Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Strach – Jan Tomasz Gross

21 marca 2019

Strach: antysemityzm w Polsce tuż po wojnie: historia moralnej zapaści – Jan Tomasz Gross
Wydawnictwo Znak , 2008 , 343 strony
Literatura polska

Tuż po premierze tej książki, czyli kilka lat temu, koleżanka znająca moje zainteresowanie tą tematyką, zapytała co sądzę o tej pozycji. Odpowiedziałam – Sadzę, że nie będę jej czytać, bo ja to wszystko wiem. A potem wybuchła zajadła wojna na niemalże śmierć i życie jestestwa polskości, o honor Polaków i Polski, wzywająca na świadka Boga, odżegnująca pisarza od czci i wiary, z agresywną szarżą na antypolskość i brak patriotyzmu w osobie autora i z inwektywami w ustach wypluwanymi na napisaną przez niego treść.
Byłam w szoku!
Dlaczego moje dotychczasowe źródła wiedzy o antysemityzmie w Polsce nie były tak zajadle atakowane, z taką zawziętością krytykowane, z taką pasją piętnowane? Dlaczego nie wzbudzały tylu emocjonalnych polemik angażujących w dyskusje zarówno pana Miecia spod sklepu spożywczego, znanych celebrytów z branży rozrywkowej, jak i głośne nazwiska z elity intelektualnej i politycznej? Dlaczego nie było tak licznych i liczących się w branży mediów, które napisałyby lub zabrałyby głos tak, jak w spawie Strachu? I co ciekawe, bez względu na to, czy była czytana, czy też nie, każdy miał na jej temat swoje zdanie. Czuł się wręcz zobowiązany na jej temat mieć.
Dlaczego?
Bo moje źródła informacji były przez wiele lat wyłuskiwane z kontekstów czytanych powieści (chociażby Urodzony z wiatru Marka Harnego), którym można zarzucić konfabulację pisarza. Z przesłania poezji Czesława Miłosza, którego i tak posądza się o antypolskie nastawienie. Ze wspomnień samych Żydów (lista tytułów jest bardzo długa), którym można zarzucić subiektywizm i stronniczość. Ze wspomnień Polaków, które można złagodzić i usprawiedliwić dodaniem posłowia znanego historyka, tłumaczącego kontekst wydarzeń i ich „prawidłową” interpretację. I wreszcie z opracowań samych historyków, którzy posiadali monopol na prawdę. Tę łagodną, podaną estetycznie, małymi dawkami, żebym się przez przypadek nie zakrztusiła. Moja wiedza zdobywana z takim trudem, amatorską metodą czytania miedzy wierszami, wyciągania wniosków z niedopowiedzeń i budowana z cierpliwie zbieranych ziarenek informacji rozsypanych w książkach, audycjach radiowych, filmach (reportażu filmowego o ojcu Henryka Grynberga nie potrafię i nie chcę zapomnieć), z ograniczonym dostępem do wielu źródeł, była łatwa do obalenia, do zdeprecjonowania, do zlekceważenia. Liczyło się kłamstwo, które wielokrotnie powtarzane stało się niepodważalną prawdą. Jedyną obowiązującą prawdą. Świętą prawdą.
I znalazł się ktoś, kto miał tego dosyć, kto odważył się ściągnąć tę świętość z piedestału i powiedzieć, że jest naga. Żeby już nie użyć trzeciego rodzaju prawdy z dosadnej góralskiej teorii poznania przytaczanej przez księdza Józefa Tischnera.
Ja też miałam już dosyć łagodzenia faktów, dosyć szumu zagłuszającego glosy świadków tragicznych wydarzeń, dosyć lekceważenia przeżyć uczestników zdarzeń, dosyć niszczenia dowodów lub ich „poprawiania”, dosyć marginalizowania niewygodnych zachowań Polaków, dosyć spychania ich w statystykach do ilości śladowych, dosyć piętnowania ludzi mówiących inną prawdę, dosyć hałasu, kłótni i lekceważenia mojej wiedzy. Chciało mi się krzyczeć.
Ciszej nad tą trumną!
Chciałam usłyszeć tych, których do głosu nie dopuszczano albo bagatelizowano. Chciałam faktów, konkretów i dowodów, którym nikt nie zarzuciłby nadmiernej wyobraźni pisarza, stronniczości poety, nadinterpretacji zeznań świadka i naiwności odbiorcy czyli mojej.
Ta książka wszystko to, czego chciałam, dała mi.
Nie tylko rzetelne, naukowe podejście do tematu (autor jest urodzonym w Polsce profesorem Uniwersytetu Princeton w USA), poparte konkretnymi faktami, materiałami ikonograficznymi (przerażające w swojej wymowie), dowodami w postaci relacji świadków, protokołów zeznań z przesłuchań, raportów służb mundurowych, odezw do ludności, oświadczeń hierarchów Kościoła katolickiego, tekstów z ówczesnej prasy z licznymi przypisami i odsyłaczami do obszernej bibliografii, którą mogę sobie skonfrontować, sprawdzić. I jestem autorowi za to wdzięczna, a żal mam… No właśnie, do kogo? Komunistów? Nauczycieli? Sąsiadów? Księży? Nawet nie wiem na kogo mam być wściekła, za wychowywanie mnie w półprawdzie, za trzymanie z dala od wiedzy, do której jako Polka mam pełne prawo. Efekt o jaki chodziło wszystkim trwającym w strachu przed wydaniem prawdy o Polakach może być odwrotny do zamierzonego w przypadku najmłodszych pokoleń, do których się zaliczam. W dążeniu do sedna prawdy, do budowania przyszłości Polski na prawdzie, jesteśmy niebezpieczni. Bo ja nikogo nie skrzywdziłam, nie jestem skażona strachem, nie jestem zobowiązana do zmowy milczenia i potrafię przyjąć godnie grzechy moich przodków. Tak jak zrobili to młodzi Niemcy, którzy mieli o wiele trudniej. Mieli przeciwko sobie potępienie całego świata, a my mamy tylko samych siebie i nie potrafimy sobie dać z tym rady.
Tematyki nie porzucam. Książka, mimo że odpowiedziała mi na wiele pytań, pozwoliła na stworzenie całości obrazu antysemityzmu w Polsce i jego kontekstów historycznych, wyjaśniła przyczyny wielu współczesnych zjawisk społecznych (dlaczego tolerowany jest antysemityzm w Kościele katolickim, z powodzeniem wykorzystywany w kampaniach politycznych, dlaczego z taką porażającą mocą zaraża najmłodsze pokolenia i dlaczego ci, którzy pomagali Żydom nadal boją się o tym mówić), jednak nie odpowiedziała na fundamentalne pytanie – Skąd się w ogóle wziął antysemityzm?
Odpowiedź, mam nadzieję, znaleźć w kolejnej, bardzo niepozornej książeczce, którą widać poniżej:

 

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *