Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Rublowka – Walerij Paniuszkin

21 marca 2019

Rublowka – Walerij Paniuszkin
Przełożyła Agnieszka Sowińska
Wydawca Agora , 2013 , 220 stron
Seria Biblioteka Gazety Wyborczej ; Podseria Reporterzy Dużego Formatu
Literatura rosyjska

W co grają ludzie? – pytał i odpowiadał w swojej książce pod tym samym tytułem psychiatra Eric Berne. Autorowi z kolei tej książki było mało. Zawęził to pytanie do swoich rodaków, zastanawiając się – W co grają Rosjanie? I równie wnikliwie, niczym wytrawny może nie psychiatra, ale na pewno psycholog społeczny, przeanalizował jeden dzień z życia (a metaforycznie całe życie) Rosjan, dzieląc swoją opowieść, opartą na obserwacji oraz rozmowach i wywiadach z konkretnymi osobami, na cztery części – ranek, dzień, wieczór i noc.
Ale uwaga!
Nie tych Rosjan, których poznałam w reportażach Wacława Radziwinowicza Gogol w czasach Google’a, ale wyjątkową ich odmianę. Bardzo zróżnicowaną pod każdym względem (pochodzenia, religii, zachowania, hobby), ale posiadającą jedną, wspólną cechę – rezydencję w podmoskiewskiej dzielnicy Rublowka, zaznaczonej na dołączonej do tekstu mapce czarnym kwadratem:

 

Napisać o tak położonej posiadłości – dom, byłoby kłamstwem, bo jak nazwać działkę, na której stoją obok siebie: więzienie, fiński domek, górska chata i zamek – wszystkie puste, bo gospodarz mieszka w piątym domu, ponieważ jest zbudowany według najnowszej mody? Ale to jeszcze nie zrobiło na mnie wrażenia, no bo, co takiego wyjątkowego jest w tych ludziach, że warto o nich pisać? To że mogą sobie pozwolić na kupno pierścionka w cenie niewielkiej posiadłości, posiadłość w cenie niewielkiego kraju, łódki w cenie niewielkiego lotniskowca, to dla mnie za mało. Przecież dzielnice ludzi bardzo bogatych istnieją w każdym mieście łącznie z najbardziej znaną – Manhattanem. Bohaterem wielu powieści i filmów. Daj mi Walerij coś – domagałam się od autora – co mnie zaciekawi poza odpowiedzią na pytania, które sobie postawiłeś – Co jedzą, co piją, w co wierzą, ku czemu dążą, czego się boją, na co mają nadzieję… I – a niech ich czort! – skąd mają tyle pieniędzy? Bo ja to wszystko już wiem! Moja ciekawość została wielokrotnie zaspokojona właśnie dzięki książkom do niej się odwołującym. Wypracowałam sobie nawet nieodkrywczy wniosek – w tym zakresie nie różnią się od siebie niczym. Daj mi zatem coś – domagałam się dalej – co wyróżni twoją opowieść spośród innych, niestety monotematycznych i podanych w lekkiej formie. Coś, co udowodni, że zasłużyłeś na pojawienie się w cyklu Reporterzy Dużego Formatu, że nie jesteś nianią w Nowym Jorku albo „seksem w wielkim mieście”, a już nie daj młodzieżowym wydaniem Błękitnokrwistych – też z Manhattanu!
I odpowiedział już we wstępie, pisząc – przepaść między właścicielami domów a resztą populacji jest nie tylko finansowa, ale i – by tak rzec – kulturowa. O, to już jest coś! – pomyślałam. Historia Rublowki i wyjątkowy charakter tego miejsca, istniejącego od czasów Iwana Groźnego aż do dzisiaj, może zaciekawić na tyle, że miałabym ochotę na tę obietnicę widniejącą na okładce tytułowej:

 

Ale to nadal tylko ciekawość. Chciałam… Co tam! Żądałam więcej! Domagałam się wątku, który sprostałby serii, który odkryłby przede mną wiedzę jeszcze mi nieznaną. Może pomógł zrozumieć nowobogackich Rosjan? I nagle dojrzałam to kluczowe słowo w prezentowanej powyżej obietnicy – władza. Kolejny czynnik, obok kulturowego, wyróżniający mieszkańców Rublowki. Nie pieniądze, nie sława, nie wygodne życie (bo ono tam nie jest takim, kiedy Władimir Putin rano jedzie na Kreml i trzeba tkwić w korku prawie godzinę), nie chęć spokojnego życia wśród zieleni na obrzeżach zatłoczonej Moskwy, nie po to, żeby rozkoszować się luksusem, kochać i być kochaną, wychowywać dzieci, realizować się w pracy, sportowych pasjach, mizdrzyć się w pięknych strojach, smacznie jeść, spacerować na świeżym powietrzu… Nie! To już nawet nie potrzeba, ale narkotyczny głód władzy, który autor nazywa grą o nazwie „Życie”, a której graczami są wszyscy na Rublowce – z wyjątkiem dzieci karmionych piersią – dodaje z charakterystyczny sarkazmem w swoich wywodach autor. To dla konkurencji „Życie” i zwycięstwa w niej, Rosjanie kupują dom po cenie, za którą można kupić praktycznie każdą willę nad praktycznie każdym morzem, praktycznie każdy górski dom w praktycznie każdych górach, dowolne mieszkanie w Nowym Jorku, Paryżu, Londynie… Ale nie, chcą na Rublowce, bo to jedyne miejsce, z którego można wystartować w Grze.
I to jest ten wątek, który mnie przekonał do sensu tej publikacji, całkowicie pochłaniając moją uwagę, która domagała się odpowiedzi na to samo pytanie, niedające spokoju autorowi – Dlaczego dają się wciągnąć w tę Grę? Grę, która zabiera im 90% czasu (reszta to hobby z czego 5% na pokaz), by w niej być, wskoczyć na wyższy poziom lub z niej wypaść, niszczyć innych lub samemu być zniszczonym. Krążyłam z autorem po Rublowce docierając do znanych osób z nazwiskami z pierwszych stron mediów i do tych mniej znanych, ale nie mniej potężnych w grze, zbierając informacje potrzebne do uzyskania odpowiedzi, usilnie dociekając sensu celu i zasad.
Zobaczyłam najbardziej wyrafinowaną grę świata o najszerszej skali zniszczenia (przykład jednego z największych przegranych – Michaił Chodorkowski) i najkrwawszych skutkach (morderstwa i samobójstwa). Jedynym graczem, który umarł w sposób naturalny był Borys Jelcyn. Na Rublowce nie ma śmierci, nie ma więc cmentarzy, bo wszyscy jej mieszkańcy są nieśmiertelni. Ba! Są mocno o tym przekonani i jeszcze mocniej w to wierzą!
Ale najciekawszym było to, że te zniszczenia i skutki oglądam sobie codziennie w mass mediach, nieświadoma roli świadka tej Gry, dziwiąc się, jak to możliwe w państwie, bądź co bądź, demokratycznym, w którym prezydent publicznie każe obniżać ceny w sklepach albo podpisywać zobowiązania „grubym rybom” w obecności kamer niczym car-batiuszka. I to, co dla autora było zaspokojeniem zwykłej ciekawości, bo mechanizmy znał jako Rosjanin, to dla mnie, człowieka z zewnątrz dziwiącemu się absurdom i paradoksom w Rosji i rosyjskiej polityce, było odkryciem pozwalającym te ostatnie zrozumieć. Obnażeniem rosyjskiej polityki ściśle związanej z pieniędzmi i władzą. Swoistą instrukcją do odkodowywania informacji przekazywanych zza granicy moich wschodnich sąsiadów. Swoistą zdradą sekretów Gry kierującą zachowaniami znanych Rosjan, po ujawnieniu których wcale nie jest mi już do śmiechu, widząc Putina na moto lotni przewodzącemu żurawiom czy memy ukazujące w krzywym zwierciadle niebieskie koguty na dachach aut, będących plagą moskiewskich ulic i wcale nie myślę już o postawie patriotycznej Wiktora Wekselberga skupującego jajka Fabergé. Od tej książki widzę Grę (ależ tu idealnie pasuje pojęcie „rosyjskiej ruletki”!), w której nie ma zasad, a właściwie jest jedna – brak zasad. Nie do ogarnięcia, ale paradoksalnie – co chwilę ulega zmianie. I żebym dobrze zrozumiała jej działanie, autor porównał ją do gry komputerowej, podstawiając pod rodzaje grup nazwy realne warstw rublowskiego społeczeństwa, pod graczy konkretne nazwiska, pod zespoły graczy konkretne grupy lub środowiska, a pod tytuły podrozdziałów nazwy kolejnych jej poziomów. Wprowadził w niej nawet pojecie religii, której gracze-wyznawcy czczą jednego boga – Pieniądze. W której nie ma „seksu w wielkim mieście”, bo jaki seks można mieć na Rublowce w hotelach, w specjalnie wynajętych albo kupionych do uprawiania niewierności małżeńskiej domach z przypadłością impotencji, jako skutku ubocznego udziału w Grze. A już na pewno nie w domu z małżonką, bo wiadomo, że jest jedną z tych dziewcząt, które „wychowywano na sprzedaż”. I zdanie, które mnie najbardziej przeraziło, a które poddaję pod rozwagę wszystkim romantyczkom próbującym zdobyć bogatego Rosjanina – W Wielkiej Rublowskiej Grze kobiety niezmiennie uważane są za istoty o niższym statusie, pozbawione umiejętności myślenia i mówienia. Pełnią rolę kolejnego, niezbędnego atrybutu czy relikwii. Tak samo jak dzieci i wszystko, czym się otacza mężczyzna.
Wielka Gra jest najważniejsza.
A najbardziej obiecujące w niej jest to, że można ją przejść do końca, wychodząc z niej, a właściwie będąc z niej wyplutym, bo z Gry się żywym nie wychodzi. Wabi niczym syreni śpiew o milionowej wygranej w totolotka. To nieważne, że udało się to tylko nielicznym i ci nieliczni mówią do Walerego, brzmiąc niczym Kohelet – Wszystko jest prochem. Kolekcja, firma, dom – wszystko jest prochem. Nie tylko może stać się prochem, ale jest prochem. Nieważne!
Liczy się tylko i wyłącznie udział w Wielkiej Grze.
A ja sobie siedzę przed telewizorem i obserwują ją niczym Wielki Brat. I wiecie co?
Dobrze mi z tym!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Rublowka [Walerij Paniuszkin]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fakty reportaż wywiad

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *