnela, którą uzasadnił koniecznością zróżnicowania ich mowy. Nie, nie były to dla mnie „potykacze”, jak nazwał je tłumacz. Wręcz przeciwnie. To właśnie te miejsca najsilniej przenosiły mnie w czasie, gdy słyszałam – Szy ja pewien? Nie wizi ci sie że całe żysie za nimi choze to chyba poznam ślady jak je zoacze?
Kolejną nowością było zaopatrzenie tekstu w bardzo obszerne przypisy.
Tłumacz uznał (i słusznie, za co jestem wdzięczna), że statystycznemu czytelnikowi amerykańskiemu poszczególne fazy i aspekty wojny secesyjnej są znane lepiej niż polskiemu czytelnikowi, dlatego też zaopatrzyłem tekst w dość liczne i obszerne przypisy historyczne. Jednak nie chodziło mu w tym zamyśle tylko o historię, ale również o terminy, obyczaje, aluzje, przesądy właściwe dla amerykańskiego Południa, stanowiące klucz do zrozumienia treści, podkreślając to, co często umyka w czytaniu klasyki tłumaczonej – każda epoka ma swoje warunki tłumaczenia, swoje zasoby możliwości – i dlatego kolejne powstające przekłady będą się od siebie różniły nie tylko za sprawą różnych gustów i interpretacji tłumaczy, ale również właśnie jako wyraz innych epok. Tłumacz pełnił również rolę bufora nieścisłości odautorskich. Tych, które powstały w wyniku integracji opowiadań. Wyjaśniał je, uspakajając z przymrużeniem oka – Jako czytelnicy musimy te niespójności znieść z godnością.
Było jeszcze coś, na co tłumacz zwrócił moją uwagę.
Inspiracja polskich pisarzy twórczością Williama Faulknera. To z jego powieści Henryk Sienkiewicz czy Włodzimierz Odojewski czerpali sugestię wynikającą z podobieństw klasowych: amerykańskie plantacje zostały pozbawione niewolników, a szlacheckie majątki – chłopów pańszczyźnianych. Dla wielu spalona plantacja Sartorisów stawała się dworem spalonym w 1863, w 1920, w 1939, w 1945. O ile powojenne pokolenia Polaków odnajdywało się w świecie walk i straty, o tyle późniejsze pokolenia zobaczyły już tylko przemoc. Może z perspektywy kolejnych wojen nareszcie zaczęły dostrzegać to, co Bayard – jeśli jest w ogóle w całym Piśmie cokolwiek, jakakolwiek nadzieja i pokój dla Jego zaślepionego i rozszalałego miotu który wybrał ponad wszystkie pozostałe i dał mu nieśmiertelność, to musi tym być »Nie zabijaj«.
Ten z pasją napisany przekład, wręcz czuły w podejściu dzięki wątkom osobistym tłumacza, przemawia na rzecz wręcz konieczności nowych przełożeń klasyki obcojęzycznej.
Gdyby ktoś zastanawiał się nad jego zasadnością.
Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.
Niepokonane – William Faulkner, przełożył Jacek Dehnel, Wydawnictwo Znak Literanova, 2026 rok, 320 stron, literatura amerykańska.
Spotkanie z tłumaczem.
Autorka: Maria Akida
Kategorie: Powieść historyczna
Dodaj komentarz