
Jej koniec wydawał się bliski. Czasami (coraz częściej) zastanawiała się, czy w ogóle dociągnie do jutra, a jeśli tak, to w jakim właściwie celu.
Ostatnio to właśnie takie myśli zaczęły się budzić w trzydziestoletniej Natalii, a przecież miała wszystko. Partnera Bartka, rodzinę, z którą miała kontakt, pracę ze stanowiskiem junior data entry specialist i przyjaciółkę Ewę. A mimo to nie odczuwała entuzjazmu, pasji, zapału i kreatywności w pracy i w życiu. Czegoś jej na pewno brakowało, bo nie odnajdywała upragnionego ciepła w spotkaniach z bliskimi czy poczucia obecności i uważności wiecznie zajętego Bartka, niemającego dla niej czasu. Mimo to nadal tkwiła w tym życiowym marazmie.
Aż przypadkiem poznała Joannę.
Dziewczynę pełną życia emanującą nadmiarem energii, którą zaraziła również Natalię. Rozmowa z nowo poznaną znajomą zapoczątkowała bardzo długi okres zrywania z dotychczasowym życiem przez Natalię. Proces odmrażania własnych potrzeb. Wahań od zdecydowanego odrzucenia pomysłu na jakiekolwiek zmiany do pewności wyboru nowej drogi w nieznane. Pod tą rozbudowaną warstwą obyczajową autorka ukryła warstwę psychologiczną.
Tutaj głównym bohaterem był wewnętrzny krytyk.
Destrukcyjny twór wytresowany w Natalii przez jej rodziców. W dużej mierze przez surowego ojca nie bez powodu nazywanym Strażnikiem, który „karmił” Natalię ostrymi, tnącymi uwagami i dekapitującymi, amputującymi komentarzami tak skutecznie, że „zabił” w niej drugie „ja” – żywiołową Amandę. Na pozór, bo Amanda tylko usnęła. Otorbiła się we wnętrzu kobiety. Obie tworzyły osobowość głównej bohaterki. Nawiązania do jej przeszłości i wewnętrzne retrospekcje mentalne pokazywały, jak i dlaczego doszło do „zabójstwa” psychicznego radosnej Amandy na rzecz uległej i pokornej Natalii z surowym krytykiem wewnętrznym. Głosem wysłuchiwanym godzinami. Całymi dniami, tygodniami i latami. Tak długo, że jego głos skleił się z jej własnym głosem i nie potrafiła już odróżnić, który należał do kogo.
Na ten depresyjny obraz autorka nałożyła drugi proces – przebudzenia.
Bo wbrew pozorom kobieta czuła, że im bardziej wszystko na zewnątrz wydawało się poukładane, tym większy bałagan robił się w jej środku. To ten mechanizm „układania” życia od nowa autorka przedstawiła w drugiej połowie opowieści. Czynniki go aktywujące – wsparcie z zewnątrz oraz warunki jego działania – zmiana myślenia i ustalenie priorytetów, a przede wszystkim odwagi do zrobienia radykalnego kroku powrotu do siebie. Do odnalezienia w sobie uśpionej Amandy i pozwolenia jej na wybudzenie się oraz działanie. Mechanizm dyskretnie ukryty pod opisem życia Natalii wzbudzającej współczucie, ale i czułość oraz zrozumienie, że procesy przemiany wewnętrznej wymagają czasu.
Bardzo dużo czasu.
To dlatego ta opowieść toczyła się nieśpiesznie, analizując rozterki, rozpisując dychotomię myśli i wewnętrznego rozdarcia między Natalią a Amandą. Między powinnością wobec rodziny a własnymi potrzebami rozwojowymi. Trudnej i wyczerpującej psychicznie walki, w jakiś sposób toczącej się w każdym z nas. To ona umożliwiała w mniejszym lub większym stopniu utożsamienie się z bohaterką powieści. To od „wielkości” wewnętrznego krytyka można było tę powieść, potraktować jako przypomnienie priorytetów w życiu lub otrzymać motywujące wsparcie do postawienia pierwszego kroku na drodze ku wielkim zmianom.
Ku sobie ukrytej i zniewolonej przez narzucone normy społeczne i kulturowe.
Do obudzenia w sobie uśpionej „ja”, bo jak mówiła babcia Natalii, człowiek wie, kim jest z natury, tylko tyle myśli i błądzi, że wreszcie zapomina, co wiedział.
Ta opowieść na pewno przypomni zapomniane.
Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.
Książkę objęłam patronatem.
Woda księżycowa – Aga Janiszewska, Wydawnictwo Novae Res, 2025, 612 stron, literatura polska.
Wywiad z autorką na temat powieści.
Autorka: Maria Akida
Kategorie: Powieść psychologiczna, Powieść społeczno-obyczajowa
Dodaj komentarz