Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Oczyszczenie – Andrew Miller

21 marca 2019

Oczyszczenie – Andrew Miller
Przełożył Michał Kłobukowski
Wydawnictwo Znak Literanova , 2014 , 361 stron
Literatura angielska

Zniszczyć. Kościół i cmentarz. A opróżnionemu miejscu przywrócić dawny urok. Użyj ognia, użyj siarki. Wszystkiego, co będzie potrzebne, żeby oczyścić plac. – usłyszał inżynier Jean-Baptiste Baratte. Dwudziestoparoletni mężczyzna specjalnie sprowadzony z prowincji i zatrudniony to tego delikatnego, a zarazem ohydnego zadania, przez ministra w służbie króla Francji.

Wikipedia

Za uprzątnięcie zawartości paryskiego Cmentarza Niewiniątek do ostatniego paliczka obiecano mu szybką karierę i wzrost znaczenia jego nazwiska. Nie jawiło mu się ono trudne. Wystarczyło zachować odpowiednią dyskrecję, odporność na ataki kleru, opanować wstręt fizyczny i nie dawać wiary w przesądy szerzone przez miejscowych.
Z dwoma ostatnimi postanowieniami było najtrudniej.
Cmentarz był przepełniony trupami składanymi jeden na drugim w zbiorowych dołach głębokich nawet na ponad trzydzieści metrów. Całe legiony upchnięto na spłachetku nie większym niż pole ziemniaków. Ziemia przesiąknięta zgnilizną rozkładu zaczęła cuchnąć, zatruwając wszystko wokół – powietrze, a nawet jedzenie. Podczas bardziej obfitych opadów cmentarz wylewał swoją upiorną zawartość poza mury, do piwnic pobliskich domów. Mieszkańcy sąsiadujący z przerażającą nekropolią zaczęli skarżyć się na smród, gnijące jedzenie, zawroty głowy, nieobyczajność kochanków czy gasnące nagle świece, jakby knot ścisnęły niewidzialne palce. Mówiło się nawet, że w kostnicach mieszka jakiś stwór, spłodzony przez wilka, podobny do wilkopsa. Jane-Baptiste, który zamieszkał w takim domu, by widzieć z okna miejsce swojej pracy, zauważył coś jeszcze – oddech domowników był przesiąknięty odorem cmentarza. Mężczyzna, aby rozrzedzić gęstniejącą atmosferę wokół siebie jako likwidatora dziedzictwa Paryżan, nie poddać się naciskom przeciwników przedsięwzięcia, nie zgubić się w meandrach ludzkich intryg, wieczorem, przed snem, odmawiał katechizm własnego jestestwa. – Kto ty jesteś? Jean_Baptiste Baratte. Skąd pochodzisz? Z Belléme w Normandii. Kim jesteś z zawodu? Inżynierem wykształconym w Ecole des Ponts. W co wierzysz? W potęgę rozumu…
Rozum – to klucz do przesłania tej powieści.
Wchodząc w nią, w tę mroczną, niezwykle sugestywnie odmalowaną słowami rzeczywistość osiemnastowiecznego Paryża zawężonego, jak w soczewce, głównie do cmentarza, jego atmosfery lęku, otaczającej go aury niedomówień i sugestii przyprawiających o gęsią skórkę, strachu przed śmiercią, odoru z rozkopywanych metodycznie grobów, gazów ulatniających się z dołów doprowadzających do utraty przytomności, jadu wnikającego w ciało wywołującego gorączkę, widoków kości i nie do końca rozłożonych ciał, błota zmieszanego z odchodami, smrodu nasilającego się w upalne dni i tego czegoś nieuchwytnego, wiszącego w powietrzu cmentarnym niczym skażona chmura podsycana przez przesady i zabobony dyktowane przez emocje usypiające rozum. Obawiałam się nieznanego tak samo, jak zatrudnieni do prac ekshumacyjnych specjalnie sprowadzeni do nich górnicy.
W tym pierwszym nastawieniu, nie różniłam się od nich niczym, mimo że dzieliły nas wieki.
Ja, człowiek współczesny, doinformowany, z pełniejszą wiedzą, zostałam tym prostym zabiegiem sprowadzona przez autora do mentalności i pryzmatu patrzenia osiemnastowiecznych bohaterów powieści. A kiedy już osiągnęłam szczyty gorączkowej ciekawości zawartości grobów, lęku oczekiwania na ujawnienie się kolejnych niewytłumaczalnych zjawisk, a przede wszystkim pojawienie się wilkopsa, autor powolutku zaczął oswajać mnie z cmentarną grozą. Zamieniać go w zwykły teren wykopalisk i badań antropologicznych, na którym sterty kości nie paraliżowały już zmysłów i emocji, zmumifikowane trupy pięknych dziewcząt pociągały seksualnie żywych mężczyzn, namawiając do nekrofilii, tajemniczy ksiądz, chowający się w przycmentarnym kościele, okazywał się szalonym staruszkiem, a sam cmentarz miejscem schadzek pracowników i paryskich prostytutek zwanych potocznie murwami od przeskakiwania przez mur. Dotychczasowa groza cmentarza zamieniała się w grozę obrazu człowieka zdolnego do najbardziej niskich, grzesznych i podłych czynów, w którym namiętności i emocje wzięły górę nad rozsądkiem.
W tej nowej, odmiennej rzeczywistości stworzonej nie przez umarłych, lecz żywych, Jeane-Baptiste zaczął się gubić, tracić rozum i logiczny grunt, a odmawiany wieczorny katechizm jego jestestwa okazywał się coraz krótszy. Wydźwięk tego, co działo się na cmentarzu, autor przeniósł na sytuację polityczno-społeczną ówczesnej Francji. Przypominała ona właśnie taki cuchnący, przepełniony cmentarz, który należało oczyścić. I nie ma na świecie takiej rzeczy, której nie dałoby się rozebrać na części. Mając wystarczająco dużo ludzi, można by przez tydzień obrócić pałac wersalski w kupę gruzu – mówił jeden z bohaterów. Rewolucja zbliżała się wielkimi krokami, czego wyraz dał autor, wplatając delikatnie tu i ówdzie w fabułę powieści wyraźne wątki polityczne o rewolucyjnej treści.
Jest w tej opowieści jeszcze trzeci rodzaj oczyszczenia – człowieczy.
Poddaje się mu główny bohater. Rok spędzony w Paryżu to dla niego zabłądzenie i odnalezienie się, upadek i podniesienie się, przegranych i wygranych, słabości i siły i wreszcie zbrukanie i oczyszczenie się. To on jest postacią spinającą klamrą kompozycyjną powieść, która rozpoczyna historię oczyszczenia w wielorakim znaczeniu pierwszą, a potem ostatnią jego wizytą w Wersalu. Opuszcza go oczyszczony, ale i odmieniony.
Nie zmieniają się tylko martwi, bo żywy człowiek może być jakiś, potem całkiem się zmienić, jeśli zabraknie rozumu. To tych ostatnich należy się bać.
I jeszcze jedna, ważna informacja.
Cmentarz Niewiniątek istniał naprawdę i naprawdę go zlikwidowano, a o jego fascynującej historii, nie mniej ciekawie niż książka, uzupełniającej moją wiedzę o fakty historyczne, ryciny i zdjęcia aktualne, przeczytałam w forumowym poście portalu iFrancja – Cmentarz Niewiniatek.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Oczyszczenie [Andrew Miller]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *