Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Dziewczyna z sąsiedztwa – Jack Ketchum

21 marca 2019

Dziewczyna z sąsiedztwa – Jack Ketchum
Przełożył Łukasz Dunajski
Wydawnictwo Papierowy Księżyc , 2011 , 307 stron
Literatura amerykańska

Pamiętam przerażającą scenę z dawno temu oglądanego reportażu o przemocy w rodzinie amerykańskiej, w której mężczyzna katował własną żonę przed ich domem na oczach sąsiadów i wezwanego policjanta, wahającego się interweniować w „życie osobiste” małżonków. Zrobił to dopiero, kiedy połamana kobieta ze zmasakrowaną twarzą, wdeptaną dosłownie w ziemię, była w stanie agonalnym. Pamiętam też swoje uczucia. Nie złości na oprawcę, ale wściekłości na obowiązujący wówczas w Ameryce system opieki, a właściwie jego brak i funkcjonującą w jego roli niepisaną zasadę – To co zobaczyłeś to tylko domowa kłótnia.(…) Tylko pomiędzy nami. Widziałeś co widziałeś. Ale to niczyja sprawa. Tylko nasza. Incydent ten stał się precedensem w prawie amerykańskim, nakładającym sankcje na dotychczasowych katów w rodzinie. Autor tej książki zapamiętał podobnie makabryczny przypadek, którego sprawcą tym razem była kobieta. Dopuściła się ona niespotykanej, całkowicie odrażającej zbrodni. Przez całe miesiące z pomocą nastoletniego syna i córek oraz – jak się później okazało – również przy pomocy dzieci sąsiadów torturowała szesnastoletnią dziewczynę. Zamęczyła ją na śmierć.
Tak samo jak ja, autor się wściekł i napisał tę powieść.
Z niezgody na ludzi, którzy mnie przerażają. Wkurzają mnie. Nie podoba mi się, że po ziemi stąpają takie kreatury jak Ted Bundy, które wygląda zupełnie jak ja, mówi jak ja i jest niezwykle uroczy, z jednym małym wyjątkiem – kurwa, on odgryzał ludziom sutki! – jak wyznał we własnym komentarzu do pracy nad tą powieścią. Zmienił więc tylko imiona bohaterów, miejsce akcji i przeniósł mnie do małego miasteczka z lat pięćdziesiątych, z powszechnie obowiązującą zasadą: cokolwiek działoby się w domu rodzinnym – Nie wspominaj o tym. Jeszcze wtedy nie byłam świadoma faktów, na których oparł historię dwóch sióstr, szesnastoletniej Meg i młodszej Susan, które po stracie rodziców, zostały oddane pod opiekę ich ciotki Ruth. Samotnej matki trzech synów, mniej więcej rówieśników dziewczynek. Chciałam nawet, jeśli takie fakty miały miejsce w rzeczywistości, dowiedzieć się o nich na końcu. Łudziłam się, że nieświadomość realiów i złudzenie fikcji pomoże mi przejść przez czekającą mnie grozę.
Nie pomogło.
Gdyby ktoś mi powiedział, że autor powieści grozy, która z założenia ma tylko podnosić czytającemu adrenalinę we krwi, doprowadzi mnie do granicy bezsilności, za którą napotkam ścianę płaczu – nie uwierzyłabym. Gdyby ktoś mi powiedział w dniu premiery pierwszego wydania tej powieści, kiedy szerokim łukiem omijałam w księgarni stos cierpienia ułożony z poranionych ciał tej okładki:

 

 

że warto ten krzyczący ból przeczytać – nie uwierzyłabym.
Dlaczego więc sięgnęłam po jej drugie wydanie?
Bo wcześniej przeczytałam Jedyne dziecko tego autora, po którym wiedziałam, że pisarz nie wykorzystuje, nie opiera się i nie bazuje tylko i wyłącznie na moich lękach, budując powoli napięcie i rekompensując mi ich brak w życiu, ale sięga poza mnie, do otaczającej rzeczywistości, z której wyławia prawdziwe wydarzenia, ukazując grozę realiów i wskazując, czego tak naprawdę należy się bać. Ludzi normalnych, wyglądających jak ja, prowadzących na pozór takie samo życie, tuż za ścianą, za płotem, za rogiem następnej ulicy w moim pozornie spokojnym miasteczku.
I nie przerażało mnie bestialstwo dzieciaków znęcających się, maltretujących, gwałcących, katujących psychicznie i fizycznie Meg, nawet nie przyzwalająca na to postawa Ruth, jedynej dorosłej, prowadzącej tę Grę, jak nazywały ten proceder dzieci, ale brak systemu społecznego chroniącego ofiary przemocy w rodzinie. Nie byłam wściekła na jedynego świadka wydarzeń, dwunastoletniego Davida i jego bierny współudział, na dzieci, które miały przyzwolenie i aprobatę dorosłego, na Ruth, która była chora psychicznie, ale policjanta popełniającego błąd zaniechania, odrzucającego prośbę Meg o pomoc. Szesnastolatki która, jak na tamte czasy, była niezwykle świadoma swoich praw, która szukała pomocy u dorosłych, która podjęła nierówną walkę z Ruth i jej „sforą zwierzaków”, która potrafiła rzucić wyzwanie dorosłemu i powiedzieć „nie”, kiedy dziecko po prostu nie stoi i nie mówi spokojnie „nie”, bo jest stworzone do tego, by znosić upokorzenie lub od niego uciec, i która ostatecznie udowodniła, że dziecko w świecie dorosłych to rzecz, własność opiekunów, które czeka zagłada w obliczu każdego prawdziwego niebezpieczeństwa ze strony świata dorosłych, jeśli tylko tego zechcą. Jest jak plastelina, z której ulepią to, co zapragną.
Najgorsze jest to, że nie mogę powiedzieć, że te czasy minęły. Nie po takich książkach jak: Co to za Coś Dave’a Eggersa i Bestie znikąd Uzodinmy Iwealai , w których dorośli wkładają dziesięcioletnim dzieciom karabiny do rąk i wysyłają na wojnę i nie po wczorajszej informacji w wieczornych Faktach, kiedy dwunastoletniego Cristiana Fernandeza (wykorzystywanego seksualnie) planuje się skazać na DOŻYWOCIE, a jego matkę na 30 lat więzienia!
Wtedy można być naprawdę wściekłym i zrozumieć oraz doceniać rolę i przesłanie takich powieści, jak ta!

 

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Kryminał sensacja thriller

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *