Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Facebook Instagram YouTube Lubimy Czytać Pinterest

Proto – Laura Spinney

3 kwietnia 2026

Niemal co druga osoba na świecie mówi jakimś językiem indoeuropejskim.

   Przez większość wieków naszej ery pochodzenie różnorodności językowej tłumaczono opowieścią o wieży Babel i Bogu, który pomieszał języki, zaczerpniętą z Biblii. Pomysł, że istnieje więź między sanskrytem a łaciną i greką, nie wspominając o innych językach europejskich, graniczył z szaleństwem.

   Ten stan wiedzy utrzymywał się do XVIII wieku.

   Jednak znalazło się kilku poliglotów, którzy odważyli się mówić i szukać przodka łączącego Europę i Azję – języka indoeuropejskiego. Jednego z pięciu współczesnych rodzin językowych. To z niego autorka uczyniła bohatera swojego uważnego śledztwa, bo to on dał początek powstaniu największej rodziny językowej w dziejach świata. Do niej należy również język polski w podrodzinie bałto-słowiańskiej i dalej słowiańskiej i zachodniosłowiańskiej razem z czeskim i słowackim.

   W analizie swojej autorka czerpała wiedzę z powstałej do tego celu nauki – językoznawstwa historycznego.

   To według jego wyznaczników podrodzin językowych podzieliła zgromadzoną wiedzę na sześć rozdziałów poświęconych językom: anatolijskim, tocharskim, celtyckim, germańskim i italskim, indoirańskim, bałtyckim i słowiańskim (dla mnie najciekawszym) oraz albańskim, greckim i ormiańskim. Poprzedziła je dwoma rozdziałami wprowadzającymi, omawiając genezę lingua obscura, czyli protoplastę języków oraz historię praindoeuropejskiego, który jeszcze dwieście lat wcześniej był Świętym Graalem wielu badaczy i intelektualistów. Autorka wskazała w nich metody badawcze, umożliwiające poznanie losów języka już wymarłego od tysięcy lat, wskazując trochę przekornie na najważniejszą – pokorę. Wymieniła techniki językoznawcze, archeologiczne i genetyczne umożliwiające przeanalizowanie dziejów języka, rozwoju idei i wiedzy w nim zawartej, a tworzącej kulturę, oraz ruchów demograficznych.

   To dzięki nim autorka zabrała mnie do… Narnii.

   Krainy kultury andronowskiej, ceramiki sznurkowej, Sintasza, grobów zrębowych i jamowych, Indusu, ożywionej językiem, kulturą i wędrówkami przez lingwistów, archeologów i genetyków, które umożliwiły prześledzenie rozprzestrzeniania się języka indoeuropejskiego na Azję i Europę, dającemu początek powstaniu nowych języków, ale i wymieraniu innych.

   Śledzenie tej wędrówki ułatwiały mapki umieszczone w tekście oraz schemat podziału omawianych języków.

   Autorka swoją wiedzę oparła nie tylko na literaturze podmiotu i przedmiotu, umieszczając ją w obszernej bibliografii załącznikowej, ale również z własnych doświadczeń towarzyszenia archeologom podczas badań na rosyjskich stepach, ukraińskich porohach na Dnieprze, w węgierskiej puszcie, tureckich ruinach czy z poszukiwań muzealnych.

   To dzięki takiemu podejściu reportaż naukowy okazał się pasjonującą wędrówką w czasie i przestrzeni po dawnych szlakach naszych przodków.

   Ich efektem były porównania słowne i pojęciowe, przemawiające wspólnymi dźwiękami, pisownią i  znaczeniami. Dopiero po tak przedstawionej historii języka można było zrozumieć dziedzictwo najpierw przekazów ustnych utrwalonych następnie w piśmie, a potem w szeroko pojętej kulturze aż do dzisiaj. Fascynującym było uświadomienie sobie wspólnej idei wielu przekazów wykorzystywanych w literaturze przez pisarzy, która pochodziła z prahistorii, łącząc hinduskie święte teksty w sanskrycie, greckie eposy Homera, epicki poemat heroikoniczny w staroangielskim ”Beowulf” czy współczesnego „Władcę Pierścieni” J. R. R. Tolkiena. Pisarza i poliglotę o polskich korzeniach według badań Ryszarda Derdzińskiego.

   Usłyszałam głos moich praprzodków.

   To niesamowite wrażenie połączenia z przeszłością za pomocą języka, którego metaforą była szafa do Narnii, budowało największe i najciekawsze przeżycia podczas wędrówki przez stepy, puszczę, góry, rzeki i czasy. Jednak autorka chciała zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt swoich rozważań – na motor przemian językowych. Swoje wnioski umieściła na końcu opracowania, skupiając się na migracji ludzi. Opisując efekty pracy archeologów i genetyków, podkreśliła determinujące zmiany, jakie niosły odkrycia, w postrzeganiu rozwoju i ewolucji języka. To one umożliwiły wysnucie jednej z najważniejszych myśli z tej wędrówki – Migracja jest czymś stałym, »rdzenność« – względnym.

   To pozwoliło jej na sformułowanie wniosków proroczych.

   Uważała, że język stanie się nowym polem bitwy w wojnach tożsamościowych, a zachowanie jego »czystości« wciągną na sztandary ci, którzy chcą stawiać mury. Niestety, historia dowodzi, że największy sukces ze wszystkich języków w historii planety odniósł ten, który powstał jako hybryda i został rozniesiony przez imigrantów.

   Tylko ewolucja i rozwój paradoksalnie są w tym procesie niezmienne.

   To dlatego w podziękowaniach autorka umieściła bardzo ważne zdanie – Czytelnicy powinni mieć też świadomość, że omawiana dziedzina rozwija się szybko, więc część zawartych w nich treści może być już nieaktualna.

   Podobnie jak słowniki języka polskiego, ortograficzne i poprawnej polszczyzny wydane do 2025 roku.

Proto: Jak nasz język dotarł na krańce świata – Laura Spinney, przełożył Grzegorz Kulesza, Wydawnictwo Znak Horyzont, 2026, 448 stron, literatura brytyjska.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Historia, Popularnonaukowe

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *