
Nie wiem dlaczego nie nazywają się np. »Smocze« lub chociażby »Sowie«. Zaraz w pierwszym dniu wybrałem się do kamieniołomu piaskowca. Byłem oszołomiony. Nie odważyłem się rysować.
Tak opisał swoje pierwsze wrażenia artysta Stanisław Mrowiński po ujrzeniu Gór Stołowych, który obiecał sobie, że najpierw je dobrze obejrzy, zanim zacznie uwieczniać w obrazach. Zaliczył je do najpiękniejszych widoków, pisząc – GÓRY STOŁOWE – TO NAJPIĘKNIEJSZY MOMENT w mojej podróży po Dolnym Śląsku – i zdaje się wogóle.- [pisownia oryginalna].
A potem zaczął rysować…
To jego rysunki były uzupełnieniem widoków Gór Stołowych utrwalonych na fotografiach przez Tadeusza Kandefera, pod którego redakcją powstał album nie tylko do oglądania, ale również, a może przede wszystkim, do przeżywania. Razem oddawały piękno natury.
Zawierały w sobie jednak coś więcej niż tylko wrażenia estetyczne.
Emanowały magią gór, której poddali się autorzy publikacji. Oddali ich czar poprzez pryzmat własnej wrażliwości i miłości do Gór Stołowych. Postarali się przekazać w nich również różnorodność emocji, jakie wzbudzały, dzieląc je na części widziane w słońcu, deszczu, wietrze, a także ukazujące ich przestrzeń, misterność detali, ciszę i… minioność.
Uzupełnione emocjami innych.
Tych, których również oczarowały góry, a czemu dali wyraz w myślach, poezji, listach czy obrazach. Autorzy wykorzystali je w formie fragmentów, cytatów lub ilustracji, by pokazać indywidualne, subiektywne spojrzenie na ten sam majestat.
Stworzyli album niezwykły.
Zawierający krainę z historią w tle ludzi w niej mieszkających, po których pozostały puste chaty i ruiny domów. Osób pracujących na rzecz gór, po których pozostały tablice upamiętniające ich działalność, a także tylko odwiedzających, których twórczość ilustrowała fotografie w albumie. Z widokami panoramicznie obejmującymi dwustronicową płaszczyznę kart publikacji, jak i skupiającymi się ma mikroświecie organizmów żyjących w górach – roślin i zwierząt. Świata ukrytego i rzadko widywanego, do którego symbolicznie prowadziło wąskie przejście w skale umieszczone na okładce albumu. Monografii stworzonej pod czułym, wrażliwym i uważnym okiem zespołu przewodników delikatnie wskazującym kierunek patrzenia, by zobaczyć w przepięknie ujętych widokach własne odczucia, ograniczając słowną narrację do minimum, bo bez wielu słów oddziałują na nasze dusze – jak powiedział cytowany pierwszy mianowany przewodnik tych gór w 1813 roku Franciszek Pabel.
Może dlatego, tak ujęte piękno Narodowego Parku Gór Stołowych przekazane przez autorów albumu, zawierało ogromną dawkę emocji.
Przekazać unikatowość i wyjątkowość Gór Stołowych, a tym samym piękna natury w ogóle było głównym przesłaniem tego opracowania, a właściwie monografii miłości do nich. Niekoniecznie namawiające do odwiedzenia konkretnych miejsc, ale na pewno do okazywania szacunku przyrodzie jako takiej w obcowaniu z nią. By ci, którzy przyjdą po nas, też mogli powiedzieć – byłem w górach i napisać, jak Stanisław Mrowiński – nie wiadomo co bardziej podziwiać: czy różnorodność świerków, czy osobliwość form głazów, czy ilość lat potrzebnych na przeobrażenie lite skały w takie fantastyczne układy…
Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.
In montibus eram: byłem w górach – pod redakcją Tadeusza Kandefera, Wydawnictwo Epograf, 2025, ilustracje, literatura polska.
Tutaj można zajrzeć do albumu.
Autorka: Maria Akida
Kategorie: Album
Dodaj komentarz