
Opowieść o tym, że nawet najbardziej połamane skrzydła da się jeszcze skleić.
A życie podcinało, łamało i wyrywało je bezlitośnie Małgorzacie i Adamowi. Kobiecie, której umierał mąż po udarze mózgu i mężczyźnie, któremu rak piersi powoli odbierał żonę.
Ich znajomość zaczęła się na korytarzu zakładu opiekuńczo-leczniczego podczas odwiedzin małżonków. Z czasem stali się dla siebie w podobnych doświadczeniach wsparciem, inspiracją, motywacją i nadzieją, że choroba minie. Prowadzone rozmowy utrzymywały ich na powierzchni życia. Dmuchali sobie nawzajem na poranione skrzydła, a potem w odrośnięte, by nie rozbić się o ostre skały smutku.
Nie zdradzam w tym momencie fabuły.
Autorka z góry założyła, że będzie to powieść terapeutyczna dla osób w trudnych, skrajnych sytuacjach życiowych, które wydawałyby się im beznadziejne. Stworzyła historie podobnych im osób, pokazując spektrum emocji towarzyszących. Od lęku, złości, wściekłości na świat pozwalający im się rozpadać na maleńkie kawałki, na tysiące drzazg, gniewu, poczucia zdrady i opuszczenia, niezrozumienia, a przede wszystkim samotności w problemie. Z drugiej strony zatracania się w nim, bo prowadzącym do egoistycznego postrzegania postaw bliskich oraz przekonania, że wszyscy będą kręcić się wokół jej świata, rozbitego, rozsypanego, pełnego żalu.
Przybliżyła procesy psychiczne zachodzące w człowieku, któremu runął znany świat.
Te o podłożu społecznym widoczne w postawach głównych bohaterów i ich najbliższych. Te natury religijnej, w której Bóg przechodził weryfikację wiary w jego intencje i istnienie. Również te o podłożu intelektualnym, a dokładniej filozoficznym, skupiające się na istocie życia i jego nieuniknionym przemijaniu, chorobie jako polu walki, miłości z nadzieją, że nawet jeśli ciało zawodzi, to ona przetrwa i szczęściu przybierającemu zawsze kształt sinusoidy.
Naprzemienna opowieść Małgorzaty i Adama pozwalała na ich uważne prześledzenie.
Autorka pokazała również, jak radzili sobie pogrążeni w smutku bohaterowie. Podsuwała im pomysły podnoszące na duchu i umożliwiające czerpanie odrobiny radości z drobnych czynów, do której każdy z nich miał prawo. Uprzedzała przy tym, że nie zawsze miały one charakter zbawienny i naprawczy.
Liczyła się sama chęć próby, czy stworzenia możliwości zadziałania.
Mimo że opowieść miała mieć charakter psychologiczny, nie poczułam historii emocjonalnie. Brałam w niej udział rozumowo, jako raczej obserwator zmagań uczuciowych Małgorzaty i Adama. Może dlatego, że część wiedzy na temat funkcjonowania świata i człowieka w nim pochodziła z mentalnych przekazów umieszczanych w życiu pary bohaterów. Brzmiały jak miniwykłady mentora w szkole życia.
Nie przemawiało to do mnie.
Ten silny i jawny dydaktyzm stał w opozycji do języka emocji. Często nie należał ani do Ewy, ani do Adama. Narrator przejmował ich role, odgrywając nauczyciela, mentora lub guru. Przeszkadzało mi to, bo wyrywało mnie z emocji przeżywanych przez uczestników scen. Wolę samodzielnie wnioskować i odkrywać przesłania, bo na tym polega dla mnie przekaz intelektualny i emocjonalny powieści terapeutycznej czy psychologicznej. Tutaj ona traciła swoje cechy i funkcję na rzecz poradnika psychologicznego, w którym mogłam przeczytać na przykład dwustronicowy rozdzialik na temat przysięgi małżeńskiej.
Frapujący mezalians.
Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.
Obiecaj, że będziesz pić kawę o poranku – Natasza Socha, Wydawnictwo Zwierciadło, 2025, 304 strony, literatura polska.
Rozmowa z autorką o książce.
Autorka: Maria Akida
Kategorie: Powieść psychologiczna
Dodaj komentarz