Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Andrzejkowe wróżby – Barbara i Adam Podgórscy

21 marca 2019

Andrzejkowe wróżby: zwyczaje, obrzędy, przepowiednie – Barbara i Adam Podgórscy
Wydawnictwo Astrum , 1999 , 128 stron
Seria Tajemnica Natury Człowieka
Literatura polska

Na świętego Andrzeja
Dziewkom z wróżby nadzieja.

To przysłowie, których mnóstwo w tej niewielkiej rozmiarowo książeczce, najcelniej oddaje sprzeczność tkwiącą w chrześcijańskim zakazie zaglądania w przyszłość, a jednocześnie podkreśla mocne powiązania wróżebnych praktyk, przesądów i przepowiedni z kultem świętego Andrzeja, opiekuna panien na wydaniu, zwłaszcza tych cnotliwych i pobożnych, stosowanych w wigilię jego męczeńskiej śmierci czyli 29 listopada. Obecnie obchodzone 30 listopada. Jak widać Kościół nie do końca radził sobie z definitywnym zakazem zwyczajów i obyczajów okołoandrzejkowych, przyjmując z jednej strony elastyczną postawę wyrażoną słowami folklorysty ks. Michała Przywary, który twierdził, że człowiek nie powinien zaglądać w zamiary boże; w świętego Jędrzeja zaś, to jakby wolno było się raz zapytać o przyszłość. A z drugiej strony przyjmując postawę bardzo stanowczą i rygorystyczną ujętą w słowach renesansowego pisarza Marcina Bielskiego:

Nie kuś Bogiem, ni jego świętymi,
Nie pętaj się czarami przeklętymi!
Nie pomogą tobie lane woski,
Jest każdej dar obiecany boski.

Trudno było wyegzekwować zakazy w obliczu mocy kilkusetletniej tradycji. Zawłaszcza że zamążpójście było kiedyś najważniejszym życiowym celem prawie każdej dziewczyny. Po lekturze tej książki miałam wrażenie, że kobiety z przeszłości pokładały nadzieję w równej mierze w Bogu, nie do końca zawierzając i ufając mu w jego planach, jak i w przepowiedniach. Dlatego w andrzejki (andrzeje, jędrzejki, jędrzeje lub jedrzejówki) wróżyły sobie ze znaków i snów. Wszystko miało znaczenie i nic nie działo się bez przyczyny. Począwszy od przebudzenia z karteluszkami pod poduszką, wyjścia z domu za próg odpowiednią nogą, poprzez ilość kołków w mijanym płocie (dobrze było mieć przy sobie nitkę!), szczekanie psa, a nawet kierunek skąd zostało usłyszane, po wieczorne lanie wosku, palenie kukieł, spławianie wianków i sen proroczy kończący dzień.
Ale czasy się zmieniły!
Zamążpójście kobiet współczesnych przestało być celem samym w sobie. Emancypacja i feminizm bardzo przysłużyły się Kościołowi w zapomnieniu kontrowersyjnych zwyczajów, spłycając je do zabawy. To dlatego o katarzynkach mało kto obecnie słyszał. A przecież i kawalerowie mieli swój dzień wróżebny przypadający w wigilię święta św. Katarzyny czyli 24 listopada. Dzisiaj andrzejki kojarzą się z dobrą okazją do zabawy, a ich świetność przypomina już tylko to przysłowie:

Święta Katarzyna klucze zgubiła,
Święty Jędrzej znalazł, adwent otworzył zaraz.

Przepiękny świat magii obyczajów ukazany w tej książce właściwie już nie istnieje.
A był przebogaty. Zaskoczyło to samych autorów, którzy, sporządzając notatki na ten temat, zauważyli, że urosły do rozmiarów szczegółowego konspektu, którego zawartość warto opublikować. Nie tylko po to, by przybliżyć i poznać dawne zwyczaje i obyczaje związane ze sferą matrymonialną i seksualną naszych prababć i pradziadków, ale również, by odkryć ich rodowód oraz pochodzenie używanych do dzisiaj powiedzeń takich chociażby, jak: ty stara krowo! czy jak makiem zasiał. Dla mnie była to również niezwykła podróż w dziewiętnastowieczną wieś z chałupami otoczonymi płotami z kołków, zwierzętami w obejściu i pannami na wydaniu, które na pasterkę szły z żywym kwiatem wiśni we włosach. Znakiem panieństwa i efektem „czarów” natury andrzejkowego dnia. Ale zanim autorzy przeszli do opisów konkretnych zwyczajów wróżebnych, rozpoczęli tę ciekawą podróż od krótkiej genezy imienia Andrzej i jego kultu oraz przyczyn ludzkiej ciekawości zaglądania w przyszłość silniejszej niż zakaz boży, właśnie w katarzynki i andrzejki. Oba powiązane z liturgicznym rokiem kościelnym, bo w pierwszą niedzielę adwentową przypadał w Kościele katolickim koniec roku liturgicznego. Zaczynał się nowy rok, niosący wiele niewiadomych. Kusiło, by je poznać. I to jak kusiło!
Mnie też podkusiło, bo przecież licho nigdy nie śpi.
A właściwe zostałam namówiona do zabawy andrzejkowej przez moje dziewczyny. Smętnie tak tylko czytać, jak drzewiej bywało. Ciekawiej wypróbować! Większość opisanych zwyczajów była dla nas nowa. Nie we wszystkie mogłyśmy się bawić w pomieszczeniu. Wiele z nich związanych było ze zwierzętami. Pójście do obory i czekanie na ryk krowy nie wchodziło w grę, więc wybrałyśmy tylko te do zrealizowania na miarę naszych warunków i możliwości. A i tak po selekcji sporo jeszcze ich zostało. Najbardziej znane było nam lanie wosku na wodę przez dziurkę od klucza i odczytywanie z cienia przygody życia.

Mniej znane okazały się: obieranie jabłek, liczenie ziarenek czy los panieński pod talerzem. Materiału było mnóstwo, a wybór i tak nie był prosty, bo autorzy przytaczali wiele odmian tego samego zwyczaju w zależności od regionu pochodzenia. Sięgali nawet na Ruś Karpacką i Huculszczyznę. Modyfikowałyśmy więc rekwizyty – talerze zamieniałyśmy na filiżanki, zwiększałyśmy liczbę rekwizytów, a mak zastąpiłyśmy nasionami babki płesznika. Spośród wszystkich największą atrakcją okazały się płomyki na wodzie.

Miskę z wodą okleiłyśmy karteczkami z imionami męskimi, a na środku umieszczałyśmy płonącą świeczkę w orzechowej łupince, śledząc jej wędrówkę po wodzie, aż do momentu podpalenia karteczki. Ilości prób nie było końca! To właśnie ta zabawa sprawiała największą frajdę.
Bo o zabawę i wiedzę tutaj chodziło.
Tylko tyle zostało z dawnych zwyczajów zaglądania w przyszłość, których kiedyś było aż pięć dni w roku, o czym wspomniał Zygmunt Gloger – W domowym obyczaju polskim główną rolę miały wróżby zamążpójścia i ożenku czynione w dniach do tego uprzywilejowanych, których było pięć w ciągu roku. A mianowicie, w listopadzie wróżą sobie młodzieńcy w wigilię św. Katarzyny, a dziewczęta w wigilię św. Andrzeja. Później przy stole wigilijnym bawią się wróżbami płcie obie, a w przeddzień Nowego Roku i św. Jana Chrzciciela głównie tylko dziewczęta. No proszę! Nic o tym nie wiedziałam.
Może to i dobrze, że uwolniliśmy się od zabobonów, guseł, wróżb i przesądów. Nie zwalnia nas to jednak z poznawania obyczajów naszych przodków. To element naszej kultury, tłumaczący nasz rodowód.
Dlatego warto sięgnąć po to kompendium wiedzy o świecie, który istnieje już tylko na kartach tej książki.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *