Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

O jeden ląd za daleko – Jarosław Fischbach

21 marca 2019

O jeden ląd za daleko – Jarosław Fischbach
Dom Wydawniczy PWN , 2015 , 368 stron
Literatura polska

Człowiek z pasją!
Jedną z tych fascynacji, które pędzą po świecie i nie pozwalają usiąść bezczynnie na jednym miejscu. A jeśli nawet, to tylko na moment, na chwilkę, by pomyśleć, zaplanować, przygotować i zebrać informacje do wykorzystania w przyszłej podróży. I wcale ta wyprawa nie musi być daleka i koniecznie egzotyczna. Autorowi wystarczy zakręt na drodze za ostatnim ogrodzeniem polskiego miasteczka, by obudził się w nim wewnętrzny wędrowiec i z ciekawością zaczął badać najbliższą okolicę. Równie ciekawą dla niego i kuszącą, jak odległe lądy. I tak już ma od 34 lat, w ciągu których zdążyło nagromadzić się mnóstwo przeżyć, obrazów i wspomnień.
A pasja narodziła się w domu rodzinnym, w którym na turystyczne szlaki wprowadziła go mama, o czym dowiedziałam się z dedykacji umieszczonej na początku książki. Potem było zaczytywanie się w książkach podróżniczych znanych globtroterów – Arkadego Fiedlera, Tony’ego Halika, Wiktora Ostrowskiego, Władysława Korabiewicza i Ryszarda Kapuścińskiego – na których słowa powoływał się w swoich opisach sukcesywnie spełnianych marzeń chłopięcych. O różnych zakątkach świata – Azji, Afryki, Ameryki Południowej czy Polski. W różne jego formacje, według których pogrupował główne rozdziały – w pustyni, w puszczy, na wodzie i w górach. Przemieszczając się samemu, ze znajomymi lub rodziną. Korzystając z łódki, samochodu albo wędrując pieszo. Byleby dojść, dojechać czy dopłynąć do obranego celu. W miejsca znane tak, jak góra Kilimandżaro lub w zupełnie nieznane zakątki zagubione na krańcach świata. Odwiedzane raz lub wielokrotnie, ale już od innej, drugiej, wartej odkrycia strony. By ujrzeć to, co umknęło za pierwszym razem, ale i zobaczyć efekt upływu czasu. Nieustannie zachodzących zmian, których nieuchronność wielokrotnie podkreślał autor. To dlatego na okładce książki widnieje to zdanie:

 

Taką możliwość obserwacji umożliwiło właśnie to kilkudziesięcioletnie, stałe podróżowanie po kontynentach i po Polsce. To dlatego też uznał za warte ocalić widziane miejsca od zapomnienia, darowując im wieczne życie na prowadzonej stronie podróżniczej Polskim Szlakiem oraz w książce. Zanotowując w niej to, co ulotne i nietrwałe, co szybko ubywa z pejzażu – ludzie i ich kultura. Autor przygląda im się uważnie z bardzo bliska, starając się być nieuciążliwym gościem. Dostrzega wszystko, co ciekawe, ale i piękne. To dlatego w tej książce nawet wschód słońca jest po wielokroć godny uwagi i kolejnego opisu, bo każdy inaczej urokliwy w innej części ziemskiego globu. Czarujący na Saharze

 

i zachwycający nad polskim Jeziorem Lucieńskim.

 

A wszystko to zależy od zdolności dostrzegania niezwykłości wszędzie wokół. Autor ten dar posiada. Przybliża egzotykę, oswajając życie na peruwiańskich wyspach trzcinowych i wprowadza egzotykę, czyniąc krajobrazy Pojezierza Gostynińsko-Włocławskiego podobnymi dzikiej Amazonii.

 

Opisy wypraw można czytać wybiórczo w dowolnej kolejności, kierując się wyłącznie własną ciekawością opisywanego miejsca. Nie ma tu chronologii. Lata przeszłe przeplatają się ze współczesnymi. Najstarsza relacja rozpoczynająca przygodę autora, ale nie opowieść w książce, pochodzi z 1978 roku z Iraku. Najwcześniejsza z 2012 roku z Polski. Ale każdą zaczyna od prezentacji minimapki z zaznaczonym krajem odwiedzin,

 

zawsze wplatając w tekst również kilka niezbędnych informacji encyklopedycznych nadających kontekst zbieranym doświadczeniom i przeżywanym wrażeniom. Wszystkie wspomnienia ilustruje licznymi czarno-białymi fotografiami oraz kolorowymi zebranymi w jednym bloku.

 

Całość tworzy jednorodny zachwyt nad urodą świata.
Tym dalekim i tym bliskim, tworząc atmosferę niezwykłości każdego bez wyjątku miejsca i budując we mnie przekonanie, że wystarczy tylko chcieć i być ciekawym, by zacząć go poznawać od najbliższego zakola rzeki płynącej obok domu. A potem iść coraz dalej i pożyteczniej dla podróżnika, bo jak napisał autor – Najcenniejsze jest chyba właśnie to, że podróże zmieniają nasz sposób widzenia innych ludzi i samych siebie. Możemy sobie uzmysłowić, że nie jesteśmy pępkiem świata i nie wszystko musi się kręcić wokół nas. (…) Nasze racje, przekonania, zapatrywania, nasza wiara nie są jedynymi na świecie. Istnieją też inne, ani lepsze, ani gorsze od naszych, po prostu inne.
I warto je poznawać.
Dlatego nie zgodzę się z wymową tytułu, bo na poznawanie różnorodności nigdy nie będzie za daleko, co najwyżej o jeden ląd za blisko.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

O jeden ląd za daleko [Jarosław Fischbach]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Podróżnicze

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *