Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Śledztwo i płeć – Bernadetta Darska

21 marca 2019

Śledztwo i płeć: o bohaterkach powieści kryminalnych – Bernadetta Darska
Wydawca Stowarzyszenie Artystyczno-Kulturalne Portret , 2011 , 2 tomy
Dylogia ; Tom 1 – 389 stron ; Tom 2 – 301 stron
Literatura polska

Kiedy w odwiedzanym przeze mnie blogu A to książka właśnie!, którego twórczynią jest również autorka tego dwutomowego opracowania, zobaczyłam możliwość wygrania jej najnowszej publikacji – zawahałam się, czy zgłosić swój udział. Nie byłam pewna, czy to opracowanie jest dla mnie i czy warto poznawać kobiece bohaterki serii kryminalnych, których się nie czytało. Tak, tak jestem jedną z niewielu, która jeszcze nie poznała Aleksandry Marininy i Charlaine Harris oraz prawdopodobnie ostatnią czytelniczką na świecie nieznającą Milenium Stiega Larssona. Za wzięciem udziału w loterii przemawiała ciekawa tematyka wpisująca się w nurt genderowski oraz dobrze mi znany i lubiany przeze mnie styl przekazu autorki, o którym napiszę później, bo jest bardzo charakterystyczny. Chwila ważenia za i przeciw i… zgłosiłam się, a potem… wygrałam!
Cieszyłam się, ale gdzieś tam na dnie emocji tkwiła dokuczliwa niepewność, czy aby na pewno te książki są dla mnie. To uczucie zaczęło powoli znikać nie po wstępie poprzedzającym treść zasadniczą, który może przeciętnego czytelnika trochę onieśmielić (dlaczego? – napiszę później), ale już po pierwszym podrozdziale, którego bohaterką była Mallory stworzona przez Carol O’Connell, by ostatecznie zniknąć wraz z napotkanym zdaniem autorki we wstępie do drugiego tomu – Byłabym usatysfakcjonowana, gdyby czytelnikami tej książki okazali się nie tylko ci, którzy próbują naukowo uporządkować różne odsłony kultury popularnej (naukowcy i studenci), ale też ci, którzy po prostu lubią czytać kryminały i których pociąga niebanalna rozrywka. Mam nadzieję, że właśnie takie osoby zainteresują opisywane w obu tomach książki postaci. Żałuję bardzo, że to zdanie nie zostało umieszczone we wstępie do tomu pierwszego. Oszczędziłoby mi to rozterek, dodało odwagi i bardziej ośmieliło, jako przeciętną (a z powodu nieznajomości ikony ostatnich kilku lat – Stiega Larssona – mniej niż przeciętną) czytelniczkę kryminałów do stawienia czoła poważnie brzmiącemu, naukowemu podejściu do, prezentowanego i omówionego we wstępie do pierwszego tomu, zagadnienia. Cytowane wcześniej zdanie świetnie podkreśla również dwoistość możliwości odbioru opracowania przez dwa rodzaje odbiorców – profesjonalistów i zwykłych czytelników. Z jednej strony jest pracą badawczą, ściśle kierującą się zasadami metodologii jej pisania, stworzonej przez literaturoznawczynię z naukowym tytułem doktora, w której jest wstęp z jasno postawioną tezą, określeniem metod pracy, przeprowadzoną wstępną diagnozą sytuacji powieści kryminalnej na tle szeroko pojętej literatury, wymienionymi powodami obrania właśnie tego zagadnienia do analizy (to może trochę przerażać i lekko zniechęcać czytelnika-amatora), ale z drugiej strony tę powagę równoważy, co ja piszę!?, totalnie niweluje i unicestwia treść zasadnicza – 29 przebogatych charakterystyk bohaterek najbardziej znanych i popularnych serii kryminalnych, które ukazały się w dwóch, ostatnich dekadach na polskim rynku wydawniczym, autorów pochodzących między innymi z takich krajów jak: Izrael, Polska, Rosja, Islandia i oczywiście obowiązkowo z obszaru Skandynawii. Opisy pełne emocji, tajemnicy, napięcia i intelektualnej przygody. Autorka potrafi zbudować napięcie, przy jednoczesnym zachowaniu sekretu morderstwa, skupiając się głównie na kobiecych bohaterkach, zamieszanych w śledztwo z powodów zawodowych, hobbystycznych lub osobistych. Ich sfera zawodowa, społeczna, osobista, a nawet intymna jest najważniejsza, bo to one wpływają na budowanie kobiecego stereotypu i jego roli w środowisku społecznym, a tym samym bywa dowodem na to, jak zmienia się sposób opowiadania o zbrodni i jak ewoluuje postać detektywa. Autorka wyczytuje więc z tekstów maksimum informacji o detektywkach, policjantkach, profilerkach, antropolożkach i śledczych-amatorkach (dorosłych i nastoletnich) tropiących morderców, szperając zarówno w ich umysłach, jak i przyglądając się uważnie ich wyglądowi fizycznemu, prześwietlając ich przeszłość, sytuację rodzinną, towarzyską i zawodową. Bez oporu zaglądając im do miejsc pracy, do domów, do garnków, do łóżka, a nawet do majtek (sic!). O to ostatnie mam żal do autorki, że w opisie intymnego pożycia bohaterów poszła o jedną scenę za daleko. A właśnie na tę serię Charlaine Harris z Harper Connelly w roli głównej, nabrałam największej ochoty. A tu lipa, bo znam szczegółową budowę anatomiczną CAŁEGO (tak, tak, tej części również!) ciała jej przyszłego kochanka. A przecież niepewność rozwoju związków damsko-męskich jest równie ważna i absorbująca, co sama zbrodnia i jej sprawca. I nie przyjmuję do wiadomości, że nauka i dobro opracowania wymaga poświęceń, zwłaszcza, że we wszystkich pozostałych przypadkach świetnie udawało się nieuchylanie najważniejszych rąbków tajemnicy z fabuły powieści.
Czyżby autorka dała się ponieść emocjom?
Byłaby to jakaś odmiana, bo sposób przekazu i język jakim się posługuje, jest ich całkowicie pozbawiony, a który określiłabym wyrażeniami – precyzja lasera i ostrość skalpela. Autorka nisko pochyla głowę nad tekstami i w skondensowany, syntetyczny, a jednak szczegółowy sposób relacjonuje zawarte w nich treści bardzo chłodnym, przejrzystym i logicznym do bólu językiem , w którym nie ma miejsca na własne emocje, konfabulacje i „wydaje mi się” czy luźne dygresje niezwiązane z tematem. To umysł obiektywnego badacza, a nie bajarza. To nie wada, to tylko inny sposób opowieści, wyjaśniania i tłumaczenia rzeczywistości. Przy tym często swoje myśli ilustruje tekstami z literatury podmiotu lub przytacza przeciwstawne sobie teksty krytyczne innych autorów z literatury przedmiotu (docenia wartość przemyśleń blogerów prowadzących blogi książkowe! – nasi górą!, nasi górą!), samej czasami z nimi polemizując. A wszystko to skrupulatnie dokumentuje, podając w przypisach źródło, z którego wiedzę czerpała. I co ciekawe, ten zdawałoby się chłodny styl, wykluczający moje zaangażowanie w treść, pochłonął moją uwagę całkowicie i bez reszty.
Ale nie do końca taki obiektywny, jak mi się zdawało. W dwóch przypadkach charakterystyka kobiety, przyjęła lekko formę krytyki, zamieniając się troszeczkę w recenzję literacką całej serii. W obu przypadkach dotyczyło to polskich serii – Izabeli Szolc i Katarzyny Rygiel.
Całość wydania wyposażona w przebogaty i prawie (dlaczego? – napiszę później) idealny aparat informacyjny książek. Jest więc w nich niezbędny spis treści z tytułami rozdziałów głównych i podrozdziałów, indeks osobowy autorów tekstów, bibliografie załącznikowe zarówno wykorzystanych tekstów, jak i zamieszczonych powieści kryminalnych i to, co mnie, osobie planującej czytanie wymienionych cyklów, przyda się najbardziej – ułożony chronologicznie spis tytułów kolejnych tomów poszczególnych serii. To bardzo ważne udogodnienie, porządkujące bałagan spowodowany nierzadko przez same wydawnictwa.
A dlaczego użyłam słowa „prawie” odnośnie do umieszczonego aparatu informacyjnego książki?
Bo rysą na tym ideale jest umieszczenie imienia przed nazwiskiem autora w opisie bibliograficznym, kiedy normy bibliograficzne mówią o kolejności dokładnie odwrotnej. Chociaż muszę przyznać, że kolejność alfabetyczna według nazwisk została zachowana. Oczywiście ten drobiazg nie ma absolutnie wpływu na zawartość merytoryczną opracowania, może co najwyżej być niewygodnym dla czytelnika podczas wyszukiwania w bibliografiach załącznikowych interesujących go pozycji. Bardziej zmartwiła mnie inna rzecz.
Brak zakończenia.
Uzasadniony w podrozdziałach, bo cykle są nadal otwarte, niezakończone, ale na końcu całości, już nie. Wprawdzie kilka zdań rozproszonych zauważyłam we wstępach do obu tomów, ale to za mało i nie w tym miejscu. Pozostawienie mnie sobie samej z własnymi myślami, bez podsumowania, może i jest ciekawym zawieszeniem oraz okazją do własnego dopowiedzenia, ale i ograniczeniem możliwości do polemiki z ewentualnymi wnioskami autorki, zwłaszcza, że ona sama właśnie tego oczekuje od czytelników mówiąc – Książka ta nie stanowi wyczerpującego opracowania zagadnienia. Skłonna byłabym raczej traktować ją jako pretekst do dyskusji i dalszych poszukiwań.
I to jest clou tego opracowania, chociażby ze względu na innowacyjność, unikatowość i rozwojowość tematu w polskiej literaturze krytycznej i niską rangę powieści kryminalnych w niej w ogóle, które, jak sama autorka podkreśla, bardzo rzadko są przedmiotem uwagi krytyków literackich i akademików, ignorujących znaczenie literatury popularnej, jej wartości, jako metody diagnostycznej, badającej zjawiska zachodzące w społeczeństwie oraz niedostrzegających treści, które są o wiele ambitniejsze niż bylibyśmy skłonni przypuszczać. Kiedyś jej rangę oddani czytelnicy i miłośnicy kryminałów podnosili przywołując autorytet znanego i uznanego filozofa Władysława Tatarkiewicza, który kryminały lubił i czytał (chociaż za jego prawdziwość głowy nie dam sobie uciąć), wiec siłą rzeczy, nie mogą być takie niewartościowe i miałkie. Teraz czytelnik dostał do ręki (a zwłaszcza czytelniczka) broń, którą za każdym razem może wyjąć z zanadrza i spacyfikować nią pogardliwą minę lub wzruszenie ramion z tego tylko powodu, iż pasuje do niej bardzo pojemna i wieloznaczna etykieta „popularna”.
To opracowanie powiększyło moje pole widzenia o kilka stopni, przydając mu szerszą perspektywę widzenia. To trochę tak, jakbym odzyskała ostrość widzenia i moc dostrzegania rzeczy wcześniej przede mną ukrytych, a przez to niedostępnych.
Przejrzeć na nowo – bezcenne.

 

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 

Śledztwo i płeć [Bernadetta Darska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

 

 

A to moja wygrana z autografem autorki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *