
Nauką posługują się nie tylko czyści jak łza badacze, ale także oszuści, ściemniacze i karierowicze, a wiedza naukowa czasami zamiast oświetlać drogę, zaślepia i staje się narzędziem manipulacji i destrukcji.
Z tym twierdzeniem, od którego autor rozpoczął swoją publikację, spotkałam się wielokrotnie, czytając opracowania popularnonaukowe o podobnej tematyce jak Epoka człowieka Ewy Bińczyk czy Upadek Cywilizacji Zachodniej Naomi Oreskes i Erica M. Conwaya. Jednak autor na tym wniosku nie poprzestał. Zrobił coś przeciwnego – wyszedł od niego w swoich rozważaniach.
Powiedział – sprawdzam!
Jego pewność postawionej na początku tezy wynikała z przekonania, że nauka to bardziej niepewność niż pewność, a kult nauki rodzi ryzyko: od nadużyć w imię »postępu« po ignorowanie ludzkich wartości na rzecz czystej efektywności.
To rodziło i nadal rodzi skłonność człowieczą do nadużyć.
Było ich w historii ludzkości bardzo, bardzo dużo. Autor wybrał spośród nich tylko piętnaście. Podzielił je na trzy grupy-rozdziały, przyjmując za kryterium przyczynę nadużycia człowieczego zaufania – chciwość, ideologię i szaleństwo ujęte w podtytule. Niektóre z nich znałam z mass mediów jak kryzys opioidowy w USA (Odwet Malcolm Gladwell) czy spisek nikotynowy przynoszący miliardowe zyski finansowe kosztem uzależnień i w efekcie chorób nowotworowych, bo przemysł tytoniowy finansował pseudonaukowe publikacje i badania przez prawie 50 lat! Niektóre znałam z historii powszechnej jak wyścig jądrowy w czasie „zimnej wojny” czy „czyszczenie rasy” (»Lebensborn« czyli źródło życia Roman Hrabar) albo „ulepszanie ludzkości” (Migot Ilona Wiśniewska) za pomocą eugeniki nie tylko w nazistowskich Niemczech. O kilku czytałam w opracowaniach historycznych poruszających tragiczne losy naukowców (Zakazany ogród Stalina Simon Parkin) niezgadzających się z polityką swojego państwa. Również z filmów dokumentalnych pokazujących między innymi „krwisty” start-up Elizabeth Holmes dostępny w streamingu.
Wśród nich była jedna historia, której nie można odłożyć do lamusa.
Nadal trwająca. Przedstawiająca zjawisko świadomego procederu uzależniania nastolatków od mediów społecznościowych. Doczekało się ono już swojej nazwy – FOMO. Autor wręcz nazwał postęp technologiczny cyfrowym narkotykiem, podkreślając, że za fasadową ideą »łączenia ludzi« poprzez social media kryje się więc bezwzględna machina do zarabiania, która »koszty społeczne i zdrowotne – w tym drastyczny wzrost prób samobójczych wśród młodzieży – traktuje jako akceptowalne skutki uboczne rozwoju biznesu«. (Sic!) Ten problem za każdym razem podnoszą suicydolodzy na szkoleniach, w których brałam udział.
Wszystkie wywoływały we mnie emocje.
W dużej mierze wściekłości na materializm ludzi i rządzę zysku lub władzy „po trupach” innych. Czasami dosłownie, patrząc na ukazaną przez autora skalę „morderstw korporacyjnych” lub politycznych. Każdą z tych historii rozpoczynał od wymiany przyczyn, poprzez opisanie mechanizmów działania, kończąc na przerażających skutkach kłamstw niosących ostatecznie śmierć. Nie tylko ludziom i środowisku tu i teraz, ale także pokoleniom w przyszłości. Powoływał się przy tym na informacje i statystyki, których źródeł nie umieścił w bibliografii czy przypisach.
Nie poczytywałabym tego zaniechania za wadę.
Po pierwsze przytaczane wydarzenia są niepodważalnymi faktami dobrze znanymi z publikacji w mass mediach, a tym samym dobrze udokumentowanymi w historii i jej literaturze. Po drugie pozycja ta ma tylko zasygnalizować problem, z jakim boryka się nauka w swoim rozwoju w pędzie ku coraz mniej kontrolowanej technologii AI. Uczulić na jej ewentualne „skażenie” czynnikami ją wypaczającymi. Włączyć krytyczne myślenie przed przyjmowaniem wszystkiego, co podsuwają nam naukowcy. Wskazać na powtarzalność mechanizmów na przestrzeni dziejów zamykających społeczeństwa w pułapki uzależnień od wszystkiego, co przynosi zysk i władzę innym. Stąd posłużenie się uznanymi i głośnymi wydarzeniami jednoznacznie obnażającymi oszustwa i nadużycia.
Całość została przepięknie wydana w twardej oprawie z bogatą szatą graficzną.
Teksty ilustrowały rysunki Marcina Wierzchowskiego, które niczym metaplany rozrysowywały treść lub przybierały formę delikatnej satyry. Nie zawiodłam się przy tym na stylu narracji autora. Znałam go już wprawdzie z rewelacyjnej publikacji dla dzieci i młodzieży Akademia Superbohaterów, ale obawiałam się, że przekaz dla dorosłych może niebezpiecznie „spoważnieć”. Owszem, tak stało się w zakresie tematyki, ale ukazanej w formie minireportażu sensacyjnie budującego napięcie i emocje, prowadzącego do jednego wniosku – należy patrzeć naukowcom nie tylko na ręce, ale również kto za nimi stoi podczas badań, czyli kto ich finansuje. A wszystko to po to, by nie stać się ofiarą chciwości, ideologii lub szaleństwa.
Polecam tę pozycję każdemu, kto bezrefleksyjnie korzysta z AI, a zwłaszcza rodzicom i opiekunom dzieci i młodzieży.
Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.
Władza pieniądze nauka: Jak chciwość, ideologia i szaleństwo wypaczyły badania naukowe – Tomasz Rożek, ilustrował Marcin Wierzchowski, Wydawca Fundacja Nauka. To Lubię, 2026, 304 strony, ilustracje, literatura polska.
Wywiad z autorem w Kanale Zero przeznaczony dla osób 16+.
Autorka: Maria Akida
Kategorie: Popularnonaukowe
Dodaj komentarz