
Na jednym z nich widniał napis: DZIĘKUJEMY POLOM MAKOWYM!, któremu towarzyszyły setki wydrukowanych podpisów, zapewne pacjentów. Po drugiej stronie drogi, jakieś pół mili dalej, na czarnym tle umieszczono białe hasło: NIE RÓB TEGO.
Ogólnokrajowy spór o Pola Makowe, czyli centrum leczenia straty snem, przeniósł się już na bilbordy. Ośrodek miał swoich wdzięcznych zwolenników, jak i zagorzałych przeciwników. Każda strona używała logicznych argumentów za lub przeciw, próbując przedstawić swoje racje zerojedynkowo – nowatorstwo kontra eksperyment. Hasło – zaśnij na miesiąc, a obudzisz się wyleczony/wyleczona kontra hasło – zabawa w Boga.
To tam zmierzała czwórka bohaterów.
Ava próbująca skontaktować się z przebywającą w ośrodku siostrą, z którą straciła kontakt. Terapeutka Sasha chcąca skorzystać z dobrodziejstwa snu po stracie narzeczonego. Strażak Ray zmagający się z żałobą po śmierci brata. Wreszcie najmłodsza, bo osiemnastoletnia Sky, która zupełnie przypadkowo dołączyła do tej „pstrej menażerii”, jak sami siebie postrzegali.
Jednak nic w tej powieści nie było przypadkowe.
Autorka każdy element fabuły dobrała starannie i przemyślanie, począwszy od postaci, ich wieku i stojących za nimi traum. Te ostatnie różnorodne, by pokazać, że strata to nie tylko żałoba na ogół kojarzona ze śmiercią. Ich losy ukazane retrospektywnie, a także losy bohaterów drugoplanowych, były próbą przyjrzenia się żałobie jako takiej, ale również emocjom jej towarzyszącym. Nie tylko bólu i żalu, ale również strachu, złości czy poczucia winy.
Duża różnica wieku, między nastolatką a pozostałymi dorosłymi ekipy, pokazywała z kolei dwoistość w podejściu do wartości życia – tego czerpanego pełnymi garściami przez Sky, zachwyconą możliwościami stawania się zanim na zawsze zastygnie w swojej formie, jak i tego, które dla pozostałych w ich mniemaniu się skończyło. I najważniejsze – czego wzajemnie dzięki tej dychotomii postaw mogli się od siebie tu i teraz nauczyć.
Kolejnym świadomie wybranym elementem fabuły przez autorkę był rodzaj akcji, czyli podróż.
Tutaj rozumiana dwojako. Tę dosłowną, geograficzną do Pól Makowych, pokonywaną wspólnie vanem, która w miarę upływu czasu i poznawanych sekretów podróżujących, stawała się wędrówką w głąb siebie. Ostatecznie, jak mawiała Sky, nie liczy się cel, ale droga. Od siebie dodam – i to, co się na niej wydarzy i przeżyje. Konfesyjne sceny powoli otwierających się na siebie podróżników stawały się pierwszymi krokami w samodzielnym przepracowywaniu traumy, doprowadzając do bardzo ważnego wniosku, a ostatecznie podjętej decyzji u celu podróży – niektórzy ludzie umieją uleczyć się sami, drudzy potrzebują niewielkiej pomocy z zewnątrz, a inni potrzebują obecności, uważności, przyjaźni i miłości innych osób. Ostatecznie, by zrozumieć, że powód, dla którego ludzie decydują się na sen, był tym samym powodem, dla którego inni nie robili tego.
Usytuowanie Pól Makowych również było symboliczne.
Dzika pustynia gdzieś w południowej Kalifornii przypominała życie w całym jego spektrum trudności, na której, jeśli dobrze przyjrzeć się, w pełni tętniło i pulsowało energią. Znajdywało sposób, by przetrwać w niesprzyjających warunkach tak, jak rośliny ruderalne, do których założycielka centrum zaliczała mak. Tę myśl autorka zawarła w retorycznym pytaniu – Jeśli coś tak spektakularnego może zakwitnąć nawet w najstraszliwiej pokiereszowanej ziemi, czyż nie oznacza to, że nawet doszczętnie połamane serca mogą mieć nadzieję na zagojenie?
Do odpowiedzi na to pytanie autorka przygotowała czytelnika poprzez wielowymiarową i wielopłaszczyznową konstrukcją powieści.
Przeplatała w niej czasy, miejsca akcji, a także formy narracji od wywiadów, artykułu w czasopiśmie, opinii w Internecie, poprzez podcasty, na liście napisanym przez śpiącą do męża skończywszy. Zbudowała w ten sposób trójwymiarowy obraz straty i radzenia sobie z nią widziany z różnych punktów widzenia. To pozwalało czytelnikowi na wypracowanie sobie własnego stanowiska, a przynajmniej poznanie ogromnej złożoności tematu od strony psychologicznej, religijnej, filozoficznej i aksjologicznej.
To wszystko prowadziło do przesłania tej powieści drogi.
Pojmowania życia w całym spektrum jego przejawiania się ze wszystkimi emocjami mu towarzyszącymi. Również z tymi negatywnymi, nieprzyjemnymi, których nie chcemy doświadczać. Unikanie ich, czy próba ich przesypiania, to rezygnacja z przeżywania również jego przepięknej strony. Widać je najwyraźniej w jednej z ostatnich scen powieści również bardzo symbolicznej skierowanej do jednej z bohaterek, ale równie dobrze bezpośrednio do czytelnika – Wiesz, że świat nie zawsze działa jak należy, że często wydaje się zepsuty, ale gdy ogniste słońce topnieje w spokojnych falach wody, a chmury przybierają odcień brzoskwiniowo-jagodowego sorbetu, zyskujesz poczucie, że to jedno się światu udało.
To one rekompensują i czynią równowagę, tworząc dopełnienie, dla którego warto żyć i w tym sensie powieść była bardzo optymistyczna z nutą terapeutyczną dla tych będących w żałobie w momencie czytania.
Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.
Pola Makowe – Nikki Erlick, przełożyła Alicja Halik, Wydawnictwo Znak Literanova, 2026, 376 stron, literatura amerykańska.
Autorka: Maria Akida
Kategorie: Powieść psychologiczna, Powieść społeczno-obyczajowa
Dodaj komentarz