Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Strażnik GUŁagu – Iwan Czistiakow

21 marca 2019

Strażnik GUŁagu: dziennik – Iwan Czistiakow
Przełożył Jan Cichocki
Wydawnictwo Bellona , 2012 , 301 stron
Literatura rosyjska

Do tej książki łagry oglądałam tylko z jednej strony drutów. Czytając wspomnienia więźniów i jeńców wojennych, nie zwracałam uwagi na pilnujących ich strażników. Byli dla mnie dobrowolnym ogniwem sytemu. Żywym elementem wyposażenia obozu jak wieżyczka, baraki czy druty. Nigdy nie zastanawiałam się, co stoi za opisami charakterystyk strażników kreślonych przez ich ofiary.
Nigdy.
Tę refleksję wywołał we mnie tytuł tej książki, chociaż z góry założyłam, że będzie w niej przede wszystkim obraz urzędnika oddanego idei komunizmu i przesiąkniętego ideologią marksistowsko-leninowską. No, bo kto właściwie dobrowolnie podejmował się takiej pracy?
Słowo, które musiałam z czasem wykreślić z tego pytania to „dobrowolnie”.
Autor tych wspomnień dostał odgórny nakaz wyjazdu do służby przy budowie Bajkalsko-Amurskiej Magistrali Kolejowej (w skrócie BAM) jako dowódca plutonu:

Wikipedia

Jak sam napisał – Wezwali i jedź. Po prostu musiał, a jako bezpartyjny, nie miał oparcia w strukturach partyjnych i związkowych, które chroniły swoich członków między innymi przed BAMłagiem. Nowym, wielokilometrowym projektem GUŁagu, do którego nikt nie chciał trafić (władze miały problem z naborem), a który opisał w dwóch zeszytach:

Zawarł w nich nie tylko obraz ciężkich warunków bytowych w obozach nazywanych falangami, nieekonomicznego i nieefektywnego sytemu zarządzania nimi, procesu samej budowy i stachanowskiego współzawodnictwa, ale przede wszystkim wewnętrzny portret psychologiczny człowieka, który chciał normalnie żyć, uczyć się i pracować, być zwykłym obywatelem, a został zmuszony do doznawania uroków łagru. Czuł się w nim jak w więzieniu, a świat widziany wokół traktował jak miejsce zesłania, by z czasem, czego obawiał się najbardziej, zdziczeć tak, jak inni strażnicy, odnotowując – Jednak wrastam w BAM. Niepostrzeżenie, sytuacja, obyczaje, życie – zasysają. O samych więźniach jest w tym dzienniku niewiele, bo oczywiście można pisać o zekach, ale wtedy gdy własne życie jest urządzone i jesteś spokojny. Gdy masz zapewnione przynajmniej minimum. Wtedy można zainteresować się życiem innych. A jego życie według niego, nie różniło się niczym w porównaniu z zekiem. Dlatego skupia się przede wszystkim na sobie, na własnych rozczarowaniach przygnębiającym miejscem, skrajnymi warunkami bytowymi, podupadającym zdrowiu, a zwłaszcza psychicznym wyczerpaniu, stresującej pracy, dyscyplinie opartej na strachu i rewtrybunale, podwładnych, którym bliżej do małpy niż do człowieka i zwierzchnictwie, które straszy konsekwencjami, wymaga bez logiki, karze bez przyczyny i krzyczy. Pełnomocnik krzyczy, pomocnik do spraw politycznych krzyczy, naczelnik trzeciego oddziału krzyczy. Wszyscy krzyczą. I nikt nie słucha, za to każdy szpieguje i donosi. Z goryczą pisze – Głupio się czuję wśród takiej kadry dowódczej – niekulturalni, nieuprzejmi, słabo wykształceni. To dlatego przez cały dziennik przewija się jedna myśl zawarta w często pojawiającym się pytaniu – Jak wydostać się z BAM-u? – by dojść do groteskowego wniosku, że są dwie drogi ku wolności – samobójstwo lub przestępstwo. Do pierwszego przymierzał się kilkakrotnie (samobójstwa wśród strażników nie były rzadkie), a o drugim myślał – Za cenę utraty wolności zyskam wolność.(…) Tak zmienił mnie BAM. Tak zmienił moje myśli. Uczynił przestępcą.
Te codziennie, przez rok, od 9 października 1935 roku do 17 października 1936 roku, odnotowywane przemyślenia i refleksje ukazują przerażający koszmar systemu totalitarnego od wewnątrz, w którym każdy mógł być więźniem lub strażnikiem, a granica formalna między nimi była bardzo płynna. Jedyne co łączyło tych ludzi to nadzieja czerpana z piękna otaczającej natury. Autor dziennika nie tylko notował, ale i ilustrował tekst rysunkami:

Przede wszystkim o tematyce przyrodniczej:

Przeglądając reprodukcję dziennika umieszczonego na końcu książki, przypominały mi się niedawno czytane wspomnienia z podobnymi rysunkami Jefrosinii Kiersnowskiej, więźniarki łagrów.
Dziennik autora urywa się gwałtownie. Ze wstępu Iriny Scherbakovej umieszczonego na początku książki, dowiedziałam się, że prawdopodobnie z powodu aresztowania. Autor przeczuwał to. Musiało wszystkim wydawać się podejrzane to jego notowanie i malowanie, pisząc – Co będzie, jeśli te linijki przeczyta trzeci oddział albo wydział polityczny? Zrozumieją to ze swojego punktu widzenia.
Autor zginął na froncie, ale dziennik cudem przetrwał w rodzinnych archiwach dalekich krewnych, którzy przekazali go Stowarzyszeniu Memoriał w Moskwie. O tej wyjątkowej instytucji i charakterze jej działalności mogłam przeczytać obszerną informację umieszczoną na końcu książki. Wpisy autora uzupełniają listy pisane przez więźnia BAM-u.
Jak pisze Irina Scherbakova, dzienniki są wyjątkowym dokumentem z drugiej strony drutów i prawdopodobnie w ogóle jedynym takim zachowanym źródłem o BAMłagu z lat 30. XX wieku. Dla mnie jednak są przede wszystkim obrazem człowieka zniewolonego psychicznie i moralnie, doprowadzonego do depresji przez system, w którym nie ma znaczenia, po której stronie drutów się stało. W obu przypadkach było się więźniem z bardzo tanim życiem, w którym każdy dzień stawał się jego pomnikiem nagrobkowym…

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 Budowa BAM-u pochłonęła tysiące istnień ludzkich. Jadąc wirtualnie po jego torach, przypomniała mi się czyjaś refleksja, że tory BAM-u leżą na ludzkich zwłokach. W tym kontekście ten stukot kół o tory na tle ciszy jest przejmujący…

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Wspomnienia powieść autobiograficzna

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *