
Owernia nie znajduje się bynajmniej na szczycie listy wymarzonych miejsc.
Takie odludzie, w mniemaniu ogółu, nie było zwłaszcza dla trzydziestolatki, przed którą jeszcze całe życie. A jednak… Amande świadomie wybrała właśnie to miejsce. Celowo przeprowadziła się z Lyonu na prowincję. Wynajęła dom na uboczu, zabierając ze sobą z poprzedniego mieszkania tylko jedną walizkę. Zostawiła za sobą wszystko.
Miała ku temu ważny powód.
Właśnie straciła męża w wypadku i w konsekwencji poroniła dziecko. W tym momencie zaczął się powieściowy bunt autorki przeciwko zanikaniu tysiącletniej tradycji przechodzenia żałoby w społeczeństwie. Ba! Przeciwko nawet blokowaniu prawa jednostki do niej, podkreślając – Dziś niemal natychmiast po pogrzebie życie wraca do normy: praca, rachunki do opłacenia… Współczesność nie pozwala na żałobę. Wymusza życie bez jej przepracowania, co w konsekwencji staje się tragiczne dla jednostki.
Stworzyła więc opowieść alternatywną do obecnych realiów.
Broniącą konieczności przepracowania procesu godzenia się z odejściem ukochanej osoby. Poszła nawet w tym dalej. Odcięła konieczność jego zaistnienia w tradycji kościoła, modlitw i różańca, aby „należycie” uczcić pamięć zmarłych.
W to miejsce zaproponowała uniwersalną wersję swojej głównej bohaterki.
W warstwie duchowej pozwoliła Amande na tworzenie własnych rytuałów niemających nic wspólnego z jakąkolwiek religią, bo odnalezionych w naturze i wynikających z osobistych potrzeb. Była w tym podejściu ponad podziałami światopoglądowymi, bo każdy ma swoje dziwactwa, wierzenia i śmieszne rytuały, które dokładnie takie i tylko takie przynosiły ukojenie.
W warstwie psychologicznej podzieliła powieść na etapy odpowiadające tym w żałobie, począwszy od złości i gniewu, poprzez poczucie winy, na pogodzeniu się ze skrajną sytuacją skończywszy. Zaproponowała przy tym techniki pomagające przejść przez smutek i ból oparte na kluczowych pojęciach w trybie rozkazującym, a przez to motywującym do działania: wpuść, świętuj, dziel się, otwórz się i wreszcie – pozwól odejść.
W warstwie mentalnej pomagała zrozumieć emocje towarzyszące kobiecie oraz sposoby radzenia sobie z nimi. Przyjrzeć się cierpieniu jako wyrazowi pragnienia poczucia bezpieczeństwa i stałości, by móc uformować życie na nowo. Skroić je na miarę nowych potrzeb i sytuacji, uwzględniając przestrzeń dla osób wprawdzie nieobecnych, ale obecnych transparentnie. Ukazała przy tym stratę jako zjawisko dotykające nie tylko główną bohaterkę, ale również najbliższych zmarłego – jego rodziców, brata, szwagierki, przyjaciół i znajomych. Pozwoliła na dostrzeżenie w otoczeniu również innych osób w takiej samej dramatycznej sytuacji straty. Umiejętnie opisała tworzenie się więzi międzyludzkich na bazie wspólnych lub podobnych doświadczeń oraz wzajemnego ich zrozumienia i współodczuwania, w których wsparcie i przyjaźń warunkowały i determinowały zdrowienie, a także stawianie priorytetów w życiu po stracie.
W warstwie filozoficznej, poprzez analizę zagadnień cierpienia, miłości, życia i przemijania, budowała najważniejszą myśl powieści – Pogodzenie się z tym, że wszystko jest nietrwałe, to pierwszy krok, by przestać cierpieć. Tylko bezwarunkowa akceptacja myśli panta rhei Heraklita z Efezu, pozwoli na postawienie sobie nowego celu, bo jedynie miłość do nieustannie odradzającego się życia jest silniejsza niż śmierć.
A wszystko to zatopione w melancholijnej narracji pierwszoosobowej.
Adekwatnej do stanu psychicznego Amande i pozostałych osób oraz kolejnych etapów żałoby. Czułej, delikatnej, cierpliwej, wyrozumiałej, stonowanej i otulającej słowami wypowiadanymi przez Amandę jako narratorkę, wywołującej w czytelniku poczucie osoby wybranej do konfesyjnych zwierzeń. Powoli budującej poczucie bezpieczeństwa w chaosie cierpienia, bólu i zagubienia niczym relaksacyjny ASMR (Autonomiczna Reakcja Meridianów Sensorycznych) w wersji powieściowej. Przynoszącej ostatecznie ukojenie w stracie i nadzieję.
I mam tu na myśli również siebie – osobę w żałobie.
Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.
Co przyniesie jutro – Mélissa da Costa, przełożyła Adriana Celińska, Wydawnictwo Znak Literanova, 2026, 352 strony, literatura francuska.
Autorka: Maria Akida
Kategorie: Powieść psychologiczna, Powieść społeczno-obyczajowa
Dodaj komentarz