Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Facebook Instagram YouTube Lubimy Czytać Pinterest

Berlin 1936 – Oliver Hilmes

2 sierpnia 2026

Ogłaszam Igrzyska w Berlinie z okazji XI Olimpiady ery nowożytnej otwartymi.

   Tymi słowami  Adolf Hitler rozpoczął szesnastodniowe święto sportu, przyjaźni i porozumienia między narodami. Teoretycznie, bo jak było w praktyce, pokazał autor tego przeciekawego reportażu historycznego.

   Rozłożył jego oficjalny obraz na czynniki pierwsze.

   Na sytuacje i zdarzenia z udziałem konkretnych ludzi ówcześnie przebywających w Berlinie. Tych z pierwszych stron mediów i życia towarzyskiego, jak i tych nikomu nieznanych. Opisał zachowania, podejmowane działania i decyzje oraz dokonywane wybory zarówno niemieckich arystokratów, polityków, rządzących, jak i robotników, przedsiębiorców czy mniejszości społecznych.

   Zestawił ich kontrastowo ze sobą.

   Pokazał rozdźwięk między powszechnie obowiązującą ideologią faszyzmu a praktyką dotyczącą wszystkich poza wysoko postawionymi osobami w partii i otoczeniu Führera. Każdy dzień olimpiady autor wykorzystał nie tylko do prezentacji rozgrywanej dziedziny sportu na stadionie i to, co na nim działo się, ale również poza nim. Zaglądał do klubów, restauracji, barów, sal tanecznych i prywatnych, niezwykle wystawnych przyjęć nazistów, w których skupiało się życie towarzyskie elit i kulturalne miasta, ale i do obozu koncentracyjnego dla Cyganów. To ostatnie miejsce jako przykład hipokryzji rządzących faszystów, dla których igrzyska miały być sygnałem dla świata o rzekomej powściągliwości i wiarygodności reżimu, ale również istnienia ruchu oporu wobec partii nazistowskiej. Przejawiał się on również w przytaczanych przez autora popularnych dowcipach krążących wśród Niemców typu – Jak wygląda prawdziwy Aryjczyk? Jest jasnowłosy jak Hitler, wysoki jak Goebbels i szczupły jak Göring.

   Ogromną zaletą spojrzenia autora na ludzi tamtych mrocznych dni było ukazanie ich od strony człowieczej, intymnej i osobistej, którą pomijają przekazy i opracowania historyczne. Hitler całowany przez przypadkową Amerykankę, Joachim von Ribbentrop jako arogancki snob i niesympatyczny bufon, niewierna mężowi Magda Goebbels z żydowskimi korzeniami i to zdanie otwierające igrzyska cytowane na początku wpisu, które wódz Niemców wypowiedział zgodnie z gramatyką austriacką, mimo przygotowanej wersji niemieckiej…

   Wszystko to nie pozwalało autorowi na pominięcie jednego, istotnego zdania.

   Wypowiedzianego przez amerykańskiego pisarza Thomasa Wolfe’a (polecam jego rewelacyjną powieść Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos) – Panowała tu jakaś duchowa dżuma, niewidzialna, lecz równie rzeczywista jak śmierć. To jedyna postać, która, przewijając się przez te szesnaście dni, uważnie przyglądała się Berlinowi i jego mieszkańcom, powoli zmieniając swoje nastawienie do oglądanego faszyzmu od wewnątrz, dostrzegając jego niebezpieczny potencjał i wymiar. Autor konsekwentnie prowadził mężczyznę przez ulice Berlina, punktując to, co innym umykało – rasizm, czystki etniczne, dyskryminację ze względu na pochodzenie lub genetykę, szowinizm czy seksizm. Często idylliczne obrazy, kończąc groźnym pomrukiem słyszanym w ostatnim zdaniu – Wkrótce jednak to się zmieni. Albo – Yvonne nie wie, że obserwuje ją Gestapo.

   Autor odbudowywaną rzeczywistość ubierał w dodatkowe informacje.

   W fakty osadzające wydarzenia w historii czerpane z przytaczanych instrukcji dotyczących konferencji prasowej Rzeszy, narodowosocjalistycznej korespondencji partyjnej, statystyk kroniki kryminalnej, prognoz pogody na każdy dzień olimpiady (bardzo podobnej do obecnego lata 2026), nakładów technicznych na światowe wydarzenie medialne, kulinarnego menu berlińskich restauracji czy statystyk przygotowanej ilości jedzenia dla sportowców.

   Immersyjnie włączył mnie w uczestnictwo w olimpiadzie.

   Oglądałam i czułam je tak, jakbym była obserwatorką siedzącą na stadionie blisko bohaterów reportażu, zmieniając miejsce z trybun na murawę stadionu. Jakbym uczestniczyła w życiu towarzyskim oraz kulturalnym Berlińczyków i gości. Jakbym zaglądała pod spód tego blichtru i widziała wszystko od środka. Również oczami osób wykluczanych – czarnych zawodników, osób niebinarnych, pół-żydów, Cyganów czy ruchu oporu. Nie „chłodnymi” oczami historyka, ale przewodnika dobrze znającego ulice Berlina i jego mieszkańców. A wszystko to po to, abym mogła dostrzec misterną grę pozorów ludzi reżimu szykujących krwawy czas ludobójstwa. Grę, którą polski ambasador Józef Lipski podsumował – Musimy być czujni wobec narodu, który potrafi tak doskonale organizować. W tym kraju mobilizacja będzie przebiegać równie gładko.

   Jak wiemy z historii, prorocze słowa się spełniły.

Berlin 1936: szesnaście dni sierpnia – Oliver Hilmes, przełożyła Iwona Mączka, Wydawnictwo Znak Literanova, 2026, literatura polska.

Polecam obejrzeć.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *