Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Ornat z krwi – Krzysztof Beśka

21 marca 2019

Ornat z krwi – Krzysztof Beśka
Wydawnictwo Oficynka , 2013 , 578 stron
Seria ABC
Literatura polska

Zakręciła mną ta powieść!
Od początku bardzo mocno i może dlatego upadek końcowy trochę mnie zabolał. Powiem wprost – miałam pretensje do autora, że dopuścił prozę życia, która mnie z tej enigmatycznej podróży z powrotem ściągnęła na twardy, prozaiczny grunt współczesności. Bo na początku było cudownie tajemniczo. Gdziekolwiek bym się nie obróciła, dokądkolwiek nie zajrzała, w którąkolwiek stronę nie spojrzała – wszędzie widziałam zagadki i wskazówki do kolejnego rebusu. A to wydrapane na poręczy fotela denata, a to w ułamanym ramieniu krzyża, a nawet w Gwiazdozbiorze Łabędzia. Wszystko miało znaczenie. Nawet tytuły i podtytuły rozdziałów (Confiteor, Cygnus, Misterium fidei, Sanctus), których znaczenia dosłownego i kontekstowego dowiadywałam się w trakcie czytania. A żeby było jeszcze bardziej tajemniczo, akcja powieści toczyła się w czasie teraźniejszym i przeszłym. Łączył je wątek historyczny, sprytnie sugerujący jego ciągłość, którego spadkobiercami zostali alumni w seminarium duchownym we współczesnych mi czasach.
Węszyłam Wielką Tajemnicę!
Nie wiedziałam, że to dopiero początek tego zakręcenia, że będzie dużo więcej tych zagadek, również kryminalnych, do rozwiązania, ale i fascynującej przygody w czasie i przestrzeni. Nie tego też spodziewali się główni bohaterowie, archeolożka Ewa i dziennikarz Tomasz, których połączyły niebezpieczne wydarzenia mnożące się w kościołach miast Wysoczyzny Elbląskiej i jej okolic. Dziewczyna przyjechała do Kwidzyna w ramach projektu badawczego, podczas którego odkryto zupełnie inny niż zakładano obiekt badań oraz zwłoki miejscowego proboszcza, a Tomasz Horn miał nieszczęście (a może szczęście?), zostać poszkodowanym w kolizji drogowej właśnie przez Ewę. Od tej pory stali się przypadkową i nieformalną parą detektywów-amatorów pojawiających się w miejscach, do których nie zaglądał oficjalnie powołany do tego policjant Matejuk. Miałam więc ogląd toczącej się akcji z wielu stron, bo i bohaterów było dużo, a wątków przez nich odkrywanych do splecenia jeszcze więcej. Ale to, co w tej powieści podobało mi się najbardziej, to umiejętnie budowana atmosfera pełna napięcia pulsującej tajemnicy w murach miejsc samych sobą podnoszących adrenalinę, w których się toczyła. Bo to były pomieszczenia kościołów okolicznych miast i zapach odkrywanych w nich krypt zawierających szczątki ludzkie, wnętrza zamku malborskiego tętniącego życiem ich dawnych mieszkańców (te sceny z przeszłości lubiłam najbardziej), środowisko księży i enigmatyczne wypowiedzi niektórych z nich, „tajemnicze” słowa, których znaczenia szukałam w słowniku (karylion, rekluza, ksyżec, contagioso, kunigas i wiele, wiele innych), podejrzana działalność sekty, a przede wszystkim sugestia niebezpiecznej wiedzy sprzed wieków ukrywanej do chwili obecnej, posiadającej moc podważenia fundamentów współczesnego chrześcijaństwa.
Brzmiało to jak spisek dziejowy, który pozwolono mi rozpracować razem z bohaterami.
A kiedy już-już miałam prawie wszystko rozłożone na czynniki pierwsze, doszukując się sensacji na miarę XXI wieku, prawdziwej, ale tak niewiarygodnej, że możliwej do podania tylko w zawoalowanej postaci powieści, autor wprowadził prozę życia. Tak obrzydliwie zwyczajną, że aż rozczarowującą mnie. Powiem więcej, podnosząc lekko ton – jak autor mógł mi to zrobić!? No jak!? Skoro można było zakończyć z taką klasą, jak Dan Brown w Kodzie Leonarda da Vinci. Pół świata uwierzyło w fikcję! Autor był bardzo bliski wywołania podobnej burzy, bo grzmiało i zanosiło się niemiłosierne. Wypieki na policzkach miałam aż do tego nieszczęsnego końca, który bezlitośnie dla mojej czytelniczej potrzeby sprowadził mnie na twardy grunt i nie pozwolił na pozostawienie nawet cienia wątpliwości (mimo usilnej sugestii), że historia Polski może mieć swoją alternatywną wersję, wywracającą ustalony porządek rzeczy. A ja tak lubię, kiedy powieści wykorzystujące historię pozastawiają mnie w wiarygodnym niedopowiedzeniu, ale też lubię, kiedy autor potrafi mnie zmylić.
Bo pisanie i czytanie powieści kryminalnej, to swoista zabawa pisarza z czytelnikiem. Tym razem to autor mistrzowsko wywiódł, a raczej wwiódł, mnie w kwidzyńskie krypty.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Swoje wrażenia spisałam dla portalu Zbrodnia w Bibliotece.

Ornat z krwi [Krzysztof Beśka]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Kryminał sensacja thriller

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *