Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Facebook Instagram YouTube Lubimy Czytać Pinterest

I jakby mimochodem – Dorota Koman

18 kwietnia 2021

Nie patrz na słowa a staraj się odszukać ich sens i ciepło i wzruszenie w białych przerwach między niedoskonałymi wyrazami. Bo na tym właśnie polega poezja. – Tak radził Zbigniew Herbert.

   Autorka jest mistrzem krótkich form, więc tych przestrzeni na oddech, na przemyślenie, na przeanalizowanie pozostawiała bardzo dużo. Zwłaszcza że w tych niewiele liczących sobie słowach kilku wersów umieszczała pojęcia skondensowane rosnące jak ciasto drożdżowe pod wpływem moich emocji, doświadczeń i wiedzy. Ten zaczyn inicjujący przyjemny proces kreatywności mojej wyobraźni podsuwała za każdym razem, więc oddech był potrzebny, zwłaszcza że zawartą myśl kończyła puentą totalnie przenicowującą mój już-już sformułowany wniosek czy prawie gotową refleksję, by ostatnim wersem zmienić diametralnie jej charakter z poważnej na humor noir ukazujący absurdy, dychotomicznie emocjonalne sytuacje czy dysonans poznawczy rzeczy dotychczas znanych i powszednich. Nie po to, by epatować frustracją czy pesymizmem, ale by podkreślić smutne zjawiska zachodzące we współczesnym społeczeństwie jak samotność, wyobcowanie i tabu śmierci, tak dobrze ukazane w Klepsydrze, która towarzyszyła całej poezji w tym zbiorku. Wydawałoby się nawet, że to główny jego temat, zwłaszcza że rozpoczął się wierszem o jakże znamiennym i dobrze znanym tytule – Memento mori.

   To złudzenie.

   To życie grało w nim pierwszą rolę. Autorka wykorzystała zabieg kontrastu, by poprzez to, na czym skupiamy uwagę generowaną lękiem, pokazać wielką nieobecną poprzez Heideggerowską obecność transparentną nieopowiedzianą wprost, ale przez pryzmat rzeczy, faktów, zdarzeń, skojarzeń, spostrzeżeń drobnych, ale ważnych opisywanych przez uważnego, empatycznego i inteligentnego obserwatora ze skłonnością do ich ripostowania. Do stawiania swoistej kropki-niespodzianki w ostatnim wersie z jedną dominująca emocją – rozczarowania, żalu, zadziwienia, zgrozy i wielu innych. Do podkładania granatu, w którym słowo-zawleczka uruchamiało eksplozję obrazów z mojej pamięci i przeszłości. A kiedy kurz emocji opadał, zostawała esencja ich przesłania – życie z jego przymiotami. Jego przemijalność, bo coraz łatwiej do grobowej deski. Jego przewrotność, bo

uciekałam w obcych mężczyzn

i cudze litery

– ale zawsze przed tobą. (Wierność)

Jego jednorazowość, bo

jednorazowy skalpel

wenflon

próbówka

maska

trumna.  (Królestwo za biały skrawek wykrochmalonego płótna)

Jego zawrotne tempo, bo

Zanim ta paczka

dojdzie

zostaną po nas patyczki od lizaków

okruchy wafli

kawałki CD

zagubiony opłatek

zmięty kalendarz za rok którego nie przeżyjemy

i rozsypane słowa bajek… (Szybsi od polskiej poczty)

W tej ponadczasowości i uniwersalności zagadnień były wśród nich wiersze z kluczem. Myślę, że dla najmłodszego pokolenia wręcz hermetyczne. Zwrot „czarne podniebienie” w wierszu Po latach pozostanie dosłownym, w najlepszym razie tajemniczym, albo otworzy bramę do trudnej przeszłości i pamięci wielu Polaków.

   Każdy z tych wierszy to materiał na esej, bo tyle niosą ładunku treści i emocji w sobie.

   Każdy z nich kierował moją uwagę na inny aspekt życia, ukazując współczesnego człowieka jako kruchego, słabego, złamanego, rozczarowanego, trochę zagubionego, czasami zrezygnowanego, do którego szybkiego uśmiercenia nie potrzeba wojny, bo

Zabijają nas małe rzeczy

Kleszcze

Wirusy

Hejt. (Pandemia)

Nawiązania do sytuacji pandemicznej i izolacji czyniły ten zbiorek mi bliższym w odbiorze, bo rezonował we mnie podobnymi myślami, spostrzeżeniami i emocjami. Pozwalał dostrzec to, czego nie dostrzegałam wcześniej i docenić to, na co wcześniej nie zwracałam uwagi. Zacząć żyć na przekór losowi, który okazał się najbardziej obłudnym kochankiem, by nie odejść po cichu, spokojnie/I jakby mimochodem. Dokładnie o tym jest wiersz Memento mori:

Wychowałam się przy cmentarzu

Pamiętam, że umrę

Nie pamiętam, że żyję.

Bo przecież w człowieku tkwi ogromna radość i chęć życia nawet po śmierci, jak pięknie, bo przewrotnie ukazuje to Nieśmiertelność, którą odebrałam jak swoistą modlitwę:

Zamiast rzucić się z dachu

Mordowałam życie dzień po dniu

Rozgniatałam paznokciem dni jak gnidy

Odcinałam centymetr po centymetrze

Z nieadwentowego kalendarza

Obiecaj, że po tamtej stronie

nie będzie trzeba zaczynać

od nowa.

   Aż chce się dodać – amen.

   A kiedy zamknęłam tomik, zobaczyłam powidok obrazu kobiety, której całe to życie było udziałem. Trochę nim rozczarowanej, ale może dlatego przestrzegającej przed zapomnieniem, by przede wszystkim żyć.

   Bo może sama o tym zapomniała?

   To wiersze do czytania wielokrotnego. Do dyskusji i samodzielnych błądzeń myślowych. Dawkowane jak lekarstwo raz dziennie po jednym mogą pomóc w postrzeganiu współczesnego świata.

   Taki swoisty, ciepły przewodnik po życiu zaklęty w poezji do odbioru sercem.

   Zbiorek ilustrują rysunki Grzegorza Gortata, które celnie oddają ich istotę. Najbardziej spodobał mi się ten współbrzmiący z wierszem-polemiką do słów ks. Jana Twardowskiego, z których autorka uczyniła tytuł, a który przytulił mi się do serca i zapadł w pamięć.

   „Gdy Pan Bóg drzwi zamyka,

To otwiera okno”

   I tak stoję, proszę księdza, w tym oknie

A za oknem przepaść.

   I myśli same napływają…

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

I jakby mimochodem – Dorota Koman, ilustrował Grzegorz Gortat, Wydawca Oddział Warszawski Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, 84 strony, seria Kolekcja Literacka, tom 8, literatura polska.

Spotkanie autorskie, na którym można posłuchać wierszy w wykonaniu Doroty Koman z wcześniej wydanego zbiorku Maszyna do czytania.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Poezja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *