Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Facebook Instagram YouTube Lubimy Czytać Pinterest

Obcy diabeł – Wojciech Chmielewski

8 sierpnia 2026

Życie zaczyna uciekać szybciej. Dużo szybciej.

   Bardziej niż nam się wydaje – chciałoby się dodać do myśli bohaterów jednego z opowiadań, właśnie pochylających się nad ofiarą wypadku. Umierającym mężczyźnie, który zdążył jeszcze wyszeptać – Panie Boże, czy musi tak boleć? Chciałoby się jeszcze dopytać – umieranie czy życie? Jednak pytanie pozostaje bez odpowiedzi…

   Do takich scen realnych, a czasami naturalistycznych, generujących mnóstwo pytań, zaprosił mnie narrator. Uważny, obiektywny obserwator otaczającej nas rzeczywistości. W trzydziestu jeden odsłonach.

   Zmieniających się niczym w kalejdoskopie.

   Jedno przesunięcie kartki i miałam inną stop-klatkę złożoną z kolejnych elementów opowieści – bohaterów, wątków, zdarzeń i przesłania. Czerpanych prosto z życia niczym pokłosie zaglądania z ulicy do cudzych okien. Narrator-przewodnik pokazywał mi to, co uważał za kluczowe do zauważenia, godne zapamiętania, za istotne doświadczenie, konieczne przyjrzeniu się z bliska i odkryciu również bohatera drugiego planu, by ostatecznie sformułować konkluzję. Najlepiej samodzielnie po wybrzmieniu ostatniego zdania w opowiadaniu. Taką, po której myśli się, snuje refleksje, analizuje i zastanawia. Może nawet zmienia dotychczasowe postrzeganie?

   A wszystko to w nieustannym ruchu.

   Niczym w opowiadaniu Korytarz pełnym dzieł sztuki, które rezonowało we mnie najsilniej. W nieśpiesznym przechodzeniu od jednego do następnego obrazu. Historii dynamicznych, w których bohaterowie ożywali, a w opowiadaniach nieustannie przemieszczali się pieszo, wędrowali mentalnie, wprawiali w ruch korespondencję, korzystali z pociągu, roweru, tramwaju czy taksówki.

   Ta nieustanna płynność odzwierciedlała przemijanie życia.

   Przewodnik-narrator nie teoretyzował jak chociażby Zygmunt Bauman o płynnej nowoczesności – Wygnaniec. On pokazywał, sięgając rynsztoku i patrząc w niebo ponad górami. Empirycznie udowadniał to, co inni ujmowali w teoretycznych koncepcjach. Nie tylko czym okazywało się życie, ale również co je stwarza, napędza i buduje, chociaż niekoniecznie kończy, mimo że pozornie tak się wydawałoby. Autor łączył przeszłość z teraźniejszością, podbudowując niczym podszewką warstwę wierzchnią – właśnie przeżywaną chwilę. Uczynił je nierozłącznymi w tej swoistej symbiozie czasowej, pozwalając czasami przebić się wczorajszemu poprzez dzisiaj w momencie zatrzymania się w pędzie życia. Chociażby w poszukiwaniu tożsamości. Podczas spaceru po mieście zbudowanym na śmierci ich poprzednich mieszkańców. W budowaniu systemu wartości. To te ostatnie łączyły czasy grubą fastrygą w jedną godzinę, dzień czy rok. To one pełniły funkcję inteligentnego dydaktyzmu w każdej odsłonie, zamieniając je na lekcje życia, ale i przejmując rolę jawnego moralizatorstwa, którego tak nie lubię w prozie.

   A jeśli spojrzeć szerzej – na lekcje historii ludzkości.

   Człowieka zdającego egzamin z człowieczeństwa, może potencjalnej świętości, który poszukując nieustannie swojego miejsca w świecie i życiu, bacznie był obserwowany nie tylko przez narratora. Odkrywany świat z egzystującym w nim człowiekiem odbijał się również w oku innych ludzi, szczura, Boga czy diabła. Nawet w źrenicy umieszczonej na okładce, powielonej na stronach umieszczonych między opowiadaniami autorstwa Mimi Wasilewskiej. Również w mojej, śledzącej bohaterów w nieustannym procesie odróżniania zła od dobra pomimo bólu, cierpienia, poczucia krzywdy i niesprawiedliwości.

   Skazanych w tej walce na śmietnisko zapomnienia.

   Na poczucie odrzucenia niczym „obcego diabła” nie tylko w odmiennej kulturze, ale również we własnym środowisku. Niepasującego elementu chcącego oddzielić się w mechanizmie dynamicznej maszyny życia. Z jednym wyjściem z tej sytuacji – pogodzeniu się z nieubłaganym i bezkompromisowym procesem przemijania, a tym samym śmierci. Paradoksalnie po to, by trwało… życie.

   To najważniejsza dla mnie konkluzja wynikająca z tych opowiadań.

   Jednocześnie odpowiedź na pytanie, które często pojawia się w literaturze – czym jest życie? Autor przesuwa jego ciężar, zmieniając pierwszy wyraz – gdzie właściwie jest to życie, któremu zgłębianiu oddaje się każdy pisarz? Odpowiada pośrednio, pokazując i zachęcając  do samodzielnej odpowiedzi.

   Pięknie pokazując!

   Plastycznie budując sceny, w których kłębiły się emocje, ale i woń miejsc wypełnionych dźwiękiem i  gra światła. Dyskretnie, uważnie, empatycznie i z miłością, pochylając się nad bohaterami, ale nie ujmując bezwzględności i cierpieniu ich położenia. Przedkładając brutalną prawdę nad ckliwy fałsz. Czuły brutalista, chciałoby się powiedzieć, dla dobra czytelnika.

   Dla ukazania obiektywnego spektrum życia w pełni.

   Ludzkich więzi tak kruchych, skrajnych emocji wynikających ze zdarzeń, zachowań  podyktowanych wyborami oraz piękna natury zmuszającej do poszukiwania Boga zawsze potrzebnego, choć nie do końca uwierzonego. Proza wzbogacona i uzupełniona projektem graficznym książki, w której budowie każdy element – obwoluta, wyklejka, grafika, okładka, minigaleria ilustracji wewnątrz, a nawet niepozorna kapitałka, nie tylko przemawiały, ale włączały w dynamiczną grę obserwacji życia.

   To proza, która opiera się myśli Alberta Camus – Od chwili, gdy myśl wzięła górę nad stylem, powieści piszą wszyscy.

Obcy diabeł: 31 opowiadań – Wojciech Chmielewski, Państwowy Instytut Wydawniczy, 2023, 288 stron, literatura polska.

Polecam ciekawą rozmowę z autorem.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *