Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Rosso Instanbul – Ferzan Özpetek

21 marca 2019

Rosso Instanbul – Ferzan Özpetek
Przełożyła Gabriela Hałat
Wydawnictwo Claroscuro , 2016 , 125 strony
Seria Ścieżki Życia
Literatura włoska

Reżyser napisał książkę!
Dlaczego nie? Może. Zrobił to Emir Kusturica swoją autobiografią Gdzie ja jestem w tej historii? i wielu innych, może i Ferzan Özpetek. Jednak zawsze zadaję sobie pytanie w przypadku reżyserów niszowych, czy najpierw obejrzeć jego filmy, czy przeczytać książkę? W przypadku Ferzana Özpeteka nie ma to znaczenia, bo wszystkie filmy są w jego opowieści. Przeczytać ją, to obejrzeć je w pigułce. Autor zbudował właściwie dwie, osobne, naprzemiennie opowiadane fabuły stykające się i krzyżujące w kilku wątkach, chociaż miejsce akcji jest wspólne – Istambuł.
Miasto czerwone od krwi (pierwsze znaczenie tytułu Rosso Istanbul) dla Anny, głównej bohaterki pierwszej historii, którą rozpoznawałam po uprzedzającym tytule ONA i narratorze zewnętrznym. Kobieta cieszyła się na ten wyjazd z mężem Michelem i towarzyszącą im młodą parą, na zwiedzanie Istambułu, którego nigdy nie widziała, na proszone przyjęcie, na wakacje w gronie bliskich i wreszcie na wspólnie spędzony czas. Nie przypuszczała, że radość zamieni się w koszmar, który postawi ją na ostrym zakręcie życia, ale zapoczątkuje też wolność unoszenia się z prądem nowego. Ta część opowieści to fikcja, bardzo przypominająca mi filmy reżysera i ich sposób narracji. Brakowało mi tylko charakterystycznej muzyki, którą słyszałam w tle, a co rzadko mi się zdarza podczas oglądania filmu. Tworzy ją przyjaciółka autora, a zarazem królowa tureckiego popu – Sezen Aksu.
Druga fabuła to spacer po mieście dzieciństwa autora czerwonym od miłości (drugie znaczenie tytułu Rosso Istanbul), która miała charakter osobisty, a przez to niezwykle emocjonalny, wzruszający, refleksyjny i nostalgiczny. Momentami bardzo intymny, kiedy opisywał starzejącą się matkę, własną orientacje seksualną czy ujawniał tajemnicę przeszłości ojca. To w tej części opowieści, wyróżnianej tytułem ON i pierwszoosobową narracją, dowiedziałam się o narodzinach i początkach filmowej pasji, przyczynach czynienia głównym tematem filmu miłości we wszystkich jej odmianach (romantycznej, egoistycznej, altruistycznej, bezinteresownej, zdradzonej, kalekiej, niespełnionej, niemożliwej, a nawet niewydarzonej) i konfiguracjach (homoseksualnej, biseksualnej, małżeńskiej, pozamałżeńskiej czy matczynej). Miłości, która nie zaczynała się i nie kończyła tylko na seksie, ale działa się w uczuciach, którymi rządziły tajemnicze prawa. Niedostępne człowiekowi. To te prawa, te tajemnice, autor próbował zgłębiać w swoich filmach i opowieści, wkraczając w intymny świat swoich bohaterów i przeprowadzając retrospekcyjną analizę na sobie, by pokazać ich ulotność, ułudę, nieuchwytność, miraż, niepojętość, niewytłumaczalność. By dojść do wniosku, że jedyne, co nam pozostaje, to wejście w tajemnicę. Trzeba przestąpić próg, przekroczyć granicę. I starać się, by w tej tajemnicy pozostać możliwie jak najdłużej.
I uczyć się!
Czego można nauczyć się od miłości? Tego, że istnieje – odpowiada autor. Nigdy nie przypuszczałam, że odpowiedź może być tak prosta, a jednocześnie tak pełna treści. Bardzo wymownej dla osób, które w nią nie wierzą. Być może fascynację miłością zaszczepiła mu matka, która nawet w wieku osiemdziesięciu lat nie przestawała o niej myśleć, powtarzając niezmiennie synowi – Widzisz, serce moje, nie ma nic ważniejszego od miłości. Niby truizm, niemalże slogan, ale tak często zapominany, że muszą powstawać na ten temat filmy i opowieści, by stale o tym pamiętać. Być może ta fascynacja miała źródło we własnych doświadczeniach miłosnych do chłopca i dziewczyny w latach dorastania, które wspominał z rozrzewnieniem. Jednego dowiedziałam się na pewno – swoje historie człowiecze brał prosto z życia nie tylko swojego, ale i ludzi, których pilnie obserwował wokół. Uwalniał w filmach ich sekrety zamknięte w umyśle, marzeniach, tęsknotach i planach. To dlatego zgodził się z usłyszaną o sobie opinią – złodzieja ludzkich historii. Dowiadując się aż tyle z tej na poły autobiografii, na poły fikcyjnej opowieści, można nareszcie zacząć oglądać filmy.
Ale odradzam!
Takie podejście pozbawia ogromną i niezwykłą przyjemność samodzielnego odkrywania skomplikowanego świata emocji w filmach, a także wątków, bohaterów, tematów, suspensów, zdarzeń czy miejsc z filmów w powieści. Znajomość filmów przed przeczytaniem książki, dała mi możliwość czytania historii autora z kluczem, w której jedna fraza, wyrażenie, a nawet wyraz, otwierały mi drzwi do konkretnego filmu, będącego konotacją, rozwinięciem i poszerzeniem sygnalizowanego tematu. Zaangażowana wędrówka autora i Anny, jako turystki, po współczesnym i dawnym Stambule była dla mnie podróżą również po filmach. Hammam czyli łaźnia turecka, harem, śmiertelny wypadek, zdrada, homoseksualizm i wiele, wiele innych natychmiast wyławiały z mojej pamięci tytuły konkretnych filmów. Kiwałam wtedy głową, myśląc – tak, wiem o czym mówisz Ferzan.
Książka, filmy i ich autor to jeden świat spojony miłością.
Miłością ponad barierami kulturowymi i ograniczeniami czasowymi, którą opowiada na wiele sposobów, o wielu losach, o różnorodnych twarzach, o niejednoznacznych początkach i końcach, chcąc nadać jej sens. To dlatego mottem książki jest ten cytat:

A ja dodam od siebie – i zbawiennej roli miłości w tym wszystkim.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 Tutaj można posłuchać Sezen Aksu w filmie Magnifica presenza.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Wspomnienia powieść autobiograficzna

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *