
Już mi nie uciekną, tato. Nie tym razem.
Zapewnił główny bohater tej szalonej powieści – Tomek, swojego ojca nad jego… grobem. Trzydziestolatek był wstydliwym problemem dla swojej rodziny. Rzucił studia, a potem pracę, by całkowicie poświęcić się misji tropienia dowodów na potwierdzenie… teorii spiskowej. Przynajmniej tak twierdzili inni, bo on wierzył, że Reptilianie żyją wśród ludzi. Właściwie był nawet o tym przekonany, pamiętając epizod z dzieciństwa. Niestety – nieprzekonujący najbliższych w rodzinie. Musiał na to zdobyć niepodważalny dowód.
I właśnie go znalazł!
Jednak cokolwiek nie zrobiłby, posiadł kolejne informacje czy odkrył następne fakty, świat nie wstrzymywał oddechu. Kręcił się dalej.
Nawet gdy wyłączył Słońce…
Tak, mnie też to nie przygotowało na Taką przygodę i sensację w jednym. Tomek wraz z zaufanym przyjacielem Kacprem tworzyli świetnie uzupełniający się tandem foliarzy (stąd tytuł powieści) w poszukiwaniach, a w miarę rozwoju akcji w unikach, ucieczkach i pogoni za nieistniejącym, dążąc niestrudzenie do jednego celu.
Rewolucji w świadomości ludzkości i demaskacji świata Reptilian.
Historia pochłaniała uwagę jak „efekt motyla”, którego zjawisko zainspirowało trójkę autorów, znanych w mass mediach jako grupa satyryków pod nazwą G. F. Darwin, do konstrukcji fabuły z narratorem zewnętrznym śledzącym kroki bohaterów i bardzo tajemniczym narratorem wewnętrznym. Jego tożsamość autorzy ujawnili dopiero na końcu powieści. W efekcie całość przypominała coraz szybciej pędzącą kulę śniegową, dynamicznie obrastającą nakładającymi się na siebie warstwami wątków, zjawisk społecznych, zdarzeń, nawiązań do popkultury z naciskiem na filmy Stevena Segala, zgodnie z zasadą wzrostu wprost proporcjonalnego.
Również emocji.
Nie tylko napięcia wynikającego z niebezpieczeństw wydarzeń i nieprzewidywalności rozwoju kierunków akcji, ale przede wszystkim rosnącej ciekawości. Tej ludzkiej, pierwotnej, tęskniącej za odpowiedzią na odwieczne pytanie – czy jesteśmy sami we Wszechświecie? Opowieść „teoretycznie spiskowa”, jak głosi podtytuł, z przymrużeniem oka próbowała na nie odpowiedzieć, rysując świat Reptilian. Jednak, aby wyobraźnia nie była wzięta na poważnie (momentami sama zaczynałam w to wierzyć sic!), autorzy często stosowali środki stylistyczne i wyrazu do budowania absurdu, żartu sytuacyjnego i słownego, humoru noir, nonsensu, gagu czy kpiny.
Tej ostatniej trochę z ludzkości.
Przede wszystkim z naszych człowieczych wad. Głównie skłonności do agresji, niszczenia, głupoty, lekkomyślności, a przede wszystkim chęci do zabijania tego, czego nie znamy, a to wywoływało wojny. Wadę determinującą brak przygotowania na jakąkolwiek prawdę, do której, o paradoksie!, odwiecznie dążymy.
Z trochę kontrowersyjnym wnioskiem stąd płynącym.
W dużej mierze zgadzałam się z nim, ale wiem, że człowiek i jego duch wolności nigdy się na to nie zgodzi. Przykładem tego były losy powieściowych przyjaciół Tomasza i Kacpra. Jednak nie zdradzę więcej, pozostawiając tę przestrzeń do poważnych refleksji, wynikających na przekór lekkiemu charakterowi powieści humorystycznej, następnym czytelnikom. Autorzy, pisząc ją, bardzo dobrze wiedzieli czemu i komu służy dobry humor, trzymając się konsekwentnie tego założenia do końca historii.
Bo wiadomo – to powieść tylko teoretycznie spiskowa.
Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.
Foliarze – Jan Jurkowski, Marek Hucz, Marcin Osiadacz, Wydawnictwo Znak Koncept, 2026, 400 stron, literatura polska.
Autorka: Maria Akida
Kategorie: Fantastyka, Humor anegdota żart
Dodaj komentarz