Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Mechaniczna pomarańcza – Anthony Burgess

21 marca 2019

Mechaniczna pomarańcza: wersja R – Anthony Burgess
Przełożył Robert Stiller
Wydawnictwo WEMA , 1991 , 160 stron
Literatura angielska

Nigdy już nie będę mogła powiedzieć, że nie czytam tej samej powieści dwukrotnie. Ta książka zmusiła mnie do tego z dwóch powodów – języka i przesłania. Ten pierwszy mnie urzekł (i nie tylko mnie!), a ten drugi musiałam dokładnie przemyśleć, przeanalizować, zrozumieć i przyswoić. I nie dlatego, że myśl w niej zawarta była bardzo skomplikowana, ale ilość możliwości jej interpretacji wystarczyłby na obszerny zbiór esejów, jakich tematyka nasuwała mi się podczas śledzenia trzech lat z patologicznego życia Alexa i jego równie zdegenerowanych kumpli. Gdzieś w przyszłości, na powstanie i ukształtowanie której (mogę się tylko tego domyślać) miał wpływ Wschód, a sama akcja (prawdopodobnie, ale niekoniecznie) dzieje się jeśli nie w Londynie, to w jakimkolwiek innym, angielskim mieście. Miejscu opanowanym przez nastoletnie gangi takie, jak Alexa, nad którymi władze wraz z policją nie potrafiły zapanować. Wymyślono wiec program resocjalizacyjny dla przestępców, czyniący z nich praworządnych obywateli. Jednym z uczestników eksperymentalnego programu wykorzystującego technikę Ludovycka, stał się Alex, dla którego bycie dobrym człowiekiem było dużo trudniejsze od bycia złym. A bycie złym oznaczało dla niego bycie sobą, a co nie jest sobą , to zła nie ścierpi, znaczy że ci wszyscy z rządu i sądu i ze szkół nie mogą pozwalać na zło, bo by pozwalali być sobą. I jak takiemu nie odmówić logiki myślenia? Alex był w tym bardzo dobry i pokrętnie inteligentny, do tego stopnia, że nie mogłam go znielubić. Ale to nie jedyny powód mojego braku antypatii dla złodzieja, oszusta, sadysty i mordercy w wieku… piętnastu lat! Dlaczego, napiszę później.
Można więc w historii Alexa doszukiwać się krytyki teorii behawioralnej czy inżynierii społecznej, a nawet (chociaż to może być daleko posuniętą nadinterpretacją) krytyki leczenia homoseksualistów. Można rozpatrywać treść fabuły pod kątem religijnym, gdzie tresura eliminuje podstawową cechę człowieka – wolną wolę, możliwość dokonywania wyborów. Kiedy człowiek nie może wybierać, to nie jest już ludzkie. – jak mawiał kapelan więzienny Alexa. Można też zauważyć stale towarzyszący ludziom rządzącym społeczeństwem dylemat – ograniczanie wolności jednostki na rzecz bezpieczeństwa pozostałych członków. Można nawet zbuntować się jak Alex i zarzucić Bogu, że kręci światem jak śmierdzącą brudną pomarańczę w swoich ogromnych łapskach.
Można bardzo dużo wyczytać z treści powieści (może na tym polega między innymi jej ponadczasowość i miano kultowej?), ale ja skupiłam się na jednym – na okresie dojrzewania człowieka. Dla mnie ta powieść, obok innych przesłań, jest przede wszystkim idealnym, jeśli nie genialnym, odzwierciedleniem istoty adolescencji, o której już osiemnastoletni Alex w ostatnim rozdziale (jego historia cenzury jest fascynująca!) mówi tak: To się dzieje, że normalnie dorastam. Da da da, no właśnie. Młodość przemija, nie ma rady. Ale młodość to tylko jakby się było takim, no, częściowo jakby zwierzakiem. Nie, właściwie nie tyle zwierzakiem, co zabawką, wiecie, te małe igruszki, co się sprzedają na ulicach, takie drobne człowieczki, zrobione z blachy i ze sprężyną w środku, a na wierzchu knopka do nakręcania: i nakręcasz go drrr drrr drrr i on rusza się, tak jakby szedł, o braciaszkowie moi. I tak idzie, ale po linii prostej i buch wpada na coś, buch, buch i nie może na to nic poradzić. Być młody to być jakby taką maszynką.
Mechaniczną pomarańczą.
Może dlatego nie potrafiłam ani znienawidzić Alexa i jego kumpli, ani ich polubić. Widziałam tylko ich sposób na przetrwanie tego czasu bezmyślności w państwie sparaliżowanym indolencją, brakiem autorytetu Kościoła i szkoły oraz niewydolnością wychowawczą rodziców – tylko proszącego ojca i wiecznie płaczącej matki. Czasu buntu i siłowego przesuwania ustawionych barier oraz narzuconych granic przez normy dorosłych. Czasu eksperymentu jak daleko mogą je przesunąć, a nawet, wykorzystując słabości przeciwnika, całkowicie znieść, likwidując je w walce z dorosłymi. Jednak to od tych ostatnich zależy jej wynik. Od mądrości rodziców i przygotowanych do pracy z młodzieżą wychowawców, opierających się w swojej pracy nie na tresurze i wychowaniu intuicyjnym, ale na wiedzy jaką dysponuje metodyka wychowania. To że wychowanie jest Sztuką i wymaga konkretnej wiedzy, dowiodła polskiemu społeczeństwu Dorota Zawadzka swoim programem Superniania, a że jej nieumiejętne stosowanie lub brak wiedzy na ten temat może szkodzić, niedawno dowiodła z kolei młodzież na ulicach Londynu, zapełniając jego ulice mechanicznymi pomarańczami, dla których najważniejsze było ukraść plazmę i poczuć się jak w święta Bożego Narodzenia.
Jakiż proroczy był w tym autor powieści! Idealne i przerażające spełnienie jego wizji!
Angielskie społeczeństwo już wyciąga wnioski, a polskie władze nadal oszczędzają na szeroko pojętym wychowaniu polskiej młodzieży, licząc zapewne na cud samowychowania i jeszcze bardziej cudowne powiedzenie – Jakoś to będzie!
Wracając do powieści.
Nie z powyższych powodów młodzież nadal, pomimo upływu czasu od pierwszego wydania książki, chętnie po nią sięga. Czynnikiem przyciągającym, jak wynika z moich dociekliwych pytań wśród zaprzyjaźnionych nastolatków, jest język Alexa. Slang, jak sam go określił główny bohater – nastolacki język, pełen neologizmów, neosemantyzmów, wulgaryzmów, zapożyczeń z gwary przestępczej, w dużym stopniu z języka rosyjskiego i w mniejszym z języka niemieckiego, czeskiego, żydowskiego oraz ukraińskiego. W wersji A, która ukazała się w 2006 roku również w tłumaczeniu Roberta Stillera, dominują zapożyczenia z języka angielskiego:

Nie, nie będę czytać powieści po raz trzeci. Wersja R jest dla mnie jedyną, idealną i ostateczną, bo rosyjski jest mi bliższy, ale polecam tę wersję tym, dla których to angielski nie stanowi tajemnicy. To właśnie ten swoisty sposób i styl wysławiania się oraz ironiczna brawura oratorska głównego bohatera, sprawiły że opisywana przez niego smutna rzeczywistość i brutalne, sadystyczne czyny, nie porażały mnie okrucieństwem. Wręcz przeciwnie, powodowały, że opisywany świat wydawał mi się tak groteskowy, że aż śmieszny.
No i tutaj trochę się zaniepokoiłam.
Według mnie ta powieść powinna być czytana przez młodzież z możliwością profesjonalnego omówienia i przeanalizowania jej. Może to dobry przykład propozycji na uzupełnienie i odświeżenie listy lektur w szkole ponadgimnazjalnej?

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Mechaniczna pomarańcza [Anthony Burgess]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *