Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Twój umysł na detoksie – Rafael Santandreu

21 marca 2019

Twój umysł na detoksie: czyli jak nie zatruwać sobie życia – Rafael Santandreu
Przełożyła Joanna Kuhn
Wydawnictwo Muza , 2015 , 303 strony
Literatura hiszpańska

Do poradników psychologicznych podchodzę sceptycznie.
O ile ich rola w uświadamianiu istnienia samego problemu jest duża, o tyle z zastosowaniem zawartej w nim teorii już gorzej. Zdałam sobie z tego sprawę, gdy trafiłam na warsztaty z aktywacji metod wychowawczych. Pod kierunkiem psychologa i pedagoga wprowadzaliśmy w czyn całą teorię podaną w znanej pozycji amerykańskich ekspertek w dziedzinie komunikacji między rodzicami/nauczycielami a dziećmi – Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły. To bardzo pozytywne doświadczenie ugruntowało we mnie przekonanie, że przeczytać poradnik psychologiczny lub pedagogiczny to za mało. Trzeba jeszcze popracować nad realizacją jego treści poprzez konkretne ćwiczenia sytuacyjne pod kierunkiem profesjonalistów. I tak zapewne bym myślała do końca świata, a nawet dłużej, gdyby w moje ręce nie trafiła, przez zupełny przypadek (a może tak miało być?), właśnie ta pozycja.
Poradnik, który zmodyfikował mój dotychczasowy, kategoryczny pogląd.
Pokazał mi znaczącą różnicę między psychologią behawioralną, na której zasadach bazowały wspomniane przeze mnie wcześniej warsztaty a psychologią poznawczą. I w tej różnicy leży przysłowiowy pies pogrzebany. Bo o ile ta pierwsza wymaga, nazwijmy to, ćwiczeń zewnętrznych czyli sytuacyjnych, o tyle ta druga wyłącznie ćwiczeń wewnętrznych czyli umysłowych polegających na odkrywaniu myśli, schematów myślowych i przekonań irracjonalnych, które nagromadziliśmy podczas życia, a które stanowią przyczynę bólu i frustracji i mogą prowadzić do cierpienia emocjonalnego, a ostatecznie nawet do zaburzeń, takich jak lęk czy depresja. A takie podejście pozwala na pracę samodzielną właśnie z poradnikiem, który dostarcza wiedzę, metody i konkretne ćwiczenia. I tu znacząca uwaga, o której również wspomina autor a zarazem psycholog poznawczy, a raczej podaje jako warunki przystąpienia do odtruwania umysłu – aby osiągnąć zamierzony efekt, potrzebna jest codzienna, systematyczna, długotrwała praca nad sobą (od 6 miesięcy do roku) oraz otwarty umysł i wytrwałość. Z nich, dwa ostatnie warunki są najważniejsze. Od siebie dodam jeszcze – przygotowanie na lekki szok, na takie „rewelacje”:

 

Po takim dictum, mniej zaawansowani czyli najbardziej „zatruci” mogą odrzucić poradnik już na początku. W czasach narzuconej młodości i pozornej nieśmiertelności nakaz myślenia o śmierci i jej nieuchronności może bardzo zaboleć. I tutaj dochodzę do jeszcze jednego czynnika mającego wpływ na powodzenie pracy z poradnikiem – odbiorcy i jego stopnia „zatrucia” umysłu przez „toksyny” z zewnątrz. Ujmując rzecz prościej, im mamy w głowie większe piekło stworzone przez własne myśli, podsycane przez schematy i algorytmy myślowe, tym trudniejsza będzie praca z poradnikiem. Powiem więcej – może zdarzyć się tak, że w skrajnych przypadkach, zostanie odrzucony ze złością. Całkowicie zanegowany.
A warto spróbować, bo działa!
Spotkanie z psychologiem-przewodnikiem rozpoczyna się od podania minimum niezbędnej teorii, tłumaczącego założenia psychologii poznawczej, wyjaśniającego metody, jakimi się posługuje w pracy z pacjentami i, najważniejsze, podsuwa rozwiązanie problemów, by w pełni korzystać z radości życia.
Proponuje gotową i sprawdzoną na to receptę!
A podobno nie ma takiej, a tu voilà, jest! Brzmi trochę, jak herezja, ale to prawda, poparta przykładami znanych ludzi, którzy ją stosowali, a metody psychologi poznawczej mieli opanowane do perfekcji. Mówi wprost – I to właśnie jest jeden z moich celów: powiedzieć czytelnikowi, że może się zmienić, może stać się osobą zdrową na poziome emocjonalnym. Pokazuje, jak żyć z „neurozami” innych, nie zarażając się nimi. Jak w neurotycznym świecie Zachodu, kultu nieśmiertelności i „choroby wymaganiowej” ochronić swój umysł, równowagę emocjonalną, budując mur dystansu wobec neuroz i neurotyków. Pod tym ostatnim pojęciem mam na myśli nie tylko ludzi, ale i media z przekazem myślowym. Piosenki i literatura też mogą być toksyczne, z których najbardziej szkodliwe są, nomen omen, poradniki psychologiczne, ale oparte na irracjonalizmie. Przy okazji ich krytyki, autor obala lansowane przez nie mity czyniące więcej szkody niż pożytku, jeśli nie w ogóle katastrofę, w świadomości odbiorcy. Między innymi popularne przekonanie – Jeśli czegoś bardzo pragnę, osiągnę to. Według autora – nieprawdziwe i szkodliwe. A ja od siebie dodam – bardzo!
Nie zabrakło oczywiście ćwiczeń w tej pozycji.
Są one przedstawiane i omawiane w rozdziałach opisujących konkretny problem – strach przed samotnością i ośmieszeniem, nieprawidłowe relacje z innymi ludźmi, wybuchy gniewu, niepożądany wpływ otoczenia, stres w pracy, frustracja i wiele, wiele innych, bardzo powszechnych, niepozwalających na cieszenie się życiem. Dla mnie największą trudność sprawiają ćwiczenia dotyczące opanowania stresu w pracy. Trudno jest mi zastosować metody psychologi poznawczej, kiedy mam do wykonania zadanie. Zwłaszcza zespołowe. Świętego potrzeba, aby udawać Buddę, gdy wszystko dookoła się sypie. Trudno pozbyć się natłoku negatywnych myśli, kiedy złe emocje kipią.
Ale, ale! Autor nie obiecywał mi, że będzie łatwo!
Wręcz przeciwnie! Stawiał warunki i uprzedzał, że praca nad schematami myślowymi to ciężka praca w terapii zachowań. Po prostu orka na ugorze! A im bardziej zarośnięty ugór czyli zatruty i uzależniony umysł, tym trudniej. I tutaj autor podawał metafory, opowieści zaczerpnięte z buddyzmu i chrześcijaństwa, historie konkretnych ludzi lub swoich pacjentów, by zilustrować swój przekaz, podając na koniec każdego rozdziału podsumowujące go, najważniejsze wnioski:

 

Detoks boli.
Jak każde uzależnienie i z tym już się pogodziłam, cierpliwie zastępując irracjonalizm – racjonalizmem, potrzeby – pragnieniami, dramatyzm – realizmem, wymagania – preferencjami, bo, jak powiedział Epiktet: Nie to nas dotyka, co nam się zdarza, ale to, co mówimy sobie o tym, co się nam zdarza. To ja jestem reżyserem swojego umysłu.
I ostatnia konkluzja.
Mam wrażenie, że przeczytałam naukowe opracowanie filozofii życia wielu religii, udowadniające, że praktyka wiary w codziennym życiu jest możliwa, a nauka tylko wyposaża człowieka w odpowiednie do tego narzędzia.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Twój umysł na detoksie [Rafael Santandreu]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

 

To szczęśliwy głucho-niewidomy Francisco Feria, którego autor przedstawia, jako dobry przykład w metodzie odniesienia do wzorców pozytywnych.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Poradnik

Tagi:

Popioły piekła – Carmen Santos

Popioły piekła – Carmen Santos
Przełożył Jerzy Wołk-Łaniewski
Wydawnictwo Bellona , 2015 , 438 stron
Seria Saga Rodzinna , tom 1
Literatura hiszpańska

Super początek historii dla miłośniczek seriali z gatunku oper mydlanych!
W jak najlepszym tego słowa znaczeniu. I nie pomyliłam się, używając określenia „seriali”. Ta opowieść, słusznie nazwana sagą rodzinną, o losach dziewiętnastoletniej (przynajmniej tyle ma na początku historii) Valentiny, spełnia wszystkie wymagania tego gatunku filmowego. Jedyną różnicą jest forma przedstawienia historii. W tym przypadku zamiast obrazu – słowo. Ale słowo tak podane, tak poprowadzone, że nie miałam problemu z wyobrażeniem sekwencji poszczególnych scen. Dosłownie niczym w filmie.
A nie było to takie łatwe dla autorki.
Po pierwsze to powieść historyczna, która przeniosła mnie w drugą połowę XIX wieku na Kubę. Prosto do Hawany. Dla wielu Hiszpanów o niskim statusie społecznym takich, jak Valentina służąca w domu madryckich arystokratów, wyspa ta jawiła się niczym Eldorado. Była snem o krainie, gdzie lato nigdy nie ustawało, gdzie rosły owoce słodkie niczym miód, zaś cukier tryskał prosto z ziemi, gdzie mieszkańcy bawili się, tańcząc aż po świt, a pracowity człowiek mógł zapracować na przyszłość bez względu na to, jak skromnego byłby pochodzenia. To przekonanie dało Valentinie nadzieję na lepsze życie i chęć wyemigrowania do tej hiszpańskiej kolonii.
Rozwiało się bardzo szybko w zderzeniu z zastaną rzeczywistością.
Diametralnie różną nie tylko od wyobrażeń, ale i od życia w Hiszpanii. Niezwykle egzotyczną, ale i bezwzględnie okrutną dla przybyszy, gdzie płatnych służących nie potrzebowano, ponieważ wszystkie, najtrudniejsze i najcięższe prace wykonywali niewolnicy.
Po drugie autorka musiała umiejętnie odtworzyć ówczesne realia, ukazując zarówno piękno Hawany, jak i jej grozę, sprawiedliwie oddając jej dychotomię.
W tak odmienne, ale dobrze oddane, realia społeczne autorka wpisała rolę nowicjuszki wśród tubylców, próbującej się w nich odnaleźć.
Nie oszczędziła Valentinie niczego.
Tak zagmatwała jej życie, zesłała lawinę nieszczęść, śmierci bliskich, niekorzystnych zdarzeń i niepomyślnych wypadków, że bohaterka właściwie powinna się załamać i popełnić samobójstwo w ramach strajku wobec pisarza. Ale nie w przypadku Valentiny. To co innych zabijało, dziewczynę wzmacniało. Trochę mnie to irytowało, bo wiele zdarzeń prowokowała nieprzemyślanymi wyborami, ale takie historie już tak mają, że nieprawdopodobne staje się rzeczywiste, a odbiorca to wybacza, nie mogąc doczekać się dalszego ciągu wątków. Powieść kierowała się jedną zasadą – im trudniej dziewczynie było, tym ciekawiej się czytało. Zmienny charakter fabuły wpływał też na zmienność rodzaju powieści. Zaczęłam czytać ją jako powieść historyczną ze względu na miejsce akcji. Po dotarciu na Kubę nabrała charakteru społeczno-obyczajowego ze względu na opis tła społecznego wyspy porównywanego do beczki prochu, która pewnego dnia wybuchnie pod samym nosem hiszpańskich funkcjonariuszy, zajmujących się wykorzystywaniem do końca bogactwa kolonii, i potężnych posiadaczy plantacji trzciny cukrowej, których do działania pobudzało jedynie pragnienie inwestowania w luksusy bogactw uzyskanych ze słodkiego złota. By na koniec stać się powieścią erotyczną, z kartek której kapało seksem w aromacie świec zapachowych, gdzie mężczyzna nie grzeszył, zaspokajając swoje naturalne potrzeby, a kobieta mogła wybierać między byciem dziwką, która oddaje się za byle grosz każdemu spoconemu wieśniakowi a kurtyzaną użyczającą swego ciała niesamowicie bogatym mężczyznom, aby mogli się nim nacieszyć, w zamian wyciągając krocie.
Jest w niej więc wszystko to, co czytelniczki uwielbiają.
Dramat kobiety, w którym los uśmiechał się do mężczyzn, nawet tych najbardziej prymitywnych, a zarazem okazywał taką wzgardę kobietom. Romans i mezalians niszczący dziewczęcą niewinność z mężczyznami, którzy byli albo szlachetni, albo okazywali się draniami. Miłość, która wbijała się we wnętrzności niczym cierń zatruty słodkim jadem i podpalała krew z żarłocznością pożogi wbrew zdrowemu rozsądkowi i logice, zamieniająca miodowy smak życia w truciznę i popioły piekła. Egzotyka miejsca akcji, która kusiła kolorami, smakami, zapachami, wierzeniami i tańcem, by z zaciekawieniem zaglądać do domów, kościołów czy przybytku uciech. Ale to, co najbardziej przyciągało moją uwagę, to niezłomność głównej bohaterki w zmaganiu się z tym całym koktajlem wydarzeń w jej życiu. Jestem przekonana, że kontynuacja tej rodzinnej sagi wcale nie uczyni je lżejszym. Wręcz przeciwnie. Zgodnie z zasadą im będzie trudniej, tym ciekawiej!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść historyczna

Tagi:

Świat na żółto – Albert Espinoza

Świat na żółto: 23 małe odkrycia , które uratowały mi życie – Albert Espinoza
Przełożyła Hanna de Broekere
Wydawnictwo Znak Literanova , 2015 , 239 stron
Literatura hiszpańska

Żółte w tytule, żółta okładka i żółty świat w środku!
Dlaczego żółty? Nie tak szybko! Autor też nie od razu wytłumaczył mi, czym jest żółte i kim są żółci ludzie. Zanim to zrobił pod koniec tego energetycznego przewodnika opisującego 23 wskazówki ułatwiające życie, najpierw opowiedział mi o ich genezie i inspiracji prowadzącej do żółtej teorii. A zaczął od bardzo szokującego wyznania – Urodził mnie rak.(…) Muszę jednak powiedzieć, że cieszyłem się, że mam raka. Wspominam ten okres jako jeden z najlepszych w swoim życiu.
I o tych narodzinach, o dziesięcioletnim dorastaniu z nim od czternastego do dwudziestego czwartego roku życia, w którym wprawdzie stracił nogę, jedno płuco i część wątroby, ale także lęk przed śmiercią, zyskując przy tym radość życia, z perspektywy trzydziestoczteroletniego już mężczyzny, jest ta książka. Ale nie jest to linearna, chronologicznie poukładana opowieść od zachorowania do wyzdrowienia, mimo że autor nazywa ją autobiografią. To cztery rozdziały, których podział i ich charakter zainspirował wiersz Gabriela Celaya Autobiografia. To jego zwrotki są mottem do każdej z czterech części. Spośród nich najobszerniejszą jest część druga. Składa się z 23 wskazówek, które w podtytule noszą nazwę małych odkryć, które uratowały życie autorowi. To dzięki nim pokonał chorobę nowotworową i dzięki nim funkcjonuje w życiu po raku. Nie wymyślił ich sam. Nieświadomie podsuwali mu je otaczający go ludzie – Jajogłowi, jak nazywał swoich współtowarzyszy w chorobie, pielęgniarki, salowe, lekarze, odwiedzający, diagnostycy. Czasami to było długie lub krótsze zdanie zawierające określoną myśl,

 

a czasami krótki dźwięk nabierający znaczenia w zestawie z kontekstem:

 

Każde z nich stało się zasadą i wskazówką jednocześnie, którą autor zapamiętał, rozwinął, przyswoił i zastosował w swoim życiu. Nie pozostawił jednak tej myśli tylko w świecie teorii. Za każdym razem wypunktowywał jej praktyczną stronę. Krok po kroku według sporządzanej listy, której formy przekazu był ogromnym zwolennikiem, jeśli nie powiedzieć – wielbicielem, pokazywał, jak ćwiczyć zasadę i jak ją stosować w konkretnej, trudnej sytuacji. Niekoniecznie tylko w chorobie. Odżegnuje się przy tym od nazywania tych list wskazówek radami, podkreślając, że proste rady nie istnieją. Istnieją listy wskazówek, listy ewentualnych kroków, które można wykonać. Każdy rozdział zawiera taką przynajmniej jedną:

 

Ich charakter staje się momentami bardzo osobisty, a nawet intymny, nie tylko dlatego, że dotyczyły sfery emocjonalnej, ale i seksualnej. Muszę przyznać, że w osłupienie wprawiło mnie odkrycie 15:

 

Tak, tak, dobrze przeczytaliście. Edukacja seksualna nastolatka w szpitalu również miała swoje miejsce!
Dopiero po tych obszernie omówionych doświadczeniach autor opowiedział mi o żółtych i ich świecie. Jak sam zastrzegł, to nie jest żadna religia, ani wyznanie czy sekta (sam jest agnostykiem), ale pozytywne nastawienie do życia z osobiście wypracowanymi zasadami postępowania, zachowania, nastawienia i myślenia. Dla mnie był to sposób na życie lub filozofia życia. Jeśli jednak ktoś na podstawie powyższego zdania wysunął wniosek, że wie o co chodzi, to muszę go zmartwić. Teorii żółtego nie sposób zawrzeć w jednym zdaniu. Trzeba najpierw przeczytać 23 odkrycia, by potem zrozumieć żółtych. Nie bez powodu autor mówi o tym dopiero na końcu książki. To dopiero w tym miejscu mogłam zrozumieć ostatni wers, w ostatniej zwrotce wiersza Gabriela Celaya – I odpręż się: umrzyj. Jest w niej dużo umierania, ale więcej życia i pozytywnego, pełnego optymizmu, nastawienia do niego. Ta książka kipi radością życia, a jej żółty kolor, kojarzący mi się ze słońcem, ciepłem i przyjemnością, jest niemalże jego emanacją. Aż dziwne, że ta cudowna, praktyczna i rzadko spotykana tasiemkowa drobnostka, w jaką wyposażył książkę wydawca, również nie była żółta.

 

Ten zbiór pozytywnych myśli nie mógł nie przejść niezauważonym. Pełno ich w graficznej oprawie w Internecie, a Steven Spielberg wykupił prawa do jej ekranizacji. Na jej podstawie powstał serial Bractwo czerwonej opaski.
Książkę stawiam na półce z napisem – „Śmierć uczy życia” obok Schodów do nieba i Bez strachu.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 Świat na żółto. 23 małe odkrycia, które uratowały mi życie [Albert Espinosa]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Poradnik

Tagi:

Widok z nieba – Clara Sánchez

Widok z nieba – Clara Sánchez
Przełożył Łukasz Müller
Wydawnictwo Znak Literanova , 2015 , 301 stron
Literatura hiszpańska

Banalny temat, bardzo powszechny i wiodący w literaturze dla kobiet, ale tak podany, że w przypadku tej powieści czyni ją uniwersalną, ponadczasową i dla każdego odbiorcy, a na dodatek zdobywa prestiżową, literacką nagrodę hiszpańską Premio Planeta 2013.
Jak to możliwe?
Typowa powieść kobieca z popularnym wątkiem zdrady lub porzucenia rozpoczyna się najczęściej od tragicznego momentu w życiu głównej bohaterki bliskiej załamania, by w miarę rozwoju fabuły podnosić się z kolan, nabierać wiary w ludzi, zaczynać życie od nowa i zakończyć tragedię szczęśliwym zakończeniem. Czytelniczki mają okazję utożsamić się z bohaterką, przeżyć z nią po kolei etapy traumy, by przeciwstawić się niesprawiedliwemu życiu i uwierzyć w siebie na nowo. W przypadku tej powieści autorka odwróciła tę kolejność, wprowadziła zmienność rodzaju powieści i nasyciła mądrym przesłaniem.
Zaczęła opowieść od pełni szczęścia głównej bohaterki.
Patricia to szczęściara, która w wieku dwudziestu sześciu lat ma wszystko, o czym marzą dziewczyny – pracę jako wzięta modelka, pieniądze ulokowane w funduszach inwestycyjnych, motorower, mercedesa, samochód terenowy i willę w jednej z najbardziej ekskluzywnych i najdroższych okolic Madrytu oraz wspierającą ją siostrę, kochających rodziców i idealnego męża. Miała wszystko. Również poczucie pełni szczęścia. Namiastkę ziemskiego nieba, z którego patrzyła na otaczającą ją rzeczywistość z optymizmem i radością, wierząc w jego dobro i ufając ludziom.
Do czasu!
Do niespodziewanego spotkania z przypadkową współpasażerką w samolocie, która w tę oazę spokoju wrzuciła zdanie niczym ciężki kamień – jest ktoś, kto pragnie, żebyś umarła. Ta jedna informacja uruchomiła lawinę nieprzewidzianych zdarzeń i zmieniła charakter powieści – z obyczajowej o życiu modelki godzącej ją z rola żony, siostry i córki na thriller psychologiczny z elementami sensacji. Patricia z ufnej, radosnej dziewczyny, pod wpływem niebezpiecznych wypadków, przydarzających się jej w pracy i w domu, w których czuła niewidzialną siłę popychającą, przewracającą i paraliżującą ją fizycznie, zmieniła się w podejrzliwego detektywa i przestępczynię. Chciała dowiedzieć się, kto i dlaczego chce jej śmierci? Od tego momentu, razem z Patricią analizowałyśmy zachowania i osobowości wszystkich znanych jej osób z otoczenia w poszukiwaniu potencjalnego mordercy.
Nie było trupa, ale był kryminał!
To dochodzenie do poznania imienia jej śmiertelnego wroga było okazją do odkrycia siebie na nowo i do ujrzenia rzeczywistości z innej perspektywy. Tej rozczarowującej rodzinnej i tej zawodowej pełnej zawiści, bezwzględnej rywalizacji, zazdrości, wyzysku, dyktatury pięknego ciała, uzależnień, zdrady, niezobowiązującego seksu, wielkich pieniędzy i nazwisk. Z miejsca pełnego intryg, w którym myśli wywołują wiatr, a spojrzenia mogą cię zniszczyć lub ocalić. Nie zazdrościłam Patricii. Raczej jej współczułam. Tę emocję wywołał kontrast między bezwzględną branżą modową a kruchością i subtelnością charakteru bohaterki. Była dobrą dziewczyną, której w wieku szesnastu lat poszczęściło się na castingu otwierającym jej drogę do środków mających uszczęśliwić ją i jej najbliższych. I kiedy wydawało się, że właśnie to osiągnęła, jej świat zaczął powoli rozpadać się. I to ten proces, zmierzający prosto ku katastrofie, odtworzyła zdanie po zdaniu autorka. Nie chciała mnie w ten sposób do życia zniechęcić, utwierdzając w przekonaniu, że życie jest niesprawiedliwe i należy być silną. Kategorycznie nie pozwoliła też na użalanie się. Poprzez destrukcję życia Patricii, jej burzenie sztucznego nieba, dokonała czegoś bardziej wartościowego. Pokazała, że życie jest i słodkie, i gorzkie, że jest w nim uzupełniające się i dobro, i zło, że jedno bez drugiego nie może istnieć, bo obecność jednego pozwala docenić drugie. Budowanie „ziemskiego nieba” czyni z nas może i szczęśliwymi ludźmi, ale życie jego pełnią, blaskami i cieniami, radością i nieszczęściem czyni nas lepszymi i bardziej odpornymi na zło.
Bycie szczęśliwym niekoniecznie jest tożsame z byciem bezpiecznym i lepszym.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 

Widok z nieba [Clara Sánchez]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

 

Tutaj obejrzałam moment wręczenia nagrody, a dla znających hiszpański – wywiad z autorką.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Kryminał sensacja thriller

Tagi:

Jak zapomnieć eksa – Rebecca Beltrán , Adrià Fruitós

Jak zapomnieć eksa: zeszyt ćwiczeń naprawdę skutecznych ćwiczeń – Rebecca Beltrán , ilustracje Adrià Fruitós
Przełożyła Maria Borzobohata-Sawicka
Wydawnictwo Między Słowami , 2016 , 144 strony
Literatura hiszpańska

Najlepsze na odkochanie się jest czytanie książek!
To nie mój wniosek. Takiej rady udzielił nieszczęśliwie zakochanemu czytelnikowi Janusz Leon Wiśniewski w jednym z wywiadów udzielonych po spektakularnym sukcesie swojej powieści o miłości S@motność w sieci. Podkreślam – czytanie. Autorka tej książki, a właściwie zeszytu, jak ujmuje to podtytuł, podsuwa inną radę – zdiagnozuj, co tobie dolega, zobacz to w innym świetle i zapomnij. Nie czytaj, a działaj! Forma książki w postaci zeszytu ćwiczeń ma tobie w tym pomóc.
I podsuwa mnóstwo zadań praktycznych.
Jedne mają pokazać cierpiącą kobietę na miłość do eksa w jej kontekście. Mają temu służyć testy określające na przykład typ byłej czy ustalanie punktu na rollercoasterze odzwierciedlającego obecne położenie lub stan psychiczny zakochanej.

Inne mają zdeprecjonować eksa – obrzydzić, zohydzić, zbrutalizować, wyśmiać, umniejszyć jego zalety i zasługi, wyrzucić z serca i umysłu, a nawet „zabić”!

Tych ćwiczeń jest najwięcej. Można podczas ich wykonywania ciąć, naklejać, bazgrać, pisać i wydzierać kartki. Tak, jak się chce, lubi i bez jakichkolwiek ograniczeń. Papier cierpliwy jest. Bardziej niż przyjaciółka. Nie znudzi mu się, nie oceni, nie puści w eter (chyba, że ktoś znajdzie zeszyt!), wszystko przyjmie i wytrzyma. Można do tego poprawiania sobie nastroju zaprosić przyjaciół, by wypełnili strony swoimi radami.

W procesie zapominania pomóc mają również ćwiczenia wyszukujące i wskazujące pozytywne strony rozpadu związku i pozostania singielką wolną od niepożądanej miłości. Bilanse, zestawienia, plusy i zalety trzeba znaleźć samej często na drodze zabawy, na przykład wyszukiwania różnic.

A kiedy z eksa pozostanie kropka na horyzoncie umysłu, należy ją przesłonić własnymi marzeniami i planami,

często przy tym relaksując się.

Czas procesu zapominania o eksie jest bardzo indywidualny, ale z jedną, wspólną zasadą – nie wolno śpieszyć się. Testem na skuteczność terapii jest poczucie humoru i częstotliwość uśmiechu na twarzy podczas wykonywania ćwiczeń. W nagrodę można otrzymać Dyplom wyższej szkoły cynizmu imienia połatanych serc.

Autorka postarała się pomóc zakochanym kobietom, wykorzystując formułę Zniszcz ten dziennik (i jej podobnych), która na rynku wydawniczym robiła ogromną furorę wśród nastolatków. To do nich były skierowane pierwsze tego typu publikacje, mające na celu pobudzić kreatywność. Ta publikacja skierowana jest do kobiet zakochanych w byłych partnerach, która wykorzystuje znane zasady i formy pracy w psychoterapii – deprecjacja, identyfikacja, racjonalizacja, przeniesienie, wizualizacja czy werbalizacja emocji i myśli. Ta ostatnia tutaj w formie tekstu lub rysunku.
Czy skuteczne?
Autorka zapewnia, że tak. Ja, przyznaję, że nie wiem, poza jednym – na pewno nie zaszkodzą. Już samo wykonywanie ćwiczeń pozwala na odwrócenie uwagi od zafiksowania na punkcie eksa. Przy okazji wyzwalają kreatywność. Najcenniejsze w nich jest jednak to, że pomagają zakochanej w samodzielnym dochodzeniu do niepopularnych, ale koniecznych wniosków i faktów odzierających rzeczywistość z fałszywych wyobrażeń i życzeniowego nastawienia.
Smutna wiadomość jest taka, że jeśli ten poradnik i przewodnik w jednym nie pomoże, to autorzy zalecają cofnięcie się do pierwszej strony i powtórzenie ćwiczeń od nowa. Ja zalecałabym raczej poszukanie pomocy u psychoterapeuty, a zeszytu ćwiczeń potraktowanie jako czynnika wspomagającego terapię.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Poradnik

Tagi:

Ikigai – Héctor Garcia , Francesc Miralles

Ikigai: japoński sekret długiego i szczęśliwego życia – Héctor Garcia , Francesc Miralles
Przełożyła Katarzyna Mojkowska
Wydawnictwo Muza , 2017 , 222 strony
Literatura hiszpańska

Mam swoje ikigai!
Nie wiedziałam, że to tajemnicze i nowe dla mnie słowo dotyczy właśnie mnie. Zrozumiałam to, kiedy zobaczyłam ten diagram:

Jeśli wstawi się w jego środek dowolną rzecz lub ideę, to ono stanie się tym ikagai. W moim przypadku – książkę. No i proszę, jak mam życie poukładane! Idealnie wpisuję się w ten schemat. Później, w miarę czytania, okazało się, że to nie wszystko. Pojęcie ikagai miało szerszy zasięg swojego działania, który można nazwać filozofią życia. Wierzących uspokajam – to nie jest religia. Religia jest ponad to, a ikagai jest stylem życia, który się jej całkowicie podporządkowuje. Bez względu na wyznanie. Dlatego powyższy rysunek autorzy poszerzają jeszcze o dietę, ruch, relaks i umiejętność „zatapiania się” w wykonywaną czynność, którą autorzy nazywają stanem przepływu lub życiem chwilą. Brzmi tajemniczo, ale to nic innego, jak na przykład moment, w którym książka mnie pochłania i nie wiem, co się wokół mnie dzieje, bo jestem właśnie w „stanie przepływu”. Na takie mniej więcej rozdziały była podzielona treść książki, z których dowiadywałam się o kolejnych czynnikach realizacji ikigai.
A po co mi ta wiedza była?
Nie bardzo trafiały do mnie zapewniania autorów – by dłużej żyć, a ikagai to gwarantuje, czego dowodem jest wyjątkowe miasteczko; usytuowana na terenie wiejskim miejscowość zamieszkana przez trzy tysiące osób, zlokalizowana w północnej części wyspy, gdzie wskaźnik długowieczności jest najwyższy na świecie. Z tego powodu została ona okrzyknięta „miasteczkiem stulatków”. Mowa o japońskim Ogimi. Autorzy postanowili przeprowadzić w nim obserwacje, by poznać sekrety długowieczności stulatków. Zwłaszcza że – jak twierdzą – Szukając informacji na temat tego pojęcia, zdaliśmy sobie sprawę, że nigdy nie ukazała się jakakolwiek książka zgłębiająca tę filozofię z punktu widzenia psychologii popularnonaukowej lub rozwoju osobistego i nie było prób przeniesienia jej na zachodni grunt. Udali się więc do tego wyjątkowego miejsca, poobserwowali, wzięli udział w życiu społecznym mieszkańców oraz przeprowadzili szereg wywiadów z nimi, przytaczając je w formie cytowanych wypowiedzi w jednym z rozdziałów. Jeśli obietnica długowieczności mnie nie przekonywała, to przemówiły do mnie słowa najstarszego na świecie mężczyzny, Alexandra Imicha – Sposób, w jaki się żyje, jest równie, albo nawet bardziej istotny [niż geny], by być długowiecznym.
Powtórzę – sposób, w jaki się żyje!
Sama długowieczność nie jest dla mnie atrakcyjna, ale w połączeniu z satysfakcją i zdrowiem, już tak! Autorzy, aby uczynić filozofię ikagai bardziej przystępną ludziom Zachodu, próbowali przenieść ją na grunt logoterapii czyli terapii sensu życia. Szkoły psychologicznej Viktora Frankla. Austriackiego psychiatry, psychoterapeuty i filozofa, który swoją teorię przetestował na sobie jako więzień obozów koncentracyjnych. Egzamin zdał, o czym czytałam w jednej z najważniejszych książek mojego życia jego autorstwa – Człowiek w poszukiwaniu sensu. Ten niezwykły dla mnie człowiek powoływał się na słowa Friedricha Nietzschego – kto ma po co żyć, może znieść prawie każde jak. W tym tkwi sedno jego logoterapii.
Pytanie – jak to wprowadzić w życie?
Miałam ułatwione zadanie, bo wszystko to już sobie wypracowałam. Porady, wskazówki, zasady jakie przytaczali autorzy, tylko utwierdzały mnie w przekonaniu o dobrym kierunku drogi. Może z drobnymi odchyleniami. Chociażby diety. Ludzie Zachodu żyją w zupełnie odmiennym środowisku przyrodniczym, a więc i produkty spożywcze są zupełnie inne. Ale, ale! Można je zastąpić równoważnymi z własnego regionu zamieszkania. Najważniejszym jest zachowanie zasad, na przykład – nie najadać się do syta. To chyba nie jest trudne? Okazuje się, że w świecie konsumpcjonizmu i hedonizmu naszej cywilizacji to piekielnie trudne. Niedawno byłam świadkiem takiej walki pod opieką dietetyka, w której poniesiono sromotną klęskę. Dla mnie największym problemem w tym stylu życia jest ruch. Nie lubię ćwiczyć, pocić się, być zmęczoną fizycznie i nie cierpię mieć podwyższonego poziomu adrenaliny we krwi. A tutaj nakazują ruszać się dużo, systematycznie i codziennie! Plusem jest to, że ćwiczenia, jakie autorzy zaobserwowali w Japonii to ruch prosty i bez intensywnego wysiłku. Jak wstanie z krzesła – przekonują.
Faktycznie tak jest!
Wschodnim ćwiczeniom fizycznym poświęcili jeden z ostatnich rozdziałów. O ile joga jest znana, wymagająca i nie dla wszystkich, to radio taiso, taijiquan, qigong czy shiasu, już nie. To układy ćwiczeń i oddechów tak prostych i dla każdego, jak rozpowszechniony u nas nordic walking. Nawet praktyczniejszy, bo nie wymaga wyjścia z domu i jakiegokolwiek sprzętu. Wystarczy kawałek wolnej przestrzeni. Dla zachęty umieścili nawet cykl rysunków ułatwiających odwzorowywanie ruchów.

Takie łatwe, a takie trudne, bo trzeba jeszcze chcieć! I tak ze wszystkim jest w tym poradniku – podstawowy warunek, to chęć. Właściwie ruch to jedyne w tym poradniku, co powinnam zmienić w swoim życiu. Czytam bardzo dużo (według niektórych za dużo! – ale to akurat słyszę od dzieciństwa), więc potrzebuję na to równie dużo czasu. Trudno czytać w ruchu. Zasada przepływu wyklucza wykonywanie dwóch czynności jednocześnie. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie szukała wyjścia z tej patowej sytuacji. Rozwiązanie znalazłam w tym zdaniu autorów, sformułowanym na podstawie obserwacji Japończyków – Nie uprawiają żadnego konkretnego sportu, ale nie przestają się ruszać w trakcie codziennych zajęć. Nie uprawiam sportu, ale dużo się ruszam, jeśli nie czytam. Bardzo dużo chodzę i to na długich dystansach. Jeśli to nie jest miejscowość obok lub dalej, to wszędzie docieram pieszo. Autorom chodzi o ideę ruchu, o aktywność fizyczną zamiast przesiadywania. Już słyszę te głosy – a czas? Bo terminy, bo umówione godziny, bo punktualność spotkań i tak dalej, i tym podobne. I o tym, jak nie dać się wpędzić w spiralę czasu i przyśpieszony bieg życia, również jest w tym poradniku.
Po raz pierwszy przeczytałam poradnik, który niewiele wniósł do mojego życia, poza tym, że ubrał słowa praktykę i uporządkował mi wiedzę. Ale to dobrze! To znaczy, że jego teoria z obcego kulturowo kraju jest możliwa do zrealizowania na naszym gruncie, a różnice nie są przeszkodą. Jego ogromnym plusem jest również to, że podchodzi do stylu życia kompleksowo. O ile poradniki psychologiczne takie, jak Twój umysł na detoksie porządkują priorytety życiowe, a poradniki dietetyczne typu Nie potrafię schudnąć poświęcają uwagę tylko fizycznemu aspektowi ciała, to ten poradnik pochłania je wszystkie w swojej teorii. W ikigai liczy się wszystko – duch, ciało i umysł. Nadal pozostaje zadane już wcześniej pytanie.
Jak wcielić te zasady w życie?
Od razu powiem – nie da się tego zrealizować w jeden dzień, a nawet w jeden rok. Nie da się wypełnić poszczególnych kół z diagramu w krótkim czasie. Mnie to zajęło całe życie! Lata trudnej walki o mój cel, moje ikigai. Dopiero teraz, po latach, z uśmiechem i rozrzewnieniem wspominam początki, kiedy, już jako dziecko, uciekałam na strych, zaszywałam się w kącie, by nikt mnie nie znalazł przez większość dnia, abym mogła tylko czytać… Nie wiem, czy będę długo żyła, ale wiem, że dobrze mi w tym życiu, bo mam poczucie jego sensu i znam cel. Tego samego chcą autorzy dla odbiorców ich poradnika, pisząc – Celem tej książki jest ukazanie czytelnikowi sekretów zdrowego i szczęśliwego życia japońskich stulatków oraz ofiarowanie narzędzi, dzięki którym odkryje on swoje ikigai. Kto je odnajdzie, będzie miał wszystko, czego trzeba do długiej i radosnej podróży przez całe życie. Wystarczy stosować tych dziesięć mocno skondensowanych zasad umieszczonych przez wydawcę na okładkowym skrzydełku:

Wiem,że to piekielnie trudne. Warto jednak przynajmniej spróbować podjąć tę walkę o siebie.
O swoje ikigai!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

IKIGAI. Japoński sekret długiego i szczęśliwego życia [Francesc Miralles Contijoch, Hector Garcia Piugcerver]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

 Książkę wybrałam spośród bestsellerów księgarni Tania Książka.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Poradnik

Tagi:

Ukryta róża – Reyes Monforte

Ukryta róża – Reyes Monforte
Przełożył Zbigniew Zawadzki
Wydawnictwo WAM , 2017 , 503 strony
Literatura hiszpańska

   Dzisiaj kończę osiemnaście – odpowiedziała Zehera. – I chcę umrzeć.

   To niecodzienne wyznanie 10 czerwca 1992 roku rozpoczyna opowieść o losach bośniackiej muzułmanki. Jeszcze niewiedzącej, że brutalny gwałt, którego właśnie doświadczyła, był jej „szczęściem”. Inne współwięźniarki serbskich nacjonalistów miały gorzej. W hotelu Vilina Vlas w Wiszegradzie zamienionym na ośrodek gwałcenia bośniackich kobiet, które stały się „skutkiem ubocznym” taktyki wojennej i jednocześnie celem czystek etnicznych, działy się dużo bardziej przerażające i makabryczne rzeczy. Wszyscy wiedzieli, że niełatwo jest ujść z życiem z tego przeklętego miejsca. Kiedy przekroczyło się próg hotelu Vilina Vlas, sens słowa „życie” ulegał zresztą rozmyciu i zostawało z niego mgliste wspomnienie. Właściwie sens znikał, a dalsze trwanie stawało się piekielną karą, jedyną zaś nadzieją była szybka śmierć. Autorka niczego mi nie oszczędziła, drobiazgowo opisując tortury Zehery i innych niewolnic seksualnych w ośrodku. Ta pierwsza część losów dziewczyny, bardzo brutalna, a jednocześnie wprowadzająca w historię konfliktów bałkańskich i ich przyczyn doprowadzających do wojny w Bośni i Hercegowinie w latach 1992-1995, przypominała mi historię innej kobiety-niewolnicy w podobnym konflikcie opisanej w Wyborze Jasminy  przez Jean Sasson. „Na szczęście” – to znowu pejoratywne określenie – Zeherze udało się wyrwać z koszmaru wojennego Wiszegradu oraz Sarajewa i uciec do Hiszpanii. Do uroczego miasteczka Villa de Alba koło Salamanki. Wydawałoby się, wymarzonego miejsca spokoju, życzliwości i przyjaźni do rekonwalescencji.

   Nic z tego!

   Tę drugą część losów nastolatki na emigracji autorka tak ułożyła, by pokazać losy uchodźcy bez domu, bez przyjaciół, planów, marzeń, bez teraźniejszości i przyszłości. Bez niczego. Tylko z bólem przeszłości, ciążą w wyniku gwałtów, stresem pourazowym i syndromem niepokoju imigranta. Powrót po dziewięciu latach do rodzinnego domu dorosłej już Zehery, był trzecim etapem jej życia i kolejną okazją do ukazania stanu kraju i społeczeństwa po wojnie, przeżywającego własne, osobiste traumy. W którym ojcowie, matki, siostry i bracia albo już nie żyli, albo stali się zupełnie innymi ludźmi. Zehera doświadczyła dwóch największych problemów, z którymi zmagała się ludność w Bośni i w krajach, w których wojna uczyniła ze śmierci i zbrodni coś całkiem codziennego – handlu młodocianymi i ich organami oraz zbrodni honorowej.

   To nagromadzenie nieszczęść w jednym życiu nastolatki, a potem kobiety, która reprezentowała losy tysięcy kobiet, było celowe. Autorka znana jest z tego, że jej powieści z fikcyjnymi bohaterkami oparte są na faktach po to, by zwrócić uwagę czytelnika na całym świecie na dramaty kobiet. W tej powieści pokazała losy kobiet uwikłanych w najbardziej krwawy i ludobójczy konflikt  zbrojny w Europie po II wojnie światowej. Właściwie można potraktować tę książkę w warstwie historycznej, jak vademecum o nim. Każda wzmianka o ośrodkach gwałtów, obozach koncentracyjnych, rzeziach na moście nad rzeką Driną, Sarajewskich Różach, torturach na ludności cywilnej, handlu dziećmi, ludobójstwie, przywódcach nacjonalistów chcących Wielkiej Serbii tylko dla Serbów czy Alei Snajperów z ostrzegającymi napisami – pazi snajper (uwaga snajper),  na której wśród 225 ludzi zabito 60 dzieci, ma swoje potwierdzenie w źródłach dokumentalnych.


By PaalsoPraca własna, CC BY-SA 3.0, Link

   Książkę tę przeczytałam na spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki, które przede mną. Jestem ciekawa jej odbioru przez innych czytelników tak, jak i samej dyskusji. Mam jednak przeczucie, że nie uda nam się odpowiedzieć na pytanie zadane przez siostrę Zehery – Możesz mi powiedzieć, jaka idea, jakie terytorium, jaka religia, pieniądze, dumne dziedzictwo, jaki rodzaj paranoi może usprawiedliwiać widok dwu- czy trzyletnich dzieci rzucających się do grobów, żeby uciec przed śmiercią? Warto jednak nad tym zastanawiać się, warto o tym rozmawiać, warto spotykać się i o tym dyskutować, nawet jeśli nie znajdziemy odpowiedzi. Bo chyba nie o odpowiedź chodzi, ale o wnioski płynące z historii.

   Zwłaszcza teraz, kiedy nacjonalizm w Polsce ma wspaniałe warunki do rozwoju.

   Zdania pisane kursywa są cytatami pochodzacymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi:

Dam ci to wszystko – Dolores Redondo

Dam ci to wszystko – Dolores Redondo
Przełożyła Barbara Bardadyn
Wydawnictwo Kobiece , 2018 ,  618 stron
Literatura  hiszpańska

   Przepadłam wśród winnic!

   W nieśpiesznej naturze dojrzewających gron w hiszpańskich winnicach tarasowych, wśród których duszny zapach winorośli i ziemnego granitu mieszał się z aromatem ziół. Wśród rozkwitających plantacji gardenii. W powietrzu przesiąkniętym aromatem cytrynowych i pomarańczowych drzewek ciężkich od dojrzewających owoców. Ta ciepła atmosfera pejzaży nagrzanych słońcem przypominała mi powieść obyczajową Iwony Słabuszewskiej-Krauze Portugalka. Mogłabym powiedzieć, że zakochałam się w pazo As Grileiras położonym wśród tego dobra i piękna natury, gdyby nie fakt, że mury tej siedziby arystokratycznego rodu Muñiz de Dávila kryły przerażającą tajemnicę rodzinną.

   Niejedną!

   Pierwsza, która zapoczątkowała lawinę następnych, ujawniła się w dramatycznych okolicznościach już na początku powieści. Zaistniała na terenach Galicji położonych kilkaset kilometrów, w Madrycie przybrała twarz pięknej sierżantki Gwardii Cywilnej wypowiadającej słowa, które całkowicie zmieniły dotychczasowe, spokojne życie pisarza Manuela – Chodzi o pańskiego męża (…) dzisiaj w nocy pan Álvaro Muñiz de Dávila miał poważny wypadek samochodowy. Kiedy przyjechała karetka, już nie żył. Początkowo myślałam, że przesłyszałam się. Potem, że to błąd logiczny albo w druku. Ale nie! Napisano tę wypowiedź prawidłowo. Manuel miał męża Álvara i sam był jego mężem.

   To męski świat z kobietami na jego obrzeżach.

   Manuel przyjeżdżając do Galicji na pogrzeb ukochanego, wszedł w rodzinę patriarchalną, o której istnieniu nie wiedział. Silną, dla której honor był ponad wszystkim.Nawet ponad szczęściem własnych dzieci. To dlatego Álvaro, którego homoseksualizm nie był przez krewnych akceptowany, ukrywał ją przed Manuelem. Zataił drugie, rodzinne życie na prowincji, jako markiza. Myślał, że chroni w ten sposób Manuela. Nie przewidział jednak swojej śmierci i tego, że Manuel, jako jedyny jego spadkobierca, będzie musiał stawić czoła tradycji i zasadom rządzących rodem. Nie przypuszczał, że jego ukochany będzie musiał rozwikłać zagadkę nie tylko jego tajemniczej śmierci, ale i tych mających miejsce w przeszłości. Nie przeczuwał, że będzie musiał podjąć prywatne śledztwo wraz z miejscowym policjantem Nogueirą i księdzem Lucasem. Nie podejrzewał, że w ten sposób rozpęta piekło w rodzinie obnażające jej podwójną moralność charakterystyczną dla miejscowej arystokracji. Nie bez powodu autorka na początku książki umieściła poniższe motto zaczerpnięte z kryminału Agathy Christie.

Autorka stworzyła obraz bezwzględnej i brutalnej siły tradycji posuwającej się do akceptowanych i zatajanych morderstw, gwałtów, uzależnień, przestępstw, a nawet pedofilii.

   To również męski portret psychologiczny bohaterów.

   Silnych i słabych. Bogatych i biednych. Hetero i homoseksualnych. Różnych pod każdym względem. Jednakowych w przeżywaniu bólu z powodów wymagających od nich heroizmu wobec podwójnej moralności życia. Każdy z nich na swój sposób radził sobie z własnym. W każdym z nich tkwił zniewalający cierń tajemnicy niepozwalającej cieszyć się w pełni życiem. Manuel nazwał go smokiem, mówiąc – śpi na dnie naszego serca, a szukanie sprawiedliwości domaga się jakiejś rekompensaty, której nie można znaleźć, ponieważ potwór będzie żył wiecznie w koszmarach, jakie ciągniemy za sobą z przeszłości, i zniknie dopiero wtedy, gdy ostatni złożymy się w ofierze poprzez spalenie. Manuel uwolnił wiele smoków, wydłubał wiele cierni, czyniąc tę opowieść nieprzewidywalną i zaskakującą swoimi kolejno ujawnianymi tajemnicami i sekretami, zmieniającymi kierunek akcji i obraz ostatecznej prawdy.

   Bolesnej, ale i oczyszczającej.

   I taki też był ten kryminał. Niósł piękno natury przyrody i brzydotę natury człowieka. Spokój krajobrazów i piekło ludzkiej psychiki. Spiżową tradycję regionu i człowieczy ból konsekwencji przestrzegania jej zasad. Smak czerwonego wina koloru krwi.

   Heroiczną postawę nielicznych mężczyzn, by przetrwać w rodzie.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Książkę wybrałam spośród bestsellerów księgarni Tania Książka.

Dam ci to wszystko [Dolores Redondo]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Kryminał sensacja thriller

Tagi: