
A więc jak uczcimy moje siedemdziesiąte urodziny?
Zapytała Daphne swojego męża. Niestety retorycznie, ponieważ ten od dawne już nie żył. Jednak to była dobra okazja, by po kilkunastu latach niewychodzenia z domu, podglądania sąsiadów w ramach rozrywki i rozmawiania z roślinami doniczkowymi, wyjść do ludzi.
Był jeden problem – kobieta nie bardzo lubiła ludzi.
Nie miała pojęcia, jak nawiązywać sympatyczne kontakty i zjednywać sobie przyjaciół. Tym bardziej w tak dojrzałym wieku. Dobrym pomysłem było zapisanie się do klubu seniora. Dobrym i niedobrym, bo okazało się, że to był ostry i niebezpieczny zwrot nie tylko w życiu Daphne, członków poznanych w klubie, ale i w opowieści, która okazała się w miarę upływu fabuły coraz bardziej szalona. Rzecz jasna, ku mojej uciesze.
Osobowości i człowiecze charakterki na pierwszym spotkaniu okazały się mieszanką wybuchową!
Daphne nie do końca pozostała postacią pierwszoplanową, chociaż ważną i kluczową. Autorka tak dobrała pozostałych bohaterów, by każdy czytelnik mógł utożsamić się wiekowo lub charakterologicznie. Dlatego szesnastoletni Ziggy reprezentował również nastolatków, a pięćdziesięciotrzyletnia Lydia pokolenie wieku średniego.
Za każdym z nich stała dramatyczna, naprzemiennie opowiadana historia.
To one wraz z wadami i zaletami bohaterów tworzyły akcję i kierunki jej rozwoju. W wątkach generujących dynamikę i tempo akcji umieściła również sekrety i tajemnice, które komplikowały sytuacje, budując humor wywołany groteską, gagiem, żartem sytuacyjnym lub słownym.
Razem dostarczały ogromną dawkę dobrej rozrywki wywołującej rozbawienie.
Jednak pod nią autorka umieściła dominującą myśl, towarzyszącą mi już od pierwszej strony tej powieści komediowej, by utwierdzić mnie w niej wraz z zakończeniem ujętym w zdaniu – To niewiarygodne, jak łatwo się szufladkuje starsze osoby. Autorka przede wszystkim zerwała w tej historii ze schematem spokojnego seniora. Każdy z nich może miał stare ciało, ale umysł nadal sprawny, a zainteresowania dalekie od statycznego kolekcjonowania znaczków czy wyciszającego wędkowania. Jesień życia bohaterów uczyniła niespokojną z powodu błędów z przeszłości, które odezwały się echem w teraźniejszości, a podeszły wiek nie chronił przed ich tragicznymi skutkami.
Autorka pokazała, że to doświadczenie było najcenniejsze.
Przede wszystkim dla młodszych osób, które dopiero wchodziły w dorosłość i dla tych, które tkwiły w nim pośrodku uwięzieni w życiowych pułapkach. Siła bohaterów w radzeniu sobie z problemami, jakimi „obdarzało” ich życie, płynęła z nigdy „nieprzeterminowanych” umiejętności, wiedzy, kontaktów i z solidarności.
Ze współpracy z innymi opartej na przyjaźni.
Opowieść pokazuje, że na zjednanie sobie ludzi i zdobycie przyjaciół nigdy nie jest za późno, a niejeden senior może mocno zaskoczyć zaradnością, kreatywnością, możliwościami i… tajemnicą ukrywaną przed innymi. Czasami warto ją poznać, by ujrzeć za maską starości innego człowieka, niż nakazują uprzedzenia. Autorka przeciwstawiła się im świadomie, pisząc w zakończeniu – Chciałam stworzyć postacie starszych bohaterów, którzy wymiatają. Emerytów, którzy pokazują młodszemu pokoleniu, jak radzić sobie w życiu, a nie na odwrót. Miała dość powieści o emerycie, który może odgrywać tylko rolę smutnego, samotnego, zagubionego we współczesności technoanalfabety, którego ratuje życzliwość kogoś młodszego. Zainspirowała się w tym zamierzeniu przełamania sztywnego myślenia o jesieni życia informacjami medialnymi o kradzieży biżuterii przez mężczyzn w wieku leciwym.
Wiek jako kamuflaż uznała za ogromną zaletę, wykorzystując to z premedytacją w swojej historii.
Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.
Grzeczni już byliśmy – Clare Pooley, przełożyła Dominika Cieśla-Szymańska, Wydawnictwo Znak Literanova, 2026, 384 strony, literatura brytyjska.
Autorka: Maria Akida
Kategorie: Humor anegdota żart, Powieść społeczno-obyczajowa
Dodaj komentarz